📱

Get Our Mobile App

Take your business learning on the go!

Download on the App StoreGet it on Google Play

Europa chce kontrolować internet, ale cyfrowej własności już nie obroni.

Arkadikuss23:26

Transcription

Moi drodzy, Europa chce bezpieczniejszego internetu, tylko przy okazji może zabić jego prywatność. Tak jest. Wracamy do tematu bezpieczeństwa w sieci, tej najważniejszej kwestii ostatnich czasów. I ten cudzysłów nie znalazł się akurat tutaj przypadkowo, bo politycy mówią o ochronie dzieci, o walce z przestępczością, o ograniczaniu szkodliwych treści. No trudno się przecież sprzeciwiać takim celom. Problem zaczyna się wtedy, kiedy pod ich osłoną pojawiają się kolejne pomysły. Skanowanie prywatnych wiadomości, sprawdzanie w wieku użytkowników, cyfrowe bramki, bez których nie wejdziemy do części internetu. Jednocześnie też ponad milion obywateli domaga się ochrony kupionych gier i wtedy nagle, wtedy nagle okazuje się, że politycy no nie chcą zbyt zbyt mocno ingerować w działalność prywatnych firm. Tam można, tu nie można. Więc dzisiaj będzie nie tylko o Czat control. Przyjrzymy się też planom Ursuli Wonderlayen. Porozmawiamy o Stop Killing Games i Stop Killing the Internet. A na koniec sprawdzimy też jak do cyfrowej własności podchodzą chociażby Brazylia oraz o dziwo Chiny. I serio im dalej wl, tym mniej przyjemnie wygląda ta cała cyfrowa przyszłość.

Partnerem kanału jest platforma XTB, gdzie pracują moje pieniądze. Jeżeli chcesz, aby pracowały tam także twoje, to zarejestruj się z kodem Grifter i dowiedz, jak możesz to zrobić. 100% smaku, zero cukru. Spróbuj nowych syropów HLI i wybierz intensywność smaku w nowej butelce. Przywdziej szaty akolity. T-shirty Griftera już na tilt.pl. 10% taniej z kodem Grifter.

Zacznijmy od Unii Europejskiej, bo tam doszło do wyjątkowo ciekawego legislacyjnego fikołka. Parlament Europejski pozwolił na powrót chat control 1.0. No i jest to taki tymczasowy wyjątek od zasad tak zwanego e privacy. Pozwala on dostawcom komunikatorów i poczty dobrowolnie, słuchajcie, skanować wiadomości pod kątem, oczywiście, że tylko pod kątem materiałów przedstawiających, wiecie, no wykorzystywanie dzieci w takim o paskudnym kontekście. czyli CSAM. Przepisy obowiązywały od 2021 roku, zostały przedłużone do 3 kwietnia tego roku, a później wygasły. Tak. I parlament dwukrotnie odrzucał kolejną prolongatę. Mimo to temat wrócił w lipcu, czyli w okresie wakacyjnym. Na ostatnim głosowaniu 314 posłów opowiedziało się przeciwko stanowisku rady. 276 było za, 17 wstrzymało się od głosu. Czyli większość głosujących chciała ten projekt uwalić, odrzucić, ale potrzebna była bezwzględna większość całego parlamentu. Tej nie udało się zebrać. Wniosek upadł, choć przeciwników było więcej niż zwolenników. Logiczne. Fajna ta Unia, prawda?

Pakiet trafił więc do rady, która ma trzy miesiące na jego zatwierdzanie i dlatego krytycy mówią o przepchnięciu chat control tylnymi drzwiami. Trzeba też jednak wyjaśnić jedną rzecz, że chat control 1.0 nie oznacza, że każda wiadomość automatycznie trafi pod cyfrową lupę, bo firmy mogą wiecie dobrowolnie skanować komunikację, do której mają techniczny dostęp. Tak, parlament dał też poprawkę wyłączającą wiadomości chronione szyfrowaniem end to end, czyli dotyczy to między innymi takich komunikatorów jak signal. Nie kończy to jednak sporu na ten temat. Ostateczny tekst nie został więc przesądzony. Jeżeli przepisy zostaną zatwierdzone, skanowanie będzie ponownie dozwolone do 2028 roku, moi drodzy, i ma to dać Unii czas na uzgodnienie rozwiązania stałego.

