Transcription
Ta toksyczna relacja czy jakieś pozostałe elementy, nawet upośledzenie higieny życia, czyli na przykład regularne oglądanie platform z serialami do późna. Czyli znowu rytm dobowy się skraca, mamy za mało snu. Ta nadprodukcja kortyzolu może tutaj rządzić. I to wszystko powoduje też rozszczelnienie bariery jelitowej.
Pacjent może w ogóle nie odbierać danej sytuacji, wydarzenia jako stresujące. A co ciało zupełnie zinterpretował inaczej, bo o tym też mówimy w kontekście traumy, która jest noszona w naszym ciele. Bo to jest reakcja na daną sytuację, a niekoniecznie wspomnienie czy świadomość pewnego wydarzenia.
Hashimoto czy pozostałe choroby autoimmunologiczne, zespół SRENA, atopowe zapalenie skóry, reumatoidalne zapalenie stawów, to jest po prostu nic innego jak błąd układu odpornościowego. I tu widać, jak często stres jest tym zabójcą XX wieku.
[Muzyka]
Chodzą słuchy, że nic w przyrodzie nie ginie. Nazywam się Karolina Tuchalska-Siermińska, jestem psychologiem, psychotraumatologiem i fizjoterapeutą. Jakub Mauric, dietetyk kliniczny i sportowy. Mam takie poczucie, że w naszych branżach to jest doskonały stereotyp, który potwierdza się w praktyce, że to, co tłumy, czego nie chcemy dotykać, w przypadku mojej psychologicznej działki, i tak nam wybije i tak wróci, najczęściej ze zdwojoną siłą. To jest rzecz, która bardzo często musi wybrzmieć po prostu podczas samej konsultacji.
Dlatego, że pacjenci często piszą sobie, że ich tolerancja na stres w pracy czy poza pracą jest powiedzmy 10 na 10, że oni się czują jak bohater filmów akcji. Ale mówię wtedy: "Okej, mówisz o byciu takim żelaźnie zaprawionym człowiekiem, jeżeli chodzi o aspekty stresu w domu, w pracy, pracy pod presją i tak dalej. Ale co w momencie, kiedy mówimy o stresorach fizycznych, czyli o tym wszystkim, co wynika ze stanu zapalnego, z zaburzonej higieny życia i niedostatecznej liczby snu, albo problemów dotykających nawet hipoglikemii reaktywnej poposiłkowej, czyli takiego rollercoastera poziomu glukozy, insuliny, co po prostu też wyzwala ten kortyzol?" A znowu, to wszystko idzie w parze, niestety, z obijaniem się o nasze zdrowie, mikrobiom, szczelność bariery jelitowej i po prostu ląd. Czyli ten pacjent koniec końców przez stresory fizyczne cierpi psychicznie. I tak naprawdę tutaj jest problem do wspólnego rozwiązania.
Czy widzisz w ogóle takie zależności, że na przykład pacjent na tym poziomie, takim informacyjnym, mówi, deklaruje ci, że jest wszystko super, że on nie ma problemu w tym obszarze, że on nie jest jakby świadomy? Ale z twojego doświadczenia wynika, że gdzieś tam jest właśnie obszar, którego on może nawet nie dotykać. On sobie może deklarować, że jest wszystko w porządku, ale ty widzisz, że coś jest tam na rzeczy i że może być przyczyna zupełnie inna, której pacjent się nie domyśla.
Wiesz co, wydaje mi się, że czasami wynika to z braku takiej świadomości powiązania tych wszystkich problemów. Bo umówmy się, że zdrowie człowieka, zarówno fizyczne i psychiczne, i to, co bardzo często wynika, somatyzacja, czyli przeżywanie cieleśnie tego wszystkiego, co w umyśle, to może wynikać tak naprawdę albo z wyparcia, albo z braku świadomości. I to jest dokładnie to samo, co widzimy u alkoholika. Kiedy powiemy mu, że "chyba ty masz problem z alkoholem", to bardzo często zostaniemy zaatakowani: "Nie, przecież to ty nakłaniasz do picia". I często jest właśnie tak, że pacjent nawet wypiera taką możliwość połączenia tego wszystkiego i deklaruje, że u niego w tym obszarze jest absolutnie wszystko świetnie. A jednak potem widać, że ta terapia pod kątem psychobiotyków czy pozostałych elementów, jakimi są adaptogeny, czyli te ekstrakty roślinne, które pomagają ochronić nas przed nadmiernym wpływem stresu, to faktycznie przynosi dobre rezultaty i dopiero wtedy pacjent otwiera oczy na ten problem i zaczyna dostrzegać postępy.
Ja właśnie też widzę w kontekście pracy gabinetowej, jak bardzo ważna jest taka psychoedukacja. W mojej branży to jest psychoedukacja, ale też edukacja szeroko pojęta, że jednym z bardzo ważnych obszarów pracy z ludźmi jest uświadomienie im różnych właśnie elementów, które składają się na nasze zdrowie, na nasze samopoczucie. Że na przykład, właśnie jak powiedziałeś, somatyczne objawy fizyczne, dolegliwości, które realnie odczuwa pacjent, z którym się mierzy, one mogą mieć swoje podłoże w tym, że nie potrafi regulować na przykład emocji, w tym, że gdzieś się tłumi, że nie chce się mierzyć z problemami, że odkłada to na później. No i to wybija właśnie w najmniej oczekiwanym momencie, w sposób dolegliwości różnego rodzaju chorób też przewlekłych, które wymagają konsultacji właśnie z różnymi specjalistami. Więc ja bardzo często wspieram się pracą z innymi ekspertami, właśnie ze względu na to, że ja mogę objąć działkę psychologiczną wsparciem i uczyć tego, co powinien wykorzystywać pacjent na przyszłość. Ale jednocześnie dolegliwości, które już wypracował w cudzysłowie przez lata, one potrzebują też leczenia, właśnie czy to w postaci dietetyki, czy to w postaci właśnie wsparcia fizjoterapeutycznego, czy innej terapii manualnej, która będzie holistycznie pomagała, bo pracujemy i od dołu, i od góry, od głowy i od ciała, tak naprawdę.
