Transcription
Świadomość nie ma sensu. Widoki, dźwięki, zapachy, tekstury, ciepło miłości, ukłucie smutku, chłód złamanego serca. Dlaczego doświadczamy czegokolwiek z tego? Zmapowaliśmy cały obserwowalny wszechświat, zmierzyliśmy każde pojedyncze neuron w naszych mózgach i nawet nauczyliśmy maszyny myśleć, mówić i działać tak jak my. A mimo to nie rozumiemy najbardziej fundamentalnej rzeczy ludzkiej egzystencji. Dlaczego czujesz się jak ty? Dlaczego w twojej głowie jest mała osoba i historia twojego życia, która istnieje w czasie? Chociaż jest to coś, czego doświadczyła każda istota ludzka, która kiedykolwiek istniała, świadomość jest jedną z najtrudniejszych rzeczy do wyjaśnienia lub zrozumienia. Filozofowie, mistycy, naukowcy i przywódcy religijni doszli do tego samego niewygodnego wniosku. Świadomość nie jest tak prosta, jak się wydaje. Rozwija się na poziomach, a im głębiej schodzisz, tym dziwniej się robi. Więc zanurzmy się. [Muzyka] Poziom pierwszy, głęboki sen. Jest to najbardziej zwyczajny, a zarazem najbardziej tajemniczy stan świadomości. Wchodzimy w niego każdej nocy bez zastanowienia, prześlizgując się poza krawędź myśli w pustkę tak pustą, że nawet jej koncepcja pustki znika. Cały świat się rozpływa. Ja znikam, a nawet sny nie istnieją na tym poziomie. Jest tylko cicha bezruch, która jest rozległa i nieprzenikniona. Chociaż doświadczamy tego każdej nocy, nadal istnieje poza zasięgiem naszego zrozumienia. Tak jak nie możesz zrozumieć, jak to jest być ślepym, zamykając oczy, tak nie możesz zrozumieć, jak czuje się głęboki sen, drzemiąc. Wszystko, co wiemy, to to, że w jednej chwili jesteś przytomny, w pełni świadomy otoczenia, a w następnej chwili jesteś przytomny i w pełni świadomy otoczenia. Ale przez kilka godzin pomiędzy tym jesteś nigdzie. Całkowicie nieświadomy otoczenia. Według neuronauki jesteś w tak zwanym stanie fal delta. Jest to głęboki, powolny rytm, który pulsuje przez twój mózg z częstotliwością poniżej czterech cykli na sekundę. Jest to najbardziej regenerujący tryb ciała, w którym układ nerwowy się resetuje, tkanki się leczą, a pamięć się konsoliduje. Ten stan jest niezbędnym cyklem konserwacji, kiedy umysł jest wyłączony, aby ciało mogło się samo leczyć. Ale wewnątrz dzieje się coś znacznie dziwniejszego. W tym stanie samo doświadczenie przestaje istnieć. Nie ma przestrzeni, nie ma czasu i nie ma ciebie. To tak, jakby świadomość cofnęła się do swojego źródła, tak jak fala oceaniczna wraca do morza i zapomina, że kiedykolwiek się podniosła, że kiedykolwiek była falą. Filozofowie opisują to jako rodzaj tymczasowej anihilacji, bez cierpienia czy strachu. To jak śmierć, która jest nieśmiała. Nie wiesz, że cię nie ma, a jednak budzisz się i w jakiś sposób wiesz, że byłeś. Ten paradoks bycia bez świadomości bycia nawiedzał nawet największych myślicieli przez wieki. W Mandukia Upaniszad nazywa się to sushupti, stan, w którym ja odpoczywa w swojej nieprzejawionej formie. Buddyści postrzegają to jako przebłysk nirwany bez oświecenia. Podczas gdy współcześni filozofowie widzą w tym punkt zero świadomości, punkt, w którym zaciera się granica między świadomością a nieświadomością. A jednak nawet tutaj istnieje ziarno świadomości. Coś wie, że nic się nie dzieje. W przeciwnym razie budziłbyś się każdego ranka i byłbyś całkowicie zdezorientowany tym, co się właśnie wydarzyło. Wydaje się więc, że nawet na tym najniższym poziomie świadomość jest nadal obecna. Tylko się wycofuje, obserwując cicho zza zasłony. W tym sensie głęboki sen jest zarówno końcem, jak i nowym początkiem. Jest to nocna śmierć jaźni i codzienne zmartwychwstanie świadomości. Za każdym razem, gdy się budzisz, odradzasz się z tej pustki, unosząc się przez warstwy umysłu, które odbudowują twój świat na nowo. Marzyciel odradza się, gdy zmysły się otwierają, a iluzja ciągłości powraca. Ale przez kilka godzin każdej nocy przestajesz istnieć. I to być może jest najczystsza forma pokoju, jaką umysł może kiedykolwiek poznać, przynajmniej na tym planie istnienia. Poza tą warstwą pustki kryje się kreatywność poza ludzkim pojmowaniem. Poziom drugi, śnienie. Fragmenty myśli zaczynają się poruszać. Obrazy migoczą w istnienie i bez otwierania oczu znajdujesz się gdzieś indziej. To jest śnienie. Pierwszy świat, który świadomość tworzy dla siebie. W tym królestwie