Transcription
Stoisz przed zakupem telewizora i chcesz naprawdę dobrą jakość obrazu. Niestety, twój budżet nie pozwala na zakup OLED-a, ale w budżet mieszczą się telewizory mini LED. Technologia ta z roku na rok tanieje i obecnie znajdziemy ją nawet w ekranach, za które zapłacimy mniej niż 2500 zł. Dziś wytypowaliśmy cztery z nich i zrobimy to, co lubicie najbardziej, a czego nie robią inne redakcje: bezpośredni test, w którym porównamy ich jakość obrazu w filmach, telewizji, grach i sporcie, oraz ich funkcje i systemy operacyjne. Jeśli uda się coś wybrać, to linki do zakupu zostawiam w opisie. A jeśli nasza praca się wam podoba, to zostawcie suba i lajka. Lecimy do materiału!
Krótko o modelach, które wystąpią w dzisiejszym odcinku: wytypowaliśmy najtańsze telewizory mini LED. Choć w przypadku niektórych ta nazwa nie jest poprawna w ścisłym tego słowa znaczeniu, w praktyce chodzi jednak o to, że ekrany posiadają funkcję lokalnego wygaszania, która pozwala uzyskiwać dużo lepszą czerń i jasność. A to, czy diody mają rozmiar klasyfikujący je jako mini, jest drugorzędne. Podstawowym parametrem, który przyciąga uwagę w takich telewizorach, jest ilość stref, czyli niezależnych obszarów, w których matryca może się rozjaśniać i przyciemniać, aby uzyskać wyższą jakość obrazu. Tak to wygląda w przypadku telewizorów z odcinka. Jak jednak pokazały poprzednie testy na naszym kanale, jeszcze ważniejszy jest procesor i algorytmy telewizora, które tym zarządzają. A tego już nie da się znaleźć w suchej specyfikacji i wymaga dogłębnych testów.
A więc zaczynamy od najważniejszego, czyli od czerni. Na pierwszy rzut oka wydaje się, że Hisense, który powinien być faworytem, bo ma najwięcej stref wygaszania, wypada w praktyce najmniej korzystnie. Poziom czerni jest gorszy niż na trzech pozostałych konkurentach i ma charakterystyczny fioletowy odcień. Ma to jednak swoją przyczynę, bo jak widzicie, obraz jest też najjaśniejszy. Priorytetem jest więc nie jasność, a czerń. Nie jest to jednak najlepsza strategia dla uzyskania najkorzystniejszego obrazu. Patrząc na konkurencję, trudno wybrać na ten moment faworyta. To, co rzuca się jedynie w oczy, to nieco mniejsza ilość detali w czerni na TCL. Ciemne tony są tutaj wyraźnie ze sobą zlane, co szczególnie dobrze widać na tym urywku z „House of the Dragon”. Xiaomi, który wyglądał przed chwilą nieskazitelnie, pokazuje tutaj swoje pierwsze niedoskonałości. Jak widzicie, czerń pozostaje bardzo dobra, ale strefy dosłownie szaleją i jest to mocno rozpraszające. Jest też silna tendencja do gubienia detali, jednak w nieco odmienny sposób niż w TCL. Nie giną tu bowiem najciemniejsze tony, tylko całe połacie obrazu. Jeśli są one zbyt ciemne i algorytm wygasza w tym miejscu matrycę, jeśli jednak obszar jest wystarczająco jasny lub ma kilka jasnych elementów, to wyświetla się jak trzeba. Uzyskujemy więc obraz w jaśniejsze i ciemniejsze placki, które żyją własnym życiem, gdy kadr się przesuwa. Jak widzicie w tej scenie z filmu „Sicario”, no nie wygląda to najlepiej. Tu wręcz na kokpicie widać coś w rodzaju zakłóceń obrazu, a to ciągle kwestia pracy podświetlenia. Niespodziewanym faworytem jest tutaj mini LED od Philipsa, który pomimo braku dużej ilości stref ma zdecydowanie najsensowniejsze. Trzeba mieć jednak na uwadze, że w tej konkretnej scenie pięć drzewa, jak i całe otoczenie, powinny być dosłownie ledwo widoczne. Dla porównania, tak wygląda ta scena na monitorze studyjnym. W przypadku Hisense mamy więc do czynienia z nadmiernym wyeksponowaniem detali w czerni, co daje widzowi złudzenie obniżonego kontrastu i nie wygląda tak korzystnie jak na filmie. W tej scenie znowu najlepiej radzi sobie Philips, zarówno jeśli chodzi o czytelność detali w czerni, jak i o efekt halo wokół napisów. No dobra, pod tym ostatnim względem jeszcze lepiej radzi sobie Xiaomi. Natomiast tutaj faktycznie dookoła aktora nic kompletnie nie widać. TCL jest gdzieś pomiędzy tymi dwoma ekranami. Jeśli miałbym wybrać jednego faworyta w scenach, które obejrzeliśmy do tej pory, to byłby nim prawdopodobnie Philips PML8709, przynajmniej do czasu kolejnego testu.
