Transcription
Zaburzenie ze spektrum autyzmu. Dlaczego nie wystarczy powiedzieć autyzm? No bo nie ma dwóch takich samych osób i nie ma tu sztywnych wytycznych dotyczących tego, jakie objawy i w jaki sposób mają być widoczne. Dlatego mówimy o spektrum. Może to być osoba, która nie odczytuje mowy ciała i żartów. Potrzebuje przewidywalności, ma powtarzalne zachowania, bardzo silne zainteresowania i nadwrażliwość na dźwięk, światło czy dotyk. Może porozumiewać się tak jak większość z nas albo dzięki znakom czy technologii. Może to być też osoba, która ma ogromne trudności w funkcjonowaniu na wielu poziomach, że wymaga ciągłego wsparcia, ale jest też genialnym matematykiem. Ale to może być też twój dziadek, który uwielbia wędkarstwo i nie znosi zmian. Koleżanka, która potrafi godzinami opowiadać o K-popie, albo mama, która od lat ma ten sam rytm dnia i nie lubi niespodzianek.
No bo za informacją "jestem spektrum" chodzi inny sposób doświadczania świata, a nie deficyty, brak empatii czy zaburzone funkcjonowanie. To inna wrażliwość na bodźce, inne rozumienie o co chodzi w komunikacji. To widzenie świata, który w danym momencie skupia się na mniejszym fragmencie i u każdej osoby będzie wyglądało to inaczej. I często autyzmu nie widać, bo wiele osób uczy się, jak chować swoje objawy. Płacą za to ogromnym zmęczeniem poznawczym. Dlatego zniknął zespół Aspergera czy podział na lekki i ciężki autyzm i nie powodują go szczepionki ani dieta. Tacy się urodzimy, a wsparcie ma pomagać funkcjonować i rozwijać się po swojemu, a nie udawać normę.
ADHD. W powszechnym wyobrażeniu to nadal głównie chłopak, który nie umie usiedzieć w miejscu, wtrąca się i ma słabe oceny, a potem zdziwienie, że ADHD może mieć też najcisza dziewczynka w klasie, zamyślona, rozkojarzona, gubiąca dzień tygodnia, ale na ulubionym temacie błyskawiczna i aktywna, albo dorosły tata, który raz odpływa przed telewizorem, a raz robi remont o północy, bo działa w trybie albo nic, albo wszystko.
Najważniejszym objawem są zaburzenia przerzutności uwagi. Czyli nie, że ktoś nie umie się skupić, tylko osoba ma trudność, by utrzymać uwagę na zadaniach nudnych czy rutynowych. Za to wpada w hiperfokus na nowo zajawkę i wtedy utrzymuje koncentrację bez przerwy przez kilka godzin i działa trochę poza kontrolą danej osoby. Dodatkowo, aby zdiagnozować ADHD muszą występować objawy związane z impulsywnością albo nadpobudliwością i czasem będą cechy widoczne na pierwszy rzut oka, jak skłonność do awantur czy problem z usiedzeniem pięciu minut na lekcji, ale nadpłudliwość może ukrywać się w ciągłym wierceniu się, skubaniu, rysowaniu i gonitwie myśli, a impulsywność w wyrywaniu się do odpowiedzi i gadatliwości. Dochodzi do tego ślepota czasowa, problemy z funkcjami wykonawczymi i wrażliwość na odrzucenie. I to nie lenistwo, ani brak motywacji, tylko wrodzona różnica w regulacji uwagi i połudzenia. I choć świat pełen bodźców elektroniki przyczynia się do wzmacniania niepożądanych objawów, to ADHD jest w dużej mierze uwarunkowane genetycznie i z tego się nie wyrasta. Po prostu z wiekiem zmieniają się objawy, ich intensywność. Nie da się tego wyleczyć, ale da się znacząco zmniejszyć koszty dzięki strategiom psychoedukacyjnym, wsparciu otoczenia, a gdy trzeba farmakoterapii.
Pozostałe zaburzenia z tego bloku można ująć prościej. Zaburzenia rozwoju intelektualnego dotyczą jednocześnie obniżonego poziomu funkcjonowania intelektualnego i trudności adaptacyjnych, czyli najprościej mówiąc samodzielności w praktycznych sprawach obecnych od okresu rozwojowego. Nasilenie opisuje się bardziej przez to, jakiej pomocy ktoś realniej potrzebuje niż przez sam wynik IQ. Tym bardziej, że przy odpowiednim wsparciu może okazać się to tylko inny punkt startu i nawet taką diagnozę można utracić. W klasyfikacji mamy też zaburzenia mowy i języka. Zaburzenia uczenia jak dysleksja, dyskalkulia czy dyspraksja, czyli zaburzenia koordynacji ruchowej. Na koniec mamy też stereotypowe zaburzenie ruchowe, czyli najprościej mówiąc tiki. To mimowolne powtarzane ruchy albo dźwięki, mruganie, chrząkanie, skręcanie głowy, które mogą pojawiać się na chwilę, zostać na lata albo przyjąć formę zespołu Tourette'a, gdy występują i tiki ruchowe i wokalne.
