Transcription
Pierwszy raz nagrywam odcinek na mega wkurwieniu i nie będę tego ukrywał. Temat, który jest tak ważny, a tak mało poruszany, że w głowie mi się to nie mieści. Dzisiaj poruszymy sobie najważniejszy temat w ostatnim chyba stuleciu, który trzeba zatrzymać. I pierwszy raz proszę was, udostępniajcie ten odcinek wszystkim. Każdy musi się dowiedzieć o tym, co właśnie się dzieje.
Na samym wstępie tego filmu chciałbym prosić was o jedną rzecz, a nigdy tego nie robię. Udostępniajcie ten materiał swojej rodzinie i znajomym. Nie chodzi mi o sztuczne podbijanie sobie wyświetleń kanału, ale o uświadomienie ludzi, co się dzieje za ich plecami, o czym prawdopodobnie 90% osób nie jest totalnie świadomy. Tylko my jako wolni ludzie możemy zatrzymać lobby, które chce nami kontrolować. Nie mówię tego z politycznych pobudek, lecz w troskę o nasze podstawowe prawa, o wolność słowa, możliwość wyrażania swoich poglądów oraz przede wszystkim o prywatność. Bo jeśli nic z tym nie zrobimy, to jesienią Bruksela wraca po resztę, po wasze zdjęcia, po wasze rozmowy, po wasze telefony. Konstytucja gwarantuje wam tajemnicę korespondencji. A Unia właśnie pokazała, że z naszymi prawami nie zamierza się liczyć.
9 lipca w Parlamencie Europejskim odbyło się głosowanie za ponownym przyjęciem ustawy. 314 europosłów było przeciw, 276 za. I wiecie co z tą ustawą się stało? Ona przeszła mimo przegranego głosowania. Gdzie my żyjemy? Ustawa, która pozwala skanować wasze prywatne wiadomości właśnie wróciła do życia, mimo tego, że większość głosujących ją odrzuciła. Dziś pokażę wam, jak to zrobili, kto na tym zarabia i co dokładnie urzędnicy będą czytać w waszych telefonach. Bo w samym 2024 roku niemiecka policja dostała prawie 100 000 zgłoszeń na niewinnych ludzi. 100 000. Zdjęcia z wakacji, fotki dzieci na plaży, zdjęcia wysłane do lekarza. Wszystko wylądowało na biurku policji, bo tak zdecydował algorytm. I to jeszcze nie jest najgorsza część. Pokażę wam, jak przepchnięto ustawę, którą parlament wcześniej odrzucił. Kto tak naprawdę za tym stoi i dlaczego hollywoodzki aktor lobował w Brukseli za technologią, która jego własna firma sprzedaje. A na koniec powiem wam, co szykują na jesień, bo to, co dostaliśmy teraz, to jest dopiero rozgrzewka. Także zaczynajmy.
Rozłóżmy sobie to wszystko na czynniki pierwsze, bo to, co się stało w czwartek, to jest podręcznikowy przykład, jak omija się wolę parlamentu i dzięki temu można przepchnąć dokładnie, a właściwie dosłownie wszystko. Marzec 2026 rok. Parlament głosuje przeciw przedłużeniu chat control, czyli ustawie, która pozwala algorytmowi czytać wasze wiadomości i w razie potrzeby przesyłać je do urzędników. 311 głosów przeciw, 228 za. Ustawa wygasa 3 kwietnia. Wydaje się, że temat został zamknięty. 2 lipca Rada Unii Europejskiej kompletnie ignoruje wcześniejsze głosowanie Parlamentu i przyjmuje pierwotny tekst ustawy jako swoje stanowisko. Powtórzę, ten sam projekt ustawy, który parlament niedawno wyrzucił do kosza. Czyli na te wszystkie głosowania tak naprawdę 7 lipca największa frakcja parlamentu EPP uruchamia tryb pilny z pominięciem prac w komisji prosto na salę plenarną przed samymi wakacjami. Tryb pilny zostaje przyjęty większością głosów. 9 lipca głosowanie. I teraz słuchajcie uważnie, co się stało. 314 posłów głosowało za odrzuceniem, 276 za utrzymaniem. Więcej głosów było za odrzuceniem ustawy, która powtórzę raz jeszcze, została już wcześniej odrzucona i ustawa i tak wróciła. Dlaczego? Bo to jest drugie pytanie. Tu żeby coś odrzucić, nie wystarczy zwykła większość. Potrzeba bezwzględnej większości wszystkich mandatów, czyli 361 głosów. Zabrakło 47. A wiecie czemu zabrakło? Bo ponad 110 europosłów w ogóle nie oddało głosu, bo była to ostatnia sesja przed wakacjami. I teraz najlepsze. Była jeszcze druga poprawka, taka, która mówiła, że skanować można tylko osoby wskazane przez sąd. Normalna, cywilizowana zasada, do której nie byłoby się o co czepiać. Dostała 322 głosy, też przepadła, bo zabrakło do 361. Czyli większość parlamentu chciała nakazu sądowego, większość znowu nie wystarczyła. Tak wygląda nowoczesna demokracja w tej pięknej i wolnej Europie. Głosujesz przeciw, wygrywasz głosowanie, a ustawa i tak wraca, bo twoi koledzy pojechali na urlop, a lobby wykorzystało lukę w procedurze.