I właśnie tutaj pojawia się Czat control 2.0. I nie będzie to tymczasowe rozwiązanie, tylko projekt stałego systemu walki z CSAM. Pierwotna propozycja komisji zakładała możliwość nakazywania dostawcom wykrywania takich treści. I tutaj cały czas to związane z tymi dziećmi jest. Obejmowała również usługi wykorzystujące właśnie szyfrowanie end to end i stąd cały spór o masowe skanowanie. Ryzyko fałszywych alarmów oraz bezpieczeństwo szyfrowanej komunikacji, bo parlament chce działań bardziej celowanych. Część państw naciska na szersze uprawnienia, czyli chat control 1.0. To nie jest jeszcze pełna realizacja najbardziej kontrowersyjnych planów, tak? jest raczej mostem do czegoś znacznie większego, znacznie większej regulacji, a sposób, w jaki właśnie wrócił do życia, raczej nie pomaga budować zaufania do tego procesu, prawda?

Słuchajcie, jeżeli ktoś faktycznie w to wierzy, jeżeli ktoś faktycznie nie ma z tym problemu, to jak rozumiem, każdy by się też zgodził na to, żeby w każdym pokoju, w każdym domu był po prostu mikrofon ustawiony, no bo wiecie, jakiś terroryzm albo też się coś może dziać. Niech słuchają, no nie, jak nie masz nic do ukrycia, to co się przejmujesz?

Kolejnym wielkim projektem może być też ogólnounijne ograniczenie dostępu dzieci i nastolatków do mediów społecznościowych. Ursula Wonderlan powołała też specjalny panel ekspertów zajmujący się właśnie bezpieczeństwem dzieci w internecie. gremium. Odbyło się odbyło tak naprawdę trzy spotkania i właśnie 13 lipca jego współprzewodniczący mają przedstawić szefowej Komisji Europejskiej swoje rekomendacje, czyli ten materiał dokładnie powstaje w dniu, w którym propozycje ekspertów mają trafić na biurko Wonderlen. I według doniesień już we wrześniu może ona ogłosić plan ogólnounijnego ograniczania mediów społecznościowych dla dzieci. Nie wiadomo jeszcze jak daleko pójdzie komisja, no bo w grze jest zakaz wzorowany tym z Australii. Pojawiają się też granice 15 lub 16 lat oraz bardziej stopniowe ograniczenia zależnie od wieku i rodzaju Platformy. Francja, Hiszpania, Dania i Grecja chcą zdecydowanego podejścia. Tak, część ekspertów proponuje jednak łagodniejszy model, no bo całkowity zakaz poniżej 13 roku życia, później stopniowe odblokowywanie funkcji i dodatkowe zabezpieczenia dla starszych nastolatków. Komisja wskazuje na przemoc, mowę nienawiści, presję dotyczącą wyglądu oraz uzależniające mechanizmy platform.

I wiecie co? Odniosę się do tego trochę, bo ja nie wiem, czy ludzie, czy politycy, czy ludzie decydujący, że tak powiem, naprawdę zapominają, że też byli dziećmi. Przemoc nie bierze się z internetu. Ja jak byłem dzieciakiem, byłem w gimba, byłem w podstawówce, nie miałem internetu, nikt nie miał, a była przemoc, była mowa nienawiści, tylko może nie dotyczyła skóry. koloru skóry albo płci. Były presje dotyczące wyglądu. Przecież moda nie powstała dopiero jak powstał internet. A uzależniające mechanizmy, wiecie co, była masa uzależniających mechanizmów, tylko po prostu były inne Pokemony, Tazosy. Kup, zdobądź, uzbieraj kolekcje, wymieniaj się czymś. Mówiłem nawet o tym jakimś jakiś czas temu, chyba w tym materiale, co nabijaliśmy się z podcastu Heisera. Ci ludzie myślą, że to wszystko bierze się stąd. Stąd. To co wy oglądacie, to co wy słuchacie, to co wy czytacie w sieci, to kształtuje wasz obraz, to kształtuje wasz charakter i to kształtuje wasze poglądy. Oni myślą, że całe zło na świecie bierze się z internetu. A ja na przykład uważam, że nie te zło istniało jeszcze bardziej właśnie przed internetem, tylko teraz po prostu my to częściej widzimy, no bo internet jest wszędzie. A takie rzeczy, które się dzieją teraz, to jak się ludzie wyzywają, tak jest ta mowa nienawiści i tak dalej, to istniało dawno, dawno, dawno temu. Dziwnym trafem akurat największe skurwysyństwo jakie działo się na świecie na przestrzeni dziejów, największe, nie jedno, ale największe w liczbie mnogiej, działy się akurat wtedy, kiedy internetu nie było. Ale każdy musi znaleźć swojego osła, kozła ofiarnego osła. Osłem to ja jestem.