Jasne. Znaczy, ja tutaj zacznę chyba od tego, że taka rzekoma omnipotencja dużo bardziej przeszkadza i szkodzi pacjentowi, niż robi cokolwiek dobrego. Dlatego ja nigdy nie widziałem przeciwwskazań do tego, aby pokierować do innego specjalisty, czy to z dziedziny psychologii, czy psychoterapeuty, czy nawet psychiatrii. No bo czasami, umówmy się, to wsparcie farmakologiczne jest ważne. I nie jestem specjalnie orędownikiem takim, żeby komuś na przykład dedykować terapię środkami przeciwdepresyjnymi, bo bardzo często ta przyczyna leży gdzieś zupełnie indziej. Więc albo jest to nieprzepracowana emocja, albo właśnie stan zapalny, czy wysoki poziom homocysteiny. Tutaj mam nadzieję, że w dalszej części rozmowy uda nam się takie technikalium omówić. Natomiast najważniejsze jest to, aby połączyć tą pracę i nie przeszkadzać sobie nawzajem, dostrzec po prostu tą wzajemną potrzebę pracy holistycznej, czyli po prostu pracy od wielu kątów, aby koniec końców pomóc pacjentowi. Zdecydowanie i z pokorą oddać działkę, w której nie jesteśmy ekspertami, właśnie innemu specjaliście. Zresztą bardzo często mam też takie, powiedzmy, mastermind, że zwani nami się, jeżeli jest jakiś pacjent, który tego wymaga i konsultujemy, co pomaga, co widzimy u pacjenta nawzajem, co w pracy się sprawdza, co jeszcze możemy usprawnić, żeby ewentualnie ten proces terapeutyczny szedł do przodu.
Jesteś. Że tak. Natomiast powiem ci, że ja ze swojej perspektywy widzę taką opcję, gdzie każdy chce zrobić swoje polis, czyli każdy po prostu w swoim obszarze będzie działał. Jednocześnie neguje możliwość jakby załatania problemu z innej strony. Więc myślę, że tutaj pojawiają się właśnie takie pojęcia, jak chociażby psychobiotyki, które w 2013 roku chyba Kayan i Dinan wprowadzili jako bakterie probiotyczne, które my najczęściej kojarzymy z odpornością, z rytmem wypróżnień. Ale jednak każdy z nas chyba jest w stanie pokiwać teraz głową, że no tak, ta faktycznie koronna definicja wpływu bakterii probiotycznych na mózg. Mamy po prostu znaną z autopsji, czyli każdy z nas miał kiedyś motylki w brzuszku, kiedy był zakochany. Każdemu z nas pocą się ręce albo stopy, kiedy jesteśmy zestresowani. I każdy z nas w takim ekstremalnym stresie, typu nie wiem, egzamin licencjacki, matura, czy wzięcie ślubu, rozwód, takie sytuacje naprawdę mocno nas obciążające, kiedy czujemy, że w naszej jamie brzusznej coś jest nie tak i chyba musimy do toalety. Więc to jest właśnie to połączenie mózgu z jelitami. I jednocześnie tłumaczy, dlaczego często te jelita są nazywane drugim mózgiem. Mózgu z jelitami, a jednocześnie emocji z ciałem. Czyli jak myślimy od tej strony psychologicznej, bo też super opisałeś to i zauważyłeś, jak bardzo wpływają sytuacje, nasza interpretacja tego, czego doświadczamy, na to, co czujemy, czyli na emocje. I tym samym nasze ciało też podejmuje odpowiednie środki, odpowiednie reakcje. Czyli jeżeli odbiera jakąś sytuację jako stresor, jako stresującą, wspomniałeś o ślubie, no to siłą rzeczy nasz organizm robi wszystko, żeby się zmobilizować do działania, żeby to zagrożenie, które ewentualnie może, którego może doświadczać, które nas stresuje, pokonać, zwalczyć bądź przed nim uciec. No bo mamy te taki element, w który wchodzimy: walki bądź ucieczki. To też pokazuje, jak jesteśmy takim zestawem naczyń połączonych. Jedno z drugiego wynika, czyli emocje wpływają na nasz układ nerwowy, na to, w jaki sposób nasze ciało motywuje się i mobilizuje do działania, na wydzielanie hormonalne, neuroprzekaźnictwo i tym samym właśnie na całą gospodarkę też układ odpornościowy, a też układ trawienny.
Nie, w kontekście psychologicznym coraz więcej, na szczęście, co mnie bardzo cieszy, mówi się o tym, właśnie jak bardzo ważny jest mikrobiom, jak bardzo ważne jest wspieranie zdrowia psychicznego poprzez na przykład zdrowe odżywianie, dietę, odpowiednią suplementację, jeżeli tego wymaga organizm. Zdecydowanie. Tutaj jest taka też ciekawostka z mojego obszaru, jeżeli chodzi o wszelkie manifestacje psychiczne, czyli albo lęki, albo nerwice, albo depresję i przerost bakterii w jelicie cienkim, czyli SIBO. Coraz mniejszą jednostkę chorobową, z którą niestety też duża część gastroenterologów dalej nie jest w stanie sobie poradzić odpowiednio. Przerost bakteryjny będzie powodował właśnie takie zmiany, które faktycznie w tej strefie psychicznej bardzo mocno mogą się odbić szerokim echem. Natomiast ciekawostka jest taka, że taki eubiotyk jak Rifaximin, czyli pewnie znany części osób Xifaxan, potrafi już po kilku dawkach tak naprawdę tą nerwicę lękową czy objawy depresji prawie całkowicie usunąć. I to też pokazuje, dlaczego ta kusząca, jakby propozycja zastosowania SSRI, czyli leków przeciwko wychwytowi zwrotnemu serotoniny, antydepresantów, może prowadzić do takiej, no troszeczkę problematycznej sytuacji leczenia przez całe życie, gdzie problem realny leży zupełnie gdzie indziej. Tak samo jak mamy pewne preparaty psychobiotyczne, takie jak probiotyk Lactobacillus plantarum 299V. No ta nazwa LP 299V zdecydowanie lepiej podchodzi i ona z kolei bazuje na metabolizmie kinureniny. Czyli większość z nas pewnie kojarzy serotoninę, to jest właśnie ten neuroprzekaźnik tego pluszowego uczucia szczęścia, błogości, to wszystko, co odczuwamy przed snem, jak przytulamy się z drugą osobą, jak jesteśmy zakochani. Natomiast czasami jest tak, że z tej serotoniny tak naprawdę nie wynikają jakieś dobre rzeczy. Czasami jest tak, że w trakcie tej podróży coś się popsuło i tutaj właśnie mówimy o tym szlaku, gdzie z tryptofanu, z aminokwasu, zamiast dojść do serotoniny, to powstaje kinurenina i wtedy ten efekt jest odwrotny do zamierzonego. My powinniśmy mieć takie błogi nastrój, a niestety jesteśmy poirytowani, jesteśmy zdenerwowani, mamy nerwicę lękową, bezsenność. Więc to jest naprawdę duży kłopot. I tutaj żywienie nie tyle pomoże, co właśnie zastosowanie takiej probiotykoterapii celowanej pod kątem tego, co akurat nas męczy.
