Transcription
Więc jak ktoś co trzy dni wrzuca 10 najlepszych narzędzi do czegoś, no to to jest po prostu kant gigant. Nawet z tych dwóch powodów widać, że w ogóle nie ma się co tego słuchać. Więcej osób w dzisiejszych czasach marudzi na to, że się źle czuje po scrollowaniu niż po paleniu papierosów. Trzeba uważać, żeby przerwa nie była wciągająca. To nie może być za dobra przerwa, bo to nie jest cel, żebyśmy se przerwy robili w ciągu dnia, tylko ten celem jest to, żebyśmy robili to, co chcemy. I jeżeli półtorej godziny drzemki trwa długo, to prawdopodobnie organizm próbuje sobie z czymś poradzić. To warto się czymś takim zainteresować.
W ogóle zabieranie się do rzeczy tak nie wygląda, że ja się zabieram. Zabieranie rzeczy wygląda tak. No nic, trzeba zrobić. Dziś moim gościem jest Miłosz Brzeziński, jeden z najbardziej znanych ekspertów od efektywności, autor bestsellerów takich jak "Głaskologia" czy "Życiologia". I dziś rozmawiamy o tym, dlaczego mimo najlepszych chęci nasze cele lądują w szufladzie, a my często z telefonem w ręku na kanapie. Dzień dobry.
>> Dzień dobry. Dziękuję za zaproszenie. Dzień dobry państwu.
>> Mam takie wrażenie, że większość z nas wie co powinna robić, że wie, że musi odkładać pieniądze, że regularnie wykonywać jakieś czynności, żeby osiągnąć sukces, a mimo tego nie potrafimy tego zrobić. Dlaczego tak jest?
>> To zacznijmy od odbijania piłeczki, bo pani doktor jest panią doktor i przychodzą do pani doktor, pani pacjenci i mówią: "Pani doktor, co mam robić?". E, jak pani doktor ich tak słucha tych pacjentów, to oni wiedzą co mają, czyli świadomość tego, co człowiek w ogóle powinien w życiu zrobić. Ma pani taką wewnętrzną taką statystykę w głowie. Jest taka bardziej, że ludzie ogarniają, czy większość taką, że my naród to nie jest sugerujące pytanie, że że tak gdzieś dzwonią, ale Jesus, pójdź dziecię, ja cię uczyć każę.
>> Myślę, że w połowie ogarniają, ale nie do końca wiedzą którędy iść. Tak bym powiedziała.
>> Okej. No to chyba to to jest w ogóle dobra odpowiedź na to pytanie, tak się szczęśliwie składa, które zostało zadane też mnie przed chwilą, że my mniej więcej wiemy o co chodzi z tym, jak trzeba dobrze funkcjonować. Mniej więcej wiemy, że dobrze pomaga, na przykład bardzo dobrze pomaga dużo spanie. Zresztą coraz większa liczba osób się zmienia w tym kierunku. W ogóle nie da się ukryć, że my ludzkość mamy taką tendencję do amebowego pełznięcia w tę stronę, co trzeba. Jakoś pełzniemy w to światło bramki. Widzimy tę bramkę, wiemy gdzie ona jest. To nie jest żaden zarzut do reprezentacji. W tamtym kierunku piłka się zbliża, ale każde pokolenie nie strzela gola, tylko tak się przesuwa od połowy bardziej w kierunku pola karnego na razie bezpiecznie i jeszcze nie można oddać strzału. No więc tak to mniej więcej wygląda. Coraz więcej osób zdaje sobie sprawę z tego, co szkodzi na pewno, bo jest wiele takich rzeczy, które szkodzą niektórym, a niektórym nie. Niektórzy mogą się napchać cukru i mniej to zaszkodzi, a inni jak się przebadają, to się okaże, że popatrzą tylko na y wystawę u cukiernika i w sumie już mogą się udać do diabetologa od tego. E, tak samo jest ze spaniem. Jednym mniej, drugim więcej. Jedni suplementują, to im daje coś, drudzy nie muszą w ogóle suplementować, a trzecim nic to nie daje, chociaż się ładują kontenerami witamin różnego rodzaju i to się po prostu nie wchłania. Więc ludzie też już zaczęliśmy się orientować, że po prostu ludzie są różni zupełnie, co wcale nie jest nowym odkryciem, bo przez większość historii świata taki indywidualizm w ogóle nie istniał. Ludzie byli traktowani jako chmara. W ogóle nawet pismo przez duże P zakładało, że nikt z nami indywidualnie u bram nie będzie rozmawiał, tylko że po prostu wszyscy idą na raz i oni wszyscy tam wchodzą. Wszyscy my wchodzimy. Wiadomo, kto pójdzie do nieba. Otóż my. No więc wszyscy my tam wchodzimy. Żadnych nie będzie indywidualnych sądów, kolejek. Następny proszę, tu mam na kartce napisane, co ty konkretnie robiłaś. Wszystko było takie bardzo masowe. No więc teraz ta idea, że każdy jest inny, powinien się mniej więcej ogarnąć jaki on jest. Czyli raz, że przebadać, dwa, zobaczyć swoje preferencje, trzy, kiedy mu się dobrze śpi, a kiedy jest za późno. Po czwarte zdać sobie sprawę w jakim się urodził otoczeniu. Jak ktoś małe dziecko, małego pieska, który czy tam starego kotka, który od 2:00 do 4:00 wyje, że jak się położę o 12:00, to już nie pośpię bez przerwy, więc muszę się głość wcześniej. No to zaczęliśmy rzeźbić, ale cudów na razie z tego nie ma. Ta piłka się przesunęła o kawałek. Więc rzeczywiście jest tak, że dla osób, które tak jak pani doktor są wyedukowane w tym zakresie, widać, że gdzieś dzwonią, bo do tej pory było tak, że w ogóle nic nie dzwoniło. Tam było ciągle zawijanie chleba w pajęczynę naślinioną i przykładanie do wszystkiego, bo pewnie wyciągnie choroby i to wcale nie są jakieś super stare czasy, jak wiadomo, bo nawet nie o 100 lat wystarczy się cofnąć, żeby takie historie ciągle były na porządku dziennym. No więc jest nieźle. Jakby tak popatrzeć na całą historię świata, ale wciąż jesteśmy w polu i to jest pierwszy kłopot, że jak zaczynamy dzielić to wszystko na kawałki w naszych życiach, to przejdźmy już teraz do praktyki, no się okazuje, że jest kurna trudno, jakby powiedział Antoni Piechniczek, ponieważ z jednej strony trzeba wiedzieć co i jaki jest cel i co potencjalnie możemy osiągnąć, a z drugiej strony trzeba się potrafić za to zabrać i nie przestać robić te dwie rzeczy. powodują gigantyczną trudność, ponieważ za pierwszym razem prawdopodobnie nie wyjdzie, więc mamy jakąś dużą wizję tego, co byśmy chcieli. Ja to sobie wyobrażam siebie, że codziennie tam rano poświęcam się poezji, a później malarstwu, a później wychodzę do pracy i bardzo mi się ta wizja podoba, a potem się milion rzeczy świata okazuje, albo że rano ja po prostu nie mogę wstać, bo mózg mi dopiero dociera do miejsca, w którym jest pół około południa, albo że nie mogę, albo jak wstaję, to wszyscy inni wstają ze mną i mnie zagadują, więc żadnej kompozycji heksametrem nie będzie. albo że ja w ogóle nie lubię pisać, tylko nigdy tego nie wiedziałem, bo nigdy nie siedziałem, nie? I teraz muszę wymyślać od nowa, a trochę mi się nie chce. No więc tego wszystkiego, co to co wygląda dla nas, takich rików, które dopiero zaczynają różne czynności jako całkiem prosta wajcha do przełożenia na drugą stronę, okazuje się potem milionem malutkim takich wajszek, które trzeba codziennie pstrykać na konsoli i jak któraś nie zaskoczy, to ona hamuje wszystkie następne plus telefon. Człowiek wie, że łatwiej nie zjeść pierwszego pączka niż drugiego, bo jak już coś odpali się w nim w środku i mechanizm ruszy, to No i se tak mówimy, nie, nie zajrzę na YouTubea, zanim nie zrobię czegoś poważnego. I nagle patrzymy na moją rękę, a ona to robi i mówią do niej: "Cóż ty wyprawiasz? Nie moja ręką prawdopodobnie, bo czyja byś była?". Ale ponieważ nasz umysł nie jest pojedynczym monolitem, tylko takim konsolidacją różnego rodzaju popędów, choć pewnie ładniej by było powiedzieć, konsolidacją głupków, która siedzi i debatuje, co by teraz dobrze było porobić dla nas i co oni tam wygłosują albo kto złapie za dźwignię i pociągnie, to my to robimy. No to dochodzimy do takiego momentu, że żeby ktoś wprowadził jakąś zmianę w życiu, to się musi strasznie pilnować i zwłaszcza jeśli to jest zmiana daleka. Najłatwiej by było, gdyby się po prostu wrzucił w takie otoczenie, które to ułatwi. I dlatego my często mówimy i radzimy ludziom, że jeżeli chcą, żeby się coś zadziało, to żeby raczej pracowali od zewnątrz, a nie od środka.
A ma pan jakieś sprawdzone sposoby dla moich słuchaczy, które mogliby wdrożyć na co dzień, żeby lepiej potrafili się skupić i faktycznie wykonywali to, co mają zrobić, a nie ulegali rozpraszaczom?