I teraz ważne, bo w internecie krąży mega dużo bzdur. Ja wam powiem, jak jest naprawdę. Co będzie skanowane, moi drodzy? Gmail, iCloud Mail, wiadomości prywatne na Instagramie, Snapchat, Discord, Xbox, czyli wszystko, co nie jest szyfrowane end-to-end. Co nie będzie, moi drodzy, skanowane, to jest WhatsApp i Signal. Tam całość rozmów jest szyfrowana end-to-end i parlament przyjął poprawkę, która je wyłącza. Telegram nie jest bezpieczny. Zwykłe czaty w Telegramie nie są szyfrowane end-to-end, więc szyfrowane są tylko sekretne czaty, których prawie nikt nie używa. Czyli wasz zwykły Telegram również jest już kontrolowany. I teraz część z was pomyśli: "No to spoko, mam WhatsAppa, temat mnie nie obchodzi". Nie jest spoko, moi drodzy i już mówię dlaczego. Po pierwsze, ile osób z waszej rodziny czy znajomych korzysta z Messengera albo Instagrama? Szczególnie starsze osoby. Mówię o Messengerze facebookowym. 8 maja tego roku Meta wycofała z Instagrama opcję szyfrowania prywatnych wiadomości. Oficjalny powód, że mało kto z niej korzystał. Efekt jest taki, że dziś każdy wasz DM na Instagramie jest technicznie skanowalny i to jeszcze odbywało się na dwa miesiące przed głosowaniem w Parlamencie Europejskim. I po drugie, bo to jest najbardziej absurdalne w całej tej ustawie, to skanowanie jest dobrowolne, czyli nikt nikogo póki co nie zmusza. To Google, Meta i Microsoft same będą cenzurować czy czytać wasze wiadomości bez nakazu sądu, bez podejrzenia, że zrobiliście cokolwiek złego. Powiem to jeszcze raz, żeby do was to dotarło i do wszystkich, których przekażecie ten film i wszyscy, którzy go zobaczą. O tym, czy amerykańska korporacja przegląda wasze prywatne wiadomości i zdjęcia, nie będzie decydował polski sąd. Będzie decydować sama firma, jeśli się tylko jej zechce. I nikomu nie będzie się musiała z tego tłumaczyć.