Do tego jeszcze dochodzą oczywiście treści promujące samooaleczenia i zaburzenia odżywiania. Jeżeli chodzi o samooaleczenie, to też bym mógł powiedzieć o pewnej modzie i to niekoniecznie internetowej, ale to by było kontrowersyjne akurat w tej chwili. Widzicie na ten internet jest straszny. A gdybym o tym opowiedział, to by była z kolei mowa nienawiści. Jestem w kropce. Wracając, Tech Policy Press przywołuje też badania, według których około 60% sprawdzonych zabezpieczeń największych platform nie działało zgodnie z założeniami dzieci nadal mogły znajdować niebezpieczne treści. W części przypadków obcy ludzie mogli się z nimi kontaktować mimo formalnych blokad. I sorry, nie ma takiego tęgiego uba, który tak naprawdę sprawi, że to się nie będzie działo. Ale trzeba wracając tyle, że zakaz rodzi jedno bardzo niewygodne pytanie, bo skąd platforma ma wiedzieć, że użytkownik jest dzieckiem? Tak, samo pole z datą urodzenia niczego nie rozwiązuje, chociaż ja sobie to już muszę przewijać i przewijać i przewijać. Tak, jeżeli ograniczenia mają być realnie egzekwowane, potrzebne będą poważniejsze metody. Dokument tożsamości, zewnętrzny operator potwierdzający wiek, oczywiście analiza twarzy, może to będzie wymagane, a może nawet szacowanie wieku na podstawie zachowania użytkownik. Zgadzaj się i dawaj dostęp, żeby skanowali co robisz. Żadna z tych metod nie dotyczy wyłącznie dzieci. Żeby wyłapać osoby niepełnoletnie trzeba w jakimś w jakiś sposób sprawdzać też dorosłych. Tak. I dostęp do mediów społecznościowych, forów komunikatorów czy gier może więc zacząć przypominać cyfrowe pokazywanie dowodu tożsamości przy ich wejściu.

I właśnie przed tym ostrzegało 438 badaczy bezpieczeństwa i prywatności z 32 różnych krajów. W otwartym liście wezwali do wstrzymania masowego wdrażania systemów weryfikacji wieku. No przynajmniej do czasu rzetelnego zbadania ich skuteczności oraz wpływu na prywatność i bezpieczeństwo użytkowników. Naukowcy przypomnieli też, że takie zabezpieczenia można obchodzić przez VPNy, pożyczone konta, cudze dokumenty czy sztucznie wygenerowane twarze. Przypominam przecież weryfikacji chyba na Discordzie to było, gdzie sam z Death Stranding służył za skanzy. Możemy więc stworzyć ogromny system kontroli wieku, ograniczyć prywatność milionów ludzi, a najbardziej zdeterminowanych dzieciaków i tak nie powstrzymać. Brzmi jak idealne, nie, dla biurokratów.

I właśnie w odpowiedzi na takie pomysły powstało Stop Killing the Internet, o którym już nieraz wspominaliśmy. Nazwa nie nie przypadkowo przypomina Stop Killing Games, bo za obiema kampaniami stoją ci sami ludzie i powiązane z nimi środowiska. Przed nową kampanią stoją teraz poważne wyzwania. No bo chce ona walczyć z regulacjami, które pod hasłem ochrony użytkowników zamieniają otwarty internet w zbiór po prostu zamkniętych stref dostępnych dopiero po przejściu kontroli wieku lub kontroli tożsamości. Stawką są anonimowość, prywatność i wolność wypowiedzi, bo od grzecznych rzeczy bezpieczeństwo dzieci, od tego się zaczyna, potem masz pełną kontrolę. Ale stawką jest także możliwość korzystania z VPN-ów oraz dostęp do usług bez przekazywania kolejnych wrażliwych danych. Ja naprawdę nie chcę pokazywać swojego ekranu jakimś cepom w garniturze, którzy muszą wiedzieć co ja robię. Kampanię wspierają już między innymi Index on Censorship, Open Rights Group, Big Brother Watch, Open Media, European Pirate Party oraz wspomniane yy Gamers Voice. I dołączyły również też takie mniejsze organizacje, serwisy technologiczne, a nawet dostawcy hostingu. Dobrze wiemy, że to bardzo młody ruch, ale lista partnerów pokazuje, że problem przestał być niszową kłótnią garstki internautów. A zaczyna się robić naprawdę poważnie, bo tutaj jak my pozwolimy na przejście tego i się nie wzburzymy, to internet po prostu jaki znamy ginie. Zwyczajnie ginie. Chyba już zostaliśmy tak wytresowani, że na to pozwolimy. Jeszcze kilkanaście lat temu było. Kto nie skacze, ten za akta hop, a teraz przechodzi to cichc nikt się nie burzy.