>> Na pewno zaczynamy od takiego, warto zacząć od takiego myślenia, bo, bo ci co się skupiają, to generalnie się skupiają. Oni mało porad potrzebują, oni bardziej potrzebują, co zaskakujące, to może być też ciekawostka powiedzenia im, że se wysoko wieszają poprzeczkę. Bo oni już są skupieni, są bardzo efektywni, a ciągle uważają, że to jest jednak jeszcze to jest śmietnik. To jak ja patrzę na swoje życie, nie tam kalendarz cały posortowany na dwa tygodnie, jak jażę na swoje życie, to jest po prostu chaos. Ja nie wiem jak ja to ogarnę. No więc są takie osoby, jak takie osoby tak mówią, to najczęściej paradoksalnie chodzi o coś zupełnie odwrotnego. Ale jeżeli rzeczywiście jest tak, że ktoś ma dowody na to, że mu się to rozpada i że że jest tam zakres do pracy, no to pierwsza rzecz jest taka, żeby w ogóle nad sobą nie pracować, tylko nad uporządkowaniem tego, co się dzieje na zewnątrz, wszystkiego, co się da, czyli tego, do czego ja mam dostęp, na co patrzę, w których miejscach pracuję. Zaraz podamy konkretne przykłady. I to jest otoczenie, nazwijmy je fizycznym, oraz otoczenia społecznego. No i tu się zaczyna zabawa, ponieważ trzeba będzie macać. Macanie jest kosztowne, kosztuje czas i czasami też kosztuje trochę hajsu, choć można być w tym sprytnym. Czyli na przykład niektórym pomaga niepracowanie tam albo w takich warunkach, w którym im nakazano. Czyli można sobie odwrócić biurko, jeżeli się ma biuro w jakieś swoje, jeśli jest pracownikiem biurowym. Można spróbować pracować w domu, jeżeli ktoś w ogóle ma ten typ rodzaju, albo właśnie nie pracować w domu, bo jeżeli się wychodzi z domu, no to my już od dawna wiemy, że to w ogóle dużo zmienia. Po pierwsze, człowiek się najpierw przejdzie, więc przewietrzy. Po drugie nie ma tam za bardzo co robić. W domu zawsze jest co robić. W najgorszym razie można kotlety zrobić na miesiąc do przodu albo posprzątać po raz kolejny, bo przecież musi być posprzątany, a nigdy nie jest tak jak trzeba. Więc robimy te wszystkie rzeczy. Jak człowiek wyjdzie, to wie, że tutaj jest w takim miejscu do pracy. W miejscu do pracy też nie ma za dużo jedzenia. Jedzenie nas ratuje z wielu różnych opresji życiowych. Ze stresu, ze smutku, z nudy, z no z głodu wiadomo, ale to już dawno. Więc jak tam nic nie ma do jedzenia, to po prostu nic nie zjemy. No ile można blat lizać tego biurka, na którym się siedzi. E, w końcu człowiek się orientuje, że to nic nie daje i może tam być tylko na przykład herbata i kawa i to na przykład bez cukru, więc żebyśmy za dużo nie wypili. Może być jakieś fajne okno do patrzenia i nagle się okazuje, że jest o wiele łatwiej. No tylko, że wtedy mamy komputer i jak ten komputer się zalogujemy, to tam jest kolejny duży świat, w którym można przeklikać. No więc znowu zamiast się upierać nad tym i pracować, o dziś od miesiąca mi nie wychodzi, ale dziś spróbuję się nie logować, no to po prostu na pałę taką, umówmy się, wywalić wszystko do czego się logujemy, albo się wylogować z tego i hasło zapisać w zupełnie innym miejscu, żeby ten, żeby pozdążać się złapać i i jest to taki moment siły czasami uzyskujemy potem po tym, jak już się tak czymś opchamy i na siebie bardzo zdenerwujemy. Przykładem są papierosy. Człowiek często rzuca palenie, już nie mówiąc o piciu alkoholu, po tym jak się tak ojara albo opije bardzo i budzi się rano i tak oj oj oj. Nie sądzę, iż kiedykolwiek wezmę alkohol do ust. To jak wiadomo przechodzi potem szybciutko ten pierwszy wniosek. Ale o ile z alkoholem jest to większy kłopot, to w przypadku komputera można ten moment wykorzystać, tak cy moment dużej motywacji, żeby powywalać wszystko wobec tego, czego mamy zarzuty. Na przykład budzimy się rano niewyspani. To jest często ludzie opowiadają. Budzą się niewyspani, bo spali trzy godziny. No czasem się śpi trzy godziny, się jest wyspanym. No ale mówimy o takiej sytuacji. E i mówię tak: "Nie, nie, dosyć tego. Ja mam teraz cały dzień zmarnowany, a i tak nic nie pamiętam z tego, co oglądałem. Jakieś głupoty, jakieś pięty jeżą, podglądam jakieś, serduszkuje śmieszne heheszki, a potem i tak nie wiem co to było. Nie potrafię powtórzyć tych dowcipów. Dosyć tego kasuje. To to jest dobry moment, nie, żeby to wszystko powywalać. No i jeżeli ktoś jest z klasy średnio zamożnej albo co takiego się uważa, no to może sobie pokupować różne urządzenia do różnych aplikacji, mieć takie urządzenie do pracy i mieć takie urządzenie, które jest do rozrywki, a w ogóle nie jest do pracy. Czyli na przykład, jeżeli miałbym nie wiem tablet do mediów społecznościowych, niech będzie, to nie przychodzą tam maile z pracy. Nie mam, nie jestem tam zalogowany. A i wiem, że jak biorę ten tablet, to to jest taki moment, no optymalnie by było w ogóle tego nie używać, bo tam nic mądrego się nie dzieje, ale tego nie wymagamy od ludzi na razie. Małe, małe kroki, tak jak z alkoholem. Dojdziemy do tego może jeszcze kiedyś. Też się stały platformy, które powodują o wiele więcej złego niż dobrego i mamy badania, więc najfajniej by było się z tego wysprzęglić. No ale to co możemy zrobić to sobie powywalać z tych z tych miejsc, gdzie będziemy próbowali zacząć. Ja myślę, że że te przykłady biurowe są na tyle wdzięczne, że wszystkich one trochę dotyczą, bo każdy ma trochę dostępu do komputera i trochę dostępu do telefonu, który potem zaczyna pełnić inną funkcję. Ale bez względu na to, co robimy, zamiast sobie siedzieć i grzebać w głowie, ktoś chce, to terapia do tego służy. Też lepiej się rozejrzeć gdzie ja siedzę, bo prawda jest raczej taka, że my jesteśmy bardziej sterowani zewnętrznie niż byśmy chcieli. Trudniej jest jeść poprawnie, jeżeli nikt w naszej okolicy nie je poprawnie, albo wręcz przeciwnie, jeszcze szykanują, że nas, że nie jemy poprawnie w którąś stronę. tam za mało czy za dużo jemy w ich mniemaniu. No bo to zrozumiem, że nie wszyscy mają profesurę z tej dziedziny. Albo zwracają na to uwagę, albo albo nic nie mówią, tylko po prostu robią inaczej. Mamy masę badań dotyczących tego, jak my się czujemy emocjonalnie zaangażowani i tak dalej. Nie tylko wtedy, jak ktoś do nas ma pretensje, czyli powinnaś się ubierać tak albo powinieneś się wysławiać w taki sposób, a nie inny. Ale nawet jak podejrzewamy, że oni tak myślą, że jak podejrzewamy, że ktoś myśli inaczej, to albo że większość uważa inaczej w naszej okolicy, to to już powoduje w nas dyskomfort. To jest taki w nasz wewnętrzny lęk, jak mówią badacze kolektywnych iluzji, przed niepasowaniem do otoczenia, które jest od razu niebezpieczne. Tak, bo to ludziom bardzo zawadza i jak będą pomagać, to będziemy ostatni w kolejce do to, żeby było im pomognięte, bo uważamy inaczej, więc trudno. No. No więc wszystko, co państwu przyjdzie do głowy z regulowaniem swojego otoczenia, na próbę różne rzeczy i sprawdzaniem jak zadziała jest użyteczną rzeczą.
>> W 100% się z panem zgodzę, ponieważ ja na studiach medycznych musiałam się dużo uczyć i mam ADHD. Więc żeby naprawdę móc się skupić, musiałam chodzić do biblioteki na 10 godzin. Tam widziałam otoczenie, które się uczyło i nic mnie nie rozpraszało. Ale zaczęłam się zastanawiać w pewnym momencie na ile ja jestem w stanie się naprawdę skupić. Czy jest jakiś taki moment, zaczęłam wykorzystywać metodę Pomodoro, czyli 25 minut uczenia się i 5 minut przerwy i właśnie chciałam pana spytać, jak pan to widzi, czy faktycznie jest jakiś taki limit czasowy na ile potrafimy się skupić i ile nam zajmuje też wejście w takie głębokie skupienie się?
