Transcription
Czy e-papierosy są mniej szkodliwe niż te zwykłe?
Wszystkie sensowne badania zgadzają się tylko co do jednego. Są one wyraźnie szkodliwe, ale dane, które mamy, to dopiero pierwsze kilkanaście lat tego eksperymentu. Eksperymentu, w którym częścią są nieświadomi uczestnicy i to, jak zareagują na to ich ciała za kilkadziesiąt lat. To dlatego mówienie o długoterminowych konsekwencjach to na razie tylko domysły.
Widzowie tego kanału to ludzie świadomi i ambitni. A jeżeli dbacie o swój rozwój intelektualny, to warto, żebyście zadbali też o swój rozwój finansowy. Z tym pomóc wam może XTB. XTB. Tu pracują twoje pieniądze.
Powszechne skojarzenie dymu z e-papierosa to jeden z elementów, który zbudował sukces tej branży, ale jest całkowicie niewłaściwe. Para, czyli stan gazowy wody, to coś zupełnie innego niż aerozol, czyli chmura mikroskopijnych kropelek zawieszonych w powietrzu, który wytwarza się z tego urządzenia. Czyli tak jak psikany dezodorant zostawia na twojej skórze mikrocząsteczki blokujące pot, tak samo dym wytwarzany w trakcie palenia zostawia mikrokuleczki tej substancji.
Dodatkowo wysoka temperatura wpływa na skład liquidu. Substancje, które mamy wylistowane na jego opakowaniu, czyli głównie glikol propylenowy i glicerynę roślinną, w temperaturze pokojowej są względnie bezpieczne i od lat stosuje się je na przykład w kosmetykach. W składzie znajdziemy również substancje zapachowe, aromaty czy substancje słodzące, które, o ile nie jesteśmy na nie uczuleni, to również są bezpieczne. Jednak przestają być, gdy zaczynamy go podgrzewać. Na to nakłada się toksyczność wynikająca ze zmian w cząsteczkach substancji nadających smak i słodycz. Tak powstaje toksyczna chmura, która oblepia nas od zewnątrz i od środka. A im częściej i intensywniej palimy, tym mocniej nasila się efekt oblepienia, co zmniejsza skuteczność naturalnego mechanizmu oczyszczania dróg oddechowych. I to wszystko zakładając, że płyn jest legalny.
Paczka papierosów dziennie sprawia, że płuca dosłownie oblepiają się sadzą. Ściany naczyń krwionośnych twardnieją, serce bije szybciej i krócej, a ryzyko raka i zawału rośnie do poziomu, który w statystykach przekłada się na lata życia mniej. Jednorazówka dziennie nie dostarcza tej samej dawki smoły i CO2, ale w zamian wprowadza do płuc koktajl innych problemów: gorący aerozol drażniący na błonę, produkty rozkładu glikolu i gliceryny, metale ciężkie z grzałki i tę samą dawkę nikotyny, która przyspiesza tętno i podnosi ciśnienie. I dla wieloletniego palacza pełne przejście z paczki na jednorazówkę prawdopodobnie oznacza mniejsze ryzyko części chorób, ale nie ma tu mowy o regeneracji płuc. A dla kogoś, kto zaczyna od zera, codzienna jednorazówka nie jest łagodniejszą opcją nałogu. To po prostu inny sposób, by wejść w uzależnienie i choroby, których pełną listę dopiero poznamy, kiedy dzisiejsi nastolatkowie będą w średnim wieku.
Dodatkowo potencjalny efekt mniejszej szkodliwości znika, gdy ktoś nie zrywa z papierosami, tylko dokłada do nich e-papierosa. U tych, którzy i palą, i wejpują, ryzyko poważnych chorób płuc rośnie wielokrotnie. Do tego dochodzą epizody ostrego uszkodzenia płuc, takie jak EVALI, pokazujące, że wystarczy kombinacja urządzenia i źle dobranego płynu, żeby dosłownie poparzyć płuca od środka.
Z badań wynika, że wśród dorosłych, którzy palą e-papierosy, mniej więcej co trzecia osoba jednocześnie pali też te zwykłe. Dzieje się tak dlatego, że e-papieros często zamiast wsparcia rzucania fajek staje się bardziej akceptowalną opcją palenia w takich miejscach jak praca, dom czy auto. A to sprawia, że poszerza się liczbę substancji, w których organizm dostaje kolejną dawkę nikotyny.
Największe wątpliwości, albo raczej brak wystarczających dowodów, by to stwierdzić, są związane z powiązaniem e-palenia z nowotworami, bo w organizmach użytkowników są znajdowane substancje powiązane z nowotworami płuc i pęcherza, ale nie mamy jeszcze pełnej odpowiedzi, jak często te ślady zmieniają się w diagnozy. E-papierosy istnieją zbyt krótko, żeby zobaczyć wszystkie skutki po 20, 30 latach. To znaczy, że gdy dziś mówimy: "wydają się mniej szkodliwe niż papierosy", mówimy o wstępnych wynikach, a nie ostatecznym wyroku.