W którym zobaczymy pierwsze wyraźne problemy tego telewizora. Zaczynają się one już w scenie demo, gdzie szklanka spada w ciemną otchłań. No właśnie, gdzie jest ta szklanka na Philipsie w momencie, gdy wszystkie trzy telewizory jeszcze ją wyświetlają? Okazuje się, że mini LED Philipsa też lubi zjeść detale w czerni, a nawet cały obraz w trybie SDR, jeśli nie jest on dostatecznie jasny. Idealnie prezentuje to scena z filmu „Gravity”, gdzie wprawdzie Sandrę Bullock i jej skafander jeszcze widzimy, ale całe gwieździste niebo dookoła po prostu na Philipsie nie istnieje. Tutaj na prowadzeniu zdecydowanie jest Hisense wraz z TCL, choć ten pierwszy znowu nadmiernie uwypukla detale. No i jaki z tego wniosek? Jeśli chodzi o punktację, jaką dostały telewizory na naszej stronie, łącząc wady i zalety, to jest ona zbliżona. Jak jednak widzicie, to nie tyle kwestia wyższości jednego telewizora nad drugim, co kompromisu, z jakim przyjdzie nam się zmierzyć. Gdybym miał już na tym etapie określić, który TV poradził sobie najlepiej, to chyba byłby to TCL C655 Pro.
Dobra, przechodzimy do drugiej kategorii, czyli do oceny efektów w trybie HDR. Pobieżne spojrzenie na standardowe sceny z filmów stawia telewizor Xiaomi na pierwszym miejscu. Zaraz za nim TCL, a następnie Hisense i Philips. Na tym ostatnim efekt HDR, mówiąc delikatnie, jest bardzo skromny. To najciemniejszy z telewizorów i treść zrealizowana w tym najnowszym formacie nie daje tu zbyt wymiernych korzyści w stosunku do zwykłego filmu Full HD bez HDR. Jeśli chodzi o Xiaomi, to widać tu brak sensownego ton mappingu. Mimo że jest to najjaśniejszy ekran, to często gubi wiele detali w światłach. W związku z tym C655 Pro, pomimo tego że jest ciemniejszy, potrafi czasem prezentować się korzystniej. Sytuacja zaczyna ulegać wyraźnej zmianie, gdy HDR sceny stają się ciemne, a efekty świetlne są tylko pojedynczymi punktami na ekranie. Tutaj na pozycję niespodziewanego lidera wysuwa się Hisense U6NQ. Jego zdolność do utrzymywania wysokiej jasności, która była przekleństwem w teście kontrastu, okazuje się dużą zaletą, gdy zaczynamy oceniać jaskrawość efektów. W tej scenie z filmu „Kingsman” widzimy pierwsze tego rezultaty: błyski świateł radiowozu są jaśniejsze i bardziej rzeczywiste na tym telewizorze. Ponowna analiza sceny z filmu „Sicario”, jednak tym razem nagranej tak, aby wyeksponować światła, pokazuje mi wręcz przewagę tego telewizora nad jego trzema konkurentami. Efekt HDR w tego typu kadrach jest bardzo, ale to bardzo mocno stłumiony. Dzięki temu mamy wrażenie lepszej czerni, natomiast efekty świetlne wyglądają raczej jak włączony filmie SDR, niż jak w HDR1 czy Dolby Vision. Łącząc wnioski z ciemnych i jasnych scen, Hisense uzyskał tutaj największą ocenę. Wprawdzie 54 to nie jest jakiś rewelacyjny wynik, natomiast należy pamiętać, że testujemy bardzo przystępne cenowo ekrany mini LED, które śmiało można nazwać rozsądnym wstępem do świata wysokiej jakości. Zaraz za Hisensem uplasował się TCL, dalej Xiaomi i daleko na końcu Philips, które jest po prostu za ciemny do satysfakcjonującego oglądania treści HDR.