>> Y, no pytania tu są różne, ale ten i pani przykład i w ogóle ta kwestia jest mega ciekawa. To jest yyy jedna z rzeczy, która aktualnie yyy wielu badaczy zajmuje, dlatego że wiadomo, że nie mamy specjalnie wiedzy na temat tego, jak bardzo pojemna jest pamięć. Wręcz niektórzy badacze mówią tak: "Pamięć nie ma dna". Czyli można się uczyć i nauczyć bardzo dużo. Natomiast płytkie dno ma uwaga i ona ma w dzisiejszych czasach jeszcze płytsze dno niż miała do tej pory. Żeby uwagę aktywizować, kierować cały czas w jedno miejsce i nie rozpraszać się, bo od czasu do czasu nam przyjdzie do głowy, żeby zerknąć na coś innego, to jest trochę jak z trenowaniem mięśnia, czyli trzeba aktywnie jej pilnować, żeby nie uciekła. Niektórzy w ogóle w ten sposób medytują. I są takie definicje medytacji, które i szkoły, które mówią, że właściwie to polega na tym, że to trochę jest jak traktowanie takich chomiczków na gryw, chomiczki na wesołym miasteczku, które wyskakują, a je płacasz młotkiem, żeby one się chowały. No wiesz, że medytacja polega na tym, że cały czas ci wyskakuje jakiegoś myśli, ziemniaków nie kupiłam, o nie, jestem w nicości, ale trawa jaka ładna, nie? I tak cały czas na różne rzeczy zwracamy uwagę. No więc tak. No to przejdźmy do sedna z tego wszystkiego rzeczywiście. Aha, bo czyli mówimy tak, że jakby fundamentem, na którym stoi pamięć jest uwaga i a matką pamięci jest powtarzanie. E i no wiadomo, że uczymy się tego, co powtarzamy, bo to się dzieje samo. Natomiast w większości przypadków trzeba się nad tym skupić. I jest to gigantyczny deficyt i on rośnie w takim tempie. to ludzi pasjonuje, że my już jesteśmy, mamy tak pociętą uwagę, nasza uwaga jest tak konfetti bardzo, że no jak rozmawiamy, nie wiadomo kiedy będziecie państwo to oglądać, jak znajdziecie to po wojnie atomowej na wysypisku to pozdrawiamy jeszcze z czasów kiedy uważaliśmy, że opakowania niedegradowalne są nieużyteczne, ale po wojnie atomowej je docenicie. W każdym razie m, że teraz to już 30 sekund trolki to jest dużo. To już jest długi film właściwie, nie? Kurna, to weź wysedź teraz przy tym. No więc trik polega na tym, że właściwie od początku jak się zajmowaliśmy myśleni, to nie chołbimy tego, bo to może nie być prawda, no ale wrzucamy dla ciekawostki, jak było czegoś za dużo, to właściwie w porównaniu do tego co dzisiaj to my uważaliśmy, że to jest coś, czemu w co warto się zaangażować, bo człowiek powinien się czytać, zapoznając z rzeczami, trochę znudzić, żeby się zastanowić nad tym, co to właściwie jest, kiedy to jest prawda, a kiedy to jest nieprawda. jak to się ma do mnie, a jak to się ma do mojej matki, a czy ja mogę swojemu dziecku w jakiś sposób pomóc wiedząc to co wiem, to człowiek potrzebuje takiej przestrzeni, żeby nad czymś prześlęczać trochę tekstu długiego czytanego niespiesznie, wywiadu zapoznawanego się nie słuchanego na razy dwa, tylko na 0, pół, żeby żeby to co jest mówione przez to, przez co jest mówione przeskakiwały takie króliczki moich własnych przemyśleń na ten temat szybkie. Nie no to teraz nie, teraz się człowiek trochę boi, że jak się znudzi, to już jest w ogóle źle, więc trzeba szybciutko coś nowego. Zważywszy na fakt, że znowu, jak mówią badacze 90% tego, co nam się przydarza, zapominamy w 48 godzin, no to wychodzi z tego dramat. Nie dość, że coś jest pocięte, w ogóle nie ma na to uwagi kierowanej, uwaga się niczego nie trzyma, mamy dowody na to, że ludzie tępieją po prostu. No, bycie tępym nie przeszkadza nam to specjalnie. naszym otoczeniu jest trudniej. nam y w ogóle jest wszystko jedno do pewnego momentu. Natomiast są już pierwsze badania między innymi ze sztuczną inteligencją, które pokazują, że po pierwsze im więcej ludzie jej używają, zwłaszcza studenci, tym mają gorsze oceny. Mamy głębokie przeświadczenie. To już od wyszukiwarek internetowych wiadomo, że jak coś sztuczna inteligencja, dam przykład, gdybyśmy jak jak wpiszę w któryś model jak jeździć na rowerze i on mi opisze jak się jeździ na rowerze, to ja nabieram przeświadczenia, że ja wiem jak to jest. Tak, to jest yyy to zjawisko, ono ma wiele takich różnych cieni w psychologii. Nawet jak się daje ludziom artykuł i napisze się, że badacze odkryli świecące kamienie, ale wiedzą co to jest i pyta się ludzi czy ty wiesz, rozumiesz to zja to tylko tyle jest napisane, czy ty rozumiesz to zjawisko to ludzie dają se więcej punktów niż jak napiszemy w artykule badacze odkryli świecące kamienie, ale nie wiedzą o co chodzi. Że ja mam poczucie, że jak badacze wiedzą, to jakby od tego tak trochę przesiąka. Ja jestem takim współumysłem całego świata. To ja też już jestem uspokojony, że też trochę rozumiem. No więc drugim efektem sztucznej inteligencji jest to, że ludzie mają poczucie, że wiedzą o wiele więcej, a prawda jest taka, że nie nie bardzo, bo ani uwaga na to nie jest za bardzo skierowana. Znaczy ja tego specjalnie nie powtarzam, czego się dowiedziałem, tylko chcę się dowiedzieć na przykład czy jest wyspa na Pacyfiku, Pacyfiku, która się nazywa Polska albo czy coś tam coś tam zadaje jakieś takie pytanie i tam jest coś tam coś tam. Potem w kuchni na imprezie raz rzucę i to ptakiem ulatuje. A potem nie dość, że źle pamiętam, to jeszcze nie w tym momencie używam co trzeba. I trzecia rzecz, to myślę będzie mega zaskakująca. Rośnie wśród młodych ludzi takie przekonanie, że wiedza to jest w ogóle coś, co jest na zewnątrz, że to nie jest coś, co ty masz w środku, tylko to jest coś takiego, co się sprawdza, tak?
>> A ty po prostu sobie chodzisz i sobie tak se byle wcelować między futryny. i pamiętać, że po wdechu jest wydech. Nie wiesz do końca czemu, ale warto generalnie to powtarzać. A jak chcesz coś wiedzieć, no to wie się od tego, że masz zasięg, nie? I tam sobie sprawdzasz. Więc pytanie, czy to jest użyteczne społecznie? No tam pewnie jest. przychodzi nam się taka metafora Don Kichota i jego rumaka, jak mu Don Kichot kazał szarżować na wiatraki, to Rumak powiedział, że nie. I jakby trochę do tego zmierzamy, że te krzywe sięy kiedyś przetną, że że być może ludzkość zdąży stępieć tak, że nawet przeciętna inteligencja cyfrowa będzie podejmowała lepsze decyzje i nie będziemy się wyturniać, tylko po prostu oddamy mądrzejszemu lejce, no bo nie będziemy się kopać z koniem. nomen omen. Natomiast póki co widać, że jesteśmy jeszcze na takim etapie, że wtedy z takimi osobami się trudno rozmawia. Kiedyś nie powiem, która pani profesor na studiach użyła takiego u mnie sformułowania, powiedziała, że go nie nie powtarzać, to wiadomo, co się wtedy dzieje. Człowiek tylko to zapamiętuje z tych zajęć. Używała takiego brzydkiego sformułowania "debil salonowy". Jest taka osoba, że z nim dobrze ślizga po powierzchni rozmowę. Bo jak człowiek próbuje skoczyć na główkę, to niestety kręgosłupiny tego nie zniesie, bo dno jest tuż za powierzchnią i za bardzo się nie wgłębimy. No i to tak samo i będzie czy to jest coś złego? W sumie dobrze to ilustruje kondycję ludzkości przez większość czasu świata. Ludzie się po prostu ślizgali, opowiadali o jakiś swoich przekonaniach wyssanych z palca, o myśleniu magicznym i tak dalej. To są rzeczy proste, bardzo binarne. Jest albo tak, albo tak. lub to będzie dobrze, lub to będzie niedobrze. Może trzeba się będzie kiedyś pogodzić z tym, że my po prostu tacy jesteśmy. Ale jak po tej całej historii, bo bo wiedza jest taką rzeczą, która dobrze kieruje motywacją, warto, żeby się państwo być może zaszczepili na to, że uwaga jest po prostu mięśniem i że każdy w swoim zakresie powinien ją trochę w ciągu dnia naciągać. Jeżeli to Pomodoro mu nie żre przez 20 minut, to może przez siedem. Czasami się to radzi ludziom, którzy chcieliby czytać więcej. Myślą, że czytanie im pomoże. Wielu ludzi zresztą deklaruje, że co innego ten wewnętrzny wilk, jeden mamy w sobie dwa wilki, jeden jest głupi, drugi głupi. Jeden ten wewnętrzny wilk chce, żeby było fajnie, skrolluje te śmieszne jezyki, ale potem ma wyrzuty sumienia. Więcej osób w dzisiejszych czasach ma rudzi na to, że się źle czuje po skrollowaniu niż po paleniu papierosów. Taka ciekawostka. Natomiast wiemy, że jak ktoś porobimy coś innego, co wymaga wysiłku poznawczego albo fizycznego, że na przykład pobiegamy, poczytamy książkę, po coś tam, to trudniej się za to zabrać, ale to jest gigantyczne poczucie bycia uregulowanym po tym. Człowiek trochę zrobił burrito z kocyka, trochę się położył w kącie, poczytał tak z 20 minut i tak tą książkę odkładam i tak Boże, jak ja wreszcie podgoniłem tak emocjonalnie to, co się dzieje. Tak powoli te literki patrzyłem, nic nie pamiętam z tego co przeczytałem, ale takie to było cieplutkie, milutkie, nie tylko i następny raz mówi: "Kura, tylko się zabrać do tego jeszcze raz, nie? Bo zanim się zabierze, zaczyna robić sobie tę herbatę, co już się nauczył, że ona mu pomaga też przy czytaniu. No ale jak czeka na jak się wodę zagotuje, to bierze telefon i nagle cały czas na czytanie przelatuje, woda już ostygła w czajniku i nic z tego nie wyszło, nie? Więc trochę trzeba by to wziąć na rozum. No i branie na rozum polega na tym, że my pompujemy sobie coraz więcej przykładów na to, aż nas przegibnie, że jednak warto, jak komuś 20 minut czytania nie może, to trzy albo dwie >> i potem powiększać. >> I potem powiększać. Trochę jak zrobieniem pompek. No jak chcę robić 50, to nie zaczynam od 50. To jest mięsień od skupiania uwagi i na pewno pomaga mu otoczenie, a wcie bardziej przeszkadza niż pomaga. A więc ma gigantyczny wpływ, gdzie my to będziemy robić. Na przykład niektórzy uwielbiają czytać w kawiarniach, nawet introwertycy. Dlatego, że coś się dzieje, to jest też trzeba powiedzieć dość bezpieczne, jak ktoś to jest trochę jak dziobanie w stadzie wróbli. Jak ja czytam i widzę, że nikt nie ucieka, to nie muszę być specjalnie ostrożny, bo, bo jak się coś stanie, a jak w domu, to nie wiem, nie, coś stuknie, nie wiadomo, muszę nawąchiwać, czy coś mnie nie truje. A a w kawiarni jak nikt nie ucieka, to prawdopodobnie nic się nie dzieje. Więc my mamy takie stadne poczucie bezpieczeństwa, że są ludzie dookoła, każdy po troszku uważa, nikt niczego ode mnie nie chce. Nie, taka generalnie ekosystem kawiarniany. No to może tam też nie ma co robić, nie? Jakby człowiek nie weźmie odkurzacza i >> a jest taki czas maksymalnego skupienia się, że na przykład nasz mózg więcej nie wchłonie informacji?