Schizofrenia jest obarczona dużym bagażem wyobrażeń, więc zacznijmy od początku. Jednym z kluczowych objawów jest psychoza, czyli poważne problemy z testowaniem rzeczywistości. Dana osoba może być głęboko przekonana o czymś, co obiektywnie nie trzyma się faktów, jak niewierność partnerki, bycie okradanym przez współlokatora czy że jest się podsłuchiwanym przez tajne służby. Pojawiać się mogą też urojenia, jak "jestem wybrańcem", "jestem winny", "wszyscy słyszą moje myśli", dezorganizacja działań, halucynacje, najczęściej słuchowe oraz poczucie, że ktoś kontroluje myśli i działania, a także niezwykłość emocji, motywacji i zachowania wyraźnie nieadekwatne do sytuacji. Same takie doświadczenia nie wystarczą jednak do rozpoznania schizofrenii. By tak było, objawy muszą utrzymywać się cały miesiąc, bo wiemy, że jednorazowe ostre pogorszenia testowania rzeczywistości może minąć bez trwałych konsekwencji. Wtedy mówimy raczej o ostrym lub przemieniającym zaburzeniu psychotycznym.
W schizofrenii oprócz urojeń i halucynacji ogromne znaczenie mają tak zwane objawy negatywne. Brak energii i napędu, spłycenie emocji, ubóstwo mowy, wycofanie i utrata przyjemności z rzeczy, które kiedyś cieszyły. Z każdym nawrotem zwykle pogarsza się uwaga, pamięć, tempo przetwarzania informacji i planowanie, co znacząco pogarsza funkcjonowanie i jest główną przyczyną postępującej niepełnosprawności, nawet gdy same urojenia i halucynacje są już opanowane. Ale oprócz schizofrenii mamy zaburzenia urojeniowe, gdzie głównym problemem są trwałe, nieprawdziwe przekonania o sobie i innych. Na przykład, że ktoś nas zdradza lub nienawidzi przy stosunkowo dobrym funkcjonowaniu poza tematem. Jest też zaburzenie schizoafektywne, gdzie epizody psychozy współwystępują z epizodami manii.
No ale czym właściwie jest ta mania? To trwający zazwyczaj co najmniej tydzień stan patologicznie podwyższonego nastroju, euforii lub drażliwości, któremu towarzyszy nadmierna energia, gonitwa myśli, przekonanie wielkościowe, znacznie zmniejszona potrzeba snu oraz podejmowanie ryzykownych czy agresywnych działań do tego stopnia, że często po nich dana osoba jest hospitalizowana w szpitalu psychiatrycznym. Ale objawy te mogą być subtelniejsze. Wtedy mówimy o hipomanii. W tym przypadku podwyższenie nastroju i jego negatywne efekty są mniej spektakularne i zwykle trwają krócej. Kiedy mania albo hipomania minie, pacjent może wrócić do normy, ale znacznie częściej następuje okres objawów depresyjnych trwających przynajmniej dwa tygodnie, co osoby doświadczają jako totalny zjazd od stanu "mam poczucie, że wszystko mi się uda" po "nie mam na nic siły, moje życie nie ma sensu". No a potem powtórka i jeszcze raz. A w tym przypadku mówimy o chorobie dwubiegunowej.
Najczęściej diagnozowanym zaburzeniem na świecie jest depresja. Tylko w zasadzie czym się różni od zwykłego smutku? Po pierwsze to obniżenie nastroju, które znacznie utrudnia funkcjonowanie. Najczęściej nie ma konkretnej przyczyny lub jest nieadekwatny do aktualnej sytuacji. Mogą występować też problemy z koncentracją, spowolnienie psychoruchowe, wrażenie, że nic nie cieszy, niepokój i napięcie albo poczucie emocjonalnej pustki. Często również problemy ze snem, apetytem, poczucie winy i myśli samobójcze. W ciężkich epizodach mogą pojawiać się nawet objawy psychotyczne. Wyróżnia się też zaburzenia psychiczne związane z ciążą i połogiem. To okres podwyższonego ryzyka chociażby przez zmieniające się hormony, brak snu i stres. Najbardziej znany to tak zwany baby blues, czyli łagodne, krótkotrwałe obniżenie nastroju. Jest też depresja lub lęk poporodowy, czyli trwające minimum dwa tygodnie obniżenie nastroju, który utrudnia opiekę i życie, oraz dość rzadka diagnoza psychoza poporodowa.