A skoro już przy Unii Europejskiej jesteśmy, no to przejdźmy do cyfrowej własności, bo Michael McGR, czyli unijny komisarz do spraw demokracji, sprawiedliwości, praworządności i ochrony konsumentów, długi tytuł, został zapytany o decyzję Sony. No chodzi o zakończenie wydawania nowych gier PlayStation na płytach od stycznia 2028 roku. I McGraph odpowiedział, że komisja nie może nakazać prywatnej firmie dalszych produkcji fizycznych wydań. Firmy mogą oferować gry i usługi w wybranej przez siebie formie. No ciekawe, że akurat iPhona już można ładować USBC. To można było nakazać. No ale tłumacząc dalej, no muszą jedynie przestrzegać prawa i chronić prawa konsumentów. I trzeba przyznać, że to stanowisko okej da się zrozumieć. Tak trudno oczekiwać, żeby akurat komisja zmuszała Sony do utrzymywania linii produkcyjnej, której firma nie chce już finansować. Ale to nie koniec akurat, bo McGraph wspomniał o europejskiej inicjatywie obywatelskiej dotyczącej zachowania dostępności gier po zakończeniu ich oficjalnego wsparcia. Mówił więc oczywiście o Stop Destroying Video Games powiązanym ze Stop Killing Games. I według niego komisja musiała rozważyć pytanie, czy gry powinny pozostawać dostępne również po pojawieniu się ich nowszych wersji? Tyle że po ponad milionie podpisów komisja nie zaproponowała konkretnych przepisów. Zamiast tego zapowiedziała rozmowy z branżą i organizacjami konsumenckimi. Ich celem ma być stworzenie kodeksu postępowania dotyczącego końca życia gier, który będzie tworzony przez wydawców gier. Dziękujemy. Naprawdę genialny ruch. Na pewno będzie uczciwia i prokonsumenckie.

Czyli przy skanowaniu komunikacji mamy rozporządzenia, wyjątki od zasad i pilne procedury. Przy weryfikacji wieku mamy panel ekspertów oraz możliwe nowe regulacje. Ale kiedy trzeba narzucić branży obowiązek ochrony produktów kupionych przez konsumentów, nagle najlepszym rozwiązaniem okazują się rozmowy i dobre praktyki. No przecież nie chcielibyśmy zbyt mocno kontrolować wielkich korporów, zwykłych szaraków. ludzików oczywiście w każdej ale korpo, no ktoś nam musi płacić. Na szczęście nie wszyscy politycy uznali, że rozmowy z branżą załatwią sprawę. Tak, ktoś tutaj ma Ric.