>> Nie wiadomo. Znaczy to to jest to to jest kolejny blok. Nie chciałem w niego wierzyć, bo to jest w ogóle nie wiadomo czy nie ciekawsze niż poprzednio. Ale spróbujmy być lapidarni tutaj. Po pierwsze każdy ma swój i zakładamy, że raz dziennie na półtorej godziny, godzinę do półtorej, czy po godzinie już nas świerzbi. O tak byśmy powiedzieli, do takich czynności, które nam przychodzą bez trudu, czyli nie musimy się do nich specjalnie przymuszać, bo w ogóle też trzeba powiedzieć, wracając jeszcze na sekundę do poprzedniego, że ten mięsień od siły woli się trenuje tylko wtedy, jak nie do końca mamy ochotę, czyli jak się musimy trochę przymuścić, jak ktoś coś robi pasjami, ktoś robi coś, jakbyś inaczej życie było pełne pasji, to by pani nie wiedziała pewnie, że pani ma ADHD. Jak coś panią interesuje, to w ogóle nie trzeba pani tłumaczyć, że trzeba być nad tym skupionym, nie? To to jest kłopot, że deficyt uwagi się odpala wtedy jak nie mamy na to ochoty, a nie wtedy jak mamy. No więc tak samo tu. No ale nieważne. Mówimy o tych blokach, bo chcę powiedzieć o czymś, czego na pewnie nie wiemy. Po pierwsze większość osób pewnie nie wie, że więcej niż raz, jak się mamy skupić, to już wymaga o wiele więcej wysiłku. Czyli pierwszy blok jest do wrzucenia prawdopodobnie bez mydła. Po godzinie nas świeżbi, niektórzy ciągną godzinę 15, godzinę 20. I jeżeli mamy dobre warunki, dobre wyspanie, wiemy, że trzeba, ogólnie wszystko jest w porządku. Półtorej godziny powinno być znośne. Może wcześniej, jak ktoś jest niewytrenowany, ale i teraz się zaczynają schody, ponieważ zrobić drugi blok to już jest wyższy poziom, to już jest druga klasa podstawówki. On bardzo zależy od tego, jaka będzie przerwa po pierwszym. Przerwa musi być relaksująca. Co to znaczy? Może powinna, no powinna być taka, żeby nas spłukało z tego, co robiliśmy, wyrównało. No i teraz zależy, co robiliśmy. Może być poznawczo relaksująca, może być społecznie relaksująca, czyli zamykam się w kiblu, podnoszę nogi, nikt mnie nie widzi. Może być fizycznie relaksująca, kładę się i leżę. może być emocjonalnie relaksująca, czyli oglądam pół romansu, który wiem, że dobrze się skończy, więc ogólnie jestem szczęśliwy i dobrze nastawiony. Uczciwa przerwa. Skrollowanie nie jest przerwą. Po skorowaniu człowiek jest wyczerpany, tak czy inaczej, a jeszcze jak mu się nawiną wiadomości, powinny się nawinąć przykre informacje w mediach społecznościowych, bo będzie to bardziej angażujące, ale zadba o to, żebyśmy mieli tam coś do kupienia. Bo jak się coś kupuje, to a człowiekowi się poprawia humor i coś smutnego, ponieważ pod czymś smutnym coś wesołego będzie działało. No więc to od razu od razu państwu powiem, że ta przerwa nie jest super dobra. Natomiast inne prawdopodobnie takie bardziej neutralne jak najbardziej. Jeżeli tą przerwę przewieziemy poprawnie, to istnieje spora szansa, że drugi raz usiądziemy. To już nie będzie takie półtorej godziny i lepiej by było w ogóle. Najlepsza pora intelektualnie dla większości osób jest dość niedługo po tym, jak się obudzą. Więc właściwie jeżeli państwo chcecie za coś zabierać, co jest dla was ważne, no jak to jest praca, to lepiej było usiąść do pracy, ale wiele osób wstaje o 5:00 idąc spać wcześniej oczywiście i szybko się tam oporządza dla higieny osobistej i natychmiast siada do tego, co lubią robić, tam biegać, robić tam chomikom skarpetki, uprawiać poezję, uprawiać grządkę, czytać coś tam, coś tam, dlatego że wtedy czuć, że w mózgu jest sporo miejsca. To jest nie jest niezgodne z prawdą. Ta analogia nie jest bardzo chybiona. Rzeczywiście o ile układ krążenia tak słabo rano, to jeżeli chodzi o możliwości poznawcze jest grubo. Więc im szybciej to odpalimy, tym lepiej. Trochę to zatykamy. Potem sobie można porobić coś, co tam człowiek chce w ramach przerwy, na co się czuje w organizmie dobrze. I potem drugie, jak ktoś chce zrobić trzeci toki block albo czwarty, to już jest, to już są studia. To już jest tak duży skok. Kolejna przerwa musi być dobra. Prawdopodobnie trzeba się będzie zdrzemnąć do tego i prawdopodobnie trzeba będzie mieszkać w tubie z fluidem, bo zaraz przyjdzie z rodzina i powie, że się ziemniaki skończyły i kibel jest brudny i tyle było naszego siedzenia nad naszymi indywidualnymi rzeczami. Więc zwłaszcza ten ostatni blok będzie mega trudny do zrobienia. Ale ci co lubią pracować w nocy z kolei albo pracują w nocy wieczorami widzą jak bardzo to zależy od otoczenia. Ja już czuję się trochę zmęczony, ale sam fakt, że nikt się do mnie nie odzywa, bo mieszkam z samymi skowronkami, którym po prostu odcina prąd o 21 i ja czekam na ten moment, a wszyscy się położą tak jak stali, jak robotę, jakby im się bateria wyczerpała. Ja wtedy siadam, mogę robić co chcę. Może tam nie ma cudów intelektu, ale ale generalnie ta cisza mi bardzo pomaga, nie? I no więc tak wygląda. Jeszcze tylko krótko, bo pytała mnie pani, ile czasu zajmuje, żeby w ogóle się zacząć zastanawiać. Zakładamy, że ze do 20 minut potrzeba. Trzeba obejść toaletę, ekspres albo herbatę, zanieść do pokoju, usiąść, poskrobać się trochę, popatrzeć na wahadło w zegarze, bo tak hm hm hm. No i to będzie tyle.
>> Było tyle ciekawych wątków, więc chciałabym na początku podsumować. Czyli najlepiej po wstaniu coś zjeść i wtedy usiąść od razu już do nauki pracy, ponieważ wtedy nasz mózg jest najbardziej wydajny. Później zrobić taką przerwę 5, 10 minut czy trochę dłuższą.
>> Nie ma tutaj zalecenia, ale wydaje się, że 10 minut do kwadransa to przynajmniej trzeba uważać, żeby przerwa nie była wciągająca. Ona to nie może być za dobra przerwa. Tak. Ona, bo to nie jest cel, żebyśmy se przerwy robili w ciągu dnia, tylko ten celem jest to, żebyśmy robili to, co chcemy. No
>> rozumiem. Czyli warto podzielić to na blok, który trwa półtorej godziny. Później przerwa 10-minutowa, która aż tak nas nie wciąga, później większe zmuszenie się do kolejnego bloku. I mówił pan tutaj o drzemkach i to mnie bardzo interesuje, ile taka drzemka powinna trwać, ponieważ pamiętam, że moi koledzy ze studiów zawsze robili 18-ówki. yyy ileś tam poświęcali na zasypianie, później spali i stwierdzali, że dla nich to jest najlepszy okres. I też się zastanawiałam, czy faktycznie jest
Określona ilość minut, którą powinniśmy spać. Yyy, i jeszcze jak będzie pan mówił o tych drzemkach, to co pan sądzi o coffee nap, czyli ta kawa przed drzemką, zaśnięcie i wstanie.
No to tak, warto. Od tego zaczęliśmy i dlatego od tego zaczęliśmy, bo to, bo to leży u fundamentu wszystkiego. Wrzucanie nas wszystkich do wspólnego worka jest bezsensowne. W tym przypadku możemy zakładać jakieś 18-minutowe standardy, ale w tym akurat przypadku, oprócz wyników badań medycznych, tak, zawsze mówimy: najpierw wyniki badań twoich własnych, a potem dopiero się zastanawiaj, co robić. Yyy, więc samopoczucie się bardzo liczy. To jest trochę jak pytanie: "A można pić kawę na czczo? A boli panią brzuch?" "Nie, to pani może." No, jakby taka taka rozmowa. I tak samo tu, 18 minut czy coffee nap są pewnym standardem. Kawa nie podnosi zdolności poznawczych za bardzo. Ona może wpłynąć na jakość zapamiętywania, no i wybudza. No, na to polega, na tym polega coffee nap, oczywiście, że że to ma tak robić. Yyy, natomiast ona bardziej pomaga na czynności takie, nam się łatwiej jest zabrać, mamy trochę lepszy refleks, bardzo czynności takie, nie chcę nazywać brzydko, ale małpie. Yyy, ale cudów intelektualnych po kawie to tam raczej nie będzie. Cudy intelektualne są po wyspaniu się, a nie po 18-minutówkach. I tego się nie da zastąpić.