Porozmawiajmy teraz o jednej z najważniejszych cech, mianowicie o płynności przejść tonalnych. Problemy w tej materii denerwować będą nawet najmniej wymagających widzów. Pobieżne spojrzenie pokazuje, że bardzo dobrze radzi sobie tutaj Philips oraz Xiaomi. Aczkolwiek w tym drugim zdarza się zobaczyć różne geometryczne wzory w miejscach, gdzie powinno być gładkie przejście tonalne. Nie wynika to jednak z ułomności matrycy, a z niedopracowania algorytmu wygaszania, o którym była już mowa wcześniej. W związku z tym czasami daje się zauważyć tego typu artefakty. Hisense U6NQ wypada tylko minimalnie gorzej od swoich dwóch konkurentów i w zasadzie wyraźną różnicę widzimy tylko na tej czerwonej scenie z filmu „The Green Knight”. Dużo za konkurencją znajduje się C655 Pro, ponieważ w praktycznie każdej scenie widzimy odcinające się od siebie odcienie. Niestety, potrafi być to irytujące, nawet jeśli ktoś nie przywiązuje dużej uwagi do jakości obrazu. Oczywiście, tego typu problemy najłatwiej wypatrzeć w scenach ciemnych, ale w przypadku TCL mogą rozpraszać naszą uwagę nawet w scenach jasnych, gdzie pozostałe trzy telewizory radzą sobie raczej bez uwag. Podkreślę, że test ten dotyczy materiałów wysokiej jakości, jakie możemy spotkać na płytach Ultra HD Blu-ray oraz w dobrej jakości streamingu.
Zagadnieniem pokrewnym jest to, jak telewizory radzą sobie z materiałem niskiej jakości, na przykład w rozdzielczości SD albo Full HD z telewizji czy YouTube. Przy oglądaniu takich źródeł problemy z przejściami tonalnymi występują ze względu na kompresję obrazu, a rolą telewizora jest ograniczyć ich widoczność. Tutaj najgorzej zdecydowanie wpada Hisense, ponieważ nie posiada on żadnej funkcji redukującej odcinające się od siebie przejścia tonalne. Lepiej, ale tylko trochę, radzi sobie Xiaomi oraz Philips, ponieważ ich funkcje są, krótko mówiąc, mało skuteczne. TCL prezentuje zdecydowanie najlepszą sprawność. Jak teraz widać, problem z tym telewizorem jest inny: permanentnie wyostrza on obraz. Przez co kontury wyglądają sztucznie. Być może niektóre osoby, które lubią podkręcać sztuczną ostrość w swoim telewizorze, przejdą obok tego obojętnie, natomiast mi ten efekt dokuczał mocno, bez względu na to, co oglądałem. Skuteczność skalowania materiałów niskiej rozdzielczości jest podobna na wszystkich ekranach, aczkolwiek widać, że TCL ma problemy z overscanem, a w zasadzie z proporcjami obrazu. Jeśli podamy starą treść w rozdzielczości SD, to potrafi ucinać górę i dół z niewiadomych przyczyn. W teście widzimy także nadmierne wyostrzenie krawędzi.