Wśród nastolatków, którzy aktualnie używają e-papierosów, odsetek umiarkowanych i ciężkich objawów depresji oraz lęku jest mniej więcej dwukrotnie wyższy niż wśród ich rówieśników, którzy nie wejpują. Współwystępowanie jest więc wyraźne. Tam, gdzie jest e-papieros, bardzo często są też kłopoty z nastrojem, snem i lękiem. Kontekst jest jednak kluczowy. Z badań wynika, że osoby z gorszym samopoczuciem znacznie częściej sięgają po papierosy, próbując w ten sposób regulować napięcie, radzić sobie ze stresem, nudą czy poczuciem pustki. Ale przegląd badań podłużnych pokazuje też, że u wielu osób rozpoczęcie e-palenia poprzedza pogorszenie zdrowia psychicznego. Innymi słowy, depresja i lęk popychają część nastolatków w stronę e-papierosów, ale sam e-papieros też dokłada swój ciężar do ich psychiki. Najczęstszy przykład będzie więc wyglądał tak: gorszy nastrój zwiększa ryzyko sięgnięcia po e-papierosa. E-papieros dodatkowo obciąża układ nerwowy i ciało, a nikotyna utrwala całość w postaci nałogu. Nie jest to ani jedna prosta przyczyna, ani jedno zdarzenie. To znaczy takie błędne koło, w którym sam fakt, że ktoś sięga po jednorazówkę, bywa pierwszym ostrzeżeniem, że dzieje się coś, czego nie widać jeszcze w wynikach badań, ale co jego psychika już czuje.
Jak na razie mówiliśmy głównie o konsekwencjach dla samych palaczy, ale konsekwencje ich używania dotykają również osoby, które nie zaciągnęły się w życiu ani razu. Bierne palenie zapewnia pełnowymiarową ekspozycję na toksyny. Dzieci w domach, gdzie się pali, mają we krwi taki poziom produktów rozpadu nikotyny, jakby same regularnie paliły. Ich organizm reaguje podobnie jak u aktywnych palaczy. Częściej łapią infekcje dróg oddechowych, zapalenie ucha środkowego, zapalenia zatok, mają przewlekły kaszel, świsty i duszności. U wielu rozwija się astma, a długotrwały kontakt z dymem zwiększa ryzyko przewlekłej obturacyjnej choroby płuc w dorosłym życiu. Niemowlętom dym tytoniowy jest powiązany ze zwiększonym ryzykiem zespołu nagłej śmierci łóżeczkowej, a u dzieci w wieku szkolnym z gorszą kondycją fizyczną, większą ilością tkanki tłuszczowej i słabszą wydolnością poznawczą, czyli pamięcią, uwagą i wynikami w nauce.
Na tym tle szczególnie niepokojące jest to, że bierne palenie nie kończy się w chwili, gdy wywietrzysz pomieszczenie. Aerozol osiada na ścianach, meblach, dywanach, ubraniach, włosach, skórze. Naukowcy nazwali to osadem trzeciej ręki. No bo dym z pierwszej ręki, którym jest zaciąganie się, i z drugiej ręki, którym jest wdychanie cudzej chmury. Osad trzeciej ręki to chemia, która została w pomieszczeniu, kiedy wszyscy już dawno z niego wyszli. No i można przecież powiedzieć, że przecież nikt nie będzie lizał ścian czy podłogi. No i rzeczywiście zgadza się, jeśli jesteś osobą dorosłą. No ale na przykład twoja skóra wchłania te substancje równie skutecznie, a w niektórych modelach badawczych nawet skuteczniej. W badaniach na myszach nikotyna i nitrozaminy, które dostały się przez samą skórę, krążyły w organizmie jeszcze 7 dni po zakończeniu kontaktu.
Skoro więc mamy metaanalizy, mrożowce, rakotwórczy osad na ścianach, dlaczego ten produkt stoi legalnie na półce? E-papierosy reguluje dyrektywa tytoniowa z 2014 roku, która traktuje je jako osobną kategorię i opiera się na zasadzie proporcjonalności. Żeby czegoś zakazać w całej Unii, trzeba mieć jednoznaczne, mocne dowody na poziomie wspólnotowym. Same kraje członkowskie mogą też dokładać własne ograniczenia. Dodatkowo do 2025 roku e-papierosy beznikotynowe w ogóle nie podlegały ustawie antytytoniowej. Nie obejmował ich zakaz reklamy, zakaz używania w miejscach publicznych, ani zakaz sprzedaży nieletnim. Można było legalnie sprzedać dziecku urządzenie reklamowane jako bez nikotyny, które i tak budowało nawyk, gest i przywiązanie. Dopiero nowelizacja z lipca 2025 roku objęła zakazem sprzedaży nieletnim wszystkie e-papierosy, niezależnie od zawartości nikotyny.