Więc odpowiedź na to pytanie jest taka, że bardzo pomaga leżenie. Po pierwsze, jak ktoś nie może zasnąć, bo nie jest drzemkowiczem, to leżenie też go dźwignie. Po prostu, nie wiadomo dlaczego tak się dzieje. Pewnie może być tak, że pani wie, ale wygląda na to, że po prostu kręgosłup się strasznie męczy w ciągu dnia. On musi dużo trzymać, wisi w powietrzu, jest giętki, a musi być mniej więcej taki, bardziej w górę niż we wszystkie strony na raz. Więc jak mu się, jak go się na chwilę położy, to to dużo w jego życiu. On naprawdę sporo powoduje, że człowiek odleży na przykład pół godziny, już myślał, że już dziś nic nie da rady zrobić, ale się położy na pół godziny. O, tako i jak mówię: "Kurna, jednak jeszcze nie pora, nie? Jednak jeszcze nie ulegnę biodegradacji przed wieczorem" i wstaje. Więc to jest bardzo zaskakujące. Nie chcesz spać, nie trzeba. Leżenie pomaga też z zamkniętymi oczami pomaga. Zresztą często nie śpimy, a nie wiemy, że śpimy.
Druga sprawa jest taka, ile tego ma być. No to chciałoby się powiedzieć: tyle, ile się da. Wyobraźmy sobie sytuację teraz w drugą stronę, nie pięciominutówki, bo jak zaczniemy wszystko w życiu optymalizować, to to jest internalizacja kapitalizmu, jak to się mówi. Człowiek nie żyje po to, żeby był efektywny w życiu, tylko po to, żeby funkcjonował, żeby życie, żeby mieć dobre życie. No, więc rozumiem osoby, które myślą, że wiedzą, że trzeba się uczyć systematycznie, a potem się okazuje, że sesja ich zaskakuje i wtedy się robi takie różne historie i to doraźnie działa, ale jako styl życia nie bardzo. No, ale daję przykład odwrotny. Nie wstałem i nie czuję się za dobrze. Czy wstała pani i nie czuje się pani za dobrze? I czuje pani, że dzisiaj to nie jest to nic jakiegoś takiego specjalnego. No, ale to wiadomo, organizm daje takie bardzo niespecyficzne sygnały z niczego niewynikające. Nie wiadomo. Tak się dzieje. I widzi pani, że nie ma się czym martwić, bo to jest po prostu taki gorszy dzień. No, ale chce pani coś zrobić. Nawet nie użyjemy sformułowania: "Ma pani coś zrobić", tylko chce pani, żeby to było zrobione, bo to jest fajne, zależy pani, czeka pani, jakie będą wyniki. No, to robi pani trochę jeden blok i czuje pani na pierwszej przerwie, że jest pani po prostu zmęczona w dia diły, a dalej chce pani to robić, ale jest pani zmęczona.
Teraz nasza samoregulacja powinna wykazać się szeroko pojętą dojrzałością. Jak jestem chora, to powinnam się uczciwie powiedzieć: "Bardzo mi przykro, ale jestem chora. Teraz leżymy, aż się lepiej poczujemy." Na przykład migrenowcy znają taką strategię. Wstają rano, głowa mnie boli, a dziękuję, będę leżeć tak długo, aż przestanie. Nie, ci co mogą i tam nic na nich nie działa, łącznie z tryptanami. A, ale może się pani pomyśleć tak: "Idę spać i będę spała tak długo, aż się dobrze poczuję." No i się pani kładzie i teraz, co było powiedziane, że drzemka ma trwać 5 minut, coffee nap i tak dalej, ale pani się po prostu źle czuje. No, więc się pani kładzie i pani śpi. Teoretycznie powinno panią wybudzić po godzinie. Taki normalny drzemkowy tryb to jest od pół godziny do godziny, ale pani się źle czuje i budzi się pani po półtorej i czuje pani, że teraz rozmawiamy półtorej godziny. Trzeba było jednak dopchnąć kolanem w spanie na wpych dzisiaj, bo to w nocy coś nie poszło. Może ktoś stukał. Może sąsiedzi oglądali wesołe filmy albo sami byli ich bohaterami w nocy i pani tego nie wie. Panią tylko trochę wybudzało, nie wiadomo, co się działo, nie? Ale się pani nie wyspała, ale po tej półtorej godzinie więcej i jeżeli półtorej godziny drzemki trwa długo, to prawdopodobnie organizm próbuje sobie z czymś poradzić. To warto się czymś takim zainteresować. Albo źle śpimy, albo jest coś, co nas, jakiś robak choroby nas drąży i organizm próbuje się wydźwignąć, bo spanie jest mega dobrym sposobem na radzenie sobie organizmu z różnymi procesami, które tam ma, takimi, które mu nie pasują. Więc to jest też jakiś sygnał. Ale raz od czasu do czasu, jak człowiek się grzmotnie i się obudzi po dwóch godzinach i to to każdy, kto to w życiu przeżył, referuje, że to jest w ogóle, oczywiście, że tak.
Więc jak ja bym sobie nagle źle się czuję i sobie nakażę, że będę spał 45 minut, bo wypada, no to niewiele w moim życiu zmieni, bo byłem kupą jak szedłem spać. Wstaję i dalej zaglądam w głowę, a tam jak na westernie takie krzaki się przewalają, nie? Tam w ogóle ta głowa nie istnieje. No, więc to jest odpowiedź na to pytanie. Dopasowujemy to do swojego typu osoby, czyli czy ja w ogóle potrzebuję spać, czy ja zasypiam w cień. Niektórzy mają kłopot i ja czasami śpię mniej, a nic mi z tego powodu nie jest. Są ludzie, którzy śpią mniej i trudno powiedzieć, żeby mieli z tym jakiś z tego tytułu jakiś problem. Ale większość z nas na deficyt snu bardzo źle reaguje i powinno się mieć około godziny na taki relaks w połowie dnia, taki dołek popołudniowy, nie tylko na jedzenie, jeżeli ktoś je, bo ludzie też jedzą różną liczbę posiłków dziennie. To już nie zupełnie nie działka pani gościa dzisiejszego, więc nie będę się tu wymądrzał, nie znam się na tym. Ale ludzą, ale na taki, wiadomo, że poznawczo bardzo pomaga, że jest taki dołek popołudniowy, który nie zależy od jedzenia lunchu, on się po prostu tak nazywa, żeby sobie nic nie porobić i żeby po prostu tak się, żeby nadgonić głową pupę, żeby gdzie ja właściwie jestem, co ja robiłem, jednak spać mi się chce, no to fajnie, nie? I gzi się, budzi się człowiek godzinę później, mówi tam, ludzie robią różne pokrętne rzeczy. Wychodzą do samochodu z pracy, śpią pod biurkami, kupują takie słuchawki, co im uszy zatykają i gdzieś idą coś tam porobić. No, więc jest milion patentów świata. Każda ilość snu będzie pomocna. Nie ma takiej liczby, która by pomagała. Na pewno pomaga kierowcom, no bo jak pomaga na refleks, to wiadomo, że i 5 minut nas zbawi, ale jeżeli ktoś chce się dźwignąć tak, żeby długodystansowo być mistrzem świata, to e, jeżeli nie ma żadnych medycznych przeciwwskazań, to z perspektywy poznawczej człowiek powinien w ciągu dnia się zrybnąć tyle, ile potrzebuje.
Bardzo dobra uwaga i yyy też się zgadzam, ponieważ u mnie, tak odnoszę się do tych studiów, bo akurat to był najbardziej intensywny okres nauki, to było tak, że na przykład ja i moja koleżanka spałyśmy po trzy godziny nawet na drzemce. Mhmed, tak jak już wspomniałam, 18 minut i każdy z nas miał inny system nauki, właśnie inaczej rozplanowane te drzemki, a jednak skutki, rezultaty były bardzo podobne i na przykład można dużo mówić o tym, że lepiej się uczyć pracować w pozycji siedzącej, a łóżko powinno być tylko do spania, co jest nieprawdą troszkę, ponieważ miałam koleżankę, która całe studia przeleżała i tak się nauczyła. Także są wyjątki, które tylko potwierdzają regułę. Ale czy są jakieś techniki sprawdzone na lepsze zapamiętywanie? Na mnie najlepiej działały mnemotechniki i tak się troszkę uczyłam przez studia skojarzenia. A no, ale też przez powtarzanie, przez to, że przepisywałam na przykład książki i wtedy pismo ręczne było dla mnie lepsze. A co by tutaj pan polecił?
>> Przepisywanie nie pomaga na nic. Bardzo pomaga smęcić czas miło, zwłaszcza jak ktoś ładnie pisze i się cieszy, że potem tyle się narobił. Jest to jedna z takich technik, którą raczej byśmy powiedzieli, że jest jej bliżej do takiego, nie wiem, zarządzania poczuciem winy własnego. Potem tych notatek jest regularnie, nie wchodzą dobrze. Znaczy, pewnie możemy się spodziewać pod filmem komentarzy: "A ja przepisywałem i się tak nauczyłem." Są takie osoby być może, ale to jest promil promila zupełnie. To w ogóle nikt tak tej techniki poważnie nie bierze. Czyli efektywność jest tak niewielka, że nawet nie powiemy, że homeopatyczna, bo jest gorzej. W każdym razie yyy to przykład mnemotechnik różnego rodzaju, on się wrzuca do wiadra, bo my w ogóle teraz rozmawiamy, nie generalizujmy za bardzo, bo znowu oddryfujemy, ale chciałem powiedzieć, że każdy człowiek powinien się czegoś uczyć całe życie, bo to w ogóle ćwiczenie pamięci jest rzeczą, która pomaga w życiu. Znaczy człowiek jest bystry po prostu bardzo długo do samego końca jest bystry. Fajnie się z bystrymi przebywa. Bystrzy też się nie czują jacyś dziwni społecznie. Ogólnie się trzymają. Więc jak człowiek nie próbuje trzymać masła w tym samym miejscu w lodówce przez całe życie i znać tylko tych języków, co zna, tylko wymyśla sobie różne rzeczy, które mógłby się nauczyć i to na pamięć, to to jest w ogóle tak jak chodzenie na siłownię dla dla reszty ciała. Więc skorzystają z tego i państwo i właśnie najbliżsi.
>> I też protekcyjnie na wiele chorób, jak na przykład choroba Ehmera.