Teraz krótko o odwzorowaniu barw. Zasadniczo każdy z telewizorów udostępnia szerokie możliwości profesjonalnej kalibracji, którą oczywiście przeprowadziliśmy. I wszystkie sceny, które obejrzeliście, odtwarzane były na skalibrowanym trybie. Po takim procesie telewizory nie różnią się jakoś od siebie wyraźnie i każdy z nich zasługuje na ocenę w granicach 7,5 do 8. Oczywiście, każdy ma nieco inne mankamenty, ale możemy je wybaczyć z uwagi na przystępne ceny. Każdy z tych telewizorów korzysta z kwantowych kropek w postaci podświetlenia typu PFS i ma podobne pokrycie palety barw. Kolory są więc odpowiednio nasycone i nie ma zasadniczych różnic między ekranami. Telewizory różnią się jednak bardzo wyraźnie na ustawieniu fabrycznym, a w zasadzie nie tyle fabrycznym, co najlepszym ustawieniu, jakie możemy wybrać domyślnie. Mam tu na myśli tryby takie jak Kino, Film, czy Filmmaker, które starają się zapewnić sensowny obraz. Jeśli nie dokonamy takiego wyboru, to prosto z kartonu będziemy mieli jakiś skrajnie przekłamany tryb Eko, który nawet nie dostarczy reklamowanych parametrów. Paranoja, ale tak to wygląda w telewizorach nawet za 20 000 zł. W najlepszym ustawieniu dostępnym fabrycznie dobrymi wynikami może pochwalić się Hisense U6NQ. W przypadku tego telewizora różnica po kalibracji jest zauważalna, ale nie jakaś ogromna. Co innego w przypadku trzech pozostałych ekranów. Tutaj każdy z nich ma bardzo wyraźne różnice w kolorach i pomimo tego, że ceny tych ekranów są korzystne i usługa profesjonalnej kalibracji może wydawać się wysoka w stosunku do nich, to wciąż zalecam się nią zainteresować.
Przechodzimy do tematu odwzorowania ruchu, jak telewizory radzą sobie z dynamiczną treścią sportową. No i tutaj po raz kolejny ciężko wskazać jednoznacznego faworyta. Zacząć trzeba od tego, że testowane telewizory mają zupełnie inną specyfikację. Xiaomi, jako jedyny, jest pełnoprawnym telewizorem 144 Hz, posiadającym porty HDMI 2.1, pozwalające na podanie takiego obrazu oraz na wykorzystanie tak zwanego upłynniacza w celu wygenerowania dodatkowych klatek, na przykład w telewizji. TCL oraz Hisense są przykładem hybryd i ciężko jest je sklasyfikować. Z jednej strony posiadają 120 Hz matryce, jednak nie posiadają portów HDMI 2.1 ani 120 Hz upłynniacza. W konsekwencji takie odświeżanie możemy uzyskać jedynie z źródeł Full HD, na przykład konsoli Xbox, PlayStation lub komputera PC, przedstawionego w niższej rozdzielczości. Philips zaś jest telewizorem 60 Hz bez możliwości pracy z wyższym odświeżaniem. Jeśli chodzi o rozmycie obrazu przy dynamicznych ruchach, to bez dwóch zdań najlepiej wypada tutaj telewizor Xiaomi. Reszta jest mniej oczywista. Philips nie uzyska tak wyrazistego obrazu, jednak prawie w ogóle nie pozostawia smug za przesuwającym się obiektami. Tego samego nie można powiedzieć o TCL, a już zdecydowanie nie o Hisense, którego czas reakcji matrycy jest tak słaby, że smugi są ogromne. Jeśli ktoś uważnie oglądał scenę z filmu „The Green Knight”, to nawet tam było je widać, gdy aktor przesuwał się na ciemnym tle. W związku z tym przydzieliliśmy następującą punktację każdemu z telewizorów. Jeśli wybieramy telewizor głównie do konsoli, to ocena w tej kategorii będzie właściwie pochodną wyników z poprzednich kategorii. W teorii najlepszym wyborem znów jest Xiaomi, który jako jedyny pozwala bez problemu podać obraz 4K do 144 Hz, a także wspiera większość funkcji dla graczy. Z drugiej jednak strony do TCL i Hisense także dostarczymy sygnał 120 Hz, tyle że w Full HD. Ale to i tak wystarczy do większości gier. W przypadku tego drugiego telewizora martwił mnie jednak smużenie, które na pewno będzie irytujące. Jeśli chodzi o granie na mini LED-zie od Philipsa, to nie mogę tutaj sformułować jakiś dużych zastrzeżeń, natomiast jest to telewizor 60 Hz, więc naturalnie będzie drugorzędnym wyborem dla zapalonego gracza.