Każda osoba, która była uczestnikiem poważnego wypadku albo sytuacji, gdzie zagrożone było życie i zdrowie, z pewnością na długo zapamięta takie wydarzenie. Jednak nie każdy będzie miał PTSD. To przeżywanie traumatycznego wydarzenia w formie żywych, natrętnych wspomnień czy koszmarów, którym towarzyszy przypostrzegający strach lub przerażenie, unikanie miejsc, czynności, rzeczy czy sytuacji, które w jakikolwiek sposób przypominają o tym wydarzeniu, oraz długotrwałe utrzymywanie się podwyższonej czujności i lęk, który utrzymuje się kilka tygodni po wydarzeniu. Czynniki te są wskazaniem do zgłoszenia się do specjalisty, ale to, jaka sytuacja wywołuje taką reakcję, jest też indywidualna. Małe dzieci mogą zobaczyć jakąś drastyczną scenę w grze komputerowej. Młoda dziewczyna może poczuć się zagrożona, bo ktoś zagadywał ją, gdy była sama, a starsza osoba może przeżyć tak śmierć małżonka. A twój znajomy może nie chcieć już wejść do samochodu po wypadku, kiedy przestały działać mu hamulce.
Choć tej sytuacji można było uniknąć i sprawdzić historię używanego auta, które planujesz kupić, aby mieć pewność, że nie ma ukrytych wad. Tu z pomocą przychodzi Car Vertical, który pozwala sprawdzić historię pojazdu przed zakupem i dostać raport, z którego da się wyczytać konkretne rzeczy, a nie tylko ładne zapewnienia sprzedawcy. I pokażę wam na przykładzie, co to znaczy w praktyce. Załóżmy, że w ogłoszeniu masz klasyk, bezwypadkowy przebieg, oryginalny, igła. No i teraz odpalasz raport.
Pierwsza rzecz, szkody i kolizje. W raporcie możesz zobaczyć, czy auto miało zgłaszane zdarzenia i co z nich wynika. I to jest moment, w którym czasem kończy się bajka o bezwypadkowym, no bo zamiast opowieści masz informację, że jednak coś było. Nawet jeśli sprzedawca mówi "to tylko rysa", to ty przynajmniej wiesz, że temat istnieje i możesz dopytać, obejrzeć auto dokładniej, sprawdzić naprawy.
Druga rzecz, przebieg i jego spójność w czasie. Raport może pokazać ostrzeżenie, jeśli przebieg wygląda podejrzanie, na przykład kiedy wartości z różnych momentów nie składają się w logiczną całość i to jest mega ważne, bo licznik w aucie potrafi wyglądać idealnie, a człowiek chce wierzyć, że trafił okazję życia. No ale tu masz prosty sygnał: "Coś się nie zgadza, uważaj."
Trzecia rzecz, status kradzieżowy. Jeśli pojazd figurował jako skradziony w dostępnych bazach, to już nie jest ciekawostka, tylko twardy powód, żeby natychmiast zahamować entuzjazm i wszystko wyjaśnić przed jakąkolwiek decyzją.
Czwarta rzecz, wyposażenie i zgodność z wersją auta. Raport potrafi pokazać fabryczne wyposażenie i specyfikacje, więc możesz porównać, czy to, co widzisz w ogłoszeniu, w ogóle ma sens. No bo czasem bogata wersja po sprawdzeniu okazuje się składakiem z trzech różnych historii i czasem dochodzą też zdjęcia albo wpisy, które pomagają zrozumieć, co się z autem działo. To nie jest gwarancja, że auto jest świetne albo tragiczne. To jest przewaga informacji. A w zakupie auta przewaga informacji to często przewaga spokoju.
Jeśli chcesz sprawdzić auto, link do Car Vertical masz w opisie i w przypiętym komentarzu. I ten link automatycznie aktywuje kod. I z kodem Ignacy masz 30% zniżki na raporty. Jeszcze ważna rzecz, jeśli wygenerowany raport nie zawiera danych typu przebieg, szkody albo oś czasu, to dostajesz automatycznie nowy raport do wykorzystania.