>> Tak, taki degeneracyjny choroby bardzo dobrze hamuje, można powiedzieć. Niektórzy uważają, że w ogóle demencje w 40%, jak ktoś się dobrze postara, byle nie robić w kółko tego samego.
>> Bo, bo, no tak, nie chcę szukać analogii, bo, bo byłaby ona pewnie chybiona, bo nie wiadomo do końca, czemu tak jest, ale po prostu tak jest. Natomiast wracając do tego, do tych procesów nauki, ta mnemotechnika, ona hołduje zasadzie najlepszej, o której wiemy z z procesu edukacji, że własne przetwarzanie informacji pomaga. Czyli ja się czegoś dowiaduję, coś jest zapisane w jakiś tam sposób i zastanawiam się, w jaki inny sposób to by mogło być zorganizowane. Na przykład, no nie wiem, tak jak pani powiedziała, mnemotechnika jest tutaj, czyli to jest napisane, że to ma związek z tym, bo ma związek z tym, bo ma związek z tym, a ja sobie wymyślam, a jakby to było na przykład, nie wiem, w pałacu pamięci, to gdzie by to było w mieszkaniu, nie? Albo jaki z tego wierszyk, albo jaki akronim, to nieważne, że to jest bez sensu. Sam fakt, że ja biorę coś i supłam to w inny sposób niż było zasupłane. Więc już teraz mam dwa sposoby na supłanie tego i ten taki prawdziwy, nazwijmy to i ten, który mam w głowie pomaga. I to jest jedna z dwóch rzeczy, o których wiemy, że bardzo pomaga. Plus powtarzanie, no ale siłą rzeczy to powtarzamy, więc wypadałoby wtedy się uczyć w taki sposób, że ja czytam jakiś kawałek. Oczywiście niektóre podręczniki akademickie, nie oszukujmy, są tak napisane, że bez zakreślacza to w ogóle nie ma sensu do nich podchodzić, bo tam 3/4 wyrazów jest bezcelowa, więc nie ma sensu się uczyć całego całego tekstu, tylko to, co jest w nim istotne. A jak pani profesor dostała za to punkty, no to musiała natłuc 300 stron. Więc zakreślamy to, co było istotne i to, co jest ważne i dopiero wtedy się uczymy. Druga, znaczy w tym wszystkim są tak wszystkie mnemotechniki, robienie tabelek, czyli na przykład rzeczy, których w ciele jest po pięć. Nie jest z czapy pomysł, ale bardzo dobry, tak jakby albo rzeczy, które są pomarańczowe, albo rzeczy, które rymują się z Bałtyk, albo nie wiem jakie, czyli rekategoryzacje różnego rodzaju. Każdy sposób, który wymyślimy. I druga część, zresztą trochę z tej bajki, pomaga również dzieciom, dorosłym i dzieciom, żeby powymyślać, jakby można było sformułować test, który by miał to sprawdzać. Jest to podwójnie niegłupie. Po pierwsze, najczęściej uczymy się do egzaminu, ale po drugie, nie chodzi tylko o test taki na kartce, to pewnie się państwu skojarzyło w pierwszej chwili, rzeczywiście, tylko o w ogóle życiowe, żebym ja dokonał pewnej asocjacji w głowie z sytuacją życiową, kiedy by mi się to mogło przydać. Czyli ja się nie tylko to przyklejam do siebie, co już w ogóle powoduje, że ten ślad pamięciowy idzie innymi drogami, bo rzeczy, które są związane z nami osobiście, zapamiętujemy inaczej, lepiej, najczęściej, ale pomoże mi to wyjąć tą informację wtedy, kiedy będzie trzeba. Więc ja nie tylko myślę, że akurat, że teraz uwaga, bo będzie grubo, bo wjeżdża w coś, na czym się w ogóle nie znam, ale że jak przyjdzie do pani pacjent, wysypka jakiegoś rodzaju może być symptomem czegoś. To żeby sobie wyobrazić, że przychodzi do mnie pacjent, pokazuje mi rękę, na tej ręce jest coś, ja se wtedy mogę pomyśleć, że co to może być, trzy rzeczy, nie? I tak dalej, i tak dalej, i tak dalej. Tak jakby ten sposób myślenia. Więc ja mogę sobie wymyślić z tego ten test na egzamin albo taki test życiowy, a nie zapamiętywać zdania: "Wysypka jakiegoś rodzaju, bo to jest abstrakcyjna informacja dla głowy. Jakby ja nie wiem, co ja mam z tym dalej zrobić, że ona może być." No, może być, a może nie być. Życie, jakby powiedział poeta Linda. Więc te dwie techniki plus powtarzanie będą na to mega dobrym sposobem.
>> Na głos czy nie na głos?
>> Można na głos. Jak ktoś lubi, to tak. No, ale wiadomo, po pierwsze trudno w bibliotece, bo nie wszyscy chcą wiedzieć, czego się uczymy i w kawiarni też. Natomiast pętla fonologiczna jest tak mój, nasz własny głos jest dla nas istotny i jest porządkujący. Szczerze powiedziawszy, nie widziałem jakichś piorunujących, jakichś piorunujących wyników badań z powtarzania. Widziałem za to piorunujące, jak człowiek podejmuje decyzję, jak mówi do siebie. Dzieci często mówią do siebie. Dorośli z deficytami uwagi bardzo mówią do siebie. Jest taka hipoteza, niczym nie poparta, ale jest mega zabawna, że mózg w jakiejś mierze myśli trochę osobno. Czyli ja mam takie, jakby kilka takich departamentów, które się zajmują, one nie zawsze wiedzą, co ten drugi robi, ale jak ja coś powiem na głos, to one wszystkie to słyszą, nie? Więc to jakby jest takie dla nich bardzo konstytuujące. Dlatego mówienie do siebie na głos, podejrzewamy, ma jeszcze przed sobą jakąś świetlaną przyszłość. Jak człowiek się do siebie odzywa. Zresztą ludzie teraz rozmawiają już nie tylko ze sobą, ale z agentami inteligencji cyfrowej w samochodach, bo to porządkuje myśli. Myśli są najczęściej pokotłowane bez początków, środków i końców. Wiemy, że pisanie takie pomaga pamiętników yyy, żeby wyciągać się z różnego zdaniu z różnego rodzaju lękowych, stresowych, a nawet depresyjnych sytuacji. I też nie do końca wiadomo, jak to działa, ale podejrzewamy, że robienie ciągów przyczynowo-skutkowych, a pisanie jednak do tego prowokuje, coś tam daje. Nie chcę czarować, co, bo znowu hipotez jest bardzo wiele. Czy, czy zaczynamy widzieć jakieś swoją kontrolę w tym, czy postęp, czy, czy sens, czy coś innego. Więc z mówieniem na głos nie znam. Może są, można to państwo sobie możecie sprawdzić. Natomiast każdy sposób obrawiania, więc to najgorsze, co można zrobić, to prawdopodobnie przepisać. Może niektórym pomaga, ale to jest ciągle mało. Lepiej by było zaznaczyć to, co jest i tak długo siedzieć nad tą połową strony, wymyślając, jakby to można było inaczej ułożyć, aż już człowiek coś wymyśli. Jest takie słowo w języku polskim na z. Używamy go nie bez powodu, bo to musi być po prostu fajne. Im bardziej jest to głupawe, śmieszne, zabawne, nie niespodziewane, tym łatwiej wejdzie w głowę. Jak ten kawałek przewałkujemy, to idziemy dalej. Potem się okazuje, że że to jest o wiele, wiele skuteczniejsze niż czytanie połowy strony po 50 razy.
>> Jeszcze niektórym pomaga tłumaczenie tego, co przeczytamy, tak żeby inna osoba to zrozumiała bez patrzenia na tą kartkę.
>> Tak. To dlatego w ten sposób się też dobrze uczy razem. Tak.
>> Bo dwie osoby sobie tłumaczą. Ta jedna wie i druga wie, nie? Bo jedna widzi, czego tamta nie dopatrzyła. Z uczniami się to tak robi. W niektórych yyy szkołach stosuje się taką technikę, że uczniowie jedni przygotowują połowę tematu, a drugą połowę tematu i no, wiadomo, że mało kto przygotuje obie, bo po co się męczyć, ale w ten sposób nie dość, że masz jakąś satysfakcję z tego, że rozdajesz swoim uczniom, mówiąc, a to każdego cieszy, to jeszcze masz do tego pewien wątek edukacyjny, który do tego dochodzi. No i jest zresztą też tak, że uczniowie ci potem wymyślają też klasówki dla tych drugich uczniów i je oceniają, co jest potrójną zabawą, a podwójnie mniejszą być może dla nauczyciela, jak jest tym przebiegły. No, ale on też musi przecież zerknąć, czy tam, czy uczniowie nie wiem, nie zakochali się w koleżance i nie dostała szóstki, chociaż napisała: "Nie wiem, ale pytania fajne, umówmy się po południu."
A teraz pytanie do wszystkich takich pracowników, którzy mają jakieś deadliney i czy faktycznie prokrastynacja może być dla nas strategią i te deadliney bardziej nas motywują, przez co się bardziej skupiamy i szybciej się czegoś uczymy i szybciej coś robimy?
>> Odpowiedź na to brzmi tak: znowu jest to odpowiedź: wszyscy do jednego wora, więc różnie, ale generalnie statystycznie tak, deadline pomaga. Problem nie jest deadline najczęściej. Problem jest do tego, jak my do tych różnych rzeczy podchodzimy. I tutaj jest masa rzeczy, które nam przeszkadzają. Przejdźmy się przez nie szybko. Prokrastynacja. W jednym z badań powiedziano ludziom, że mają do przeniesienia wiadro na drugi koniec linii. Linia tam miała chyba 4 met od nas. Pierwsze wiadro z wodą leżało tuż przy naszych nogach. Drugie leżało w połowie drogi. Zaskakująca liczba osób bierze pierwsze wiadro i niesie do końca. To jest prokrastynacja. Ja wolę coś zrobić, chociaż wymaga to ode mnie więcej pracy. Jest nielogiczne, żebym to robił teraz, ale żeby to zrzucić z głowy. No bo jak teraz podniosę wiadro, to już nie będę musiał pamiętać, żeby brać wiadro w połowie drogi, nie? Jakby taka. Tu jest wiele interpretacji. Druga i to pokazuje, że my mamy taką strategię na robienie rzeczy pilnych, a nieważnych, czyli
>> Palimy pożary.