Zobacz, jak bardzo ważne jest takie indywidualne podejście do pacjenta. Nie da się uszyć na miarę dla wszystkich pasującej diagnozy, sposobu leczenia i podejścia. Wręcz powiedziałabym, że kluczowe powinno być takie nastawienie na diagnostykę indywidualną, na celowane działania, dostosowane do potrzeb, dolegliwości danej osoby. To też jest problem, że słyszymy: "No, co pani dolega? Niech pani powie". I tak naprawdę masz wrażenie, że nie rozmawiasz z kimś, kto jest zainteresowany twoją osobą, ale rozmawiasz z kimś, kto tylko chce wypełnić formalności, dokumenty i puszcza to dalej. No dobra, no to przepisz właśnie jakiś lek, nie wiedząc, co tak naprawdę jest przyczyną. Bez tego, jeżeli tego nie dotkniemy, to tak jak już wcześniej powiedziałeś, możemy w nieskończoność łykać różnego rodzaju specyfiki, które i tak nie będą skutkowały długofalowo, bo przyczyna jest nierozwiązana.
Ostatnio przeczytałem takie słowa, które bardzo ujęły mnie, dlatego, że była tam opisana sytuacja, że największe więzienie to dom bez spokoju. I faktycznie, czasami nawet wchodzimy w relacje z toksycznymi osobami, czego bardzo często nie zdajemy sobie sprawy na początku. Czasami można powiedzieć, że te rzeczy, które łamią nam serce, są jednocześnie tymi, które otwierają oczy. I znam przypadki, gdzie naprawdę po ośmiu, po dziewięciu latach ktoś zobaczył, z kim tak naprawdę się mierzył, że do tej pory był w takiej poddańczej relacji z kimś o nastawieniu narcystycznym i przez to wszystko były dane kłopoty zdrowotne. Dopiero po tym czasie, kiedy ktoś się uwolnił, to stwierdził, że faktycznie do tej pory, nawet biorąc pod uwagę taką złożoną, holistyczną, po kolejce działa antystresowo, jednak to było takie pudrowanie trupa, jak to się brzydko mówi, czyli cały czas my bazowaliśmy tylko i wyłącznie na objawach, a nie na przyczynach. Dopiero po tym czasie, kiedy ktoś sobie to uświadomił, to okazało się, że ciało dawało naprawdę mnóstwo sygnałów dotyczących tego, że to jest chyba wybór złego partnera czy złej partnerki, że te wszystkie nerwy, ten chaos, ten brak uporządkowania pochodził po prostu od drugiej osoby, która psuła jakby nasze naturalne środowisko. Więc no, ciało zawsze wie, co mu dolega, tylko czasami jest to podświadomość i zanim ona dojdzie do świadomości, to troszeczkę czasu mija.
Bardzo ważne jest to, że poruszyłeś temat tego, że dla każdego z nas stresorem może być coś innego. W kontekście relacji, to z jednej strony jest tak, że rzeczywiście ta relacja nam nie służy, ona na nas działa niszcząco, wpływa na to, że my nie możemy się rozwijać, że gdzieś tam się męczymy w tym układzie. Ale z drugiej strony, to bardzo też jest o nas. Dlaczego ja sobie na to pozwalam? Dlaczego nie stawiam granic? Dlaczego mi z tą osobą jest tak blisko, w cudzysłowie, że dlaczego jestem w tej relacji, mimo że on mnie krzywdzi? Dlaczego czy ona mnie krzywdzi? Oczywiście, dlaczego nic z tym nie robiłam dotychczas przez ten cały czas? Bardzo często właśnie w procesie terapeutycznym siada przede mną pacjent, który mówi: "Boli mnie żołądek, boli mnie brzuch, nie radzę sobie ze stresem, nie potrafię prowadzić wystąpień publicznych, mam problem natury radzenia sobie ze stresem". Dopiero w długofalowej pracy wychodzą zupełnie inne rzeczy. Żyjąc w relacjach, które tak jak powiedziałeś, możemy pojmować za toksyczne, za niezdrowe dla nas, pojawia się w naszym organizmie wiele napięć, bo będąc w takiej relacji, często nie wyrażamy swoich potrzeb, podkładamy się, czyli pojawia się tak zwany people pleasing. Podkładamy się pod potrzeby drugiej strony. Tak jak powiedziałaś, jeżeli jest to relacja narcystyczna, to bardzo często ta druga strona jest dominująca, więc to my robimy wszystko, żeby jakby w jakiś sposób zapracować na uznanie, na bliskość, na miłość, którą, której potrzebujemy. I to wszystko dzieje się bardzo kosztem naszego zdrowia. Bo po pierwsze, tłumimy emocje, nie wyrażamy swoich potrzeb, czyli gdzieś te nasze obszary są niezaopiekowane. I mimo że nie ma takiego jednolitego, powiedziałabym, schematu, który mówi: "tutaj na pewno jest złość i w tym miejscu, jak cię dotknę i masz napięcie w barkach, to 100% złości", bo te wszystkie emocje, które związane są z trudnościami, z frustracją, właśnie z gniewem, takie, które są dla nas trudne, one kumulują się w takie grupie, powiedziałabym, raczej charakterystycznych miejsc. Czyli mamy na przykład barki, kark. Powiedziałeś wcześniej o bruksizmie, zaciskaniu szczęk. No to to też jest taka grupa mięśni, która rzeczywiście jest charakterystyczna dla złości, gniewu. Bo co robimy, jak się wkurzamy? Przecież zaciskamy, mówimy przez zęby, prawda? Zaciskamy pięści. Dodatkowo, jeżeli chodzi o stres, na przykład, czy lęk, bym powiedziała, strach, często się kumuluje, a propos mikrobiomu i problemów trawiennych, właśnie w okolicy brzucha, że brzuch jest obolały, lędźwia z tyłu są to takie punkty spustowe, bym powiedziała, w których rzeczywiście możemy powiedzieć, że te trudne emocje nam się gromadzą.
Czy zdarza się, że ty, widząc pacjenta, który wchodzi do twojego gabinetu, już tak trochę widzisz po postawie, właśnie po albo temperamencie, po sposobie bycia, że coś może być na rzeczy?
Zdecydowanie. Natomiast powiem ci, że ja też w dużej części pracuję online z pacjentami i tutaj jest troszeczkę ciężej. Ale ciekawostka, nawet po kwestionariuszu, który ja wymagam przed odbyciem wizyty, żeby ten kwestionariusz został oddany, żebym się jeszcze mógł z tym zapoznać, to już widzę po tym bardzo często takie pewne rzeczy psychosomatyczne, które też mogą wskazywać, że pani na przykład zmaga się z chorobą Hashimoto. Bardzo często to są osoby bardzo skrupulatne, które w tym kwestionariuszu użyją różnych kolorków, po prostu w takim charakterze kalendarium. Jest wszystko opisane. To jeszcze zanim nie spojrzę na USG, zanim nie spojrzę na przeciwciała anty-TPO, anty-TG, to już widzę, że będzie Hashimoto.