Moi drodzy, żyjemy w totalnie paranoidalnych czasach. Teraz przechodzimy do części, która myślę, że naprawdę was podkurwi, jeśli jeszcze nie jesteście, bo można powiedzieć: "Dobra, skanuję, ale przecież po to, żeby zadbać o dzieci i łapać przestępców seksualnych, żeby nam się żyło bezpieczniej, więc jakoś to przeboleję." Dokładnie takie stanowisko prezentują polscy politycy, którzy wbrew naszej konstytucji poparli tę ustawę. Tylko, że problem polega na tym, że ten system wcale nie działa tak, jak wam wmawiają. Oto są, słuchajcie, realne przykłady na liczbach, żebyście zrozumieli skalę tego problemu. 2024 rok Niemcy, około 99 000 zgłoszeń na niewinnych ludzi, prawie 100 000 osób, których prywatne zdjęcia i rozmowy trafiły na policję, bo algorytm się pomylił. Według niemieckiego BKA aż 48% wszystkich zgłoszeń jest kompletnie bez znaczenia dla prawa karnego. Irlandia na 4192 automatyczne zgłoszenia, tylko 852 dotyczyły faktycznie nielegalnych treści. Czyli znaczna większość to były fałszywe zgłoszenia algorytmu. Własny raport Komisji Europejskiej przyznaje, że algorytmy mylą się nawet w 20% przypadków. Były komisarz Johanson przyznała, że 75% zgłoszonych czatów nie nadaje się do niczego. Wysyłacie żonie zdjęcia waszego dziecka, algorytm to łapie i wasze rodzinne prywatne zdjęcie trafia do obcego człowieka na drugim końcu świata, który je ogląda i ocenia, a potem ląduje na policji i musicie się z tego tłumaczyć. A wiecie, co jest najgorsze? Parlament własne badanie, które mówi wprost, że nie da się skanować na taką skalę bez masowego wyłapywania niewinnych ludzi. Oni to wiedzą, mają to na piśmie, a i tak przegłosowali tą ustawę. Więc powiem to otwarcie, bo maszyna do inwigilowania niewinnych ludzi, którzy myślą, że ich wiadomość trafia bezpośrednio do odbiorcy, a kilka dni później do ich drzwi puka policja z prośbą o wyjaśnienia.
Teraz można powiedzieć najciekawsza część, czyli pytanie, które myślę, że należy zadać. Jeśli ja wiem, że ta ustawa to syf i ty, drogi widzu, wiesz, że ta ustawa to syf, to czemu ci politycy tak bardzo to pchają? Bo bądźmy szczerzy, chat control system, który ma kogoś chronić. On ma komuś dać zarobić, temu, kto go wylobował. I tutaj jest brutalna prawda. Główną siłą napędową jest amerykańska organizacja Thorn, założona przez aktora Ashtona Kutchera i Demi Moore. Latami lobowali te ustawy w Brukseli. W samym 2021 roku spotkali się z 20 unijnymi decydentami. Kutcher osobiście przemawiał w Parlamencie Europejskim. Miał wideokonferencję z samą Ursulą von der Leyen. Ale po co on to robił? Wszystko to on, słuchajcie, sprzedaje oprogramowanie do skanowania, które nazywa się Sefer. Sprzedali amerykańskiemu Departamentowi Bezpieczeństwa za 4,3 miliona dolarów. W unijnym rejestrze lobbingowym są zarejestrowani jako organizacja charytatywna. Czyli firma sprzedająca technologię inwigilacyjną, zarejestrowana jako fundacja dobroczynna, lobuje za prawem, które wykreuje rynek na jej własny produkt. Cóż za niewiarygodny przypadek. Ale to jest jeszcze nie koniec. Komisarz Johanson, która ten przepis forsowała, w mailach dziękowała Thornowi za pomoc przy tworzeniu ustawy i mówiła, że bez nich to rozporządzenie by nie powstało. Organizacje broniące praw dzieci, które publicznie popierały ustawy, były współtworzone i finansowane przez Komisję Europejską i Thorn, czyli owijanie w bawełnę. Mamy sytuację, w której amerykańska firma sprzedająca technologię inwigilacji przekonała Unię Europejską, żeby wdrożyła prawo, które będzie potrzebować rozwiązań, które ta firma oczywiście sprzedaje. Słyszycie, jak to w ogóle brzmi? To jest jakaś jedna wielka klika, która naszym kosztem chce zarobić po prostu majątek. A co do samego argumentu dzieci, obrony dzieci, powiem to wprost, to rozwiązanie w żadnym stopniu nie chroni najmłodszych, a wręcz przeciwnie, naraża ich na jeszcze więcej problemów. Dlaczego? Bo policja tonie w fałszywych zgłoszeniach, zamiast ścigać prawdziwych przestępców. Bo 40% śledztw uderza w same nastolatki, które w okresie dojrzewania wysyłają sobie różne rzeczy i to się nie zmieni, bo prawdziwi przestępcy używają szyfrowania, VPN-ów, sieci, których to skanowanie po prostu nie tyka. Wyobraźcie sobie terrorystę, który planuje zamach i pisze o tym na Messengerze do swojego ziomka. Bo wysyłając sobie rodzinne zdjęcia, możecie znaleźć się w sytuacji, gdzie jutro zapukają do was służby i zaproszą na komendę. I to nie jest, moi drodzy, walka o dzieci. To jest używanie dzieci jako taranu, żeby przepchnąć inwigilację, na którą inaczej by nikt się nie zgodził. I jest to turbo obrzydliwe i osoba, która za to odpowiada, powinna wisieć za jaja.