Ale wracając do klasycznego PTSD, jest jeszcze złożone PTSD. Wiele osób, które żyły w rodzinach, związkach czy instytucjach, gdzie byli długotrwale narażeni na przemoc, nadużycia czy życie w ciągłym strachu, nie są w stanie pokazać konkretnego wydarzenia stresowego, ale mogą również wykazywać objawy PTSD. Dodatkowo mają znaczne trudności z regulacją emocji, jak wybuchy albo odrętwienie, bardzo negatywną opinię o sobie i trudności relacyjne najczęściej z powodu nieufności, wycofania albo wchodzenia w intensywne i destruktywne relacje.
No ale jak to jest z żałobą? Z jednej strony nie ma czegoś takiego jak odpowiedni czas na żałobę i u każdego będzie wyglądała i trwała nieco inaczej, ale jeśli po sześciu miesiącach osoba, która straciła bliskiego, utkwiła w poczuciu straty, na przykład myśli o zmarłej osobie przez większość dnia, funkcjonowanie jest znacznie zaburzone i wydaje się nie poprawiać, a tym bardziej, jeśli deklaruje, że jej życie nie ma już sensu albo powinna być ze zmarłym. Mówimy wtedy o powikłanej żałobie.
No a kiedy to, że nie lubimy pająków albo mamy tendencję do zamartwiania się, przestaje być lekką przesadą, a zaczyna być zaburzeniem lękowym? Wtedy, gdy mózg widzi zagrożenie tam, gdzie go realnie nie ma i zaczynamy organizować życie wokół unikania tego, co lęk wywołuje. Albo gdy nieustannie skanujemy rzeczywistość w poszukiwaniu niebezpieczeństw, w obawie: "A co jeśli zaraz wydarzy się coś złego?". Gdy podwyższony lęk pojawia się z powodu wszystkiego, mówimy o uogólnionym zaburzeniu lękowym. W skrócie GAD. Martwisz się o pracę, finanse, zdrowie, rodzinę, przyszłość. Wiesz, że to przesada, ale nie umiesz tego zatrzymać. Wieczorem, zamiast zasypiać, układasz w głowie listę potencjalnych katastrof, a w dzień czujesz napięcie w karku, zmęczenie, rozdrażnienie, trudność z koncentracją, bo część mózgu jest cały czas na dyżurze.
Zaburzenie lękowe z napadami paniki jest jak zepsuty czujnik dymu. Na pozór nic się nie dzieje, ale nagle serce wali jak szalone. Trudno złapać oddech, kręci się w głowie i pojawia się myśl: "To zawał, umrę, zwariuję." Sam atak trwa kilka minut, ale zostawia taki ślad, że zaczyna się drugi etap. Lęk przed kolejnym atakiem, który stopniowo zawęża życie bardziej niż sam napad paniki.
Z kolei agorafobia to lęk przed sytuacjami, z których trudno uciec albo w których trudno dostać pomoc. Tłum, autobus, kolejka, centrum handlowe, most, wyjście samemu z domu. Czasem wynika to z obawy przed atakiem paniki, a czasem po prostu z poczucia: "Jak mi się coś stanie, nie dam rady stąd wyjść." I nagle plan dnia zaczyna się kręcić wokół tras bezpiecznych albo przed ogromnym strachem, by w ogóle wyjść z domu.
Fobie społeczne to lęk przed konkretną sytuacją, zwierzęciem czy czynnością. Mogą to być pająki, krew, zastrzyki, latanie samolotem, wysokość. Osoba często wie, że to nie jest racjonalne, ale ciało zaczyna reagować intensywnie. Widząc bodziec, dostaje pełną odpowiedź alarmową: napięcie, pot, ucieczka albo zamrożenie. Czasem wystarczy samo wspomnienie i znów życie może kręcić się na prewencji, by nie spotkać się z wywoływaczem, a to tylko krótkoterminowo daje ulgę, a długoterminowo utrwala fobię.
Lęk społeczny nie polega na tym, że ktoś jest nieśmiały. Tu chodzi o silny strach przed oceną i zachowaniem innych ludzi: "Skompromituję się, zabrzmię głupio, będą mnie wyzywać." Drake zaczyna unikać prezentacji, spotkań, rozmów, telefonów, randek, a nawet zakupów w supermarkecie. Ale w przypadku dzieci podobne objawy części będą wynikać z mutyzmu wybiórczego. To taki stan, kiedy lęk sprawia, że ktoś nie jest w stanie wypowiedzieć słowa. Na przykład dziecko w domu gada bez końca, a w szkole milczy jak zaklęte, bo chodzi o konkretne miejsce albo osoby, które wywołują lęk, który sprawia, że słowa nie chcą wyjść z gardła.