No i powiedz mi teraz, jeszcze wejdę ci w słowo, bo to jest bardzo interesujące. Czym wnioskujesz? Czyli co znaczy ta skrupulatność, jaki ma wpływ ta skrupulatność, te kolorki, trochę tak mi tutaj perfekcjonizmem jakby podchodzi. Jaki to ma wpływ właśnie w odniesieniu do Hashimoto i do działki, którą ty się zajmujesz?
Powiem ci tak, ja skupiłem się na tym aspekcie fizjologicznym, więc mnie bardziej interesuje to, w jaki sposób uporać się z tym Hashimoto i jak ona może wynikać ta choroba z zaburzeń chociażby stresowych, właśnie kumulacji tych napięć, z nieprzepracowanych traum i tak dalej. Bo znowu wracamy tutaj do pojęcia tych stresorów psychicznych i fizycznych. I jeżeli nie znajdę stanu zapalnego, nie znajdę jakiś istotnych zaburzeń mikrobiomu, nie znajdę pro-zapalnej żywności bogatej w cukry, pszenice, tłuszcze trans, jakiś napoje mleczne na każdym udziale, to sprawdzam, czy przypadkiem właśnie ta toksyczna relacja, czy jakieś pozostałe elementy, nawet upośledzenie higieny życia, czyli na przykład regularne oglądanie platform z serialami do późna. Czyli znowu rytm dobowy się skraca, mamy za mało snu. Ta nadprodukcja kortyzolu może tutaj rządzić. I to wszystko powoduje też rozszczelnienie bariery jelitowej. Jest taki popularno-naukowy zwrot jak "cieknący", "dziurawy" czy "nieszczelne jelito". Natomiast w pełni medycznie nazywa się to zwiększoną przepuszczalnością bariery jelita cienkiego, którą doskonale mogą teraz zobrazować moje palce. My powinniśmy mieć tak zwane połączenia ścisłe między kosmkami, czyli wszystko powinno szczelnie przylegać. Niestety, wokół stresorów fizycznych czy psychicznych często ulega to rozszczelnieniu i wtedy właśnie pewne makro-białka, cząsteczkowe mogą przenikać do naszego układu krwionośnego i stąd następuje nadmierna irytacja układu odpornościowego, a w końcu choroba Hashimoto, czy pozostałe choroby autoimmunologiczne, zespół SRENA, atopowe zapalenie skóry, reumatoidalne zapalenie stawów. To jest po prostu nic innego jak błąd układu odpornościowego. I tu widać, jak często stres jest tym zabójcą XX wieku. Więc stres psychiczny, stres fizyczny, wszystko to, co się dzieje z nami w domowym ognisku, oraz po prostu poprzez nasz stan zdrowia, jest w stanie zniszczyć nasze zdrowie do tego stopnia, że nasz organizm po prostu będzie prowadził wojnę domową w nas samych. Także, no faktycznie, ciało i umysł jest naprawdę ściśle związane. Psychosomatyka to jest dotykanie jakiś fizycznych, posiadanie fizycznych dolegliwości, które nie mają oparcia w medycznych badaniach, czyli wykluczyli inne choroby, które ewentualnie mogłyby być przyczyną. Nie mogę pracować technikami na przykład z nurtu poznawczo-behawioralnego, który pozwala nam pracować nad myślami, błędnymi przekonaniami, dotykać elementów zmiany w ogóle zachowań. Natomiast jednocześnie, jeżeli ktoś cierpi na chorobę na Hashimoto albo na niedoczynność tarczycy i nie jest to w żaden sposób wspierane farmakologią czy terapią celowaną, no to moje działania nie będą przynosiły takiego efektu i pacjent nie będzie realnie odczuwał nawet postępów terapii, ponieważ ciało i tak choruje, mimo że pracujemy z umysłem. Niestety, często jest tak, że to, co w głowie kontra to, co w ciele, to jednak jest to osobne królestwo. I okej, to jest wszystko powiązane, natomiast zawsze właśnie ja wychodzę z założenia, że jestem jak najbardziej za, jeżeli ktoś prowadzi sobie taką psychoterapię, jeżeli jest zaopiekowany pod tym kątem psychicznym. Ale biorąc pod uwagę to, jak często te problemy wynikają właśnie z naszych błędnych nawyków żywieniowych, z jakichś relacji czy pozostałych elementów, o których czasami, no nie chcemy się podzielić jeszcze, to to jest faktycznie drugie dno tej sytuacji.
A propos tego stresu i kłopotów trawiennych, bo to też jest taki obszar, którego warto dotknąć z mojej perspektywy, to to, że często mówimy, że w IBS, w tym jelicie nadwrażliwym, liczy się to, żeby wprowadzić dietę FODMAP, czyli dietę niskofermentującą, wać owoców pestkowych, jak chociażby jabłka czy gruszki, a skupić się bardziej na dojrzałych bananach, na owocach jagodowych, na pokarmach takich białkowo-tłuszczowych, typu mięsa, ryby, jaja, podroby, owoce morza, a odrzucić po prostu właśnie jakiś chleb żytni na zakwasie, czy wiele pozostałych pokarmów, takich jak kapustne warzywa, czyli kapusta, brukselka, brokuły i tak dalej. Ale co z tego, że my zastosujemy protokół FODMAP, dołożymy nawet ten szczep LP 299V, który perfekcyjnie w większości przypadków radzi sobie ze wzdęciami, z luźnymi wypróżnieniami niemalże po każdym posiłku, ale dopóki nie dołączymy takiego psychobiotyk, takich szczepów jak Lactobacillus helveticus Rosell-52 i Bifidobacterium longum Rosell-175, to dopóki póki nie zadbamy o ten nerw błędny, to ten pacjent dalej będzie mówił, że "pojechałem na wakacje, jadłem wszystko, nic mnie nie bolało, wróciłem do domu do pracy i zaczęły się problemy". Czyli pojawił się stres, proza życia. I wtedy faktycznie ten niezaopiekowany wy z wypróżnieniem. Także to też pokazuje właśnie ten koronny dowód połączenia mózgu z jelitami. I na tym też warto byłoby się skupić. I nawet to, jak bardzo ważne jest wychwytywanie tych takich punktów kluczowych, kiedy się coś pojawiło, czy zmieniła się jakaś sytuacja, czy w ostatnim czasie wydarzyło się coś bardzo bardziej stresującego. Na poziomie deklaratywnym pacjent może w ogóle nie odbierać danej sytuacji, wydarzenia jako stresujące. A co ciało zupełnie zinterpretował inaczej, bo o tym też mówimy w kontekście traumy, która jest noszona w naszym ciele, bo to jest reakcja na daną sytuację, a niekoniecznie wspomnienie czy świadoma świadomość pewnego wydarzenia, że to nasze ciało już ma zakodowane jakąś zakodowaną jakąś reakcję i w dany sposób określony właśnie czuje w postaci i somatycznych różnych objawów.