>> Palimy pożary i dlatego to między innymi powoduje, że deadliney dają nam mniej czasu niż byśmy potrzebowali. Już nie mówimy o chciwości biznesu. Generalnie deadline powinien być taki. Teraz uwaga, będziemy mówili o godności osobistej człowieka, żebym ja to zrobił tak szybko, jak spokojnie dam radę. To powinien być deadline i zakładamy, że ja sobie będę spokojnie robił i to zrobię. Zrobił taki żółwik. On może jest niespieszny, ale systematyczny i wytrwały. Ja sobie robię, poprawiam, zastanawiam się i czuję, że to już będzie. Więc wtedy deadline nie byłby problemem. Problemem jest wtedy na przykład, że człowiek się w ogóle nie może zabrać. Pytanie, czy nie moglibyśmy się w ogóle zabrać, gdybyśmy mieli poczucie, że ogólnie to jesteśmy wypoczęci. Człowiek by się trochę z nudów zabierał. No bo jak nie ma co robić, to przynajmniej zrobię to i będzie zrobione. Istnieje taka hipoteza, że deadliney są po pierwsze za szybko, po drugie jesteśmy tak zmęczeni, że już nam na niczym nie zależy, bo chcemy, żeby to po prostu było zrobione, czyli zamierzam zamieniamy jakby ulgę na satysfakcję. Ale i jakby dlatego po pierwsze dokonujemy samoutrudniania, czyli trzymamy do końca, wymyślając różne dziwne rzeczy. Wszyscy widzą, że to jest zmyślone, tylko my uważamy, że nikt nie widzi. Czyli na przykład mówimy, że pięć razy w roku jesteśmy chorzy na to samo i mieliśmy siedem pogrzebów mamy i w ogóle, a w ogóle to się zakochaliśmy. Wszyscy z daleka widzą, że to jest kant, ale my uważamy, że jesteśmy wytłumaczeni. Samoutrudnianie ratuje samooceny, ale nie ratuje wyniku. Więc to jest ta historia i trzymamy do końca i robimy coś, na co powinniśmy byli poświęcić trzy dni w godzinę i się cieszymy. Ktoś mówi: "No zrobiłaś na trójkę." Mówi: "Ciesz się, że w ogóle zrobiłam, bo w godzinę to nikt by nie zdążył, nie?" No, więc to powoduje też, nie jesteśmy tutaj w tej trzeba wszystkich deadlineów się mega dobrze trzymać, ale warto odróżniać w życiu to, co chcemy zrobić od tego, co nie chcemy, nam każą i po prostu wystarczy średnio. I jak nam, jak chcemy i to jest dla nas ważne, no to mistrz czy mistrzyni pracują tak, że zabierają się wtedy mniej więcej, kiedy trzeba. Czyli ja na przykład zakładając, że mam coś zrobić do niedzieli, załóżmy, że nie będę odpoczywał albo do przyszłego poniedziałku, żeby było zgodne z literą pisma, to robię to w taki sposób, że e w pierwszy poniedziałek, czyli ten poprzedzający, sprawdzam, co mam do zrobienia, potem parę dni tego nie robię, tylko sobie z tyłu głowy myślę, co by to mogło być, co by to mogło być, jakby się do tego zabrać, jakby to zrobić, żeby to by nie było tylko optymalnie, ale w ogóle mega fajnie, żeby jak ja, jak ja to lubię robić, takie rzeczy koło Po środy usiąść i zrobić tyle, ile się da. W czwartek poprawić i znowu zostawić na piątek, sobotę, niedzielę, a w poniedziałek rano przeczytać, docyzelować i dopiero wtedy oddać, wysłać i tak dalej. Tak, tak powinno to mniej więcej wyglądać zgodnie z naszą wiedzą poznawczą. Czyli mistrz dość sprawnie robi i większość czasu poprawia. Poprawianie, jak się nawet o prozie mówi, że dobra proza to nie jest proza napisana, tylko przepisana, że dopiero jak się coś poprawi, to to dobrze wiedzie. Jak robimy na ostatnią chwilę, no to bliżej jesteśmy słynnego stwierdzenia Hemingwaya, że pierwsza wersja wszystkiego to gówna. Po prostu wyjdzie nam średnio, ale ważne, że nikt się nie czepił i mamy z bańki. No i to jest opis. Natomiast wiemy, że jak deadlineu w ogóle nie ma, czyli w ogóle nie wiadomo, kiedy, no to większość z nas nie zabiera się wcale. Albo zabiera się bardzo późno, albo robi to jakoś strasznie, pokrętnie, to moglibyśmy zdrować, ale nie zrobimy tego. W pytanie, czy w ogóle jak duża grupa ludzi w ogóle potrafi się zabrać za rzeczy, które mają do zrobienia, jak nie muszą, jak ich nie dociska. No i to nie będą jakieś wyjątkowe wyniki, trzeba powiedzieć. No.
>> No właśnie. A co jeżeli zaczynamy bardzo dużo projektów jednocześnie i żadnego nie kończymy? Jak to rozgrupować i jak skończyć dobrze ten jeden, a potem zacząć kolejny, żeby tak się nie rozpraszać na mikro małe projekciki?
>> No jak już jest mamy być bardziej szczerze niż uprzejmie, to powiem, że trzeba zrobić duży krok do tyłu, bo jak ktoś już jest tak bardzo rozbabrany w życiu, jak pani opisała, to jest tak, jakby ktoś przyszedł powiedział: "No, ja to już nie mogę się podnieść z łóżka, ale piję herbatę". To pani powie: "Teraz to już leki, a nie herbata". No, tak samo tu, czy tam z poważną chorobą i mówi, że sobie też wącha melisę i że może mi pomoże. A pani patrzy na wyniki badań, mówi, że wąchanie melisy to 40 lat temu może by pomogło. Teraz to już nie rozmawiamy o o naturalnych rozwiązaniach. Natomiast i tu jest tak samo, jak ktoś jest aż tak rozbabrany, no to niestety będzie musiał zacząć od bardzo małych rzeczy, które mu wyjdą. Niektórzy myślę, że ten przykład flagowy, który wszyscy znają, to jest ścielenie łóżka rano, ale on dobrze pokazuje. Trzeba zacząć kończyć rzeczy i umieć odnotowywać w głowie, co to się z tym stało. Więc dla największych rozbabrańców robimy takie, nie nie mówimy przedszkole, bo to by było trochę uwłaczające, bo te osoby pewnie być może warto też z nimi rozmawiać, bo to też jest w sumie dobry przykład, co im jednak wychodzi, czyli co one robią, co dają radę zrobić, bo to nie jest tak, że wszystko leży, bo jakby tak wszystko leżało, to nawet by do nas nie przyszły, nie? Więc a jednak potrafiły się zmobilizować, wstać, ubrać i dojść. Więc jakieś tam projekty im się kleją w życiu. No, to co to jest i czy możemy na tym bazować? Czy ta struktura da się przenieść? Ale od małych rzeczy zaczynamy. Zresztą trzeba też uczciwie powiedzieć i to, o co pani zapytała, to jest trochę taki jad, który się sączy z książki Golemana "Inteligencja emocjonalna", że poza pewne granice człowiek się nie powinien przymuszać. Goleman zakładał, że powinien trochę w tej książce. Jeżeli ja czuję od 20 lat, że nie mogę kurna czegoś zrobić, to może pora się pogodzić z tym, że po prostu nie chcę tego robić organicznie, tak? Że to jest straszne dla mnie z jakiegoś powodu. Nienawidzę tego. I mamy takie przykłady, nie wiem, dzieci, które mówią: "O, mój kolega się zapisał na lekcje na pianinie, ja też chcę." No to mama mówi: "Proszę, tutaj kupimy ci z ojcem fortepian za ostatnie pieniądze, praktykuj." No, ale kolega się wypisał, bo mu się znudziło, a my zostaliśmy, a mama innych rodziców mówią: "Zobacz, warto, zobacz tam Chopin, zobacz Moniuszko, zobacz, a może chcesz grać standardy życiowe jazzowe?" I my po 12 latach mówimy: "Nie, jednak dalej nie." I zamiast chodzić na lekcje, chodzimy na wagary, zamiast ćwiczyć, udajemy i oszukujemy tych rodziców. W końcu rodzice mówią: "No to jak nie chcesz, to nie graj." I my tak podnosimy ręce klawiatury, to już jej nigdy nie dotykamy, bo, bo czujemy, że to po prostu nie było na, że my lubimy muzykę, kochamy jej słuchać i tak dalej, ale nie jesteśmy muzykami i nie podoba nam się to. No, więc dzieci nie mają takiego wyboru często. I to pewnie w terapii nazywa się syndromem, czyli przenieśliśmy jakąś strategię z dzieciństwa do dorosłości. W dorosłości, jak ja czuję, że się nie mogę za coś zabrać organicznie, pomimo usilnych prób, to prawdopodobnie coś jest z tym źle. I to ja nie muszę być leniwy, bo jest grupa osób, które się bardzo dobrze samoorganizują. Właściwie one są takimi flagowymi statkami samoorganizacji i mają takie elementy w życiu, że nie mogą tego zrobić. I najczęściej jest to jakiś ich percepowany deficyt zasobów. One uważają, że albo nie potrafią tego, albo jest na to za mało czasu, albo ktoś daje śmiesznie mało narzędzi do zrobienia tego i efekt będzie żenujący i i to uwłacza ich godności, żeby się w ogóle za to zabierały. Czyli na przykład: "Zrób, ty umiesz tak te prezentacje, zrób mi taką na jutro na 160 slajdów." I my wiemy, że wpuścimy we jaja. Ona zrobi na każdą liczbę slajdów w każdej ilości, jaką chcemy i tak dalej, ale nas poraża naszą godność to, że mielibyśmy się pod tym podpisać, bo my jesteśmy artystami prezentacji i nie możemy się do to zabrać. No, więc odpowiedź na to pytanie jest taka, że jak ktoś jest tak rozbabrany, to być może powinien najpierw się zastanowić ze sobą, z przyjacielem lub z terapeutą, czy on w ogóle jest w dobrym miejscu w życiu.