I w takiej Brazylii deputowana federalna Handira Fegali złożyła projekt ustawy PL 36122026. Bezpośrednio inspirowała ją kampania Stop Killing Games i projekt dotyczy ochrony konsumentów kupujących gry. Ma też pomóc w zachowaniu brazylijskiego dziedzictwa cyfrowego. Do tego nakładałaby na firmy konkretne obowiązki w przypadku wyłączania usług niezbędnych do działania produktu. Zmiany mają objąć zarówno kodeks ochrony konsumentów, jak i obowiązujące ramy prawne dla branży gier. I propozycja zakłada obowiązek między innymi tak jasnego informowania klientów, że dana gra zależy od zewnętrznych serwerów albo usługi kontrolowanej przez producenta. Firmy miałyby też z wyprzedzeniem informować o planowanym wyłączeniu kluczowej infrastruktury. I w materiałach opisujących projekt pojawia się co najmniej co najmniej 180 dni. Najważniejszy jest jednak obowiązek przygotowania rozwiązania, który pozwoli grze nadal działać. Może to oznaczać aktualizację uruchamiającą grę w trybie offline. Możliwe byłoby też udostępnienie narzędzi do prowadzenia serwerów społecznościowych. W grę wchodzą również inne techniczne rozwiązania, które no zachowa podstawową funkcjonalność danego produktu. Tak, jeżeli nic z tego nie byłoby możliwe, klient mógłby otrzymać częściowy zwrot pieniędzy, a jego wysokość zależałaby od czasu, przez jaki gra pozostawałaby dostępna. I nie, projekt nie wymaga, żeby firma wiecznie utrzymywała oficjalne serwery jak Stop Killing Games. Nie nakazuje też zatrudniania administratorów, administratorów, przepraszam, ani dostarczania nowej zawartości jak Stop Killing Games. Wymaga jedynie, żeby po zakończeniu wsparcia sprzedany produkt nie zamienił się zdalnie w cyfrowy odpad. I znowu jak stop killing games. I to oczywiście dopiero początek procesu legislacyjnego, bo ustawa nie została jeszcze przyjęta. Przed nią są komisje, debaty, możliwe poprawki i głosowania, ale różnica w podejściu jest uderzająca, prawda?

To Europa lubi się traktować jako taka kolebka tego wszystkiego. Boże, jak oni są dojrzali, jak u nich to wszystko jest uregulowane. Aha, w Europie ponad milion podpisów skończyło się zapowiedzią rozmów z branżą. Moi drodzy, tyle możemy. W Brazylii pojawił się konkretny projekt i próbuje on przełożyć postulaty graczy na rzeczywiste obowiązki prawne. Ale to nie koniec, bo jeszcze ciekawszy przykład płynie z kraju, którego raczej nie stawiamy na pierwszym miejscu, gdy rozmawiamy o wolności. Moi drodzy, Unia Europejska właśnie wpada niżej niż Chiny.

W ostatnich dniach przecież bardzo głośno zrobiło się o kilku orzeczeniach chińskich sądów i dotyczą one dziedziczenia kont w grach wirtualnych przedmiotów. kryptowalut oraz spraw związanych z kontami społecznościowymi. Nie jest to jedna nowa ustawa. Nie chodzi też o pojedynczy przełomowy wyrok Sądu Najwyższego. To seria spraw rozciągniętych na wiele lat i razem pokazują coraz wyraźniejszy kierunek tamtejszego orzecznictwa. Tak, bo cyfrowe aktywa mające realną wartość ekonomiczną mogą stanowić część spadku. I jedną z najstarszych i najciekawszych historii jest tak zwana sprawa Golden Blade, bo dotyczyła rzadkiego przedmiotu zdobytego w grze Zenktu. Jego wartość oszacowano na około 50 000 y juanów, czyli prawie 28 000 polskich złotych tak na dobrą sprawę. I po śmierci gracza o prawa do przedmiotu spierały się dwie kobiety. Jego prawdziwa żona oraz graczka, z którą zawarł małżeństwo wewnątrz gry. I to właśnie z nią wspólnie zdobył ten artefakt. I sądnał, że przedmiot posiada cechy majątku. Jego zdobycie wymagało pracy, wydatków i zakupu wirtualnej waluty. Tak, na rynku byli też ludzie gotowi za niego zapłacić. Żona mogła więc odziedziczyć udział należący do zmarłego. Druga graczka otrzymała natomiast prawo do połowy wartości, bo również przecież uczestniczyła w zdobyciu przedmiotu. W innej sprawie z 2014 roku spadek obejmował bitcoiny. Konto w grze warte około 200 000 juanów, mniej więcej 111600 zł oraz prawa związane z kontem społecznościowym. Platformy próbowały powołać się na własne regulaminy. Tak, wynikało z nich, że konta są niezbywalne albo należą do operatora usługi. Sąd uznał jednak, że prywatna umowa nie może wyłączyć praw spadkowych wynikających z przepisów. Ile razy to mówimy? Żadna umowa z jakimkolwiek serwisem nie przebija umowy albo praw państwowych. Jeżeli więc wirtualne dobro ma wartość, może zostać wykorzystane, sprzedane albo generować przychody, no to posiada cechy majątku, a więc może również wejść do masy spadkowej. Jednocześnie też sądy oddzieliły cyfrową własność od prywatności i spadkobiercy mogą przejąć prawa majątkowe, postacie, przedmioty albo komercyjną wartość konta i nie muszą jednak otrzymać dostępu do prywatnych rozmów zmarłego. Takie dane mogą pozostać zarchiwizowane i chronione jako ściśle osobiste. W kolejnej sprawie matka zmarłego gracza domagała się przeniesienia jego konto oraz wirtualnych przedmiotów i sąd, słuchajcie, sąd nakazał operatorowi współpracę i zmianę danych rejestracyjnych. Uznał te zasoby za majątek podlegający dziedziczeniu.