Ja szczerze przyznam się, że w moim warsztacie staram się bardziej uchwycić te rzeczy fizjologiczne, aczkolwiek ostatnio też przyjąłem ciekawy przykład pacjentki, która borykała się z dosyć dużą zmianą tężyczkową, ale do tego stopnia, że w kwestionariuszu i w mailu przewodnim było opisane to w ten sposób, że od wielu, wielu lat, ponad 10, boryka się z przeogromnym bólem, ze spazmami mięśni, że rano bardzo często wstając do pracy, tutaj jakby pojawiło się takie słowo klucz: "pracuje na dwa etaty". I w jednej pracy jest naprawdę przepotężny ból, powoduje, że ona aż wyje z bólu, że ma takie kłopoty tężyczkowe, że powieki się zamykają, a nie może ich otworzyć. I potem przystępujemy do rozmowy, widzę przed kamerą uśmiechniętą, zdrową, szczupłą kobietę. I tak zaczynam się zastanawiać, mówię: "Pani Karolino, bo zmieniam imię, oczywiście, pani Karolino, czy my tutaj przypadkiem nie mamy jakiegoś połączenia stresowego? Bo skoro pani mówi, że idzie pani do pracy B i tam jest wszystko super, trenuje pani, jest wszystko super, a nagle ma pani iść do pracy A, zaczyna się cały kłopot. Czy to nie tak, że bufor stresowy, zarówno pod kątem psychicznym i fizycznym, bo wspominała też o treningach sportów walki, gdzie tam jak da sobie mocniej po prostu bodziec, to też automatycznie ta tężyczka się pojawia, czyli jest jakiś bufor dla tego kortyzolu, powyżej którego ta czara goryczy się przelewa i ciało w bardzo drastyczny sposób manifestuje te wszystkie zmiany?" No, więc to jest też taki obszar, który warto jest po prostu dostrzec i docenić.
Czyli mamy pewne takie limity i to zarówno w kontekście fizjologicznym, czyli tak jak powiedziałeś, masz twarde skale, wiesz ile, jaka jest od, ile do ile powinniśmy się mniej więcej w nich mieścić. Ale w kontekście naszego ciała i bardziej płynnie mamy też ograniczoną ilość twoich zasobów w kontekście odporności psychicznej. Czyli widzisz, jestem w stanie do pewnego momentu radzić sobie ze stresem, mam te zasoby, żeby sobie racjonalizować daną sytuację, żeby poczuć w ramach swojego takiej siły psychologicznej radzić sobie z danym stresem i stresorem i ten kortyzol jeszcze mi tak wysoko nie wybija. Wtedy, ale w pewnym momencie, gdy rzeczywiście pojawia się sport, który również generuje kortyzol, dodatkowo sytuacja stresująca w pracy, a ja nic z tym nie robię, to jest tak jak z taką metaforą naczynia, a propos szklanki, które są przed nami. Jeżeli cały czas z nich ujmujemy i nie dopełniając ich co jakiś czas, prędzej czy później dosięgniesz dna. Profilaktycznie postępujemy, szanujemy siebie i swoje ciało, już tu holistycznie ujmując, czyli dbamy o zdrowie, o zdrowy styl życia, o aktywność fizyczną, o jakość snu, jak powiedziałeś, ale również o regulację odpowiednią emocji, o jakość relacji, w których żyjemy, o swoje potrzeby, czy je zaspokajamy. To wtedy tę naszą szklankę symboliczną uzupełniamy. No i tych konsekwencji ewentualnych jest rzeczywiście dużo, dużo mniej.
Jeżeli chodzi o regulację emocji, to często spotykam się z takim oczekiwaniem ze strony osób, z którymi pracuję, że to będą jakieś cudowne techniki, że to trzeba nie wiadomo jak dużo zaangażowania i pracy włożyć w to, żeby sobie z tym poradzić, że to urasta często do takiego rozmiaru, takiego problemu nie do ogarnięcia. A prawda jest taka, że najtrudniejszym etapem jest stanąć sam przed sobą, czy sama przed sobą i pozwolić sobie na to, żeby poczuć. Czyli nie uciekać przed emocją, nie unikać tej emocji, nie tłumić ich, tylko pozwolić sobie na ten dyskomfort, który, bo mówię o trudnych emocjach, które wiążą się właśnie z takimi różnymi doświadczeniami doznaniami z ciała, ale też poznawczymi dla nas trudnymi elementami, że ważne jest to, by sobie pozwolić poczuć i zmierzyć się z tym takim niewygodnym momentem, kiedy czuję złość, kiedy czuję smutek, czy też kiedy jestem sfrustrowana. Myślę, że punktem wyjścia powinna być taka wiedza i informacja cenna, że a propos informacji, że właśnie emocje są dla nas informacjami. Że jeżeli ja podchodzę do tego, że złość nie jest zła, tylko złość jako mi jako człowiekowi ma mnie poinformować o czymś, czego doświadczam, czyli o tym, że sytuacja, w której się znajduję, w jakiś sposób narusza moje granice, że jakieś moje potrzeby w tej sytuacji są niezaspokojone, że gdzieś coś się dzieje, co nie jest zgodne z moimi celami, wartościami, że jest to dla mnie niewygodne. O tym jest złość. Zmieniając perspektywę i podejście do emocji, od razu okazuje się, że ona nie jest wroga, że to w sumie właściwie powinnam z niej korzystać, że ja to czuję i sobie dociec, co mi to mówi o tej sytuacji. Czy to, że jestem wkurzona teraz, to znaczy, że ktoś wziął sobie bez pytania ciuchy z mojej szafy, albo facet nie postępuje, czy mój mąż nie postępuje tak, jak się na to umawialiśmy? To jest cenne. I podejście w ten sposób do emocji daje nam narzędzie do tego, by wyregulować ją, bo pierwszym etapem jest poczuć, nazwać to, co czuję, a potem ewentualnie pozwolić sobie na różne rzeczy, które się dzieją ze mną w środku i zapytać siebie: "Co ja mogę z tym zrobić? Czy jest coś, co mogę w tej chwili zrealizować, by sobie pomóc?". Bo jeżeli jestem sfrustrowana i czuję złość, co w takim razie w tej sytuacji sprawi, że poczuję się lepiej? Ćwiczenia na przykład oddechowe, które też stają się wyświechtane, ale prawda jest taka, że rzeczywiście oddech przeponowy, skupienie się na tym, żeby wykonać to ćwiczenie, bo potraktować to w ten sposób, dokładnie precyzyjnie, pozwala nam i pomaga nam uaktywnić nerw błędny, tym samym uaktywnić układ przywspółczulny, a zahamować działanie współczulnego. Mamy czyli techniki uważności, które pozwalają nam przykuć się do tu i teraz, nie uciekać właśnie w myśli katastroficzne, w nakręcanie tej sytuacji, zastanawianie się, zamartwianie, ale właśnie skupić się na to, jak jest w danej chwili ze mną, w moim w moim organizmie, co w danej chwili się dzieje.