>> A jak mamy taką jedną rzecz do zrobienia i nie chcemy zacząć od jutra czy od kolejnego poniedziałku, to jak faktycznie zmotywować się, wziąć do roboty, usiąść i po prostu ją wykonać, jak mi się naprawdę nie chce?
>> Jak mi się naprawdę nie chce, to powinienem odejść i odespać, bo
>> A jak muszę ją zrobić? Bo jak, bo za każdym razem, jak brniemy w takie skrajne przypadki, tam nic nie ma do zrobienia. Jak komuś urwało nogi, to one mu już nie odrosną. No i te przykłady są niezmiernie trudne i jak pani zadaje pytanie z takiej ekspresywny się tak naprawdę, że nie mogę, a żeby się zmotywować, to tam nie ma skrótu żadnego. Się po prostu nie da zrobić tego w takiej sytuacji. W ogóle zabieranie się do rzeczy tak nie wygląda, że ja się zabieram. Zabieranie rzeczy to się wygląda tak: "No nic, trzeba zrobić." Tak wygląda. Tam nie ma jakiejś super energii. Ona jest takim klarowanym masłem, które spływa z patelni. No, ona takim czymś jest bardziej, a nie jakimś entuzjazmem, z którym jak ktoś ma taki entuzjazm do rzeczy, to źle odczytuje dawkowanie z recepty. No, po prostu yyy to to jest niepoprawne podejście. Szkoda sił na to wszystko. One mają nam wystarczyć na to, żeby wytrzymać długo w tym, a nie żeby się zabrać. Więc tak, na początku, żeby się zabrać, pomagają głównie, statystycznie dwie rzeczy: wyobrażanie sobie, jak to będzie mega fajnie, jak to zrobię, albo będzie mnie fajnie, albo ja się będę czuła fajnie, jak to zrobię, albo coś tam i wyobrażanie sobie procedury, jak to zrobić. Dwie rzeczy: jak to będzie fajnie. Te dwie rzeczy zaraz zaczną być kulą u nogi, ponieważ one nie są tak efektywne w podtrzymaniu zachowania, czyli dzielimy kawałek, jak się zabrać i jak w tym wytrwać. Jak się zabrać, to jest wizualizacja celu, myślenie o tym, jak będzie fajnie i wyobrażenie sobie: "Teraz powinnam wstać, zrobić to i to i to. Wstaję, idę prosto do czajnika, prosto go wciskam, prosto robię kawę i prosto siadam do biurka." Tak muszę na siebie uważać, że jak zaczę 50 gros gdzieś na podłodze, to nie idę, bo to 50 gros nie, on stamtąd nie pójdzie. Nie se wyobrażam. To są, to jest początek, czyli to było jak się zabrać, ale potem to już jest zarządzanie przeszkadzajkami, dlatego że to będzie nasz największy wróg, czyli utrzymanie uwagi w tym, co mam do zrobienia. I bo ja się mogę zabrać też. Wiele osób preferuje, że się zabierają i 5 minut później już robią coś innego. Zabrały się już, już już to było, już był w ogródku i widział się z gąską, ale była też kaczuszka, także kaczuszka taka gąska, tylko trochę inna i możemy pogadać. No i to tak działa. Więc na sam początek te dwie strategie. Przeszkadzajki, no to otoczenie, rozmawialiśmy, wizualizacja, jak komuś pomaga. To tak chodzi, dla wielu osób wizualizacja jest depomująca i na dłuższą metę, bo zdejmuje napięcie, czyli jakby już się tak dobrze poczułem, że nie czuję tego napięcia, żeby się zabrać. A i mamy też takie badania. Natomiast te dwa pierwsze etapy na pewno będą takie.
A co pan sądzi o planerach, aplikacjach do produktywności oraz wszystkich kursach, które mają nas nauczyć, jak dobrze wykonać daną pracę, jak się skupić, jak osiągnąć sukces? Czy to jest trochę zbędne wydawanie pieniędzy, zamiast po prostu usiąść, zrobić tak, jak właśnie pan mówił przez cały?
>> Zależy co kto chce robić. Wiadomo jest, że w jak jest gorączka złota, to najwięcej zarabiają ci, co sprzedają szpadle i to tak trochę wygląda. Co ja sądzę o tym? Sądzę o tym, że narzędzie nie pracuje za nas. Najlepsze kombinerki, jakie położę na biurku, nie przykręcą za mnie czegoś, co te kombinerki miały zrobić, choćbym nie wiem ile za nie zapłacił. Po prostu trzeba będzie się zabrać i zrobić. Dlatego po pierwsze, ważna jest sprawdzenie, czy to jest moja pięta achillesowa. To, co ja próbuję załatać, czy ktoś mi próbuje wmówić. Czasami tak w marketingu się robi. "Na pewno masz problem." "Tak, tak, mam z tym problem." W którym kupujemy to narzędzie, patrzymy na nie, ono na nas i problem nie wygląda na załatwiony. Więc raczej się zastanawiamy, bez Instagrama czy innych miejsc, które polecają, co ja bym chciał u siebie podkleić i do tego nie będzie, bo to jest na przykład teraz wysyp sporych dużej liczby notatników, które integrują nasze działalności. Osób nie, my nie mamy aż tyle do roboty, żeby to wszystko trzeba było kleić aż w tak skrupulatny kalendarz. On niczego nie załatwi na żywo. Na pewno będzie fajnie. Nowe narzędzie bardzo pomaga na początku. Każdy, kto czytał "Szatan z siódmej klasy", wie, że jak się ma nowy długopis, to się nim ładnie pisze na początku. Tak jak na pierwszej stronie w zeszycie. Nieakowoż życie szybko odczuwa tych, którzy są sumienni od tych, którzy po prostu się cieszyli, że mają nowe narzędzie. No i tak samo tu. Szkoda hajsu i szkoda czasu. Zwłaszcza, że większość tych narzędzi polecana jest przez osoby, które się nie zajmują tym, co mają robione albo mają zapłacone za to. "Wow, dostałem to narzędzie. Zmieniło ono moje życie i wszyscy powinniście go spróbować." Albo druga wersja: rolek, które są popularne. "Oto 10 najlepszych narzędzi do czegoś." Kto ma czas sprawdzić 10 narzędzi do optymalizacji kalendarza? Z autopsji. Pani gość może powiedzieć, że z dwa lata by na to było potrzeba, bo na początku wygląda dobrze, potem bez sensu. Już nie mówiąc o tym, że się starze, już nie mówiąc o tym, że nie rozwiązuje problemów, które się miało i tak dalej, i tak dalej. Więc jak ktoś co trzy dni wrzuca 10 najlepszych narzędzi do czegoś, no to to jest po prostu kant gigant. Nawet z tych dwóch powodów widać, że w ogóle nie ma się co tego słuchać. E, tylko raczej zastanowić się, co by mi było potrzebne, czy jest takie narzędzie, a najlepiej byłoby się zastanowić, czy nie ma takiego narzędzia, które już to robi, a ja to mam, tylko po prostu nie używałem tej funkcji do tej pory, bo tam nie potrzebujemy nie wiadomo jakich cudów. Generalnie rzecz biorąc, narzędzia są przereklamowane. Jak ktoś chce być ninją, to niną najgroźniejszą bronią w byciu ninją jest sam ninja. Po prostu najwięcej tam jest do zrobienia, a reszta to tylko troszeczkę pomaga. Czy m, jeżeli chcę używać Pomodoro na przykład, to oczywiście, że do Pomodoro jest masa rzeczy. Można kupić i jajko w drogerii, takie co się nakręci, ono tyka i i wesołe kosteczki, które się kula i one wyświetlają i magnesikowe tarczki, które będą odliczały 15 minut. i apki i malutkie robociki, które biegają dookoła śmieszki, heheszki, wszystko hajs poszedł, a my dalej nie możemy 7 minut wysiedzieć. Tak więc, e, oczywiście to nie jest do końca zły pomysł i niektórym pomoże, bo lepiej mieć osobne źródło, niż na przykład ustawiać stoper w telefonie, bo jak go ustawimy, to zaraz wejdziemy na media społecznościowe, a tam ich po prostu nie ma w wesołym robociku albo w jajku. Ale trzeba się liczyć z tym, że jeżeli narzędzie nie działa po jakimś czasie, stwierdzamy, to łatwiej nam będzie wyrzucić jajko z drogerii albo oddać sąsiadce, niż rezygnować z wesołego robocika, bo mu będzie smutno, że wystawiamy go na aukcji internetowej. No.
>> Dlatego drodzy słuchacze, nie marnujcie pieniędzy na zbędne narzędzia, tylko po wysłuchaniu tej rozmowy już wiecie, co powinniście zrobić. Jeżeli macie jeszcze jakieś pytania, to zadawajcie je w komentarzach, a my może nagramy wtedy kolejny odcinek, ponieważ ja bardzo dziękuję za tą rozmowę. Była fenomenalna i słuchać mogę pana naprawdę długo, ponieważ ten język, który pan mówi, jest no niesamowity, którego pan.
>> Dziękuję pani za dobre słowo. Dziękuję państwu. Życzę państwu zagłębiania się w rzeczy i nurkowania głęboko i z uwagą słuchania ludzi, którzy twierdzą, że zapoznali się z tematem. A w efekcie okazuje się, że zapoznanie się z tematem to obejrzenie trzech rolek. A i to jest w dzisiejszych czasach zapoznawanie się. Więc to przysłuży się głębsze zapoznawanie się i refleksja państwu bardzo i będziecie najbardziej ninżami wtedy ze wszystkiego i wtedy te narzędzia to będzie po prostu to, co ma być narzędzie.
>> Dziękuję.
>> Dziękuję. M.