Lęk separacyjny to zaburzenie, które kiedyś przypisywano tylko dzieciom, ale może dotyczyć też dorosłych. To nie jest zwykła tęsknota za mamą czy partnerem, ale paraliżujący niepokój, kiedy bliska osoba znika z pola widzenia i ciągłe obawy: "A co jeśli mu się coś stanie?". U dorosłych może objawiać się to wielokrotnymi telefonami, sprawdzaniem, czy wszystko jest okej, ale może też sprawiać, że ktoś nie chce wychodzić z domu albo wpada w złość i panikę, gdy bliska osoba wychodzi na spotkanie czy wyjazd. W skrajnych przypadkach to zawężenie życia do bycia w zasięgu tej osoby.
Zaburzenie obsesyjno-kompulsywne i pokrewne to taki tryb zapętlenia. Nie chodzi tu o to, że ktoś lubi porządek, tylko o powtarzające się myśli, obrazy albo impulsy, które wchodzą do głowy bez zaproszenia, robią napięcie i domagają się reakcji. Reakcja: sprawdzanie, mycie, liczenie, poprawianie, układanie, skubanie. No na chwilę przynosi ulgę, więc mózg uczy się, że trzeba to powtarzać. Z czasem powstaje pętla: natrętność plus przymus, plus dyskomfort, plus realny koszt funkcjonowania.
Sztandarowy przykład to OCD, czyli zaburzenie obsesyjno-kompulsywne. Tu nie wystarczy sama natrętna myśl ani robienie rytuałów. Potrzebne są obsesje i kompulsje połączone w jedną sekwencję. Obsesje transentne: "Co jeśli? Co jeśli kogoś skrzywdzę? Co jeśli przeniosę zarazki?". A kompulsje to odpowiedź: "Myję, sprawdzam, liczę, układam, modlę się w głowie, szukam zapewnień." Nie dlatego, że lubię, tylko dlatego, żeby zbić napięcie, które inaczej rośnie, nie do zniesienia. Bardzo typowe jest też poczucie niekompetentności. Wszystko niby zrobione, ale mózg mówi: "Jeszcze raz, bo to nie jest idealne."
Trudności osoby, która ma diagnozę dysmorfofobii, czyli BDD, mogą dla otoczenia wyglądać jak zwykłe niezadowolenie ze swojego wyglądu. Ale w tym wypadku to nie jest tylko kompleks, ale pochłonięcie wad, które doprowadzają do powstania pętli kompulsywnych zachowań, czyli co chwilę sprawdzania się w lustrze albo unikania swojego wyglądu, porównywania się, maskowanie, poprawianie, sprawdzanie pod różnym światłem czy ciągłe poprawianie niedoskonałości u chirurga.
Hipochondria również bywa pętlą natręctw i kompulsji. Najpierw nieustanna i nadmiarowa obawa o zdrowie, a później kompulsywne sprawdzanie. Coś cię zaboli, coś strzyka i zaczyna się googlowanie objawów, mierzenie tętna, oglądanie ciała, badanie na wszelki wypadek i ciągłe szukanie zapewnień. Niestety prawidłowe wyniki dają tylko chwilową ulgę, bo zaraz pojawiają się kolejne wątpliwości: "A co jeśli lekarz się pomylił? A co jeśli to rzadkie?". Ale nieprawdziwe jest powiedzenie, że to wymyślanie chorób, która raczej utknięcie w mechanizmie zagrożenia skoncentrowane na chorobach.
W zaburzeniu gromadzenia, powszechnie nazywanym chomikowaniem, sednem jest trudność w pozbywaniu się rzeczy i częste nadmierne nabywanie z przekonaniem, że "to się przyda", "to ma wartość" albo "jak wyrzucę i będę żałować". Efekt jest taki, że przedmioty zaczynają zajmować przestrzeń życiową, zajmując najpierw konkretne szafki, pokoje, a później cały dom. I znowu, to nie przez lenistwo czy brak organizacji, bo często te osoby są perfekcjonistami w opakowaniu całego dobytku i zajmuje im to mnóstwo czasu. Rdzeniem jest realny dyskomfort i panika na myśl o wyrzuceniu.
Są też zaburzenia skoncentrowane na powtarzalnych zachowaniach wobec ciała, jak trychotilomania, czyli wyrywanie włosów i dermatilomania, czyli skubanie skóry. Dla niektórych rozdrapywanie strupków, wyprysków czy wyrywanie włosów jest formą regulacji emocjonalnej, ale po fakcie pojawia się wstyd, żal i próby ukrywania ubytków czy ran. No bo to nie jest zwykłe wyciskanie pryszczy czy zły nawyk, który wystarczy zakończyć lub zamienić na inny, tylko problem z kontrolą impulsu i brak lepszych metod na stres, nudę i przytłoczenie.