Ty ze swojej strony, tej działki dietetycznej, jak to postrzegasz w kontekście emocjonalnym też i jak to u ciebie w praktyce też wygląda w pracy z klientami?
Przede wszystkim ja składam się postarać takie cztery główne filary, trzy główne filary życia, czyli żywienie, aktywność fizyczną i regenerację. I w tym wszystkim dopiąć też suplementację jako taki czwarty filar podporowy, bym powiedział. Bo zbyt wielu Polaków mam wrażenie patrzy na suplementację jako na taką magiczną pigułkę czy święty graal, który ma ich po prostu uwolnić od wszystkich problemów. I okej, ja się zgodzę, że naprawdę część składników, takich jak adaptogeny, ashwaganda, różeniec górski, cytryniec chiński, czy teanina z zielonej herbaty, mają naprawdę bardzo fajny wpływ na zasadzie: "byłaś neurotyczna, byłaś zestresowana, byłaś w rozsypce emocjonalnej, nie byłaś w stanie pokierować sobą w pracy, łyknęłam taninę czy shisandrę, czyli cytryńca chińskiego, 20 minut później super petarda". Tylko pytanie, czy to nie jest znowu pompowanie tego dziurawego balonika. Dokładnie, plasterek na ranę, tylko dokładnie. Więc trzeba popatrzeć, czy naprawdę mi ta praca leży, czy jest wszystko w porządku w domu, czy te wszystkie stresy, które ja odczuwam, nie są manifestacją jakiś pozostałych zaburzeń. To jest raz. Dwa, z mojej perspektywy, bardzo ważne jest unormowanie gospodarki glukozowo-insulinowej. Statystyki są naprawdę straszne. Mamy 10% Polaków, czyli prawie 4 miliony, cukrzycą typu drugiego. Kolejne ponad 10%, czyli około 5 milionów osób ze stadium przedcukrzycowym. I mamy jeszcze około 30% populacji z insulinoopornością i bardzo często towarzyszącą temu wszystkiemu hipoglikemię reaktywną, czyli ten rollercoaster glukozy, insuliny, który powoduje, że kiedy nam po posiłku, ten posiłek zamiast dodać energii, to nam odejmie. Ale czasem pojawiają się symptomy, które są naprawdę trudne: nerwica lękowa, kołatanie serca, uczucie takiego kamienia, jakby zaciśnięte gardło w brzuchu, trzęsące się ręce, trzęsące się nogi, albo nawet atak zimnych potów. No, to wszystko powoduje, że w sytuacji, kiedy tych stresorów w pracy jest sporo i nagle dokłada nam się kolejny, bardzo silny wyrzut kortyzolu, kolejny stresor na tle zaburzonej gospodarki węglowodanowej, no to jest naprawdę niefajnie.
I z mojej perspektywy, przede wszystkim warto jest usprawnić te wszystkie elementy poprzez higieniczne odżywianie, czyli no tutaj pojawiają się znowu technikalium, jak kontrola indeksu i ładunku glikemicznego, czyli żeby to była bardziej opcja pumperniklu albo innego chleba żytniego na zakwasie bez drożdży, a nie bułki kajzerki, jeszcze dodatkowo z dżemem, tak? Czy jakimś innym cukrem, który po prostu wybija tą glukozę jeszcze wyżej. Żeby te posiłki miały odpowiednią ilość białka, tłuszczów, błonnika, czyli aby one były odpowiednio skomponowane. A umówmy się, teraz jak się żywi taki korpo człowiek w lodówce vendingowej, na batonikach, czy jakiś słodkich napojach, szybko jakiś hot dog na stacji benzynowej. I niestety, dając takie słabej jakości paliwo, no możemy powiedzieć, że nasza fura daleko nie zajedzie. Więc to jest często krótka kołdra, jak to się mówi, nie nakryj się po zęby, ale tak naprawdę stópki mamy już bose i nam wszystko ziębie. Więc starajmy się docenić te wszystkie najważniejsze aspekty. Bo uważam też, że ten problem dotyczący unikania emocji, czy też pogłębiania tego problemu, dotyczy w dużej części mężczyzn. To jest też taki temat trochę mam wrażenie zamiatanie. Bo kobiety są z mojej perspektywy, tak wynika, trochę bardziej wylewne, zresztą kręgi przyjaciółek i tak dalej, zwierzanie się tego typu rzeczy. Faceci często kumulują problem w sobie i to chyba też tłumaczy tą smutną statystykę samobójstw. Faceci są bardzo skutecznymi samobójcami. 85%.