Ale moi drodzy, spokojnie, nie rozkręcajmy się, ponieważ na jesień czeka na nas bomba. I teraz dochodzimy do rzeczy, którą musicie wiedzieć, bo wszystko, co dotąd powiedziałem, to jest dopiero malusieńka rozgrzewka. To, co przeszło 9 lipca, to Chat Control 1.0. Dobrowolne tylko nieszyfrowane usługi, czyli jest źle, ale jeszcze nie dramatycznie. Ale w tle negocjują Chat Control 2.0 i to jest zupełnie inna liga kontroli. Na stole leżą trzy rzeczy. Po pierwsze, skanowanie obowiązkowe, niedobrowolne. Po drugie, objęcie nim komunikatorów szyfrowanych, czyli WhatsAppa i Signala. Po trzecie, skanowanie na poziomie urządzenia. To znaczy, że wasz własny telefon przeszuka wasze zdjęcia i wiadomości, zanim je zaszyfruje i wyśle. Rozmowy wznawiają się we wrześniu, a decyzja zapadnie jesienią. I teraz zrozumcie, dlaczego to głosowanie z 9 lipca jest takie ważne. Oni właśnie pokazali, jak parlament powie "nie", to i tak przepchną to tylnymi drzwiami, czyli po co głosowania? Ustawa mimo przegranego głosowania i tak weszła w życie, czyli na tamtą Unia Europejska i jakieś jej prawa. Ustanowiony został precedens i mało kto się tym przejął.
Więc moi drodzy, podsumujmy sobie tą jakże energiczną i emocjonalną wypowiedź. Natomiast jak tu się nie denerwować? Jak tu nie być emocjonalnym, skoro w biały dzień na naszych oczach zaczynają nas okradać nie tylko z pieniędzy, ale również z godności i innych elementów totalnie prywatnych moich, których ja nie chcę się dzielić z kimkolwiek. Tak więc podsumujmy sobie, słuchajcie, ustawa, która przegrała głosowanie, weszła w życie. Przepchnięta w wakacje trybem pilnym z pominięciem procedur, wylobowana przez amerykańską firmę w Europie, która sprzedaje technologię do skanowania i podaje się za fundację charytatywną. System, który w jeden rok zgłosił 100 000 niewinnych ludzi i który według własnych raportów komisji myli się w co piątym przypadku. I to wszystko sprzedawane wam pod hasłem ochrony dzieci, żeby zmiękczyć. A najgorsze jest to, że jest dopiero wersja pierwsza, ta łagodniejsza. Prawdziwa bomba przyjdzie jesienią, a to może oznaczać koniec wolności, jaką oferuje nam nasza polska konstytucja. Niestety. Dajcie znać moi drodzy w komentarzu, jakie jest wasze stanowisko, jakie jest wasze zdanie z o tej sytuacji. Może ja nie dostrzegam jakimś cudem pozytywu w tej historii. A może tym odcinkiem, waszymi komentarzami uruchomimy myślenie osób, które nie do końca o tym wiedzą, czy osób, które nie mają świadomości, jak to będzie działało. Niech ten odcinek wyjątkowo stanie się wiralowy po to, żeby ludzie naprawdę dowiedzieli się, jak bardzo w chuja są robieni w Unii Europejskiej. Dziękuję bardzo. Życzę wam przemiłej środy i do usłyszenia.