Zaburzenia dysocjacyjne można nazywać trybem awaryjnym mózgu. Gdy emocje lub doświadczenia są przytłaczające i nie do ogarnięcia, system integracji mózg-ciało-rzeczywistość zaczyna szwankować. Człowiek jest przytomny i funkcjonuje, ale traci ciągłość, pamięć, poczucie siebie, kontakt z ciałem, realność świata. Tak jest w tak zwanej histerii, czyli to, co dziś nazywamy dysocjacyjnym zaburzeniem objawów neurologicznych. Kiedy ktoś traci wzrok, nie może chodzić albo ma drgawki, które nie wynikają z żadnej choroby somatycznej.
W przypadku depersonalizacji dana osoba ma wrażenie odłączenia od ciała. Jakby widziała z boku to, co się z nią dzieje i nie ma nad tym kontroli. "To moje ręce, ale jakby nie moje." A w przypadku derealizacji ma się wrażenie, że świat jest jak film. W przypadku amnezji dysocjacyjnej ktoś czasami z dnia na dzień traci pamięć o ważnych osobistych informacjach z okresu stresu, traumy. Jest jeszcze ekstremalnie rzadka, ale bardzo często pokazywana w filmach osobowość mnoga, czyli fachowo zaburzenie tożsamości dysocjacyjne w skrócie DID, który najprościej mówiąc można opisać jako wiele tożsamości w jednym ciele. Ale kiedy ktoś tracił poczucie własnej tożsamości i świadomości otoczenia, doświadczając przejściowego wrażenia zastąpienia przez inną tożsamość, na przykład złego ducha, mówimy o zaburzeniu transowym.
Zaburzenia odżywiania lub jedzenia to nie złe nawyki, ani zbyt intensywne odchudzanie. W tej grupie chodzi o patologiczny stosunek do jedzenia, ciała i obrazu siebie, który zaczyna rządzić życiem. Jedzenie staje się źródłem lęku, wstydu, obsesyjnych myśli albo utraty kontroli, a konsekwencje wchodzą w zdrowe relacje i funkcjonowanie. Najczęściej diagnozuje się zaburzenie z napadami objadania się. Nie chodzi tu o to, że ktoś raz na czas zjadł całą czekoladę, ale wielokrotnie doświadcza utraty kontroli nad tym, ile je, po którym pojawia się zwykle wstyd, przygnębienie, a potem ukrywanie tych epizodów jak niejedzenie przy innych. Waga bywa podwyższona, ale nie jest warunkiem rozpoznania. Najważniejsze dla rozpoznania w tym przypadku jest to, że dana osoba nie chce tak jeść, ale nie potrafi tego zmienić, a jedzenie staje się sposobem na regulację emocji.
Anoreksja również zaczyna się w głowie, a nie na wadze, bo bazą jest zaburzony obraz ciała. Osoby te są przekonane o tym, że ważą za dużo, niezależnie od zapewnień bliskich, lekarzy, a nawet w obliczu zagrożenia życia. To efekt rozpaczliwej próby, by mieć pod całkowitą kontrolą choć jedną sferę życia. Kiedy dana osoba doświadcza ogromnego lęku i braku kontroli nad swoimi emocjami, to zniekształcona percepcja napędza potrzebę totalnej kontroli, sztywne reguły żywienia, obsesyjne myślenie o jedzeniu, liczeniu kalorii, unikanie posiłków z innymi i nadmierne ćwiczenia, czasami do utraty przytomności, niestety często też do śmierci.
W bulimii powtarzające się epizody objadania są ściśle powiązane z zachowaniami po, które mają zmniejszyć konsekwencje nadmiarowego jedzenia. Nie chodzi tu o nadprogramową przekąskę czy całą czekoladę raz na czas, ale o utratę kontroli i zjedzenie ilości wyraźnie większej niż większość ludzi, a potem wywoływanie wymiotów, używanie środków przeczyszczających, moczopędnych, głodzenia i nadmiernych ćwiczeń. Wszystko napędzane lękiem przed przyrostem masy i silnym napięciem wokół jedzenia i wyglądem własnego ciała.
Ale ograniczenie jedzenia często nie z powodu lęku przed wagą, tylko z powodu lęku przed samą czynnością jedzenia albo z silnej awersji sensorycznej. Tu pacjent może nawet chcieć przytyć, ale boi się zadławienia, wymiotów, bólu brzucha, albo nie toleruje konkretnych tekstur czy smaków. Często usłyszymy od takich osób: "Gdy czuję te konsystencje, robi mi się niedobrze albo boję się, że się uduszę, więc jem tylko kilka bezpiecznych rzeczy." Skutki bywają poważne: niedobory, niedożywienie i często wycofanie społeczne, by nie widzieć, jak ktoś je, albo by nikt nie widział, z czym się mierzymy.