Z drugiej strony, zobacz, jak bardzo ważne to jest też by o tym mówić głośno. Ale też jak istotnie jest to uwarunkowane kulturowo. Jednak w naszym społeczeństwie jest większe przyzwolenie na to, by dziewczynki wyrażały swoje emocje, by one mówiły o tym, co czują. Ich się pyta: "Co czujesz? Co myślisz?". Chłopcom jednak stereotypy tak jest, na to się nie pozwala. Po prostu emocji nie masz prawa okazywać. Masz być silny, masz sobie ze wszystkim radzić sam, masz posadzić drzewo, zbudować dom, utrzymać rodzinę. I ten, jednak stereotyp, bardzo jeszcze mimo wszystko silnie jest osadzony, szczególnie właśnie, myślę, że w tej grupie społecznej takiej średniej. Młodsze pokolenie już coraz bardziej świadomie, na szczęście, jest już jakby edukowane. Natomiast rzeczywiście średnia wieku i cały czas jednak mimo wszystko spotykam się wśród osób, które na poziomie takim deklaratywnym bardzo świadomie mówią o tym o emocjach, że tak, on wie, on tutaj rozmawia, czasami mu się zdarza, ale jak pogrzebią głębiej, to się okazuje, że nie. Że on sam w sumie nie chce obarczać żony problemami jakimiś finansowymi, swoimi wątpliwościami, że gdzieś tam nie rozmawia z kolegami, bo to jest piłka, bo to wtedy mamy się dobrze bawić, bo nawet jak sport razem uprawiamy, to to jest tylko ten czas sportu, a nie ma tego głębokiego, takiego właśnie dzielenia się tym, co tak naprawdę czuje. Bo jest ten mit i cały czas ta łatka, że to jest okazanie słabości. A depresja jest tak naprawdę chorobą, która nosi takie miano, z którym się absolutnie zgadzam, że to jest choroba osób, które są silne zbyt długo, które są samotne w tej takiej walce swojej, w tym właśnie jestestwie i które niestety nie sięgają odpowiednio wcześnie po wsparcie i pomoc. Faceci bardzo często nawet nie chcą przyjąć pomocy, wtedy kiedy się oferuje. I to jest naprawdę duży problem, bo jest zamiatanie problemu pod dywanik i udawanie właśnie, że ja jestem nieśmiertelny, że mnie problem nie dotyczy. I doskonale podsumowałeś to, że depresja jest chorobą osób, które były silne zbyt długo. Zresztą chyba Jim Carrey powiedział o tym jakiś czas temu, że depresja to jest taki stan, kiedy jakby twój awatar, twój przedstawiciel mówi ci, że jakby "Goń, już nie chcę być dalej tą osobą". I robimy coś wbrew sobie zbyt długo, nie czerpiąc z tego satysfakcji, robiąc to być może z jakichś powodów materialnych, czy właśnie tego, że jest to część naszej pracy, trzeba utrzymać rodzinę i tak dalej, a finalnie po prostu, no byśmy to rzucili w kąt, gdyby
Tylko nadarzyła się pierwsza okazja. Wiesz, to też jest tak o błędnych przekonaniach, o tym, że nakładamy na siebie też pewnego rodzaju presję, albo społecznie oczekuje się od nas pewnego dociągania. Wy to jest też o mediach społecznościowych, o tym, jak bardzo wyśrubowany jest nierealny wizerunek, czy to mężczyzn, czy też w ogóle sukcesu i wszechobecnego takiego nacisku na produktywność i bycie cały czas na flow. Więc brak takiego też dystansu, pozwolenia sobie na odpoczynek.
A propos Jim Kgo, który powiedział o i mówił o depresji, to też jest taka zabawa słów "depress", że depresja jest o tym, że potrzebuję głębokiego odpoczynku, że potrzebuję się zatrzymać, pozwolić sobie poczuć, właśnie zadbać o siebie tak prawdziwie, a nie tylko pędzić jak chomik w kołowrotku, żeby doścignąć kolejnego wyniku czy zdobyć kolejną cyfrę. I myślę, że mimo że wiemy, to jest trudność ogromna, że depresja jest realną chorobą, chorobą śmiertelną, zbierającą żniwa niesamowite, to problem jest w tym, że ona jest nienamacalne. Dlatego z mojej perspektywy, w depresji bardzo ważne jest to, żeby pracować pod kątem psychiki, zdecydowanie wsparcia rodziny bezprecedensową. Natomiast jeżeli chodzi o aspekty fizjologiczne, tutaj w dużej mierze możemy wybrać naprawdę szereg rozwiązań, z których każde będzie dobre. Pytanie tylko, które będzie tym naprawdę "sweet spotem", które uderzy w punkt.
Dlatego, że osoby z depresją mają bardzo często wysoki poziom homocysteiny. Bardzo często, to znaczy, że pani profesor Hanna Karaka-Juchnowicz stwierdziła, że 45 do 55 proc. osób borykających się z depresją ma wysoki poziom homocysteiny, który można z kolei bardzo łatwo obniżyć przez suplementację witamin grupy B. Powiedz nam wszystkim, co ta homocysteina powoduje. Wysoki poziom homocysteiny to jest bardzo często coś, co nazywane jest "cholesterolem XX wieku", czyli już brzmi poważnie, prawda? Mamy po pierwsze 10-krotnie wyższe ryzyko rozwoju chorób serca, na które w Polsce umiera 42 proc. osób. Więc z karoshi, tak jak mamy w Japonii zgony z przepracowania, czy u nas pod kątem przewlekłego stresu, to jest jedno i to samo, tylko inaczej to nazywamy. Mamy także arteriosklerozę, czyli miażdżycę, mamy nadciśnienie, mamy tętniaki. Więc jest tego naprawdę dużo. Kolejne 25 proc. zgonów to choroby nowotworowe. Tu też homocysteina gra pierwsze skrzypce, także warto nadmienić ten aspekt. No i mamy potem kwestie dotyczące zaburzeń funkcji kognitywnych, więc od pogorszonej koncentracji, a na depresji i chorobie dwubiegunowej, czy też na nerwicy lękowej kończąc.
Dlatego suplementacja witamin grupy B moim zdaniem jest niejako pewnym obowiązkiem. Dlatego, że do mnie wszyscy pacjenci, którzy się zgłaszają, bez kwestionariusza i bez naprawdę rozbudowanych badań krwi, moczu, kału i tak dalej, nie przejdą. I tak jakby miał strzelać teraz, to siedem, bądź osiem na 10 pacjentów ma hiperhomocysteinemię, czyli ten poziom jest dwucyfrowy, a powinna być od sześciu do ośmiu. Więc suplementacja witamin grupy B jest w stanie nam pomóc bardzo mocno w kwestii psychicznej. Czasami nawet sama B9, czyli kwas foliowy, a w zasadzie to foliany i B12, czyli kobalamina.