Oceń teraz, jak telewizory radzą sobie w mocno nasłonecznionym pomieszczeniu. Będzie to zdecydowanie prostsze niż w poprzednich kategoriach testowych, ponieważ każdy ekran ma bardzo podobną powłokę matrycy, którą sklasyfikowaliśmy jako satynową. Oznacza to, że nie jest to ani matowe wykończenie, ani też połyskujące, jak na przykład w OLED-ach, tylko coś pomiędzy, z odbiciami. Najlepiej radzą sobie Philips oraz Hisense, ponieważ bezpośrednie źródła światła nie zostawiają za sobą takiej smugi, rozlewającej się w poprzek ekranu. Nie oznacza to jednak z automatu, że są one najlepszymi wyborami, ponieważ to zjawisko nie powoduje aż tak dużych różnic. Znacznie ważniejsza jest maksymalna jasność matrycy, jaką oferują nam telewizory, i tutaj bezwzględnym faworytem jest mini LED od Xiaomi. Którego próbuję… TCL oraz Hisense… Philips niestety jest znacznie ciemniejszy, przez co obraz ma gorszą czytelność, gdy dominuje światło otoczenia. W związku z tym łatwo ocenić, który telewizor jest w takich warunkach najlepszy i punktacja nie powinna nikogo dziwić.
Tym akcentem zamykamy ciężki rozdział dotyczący jakości obrazu i porozmawiamy teraz o systemach operacyjnych oraz funkcjach telewizorów. Jeśli chodzi o możliwości, to najlepiej wypadł tutaj Hisense U6NQ wraz ze swoim autorskim oprogramowaniem Vida. Pozwala on na większość operacji, które użytkownik może chcieć wykonać, łącznie z nagrywaniem programów w telewizji naziemnej. Jedynym minusem tego rozwiązania jest brak wsparcia dla niektórych aplikacji, choć to poprawiło się w ostatnim czasie. Na dzień dzisiejszy brakuje tylko niektórych platform streamujących muzykę, takich jak Spotify czy Tidal. Pamiętajcie, że aktualną listę znajdziecie zawsze na naszej stronie, a link do testu jest w opisie. Plusem systemu Vida jest też szybkie i stabilne działanie. Trzy pozostałe telewizory, wraz z Philipsem, wykorzystują platformę Google TV. Dobrze słyszeliście, holenderski producent zastosował tu lepszy system niż w wyższych modelach telewizorów, w których króluje Titan OS. Nie oznacza to jednak, że każdy ekran jest taki sam w obsłudze. Najmniej funkcji oferuje nam Xiaomi, a na drugim miejscu znajduje się Philips. Utracił on punkty głównie przez kontrowersyjny pilot, który wprawdzie ma funkcję podświetlenia, ale trzeba nim celować w ekran, ponieważ to tradycyjna konstrukcja na podczerwień. Zdecydowanie nie powinno mieć to miejsca w tej półce cenowej. Co ciekawe, Philips nie zastosował też systemu podświetlenia tła Ambilight, z czego jest znany i co stosuje nawet w tańszych telewizorach. Doprawdy zagadkowy to produkt. Jeśli chodzi o dźwięk, to według naszej subiektywnej oceny na podium staje Xiaomi, a zaraz za nim TCL i Hisense. Ten trzeci, jako jedyny, wspiera wszystkie ścieżki dźwiękowe, które testujemy, ale nie ma to dużego znaczenia przy typowym użytkowaniu ekranu. Jeśli chodzi o kąty widzenia telewizorów, to w zasadzie to porównanie mówi samo za siebie. Wszystkie ekrany wykorzystują matrycę typu VA, przy której nawet po lekkim zejściu z osi będzie widoczny spadek nasycenia obrazu. Generalnie są to telewizory do oglądania na wprost.