Lecz może jakość liquidów i ich potencjalną szkodliwość mogłaby ograniczyć produkcja na rynku europejskim, a może jeszcze lepiej na naszej rodzinnej ziemi. I rzeczywiście był taki czas, że Polska miała własną branżę liquidów. Dlaczego zniknęły? Pierwszy cios przyszedł w latach 2016-17 razem z wdrożeniem unijnej dyrektywy tytoniowej. Na małe firmy nałożono obowiązki skrojone pod wielkie koncerny: szczegółowe zgłaszanie składu, rygorystyczne etykiety, zakaz sprzedaży przez internet. Dla rodzimego producenta bez działu prawnego był to koszt często nie do udźwignięcia. Drugim ciosem była akcyza z 1 lipca 2020 roku: 55 gr od mililitra płynu, czyli 550 zł od litra. Branża szacowała wzrost cen o 200 do 800%. Wystarczy spojrzeć, co się działo wcześniej we Włoszech, gdzie podobny podatek wprowadzono kilka lat przed nami. Zbankrutowało 70% firm, a 85% rynku przeniosło się do szarej strefy. I w Polsce stało się dokładnie to samo. Administracja motywowała swoje działania ochroną zdrowia. Wymiotła z rynku akurat tę jego część, która była najbardziej przejrzysta. Krajowe firmy, które składały skład do urzędu i które można było skontrolować, zwijały interes. Ich miejsce zajął import, głównie z Chin, głównie taki, którego nikt nie sprawdza. No, państwo nie zlikwidowało popytu na nikotynę, zlikwidowało tylko tych dostawców, którzy mu podlegali.
Żeby zrozumieć, dlaczego w polskim sklepie leży produkt zakazany w kraju, który go wyprodukował, trzeba zrozumieć, jak w Chinach działa władza nad tytoniem. W Chinach jest instytucja o nazwie State Tobacco Monopoly Administration. Pełni dwie funkcje na raz. Z jednej strony jest regulatorem, który ma pilnować rynku tytoniowego i e-papierosów. Z drugiej zarządza państwowym monopolem tytoniowym, który przynosi budżetowi gigantyczne wpływy. Należąca do niego firma jest największym producentem tytoniu na świecie. Co zatem zrobiły Chiny w 2022 roku? Zakazały sprzedaży owocowych, aromatycznych e-papierosów na własnym rynku. Wprowadziły obowiązkowy standard jakości z limitami metali ciężkich i listą dozwolonych aromatów. Lecz ten standard obowiązuje wyłącznie produkty przeznaczone na rynek wewnętrzny. Te same fabryki mogą legalnie produkować i eksportować dokładnie to, czego nie wolno im sprzedawać własnym obywatelom. W praktyce wygląda to tak: jednorazówka z owocowym smakiem, ulubiony produkt europejskiego nastolatka, nie może trafić do chińskiego sklepu, ale może wyjechać kontenerem do Polski. Tu oczywiście odpowiedzialność za sprawdzenie ich spada na kraj, który je przyjmuje. I niektórzy analitycy nazywają ten model wprost analogią do fentanylu: zakazujesz produktu u siebie, bo uznajesz go za zbyt ryzykowny dla swoich dzieci i jednocześnie eksportujesz go na Zachód.
Skala tego eksportu robi wrażenie, bo w Polsce sprzedaż jednorazówek wzrosła z 32 milionów sztuk w 2022 roku do prawie 100 milionów rok później. Ten skok zbiegł się dokładnie z momentem, w którym Chiny zamknęły dla tych produktów własny rynek. Popyt, który nie mógł zrealizować się tam, znalazł ujście tutaj. Szwajcarskie badania z 2024 roku wykryły w próbkach jednorazowych ołów w ilości przekraczającej dozwolony limit, a w jednej próbce jednocześnie przekroczono limit kadmu. Według polskich szacunków blisko 60% jednorazówek sprzedawanych w Polsce nie spełnia wymogów prawa. Więc kiedy ktoś pyta, czy chińskie liquidy spełniają wymogi bezpieczeństwa, najuczciwsza odpowiedź brzmi: najprawdopodobniej tak. Produkty importowane legalnie przez certyfikowane podmioty powinny spełniać unijne normy. Ale skoro większość realnie dostępnych na rynku produktów pochodzi z szarej strefy, większość tego, co możesz kupić, tych norm raczej nie spełnia. A jako konsument nie masz żadnego sposobu, żeby odróżnić jedno od drugiego. Trzymasz w dłoni urządzenie i po prostu nie wiesz.
A ja wam dzisiaj bardzo serdecznie dziękuję. Mam nadzieję, że ten materiał was zainteresował. A jak oglądacie ten materiał, gramy dzisiaj w Białymstoku koncert, w którym niestety nie ma biegania, choć to ostatnio w Rzeszowie też było bardzo miło i gorąco pozdrawiam wszystkich, którzy się pojawili. No a my widzimy się w każdy piątek. Trzymajcie się ciepło. Cześć. M.