Z drugiej strony, poziom witaminy D również ogromny problem. 90 proc. Polaków boryka się ze znacznym deficytem, czyli koncentracja poniżej 20 jednostek. Więc tak ponuro żartując, można powiedzieć, że ta witamina D puka w dno od spodu. Tak u mnie pacjenci, którzy mają taki poziom naprawdę dobry, czyli 40, 50, 70 jednostek koncentracji, to jest jeden, maksymalnie dwóch na 10 pacjentów. Cała reszta przechodzi z ogromnym deficytem. Cynk także bardzo ważny w depresji. Już w latach 90. stwierdzono, że jest taka korelacja: im niższy poziom cynku, tym większe objawy depresji. Ponadto mikrobiom, czyli to, wokół czego orbitują jelita, są drugim mózgiem. Tutaj możemy powiedzieć o tym szczepie LP 299V, który bardzo fajnie powoduje stymulację tego aminokwasu tryptofanu do serotoniny, a nie do produktów kinurenina. W mikrobiomie, "shim" co stanowi taki skrót od wstępnicy, esicy, tych wszystkich parametrów naszego przewodu pokarmowego, pokazano, że te dwa szczepy probiotyczne wzmacniają GABA aż pięciokrotnie. A GABA to jest kwas gamma-aminomasłowy, to jest ten neuroprzekaźnik hamujący. Czyli tak jak, no nie chcę tutaj, aby to wybrzmiało, że promujemy spożycie alkoholu, ale wiadomo, że bardzo często wiele osób po całym ciężkim dniu pracy wypije sobie piwko czy kieliszek wina i w końcu ma takie uczucie odpięcia, że ale jest teraz fajnie i spokojnie, co jest jednocześnie krótką kołdrą znowu do rozwoju alkoholizmu, żebyśmy przypadkiem tak specjalnie się nie przemęczyli. Ale już taki efekt, ten pierwszy taki zastrzyk obniżenia jakby napięcia, mam nie taki prosty sposób. Dokładnie, dokładnie tak.
Więc ta terapia psychobiotyczna jest w stanie dawać te same, a nawet lepsze efekty przy jednoczesnym zachowaniu pełni zdrowia. Ponadto ADHD, ADD, wszystkie formy nadpobudliwości, nawet zaburzenia ze spektrum autyzmu, nerwica lękowa, depresja, to wszystko właśnie przy tych psychobiotykach jest w stanie być bardzo ładnie wygaszone. Więc mamy mnóstwo rozwiązań: witamina D, witaminy grupy B, kwasy tłuszczowe omega-3, bardzo ważne LP 299V, kolejne szczepy psychobiotyczne, kudzu, różeniec górski, schisandra, czyli ten cytryniec chiński. Naprawdę rozwiązań jest dużo i można wybierać z tego wszystkiego. I najlepiej byłoby to oczywiście robić pod kątem konsultacji ze specjalistą. Ale z drugiej strony, no Polacy lubią łykać suplementy diety i tak jesteśmy mistrzami i doświadczenie pokazuje, że robimy to również bardzo często skutecznie. Ja obserwując reakcje moich obserwujących na Instagramie podczas live'ów, czy podczas jakiś webinarów, widzę, że naprawdę duża część osób jest w stanie sama pomóc sobie bardzo dobrze. Potrzebują tylko jakiegoś aspektu informacyjnego, więc potrzebują wędki, a potem bardzo sprawnie sobie łowią rybki. Także to wynika z tego, że naprawdę tej wiedzy teraz w internecie jest sporo. Kiedyś stanowiło to problem, kiedyś trzeba było wychodzić do czytelni, do biblioteki. Teraz wystarczy włączyć Instagram, YouTube i naprawdę wiele fajnych takich przewodników można sobie znaleźć.
Na tym etapie, bo to co powiedziałaś, jest bardzo ważne i cenne, ale też warto, żebyśmy uczuli, jak bardzo istotne jest sprawdzanie, z czyjej wiedzy korzystamy. Czy ta osoba, która dzieli się z nami informacjami, poleca coś, czy wskazówki nam jakieś daje, czy ona rzeczywiście ku temu kompetencje? Bo rzeczywiście w dzisiejszych czasach media społecznościowe to jest wylęgarnia samozwańczych ekspertów. Co oczywiście sprawia, że na różnego rodzaju treści możemy trafić. Bardzo ważne jest, tak jak powiedziałeś, czerpmy świadomie wiedzę ze sprawdzonych źródeł, jednocześnie monitorując efekty naszych starań i działań też w sprawdzony sposób. Nie, czyli warto, że jeżeli podejmuje suplementację z jakimiś środkami, to warto za jakiś czas sprawdzić, na jakim jestem etapie, na jakim poziomie, nie, w jakich widełkach jestem, czy to po pierwsze skutkuje, po drugie, czy już wystarczy, czy mogę coś innego jeszcze ewentualnie zrobić i działać. Więc bardzo ważne jest to, żeby też do tego podchodzić świadomie, z taką głową i też nutką takiego krytycznego myślenia, nie, żeby sprawdzać z czyjej wiedzy też korzystamy. Bo przyznam szczerze, że z mojej działki, to akurat psychologia jest jeszcze, mimo że jest bardzo empiryczna, ale jeszcze cały czas wielu osobom się wydaje, że jest bardzo taka płynna, na że jak ja jestem we własnej terapii i tę terapię przeszłam, to już mogę wszystkim radzić i że moje problemy, rozwiązania, które dla mnie były skuteczne, dla innych też będą skuteczne. A niestety, to tak nie działa. Że gdyby wszystko udało się uszyć na jedno kopyto, to pewnie mój zawód nie miałby potrzeby istnienia. A prawda jest taka, że bardzo ważne jest indywidualne podejście i rzeczywiście też często jest tak, że nam się wydaje, że znamy przyczynę pewnych naszych dolegliwości, a ona jest przykryta zupełnie innymi rzeczami, z których sobie nie zdajemy sprawy, które są nieuświadomione. I wtedy bardzo ważne jest wsparcie eksperta z różnych dziedzin. Gdzieś bardzo chciałabym, żeby to wybrzmiało, bo jednak, no mimo wszystko, właśnie tak jak internet jest dzisiaj dla nas może być kopalnią wiedzy, taki niestety też wiele szkód potrafi przynieść.
Myślę, że gdybyśmy dostali taką możliwość, to moglibyśmy rozmawiać bez końca, bo mam poczucie, że nasz temat jeszcze nie został wyczerpany i w każdym z obszarów, którego byśmy dotknęli, to jeszcze moglibyśmy mówić więcej. Ale niestety ramy czasowe mówią nam, że musimy już kończyć. Bardzo ci dziękuję za dzisiejszą rozmowę, że mogliśmy wymienić się spostrzeżeniami. Ja ze swojej strony jestem ciekawa, jakie są państwa doświadczenia, jakie są wasze dolegliwości, czy wy macie jakieś sposoby sprawdzone na regulację emocji, na pracę nad swoim zdrowiem, zarówno psychicznym, jak i fizycznym. Zapraszam was na swoje media społecznościowe. Możecie mnie znaleźć jako od nowa psycholog. Tam dzielę się wskazówkami i staram się odpowiadać na wasze pytania.
Ja również dziękuję. Mam nadzieję, że zbudowaliśmy dla państwa ciekawą wartość i jednocześnie taki materiał do refleksji. Ja również zapraszam do siebie. Ja nazywam się Jakub Maur i moje konta w mediach społecznościowych nazywają się dokładnie tak samo. I cóż, pozdrawiam, do zobaczenia i dajcie znać, co myślicie o tym materiale.
[Muzyka]