Czas na podsumowanie. Jeśli czujecie się skołowani rozbieżnością wyników testowanych telewizorów, to wierzcie mi, że ja też. Pod niektórymi względami najtańsze mini LED-y potrafią diametralnie różnić się od siebie. Jednak hierarchia często się odwraca w zależności od tego, co w danej chwili testujemy. Ale spokojnie, zaraz spróbujemy to ogarnąć. Zacznijmy od mini LED-a Philipsa, który często wypadał gorzej niż konkurenci. Najmocniejszą stroną tego telewizora jest współpraca z codzienną treścią SDR. Jeśli więc oglądamy głównie telewizję, YouTube i inne podstawowe źródła, to może okazać się sensownym wyborem. Przypominam, że telewizor ten nie posiada Ambilight, którego mogłoby oczekiwać wielu fanów tej marki. Szkoda. Ma za to system Google TV, który uważam za dużo lepsze rozwiązanie niż niedopracowany jeszcze Titan OS. Jeśli jednak szukamy czegoś do grania, do treści 4K HDR lub sportu, to warto spojrzeć w stronę konkurentów. Hisense U6NQ to ciekawy wybór głównie do oglądania materiałów wysokiej jakości. Dobrze radzi sobie z treścią HDR, prezentując stabilny efekt bez względu na rodzaj scen. Ciężko jednak polecić ten telewizor dla fanów sportu lub osób, które oglądają w kompletnej ciemności. Jego czerń wygląda często gorzej niż u konkurencji. Brak mu też funkcji poprawiającej niskiej jakości obraz. Najlepiej sprawdzi się więc przy płytach Blu-ray, streamingu i innych wysokiej jakości źródłach. Warto wyróżnić jego system Vida, który wspiera najwięcej klasycznych funkcji. TCL C655 Pro jest niezłym wyborem dla większości nabywców. Natomiast problemy z oprogramowaniem dają się we znaki. Permanentne wyostrzenie obrazu raczej zniechęca do zakupu tego telewizora przez purystów. I tutaj też nie jest najlepiej ze smużeniem. Z drugiej strony wsparcie dla 120 Hz rozdzielczości Full HD i 1440p powoduje, że to niezły wybór dla graczy. Mini LED od Xiaomi w większości testów syntetycznych wypada najlepiej. Jednak algorytmy tego telewizora nie są zbyt dopracowane i w jednej scenie potrafi zachwycić, a w drugiej przynieść rozczarowanie. W porównaniu do konkurencji wyróżnia się przede wszystkim najjaśniejszą matrycą, która czasami potrafi dostarczyć efekt HDR jak w dużo droższych telewizorach. Świetnie też sprawdzi się w mocno nasłonecznionych salonach. Warto jednak zauważyć, że jest to najdroższy telewizor dzisiejszego zestawienia.
I tu dochodzimy do ostatniego pytania: co ja bym kupił dla siebie, gdybym musiał wybierać z tego segmentu? Powiem tak: gdybym miał mocno ograniczony budżet, to wybrałbym po prostu jeden z tańszych telewizorów z tego odcinka albo zdecydował się dołożyć dosłownie nieco więcej i wybrać zupełnie inny model. Ceny niestety zmieniają się dosyć dynamicznie. Gdy zaczynałem pisać scenariusz, to najtańsze telewizory Samsunga z lokalnym wygaszaniem, jakimi są Q80D i jego mocniejsza wersja QN85D, były sporo droższe. W obecnej chwili niższy model możemy kupić za mniej niż 3000 zł, a w prawie każdej kategorii sprawuje się on lepiej niż telewizory, które wzięły udział w zestawieniu. To może mały plot twist, że polecam telewizor, który nie wziął udziału w teście. Jednak możecie zrobić zestawienie na naszej stronie z dowolnym innym i zobaczyć, że jego wyższa punktacja jest zasłużona. Być może nie da on takiego pomiaru jasności czy czerni jak Xiaomi, ale jakość obrazu jest stabilna i nie ma ewidentnie słabych stron czy innych irytujących cech. Jeśli więc jest opcja dopłacenia do Q80D lub QN85D, to zdecydowanie poszedł bym w tę stronę. Każdy jednak musi wziąć pod uwagę wszystkie czynniki, które dosyć szczegółowo omówiłem, bo w tej kwocie trudno znaleźć telewizor bez wad. Do zobaczenia!