I w tym momencie, jeżeli chodzi o własność cyfrową, no Unia jest na samym dnie. Na samym dnie. I szczerze mówiąc ten finał jest dość przewrotny, prawda? Bo Europa właśnie coraz śmielej zastanawia się jak sprawdzać nasz wiek, jak kontrolować dostęp do sieci i jak zaglądać do prywatnej komunikacji. Do dupy mi jeszcze zajrzyjcie. A jednak kiedy obywatele domagają się ochrony kupionych produktów cyfrowych, no to pojawiają się nagle rozmowy o swobodzie działalności firm i dobrowolnych kodeksach. Brazylia próbuje zapisać w prawie, że sprzedana gra nie może umrzeć razem z serwerem, a chińskie sądy zaczynają traktować konta, przedmioty i wirtualny dobytek jak prawdziwy majątek, taki, którego regulamin firmy nie może odebrać nawet po śmierci właściciela. Tak, w tych krajach się to dzieje, a u nas m No co wy gierki głupie, cyfrowa wartość. Kto by to patrzył i się czymś pożytecznym zajął? Może wy byście się zajęli.

Moi drodzy, cyfrowa przyszłość właśnie powstaje. Tylko pytanie, czy będziemy w niej właścicielami i obywatelami, czy jedynie zweryfikowanymi użytkownikami z tymczasowym dostępem. Czy będziemy tylko numerkiem PESEL w statystyce, czy jednak obywatelem? Bo jeżeli komunistyczne Chiny w tym momencie dają więcej prawa własności w takich kwestiach obywatelowi niż Unia, to czym jest Unia?

Moi drodzy, póki mogę przypominam o partnerze głównym, czyli XTB, gdzie w samej Polsce założono już ponad milion portfeli. Prawdopodobnie z tego powodu, że jeżeli wasze obroty nie przekraczają 100 000 EUR, to nie płacicie prowizji. Natomiast jeżeli nie inwestujecie, możecie zarejestrować się z kodem Grifter i dzięki temu uzyskacie dostęp do ponad 220 godzin materiałów dydaktycznych, z których dowiecie się między innymi, że inwestowanie jest zawsze związane z ryzykiem i można stracić wpłacone środki. Więc uważajcie, róbcie to z głową i dużo, dużo, dużo, dużo, dużo nad myślcie. A z okazji wakacji XTB wprowadziło kartę, taką wakacyjną kartę płatniczą. Możecie jeździć po sobie po wszystkich krajach, płacić zbliżeniowo, tam się automatycznie waluty wymieniają. Mówię wam samo dobre właśnie, żeby się nie przejmować niczym na wakacje. Sprawdźcie, link w opisie.

A na sam koniec, moi drodzy, czy ja wam mogę powiedzieć jedną rzecz? Czy was to już nie wkurza? zwyczajnie czy to już was nie wkurza, bo według mnie to co się dzieje w przestrzeni internetowej, to co się dzieje może nie tyle w przestrzeni internetowej co co się dzieje wokół tej przestrzeni internetowej jak próbują nam z butami wszędzie wejść pod przykrywką oczywiście bezpieczeństwa ale tak naprawdę chodzi o pełną kontrolę mnie zaczyna szlak jasny trafiać naprawdę zaczynam mieć dość tego, co tutaj próbują zrobić i to śmierdzi jakąś powoli dyktaturą Oni wejdą w to, zaczną kontrolować to wszystko, a potem nie będziesz mógł popełnić myśl o zbrodni, bo każdy będzie wiedział, co ty powiedziałeś. Uważaj więc. Tragedia, masakra. No totalnie jestem przeciwko temu. Dajcie znać, co o tym sądzicie. Do zobaczenia następnym razem. Cześć. Yeah.