Pika polega na powtarzalnym jedzeniu substancji niejadalnych, na przykład ziemi, kredy, metalu czy papieru. Dodatkowo zachowanie musi wykraczać poza normy kulturowe oraz powodować ryzyko lub dysfunkcje, jak zatrucia czy problemy przewodu pokarmowego.
Uzależnienie nie wynika z braku silnej woli albo z świadomego wyboru. To sytuacja, w której mózg uczy się jednego bardzo skutecznego sposobu regulowania napięcia, a potem dana substancja czy czynność staje się najważniejszym źródłem ulgi do tego stopnia, że użycie danej używki czy pewne zachowania zaczynają być centralną częścią życia. Na początku to bywa "chcę dla ulgi, dla przyjemności, z ciekawości". Z czasem przesuwa się w "muszę", bo pojawia się głód, rośnie tolerancja, a przerwanie daje dyskomfort. Z zewnątrz wygląda to jak upór czy lekkomyślność. Od środka często jest to doświadczenie przymusu. Obiecuję sobie, że przestanę, robię plan, wytrzymam chwilę, a potem i tak wracam mimo szkód. Co ważne, w przypadku hazardu i grania w gry komputerowe również możemy mówić o uzależnieniu.
Zaburzenie hazardu to utrwalony lub nawracający wzorzec grania o pieniądze lub inne wartości, w którym widać upośledzoną kontrolę, rosnący priorytet hazardu i kontynuację mimo szkód. A w zaburzeniu grania, tak zwany gaming disorder, widocznie jest utrwalony i nawracający wzorzec, by grać niezależnie czy online, czy offline, z utratą kontroli, priorytetyzacją grania i dalszym graniem mimo negatywnych konsekwencji.
No ale co z uzależnieniem od internetu? Co prawda nie jest wyszczególniona w klasyfikacji medycznej, ale w przypadku problematycznego korzystania na przykład z social mediów, gdy widać objawy uzależnienia, do karty pacjenta wpisuje się "nieokreślone zaburzenie spowodowane zachowaniami uzależniającymi".
Zaburzenie związane z cierpieniem cielesnym to sytuacja, w której dana osoba czuje realny ból, dyskomfort czy zawroty głowy, ale z racji, że się to powtarza, dana osoba zaczyna zmieniać swoje życie, żeby nie zaszkodzić. Nawet jeśli wszystkie badania są w normie, dana osoba ciągle krąży myślami wokół objawów, unika ruchu, rezygnuje ze spotkań, pracy, planów. Jakby objawy, które ma dana osoba, mówiły głośniej niż są naprawdę.
Dysforia związana z integralnością ciała to zupełnie inny typ problemu. Nie chodzi tu o ból czy lęk o chorobę, tylko o głębokie, uporczywe poczucie, że jakaś część ciała nie należy do mnie, jest obca, nie na miejscu i przez to pojawia się silne cierpienie. Osoba może latami mieć wrażenie, że dopiero po zmianie, na przykład po trwałym usunięciu kończyny lub narządu, poczuje spójność.
Zaburzenie osobowości to nie ocena moralna albo epitet dla byłego partnera, ale informacja o tym, że dana osoba ma sztywny sposób przeżywania siebie i innych powtarzających się w różnych sytuacjach, który może mieć niszczący wpływ na relacje oraz życie. To nie jednorazowa sytuacja czy okres, tylko schemat od lat. Te same konflikty, dramaturgia w pracy, decyzje emocjonalne. Myśli o sobie jak "nic nie wart", "lepszy niż inni". I świecie, że "ludzie ranią, nie można ufać". Z zewnątrz może to wyglądać jak skrajny egocentryzm, kontrola, wycofanie czy niestabilność emocjonalna, ale często są niewidoczne i skierowane destrukcyjnie do wewnątrz.
Współczesna klasyfikacja odchodzi od nazywania typów zaburzeń osobowości, określając po prostu to, jako mocno destruktywnie wpływają one na funkcjonowanie oraz charakteryzując je pod względem występowania negatywnych emocji, dystansu emocjonalnego, buntowniczości, odhamowania czy potrzeby kontroli. No bo w prawdziwym życiu rzadko spotykamy czystego narcyza czy bordera. Znacznie częściej będzie to indywidualna mieszanka.
Zaburzenia zachowania i wzorce dyssocjalne opisują sytuację, w której problemem nie jest zły charakter ani zwykły nastoletni bunt, tylko trudności wynikające z predyspozycji genetycznych, temperamentu i wpływu środowiska, które skutkują powtarzającymi się zachowaniami naruszającymi zasady, granice i prawa innych osób z wyraźnym kosztem dla funkcjonowania w domu, w szkole, w relacjach, a czasem także w obszarze bezpieczeństwa. Na przykład w zaburzeniu opozycyjno-defensywnym. Dawniej buntowniczym rdzeniem jest uporczywy konflikt z autorytetem, sprzeciwianie się poleceniom, drażliwość, łatwe wchodzenie w kłótnie, prowokowanie. Osoba bywa w gotowości do walki, szybko czuje się atakowana, ma niską tolerancję frustracji. Jednak w tym zaburzeniu bunt jest zwykle skierowany na dorosłych i na zasady, ale musi wiązać się z poważnym naruszeniem praw innych, jak z kradzieżami i przemocą.
Ale jeśli pojawiają się powtarzające się naruszenia praw i norm, agresja wobec ludzi lub zwierząt, niszczenie mienia, kradzieże, poważne łamanie zasad, mówimy o zaburzeniach zachowania. To już nie jest tylko kłótliwe dziecko, tylko wzorzec zachowań, który realnie zagraża innym lub prowadzi do poważnych konsekwencji prawnych i szkolnych. Często widać słabsze poczucie winy, mniejszą wrażliwość na cierpienie innych i większą impulsywność dla adrenaliny. A to, co powszechnie nazywamy socjopatią, to tak zwany dyssocjalny wzorzec osobowości. Klinicznie jest to kategoria dla utrwalonego szerokiego stylu funkcjonowania z chłodem emocjonalnym, niską empatią, instrumentalnym traktowaniem ludzi i skłonnością do naruszania norm. Nie chodzi tu o pojedyncze wybryki, tylko o stały, długotrwały sposób działania.
Zaburzenia kontroli impulsów opisują sytuacje, w których człowiek wielokrotnie przegrywa z konkretnym impulsem do działania, mimo że rozumie konsekwencje i często bardzo chce się powstrzymać. Z zewnątrz bywa to mylone z brakiem zasad albo słabą wolą, a od środka częściej przypomina przymus, narastające napięcie, krótkie zawężenie uwagi, tylko jeden raz działanie, a potem ulga i szybki powrót wstydu, żalu albo lęku. Kluczowe jest to, że problemem nie jest sama pojedyncza sytuacja, tylko powtarzalny wzorzec, który zaczyna psuć funkcjonowanie, relacje, pracę, zdrowie. Czasem też prowadzi do konfliktów prawnych, jak kleptomania, gdzie powtarzające się kradzieże nie są dlatego, że ktoś musi lub to się opłaca, tylko dlatego, że sam akt rozładowuje napięcie, a zdobyty przedmiot często bywa bez znaczenia. W piromanii tą czynnością jest wzniecenie ognia. Zwykle jest komponentem fascynacji i ulgi po działaniu.
Zaburzenia parafilne to nie są po prostu nietypowe preferencje seksualne. Zachowania i fantazje realizowane konsensualnie między dorosłymi, świadomymi i zdolnymi do zgody nie są automatycznie patologizowane, nawet jeśli w większości społeczeństwa wydają się, delikatnie mówiąc, ekscentryczne. Zaburzenie rozpoznaje się wtedy, gdy dochodzi do naruszenia zgody, wykorzystywania osób niezdolnych do ważnej zgody, czy też używania przemocy lub przymusu lub gdy osoba cierpi w sposób istotny.
Zapewne cały ten scenariusz nie wyczerpuje oczywiście całego katalogu, wszystkich zaburzeń, które możemy spotkać i jednak staraliśmy się skupić na tej lwiej części już tych najbardziej rozpoznawalnych i znanych. Oczywiście nie zachęcamy do tego, żeby to było dla was sposób diagnozy. Jeżeli czujecie, że potrzebujecie pomocy, zwróćcie się do lekarza, do psychologa, do psychiatry lub do odpowiednich specjalistów, tak aby pomogli wam, jeżeli coś na przykład widzicie tutaj z objawami dla siebie. Mam nadzieję, że sam materiał też was zaciekawił. No a ja was zapraszam do kolejnego, którego być może nie widzieliście, a także to, że widzimy się w każdy piątek. Sprawdźcie także ofertę od Car Vertical, do którą znajdziecie poniżej. Trzymajcie się ciepło. Cześć.