rzeczywistość jest całkowicie samoistna. Zmysły zostały wyłączone, a ciało leży nieruchomo. Jednak w teatrze mózgu tworzone są całe wszechświaty. Góry powstają i znikają. Twarze z pamięci mieszają się z nieznajomymi, których nigdy wcześniej nie widziałeś. Doświadczasz całego życia w kilka minut. W jednej chwili lecisz przez nieskończone niebo, a w następnej jesteś uwięziony w pokoju bez drzwi i okien. A najdziwniejsze ze wszystkiego jest to, że wszystko to wydaje się prawdziwe, a przynajmniej tak prawdziwe jak twoje codzienne życie na jawie. Z naukowego punktu widzenia śnienie zaczyna się po głębokim śnie i podczas snu REM, fazy snu u ssaków, która charakteryzuje się szybkimi ruchami gałek ocznych i większą aktywnością mózgu, co prowadzi do większej liczby snów. Twój umysł jest zalany emocjami, wyobraźnią i różnymi narracjami. Twoje ciało w większości pozostaje w stanie nieświadomości. Ale umysł jest teraz wolny, aby wędrować, aby odkrywać świat, który tworzy dla siebie bez żadnych granic. Filozoficznie sen działa jak lustro, miniaturowa wersja samego istnienia. W filozofii hinduskiej jest to swapna, wewnętrzny świat, który odbija i zniekształca rzeczywistość na jawie. Grecy widzieli sny jako przesłania od bogów. Freud widział w nich okna do nieświadomości. Współczesna neuronauka nazywa je alchemią pamięci, gdzie mózg miesza fragmenty dnia w symboliczne narracje. Jednak żadne z tych wyjaśnień nie oddaje niepokojącej prawdy. Kiedy śnisz, jesteś zarówno twórcą, jak i mieszkańcem swojego świata. Wewnątrz snu jesteś prawami fizyki, architekturą przestrzeni i autorem czasu. Każdy głos, który słyszysz, jest twoim własnym umysłem mówiącym do ciebie. Każda twarz jest wyrzeźbiona z twoich wspomnień. Marzyciel i sen są jednym i tym samym. Budujesz świat, zapominasz, że go zbudowałeś, a potem wędrujesz przez niego jako postać. Ale podobnie jak życie na jawie, sny niosą emocje, konsekwencje, a nawet transformację. Koszmar może sprawić, że twoje serce zacznie bić szybciej. Sen jawny może sprawić, że poczujesz się jak superbohater. Pozytywna wizja może dać ci spokój, który trwa latami. Jak na coś, co nie jest prawdziwe, sny pozostawiają niezwykle prawdziwe ślady. Ujawniają twórczą naturę świadomości i przerażającą myśl, że rzeczywistość, nawet nasza rzeczywistość na jawie, może być tylko kolejnym snem. I być może to jest ich głębsza lekcja. Każdej nocy, gdy twój umysł tka niemożliwe światy i przekonuje siebie, że są prawdziwe, ćwiczy ten sam akt, który wykonuje w ciągu dnia, konstruując doświadczenie od wewnątrz. Jedyna różnica polega na tym, że we śnie czasami pamiętasz, że jesteś jedynym, który to wszystko sobie wyobraża. Poziom trzeci, przebudzenie. Gdy się budzisz, zauważasz czerwone ślady na twarzy. To dowód, że być może zbyt bardzo cieszyłeś się snem. Twoje oczy mrużą się, próbując dostosować się do pomarańczowych promieni żółtego porannego słońca wylewającego się przez okno. Na zewnątrz zielona trawa uśmiecha się, gdy jest całowana przez poranną rosę pod jasnym niebieskim niebem, gdzie odcienie indygo delikatnie przechodzą w fiolet na horyzoncie. Ostatnie resztki zmierzchu z nocy zniknęły. Jesteś teraz w pełni przytomny, a twoja świadomość otwiera się na pełne spektrum doświadczeń. Nie tylko kolory, ale także dźwięki, zapachy, doznania i emocje. Orkiestra świadomości, która nadaje naszemu światu wspólne znaczenie. Jest to świadomość na jawie, stan, w którym spędzamy większość naszego życia, gdzie myśl, percepcja i działanie zlewają się w wielką iluzję solidności. Tutaj umysł i zmysły tworzą partnerstwo, produkując to, co nazywamy rzeczywistością. Czujesz ciężar swojego ciała, teksturę powietrza na skórze, rytm upływającego czasu. Mózg przetwarza miliardy sygnałów na sekundę, porządkując chaos w porządek, losowość w wzorce. Każdy dźwięk, kolor i kształt jest tłumaczony na sygnały elektryczne, które są następnie interpretowane jako trójwymiarowa halucynacja. I jest to wystarczająco spójne, aby działać. Neuronauka nazywa to siecią trybu domyślnego, systemem umysłowym, który konstruuje bieżącą narrację o mnie i tobie, obserwatorze w centrum wszechświata. Ale im dłużej wpatrujesz się w życie na jawie, tym bardziej kruche zaczyna wyglądać. Iluzje sensoryczne mówią nam, że nie możemy nawet ufać własnym zmysłom. A nawet gdy nie ma iluzji, nasze ograniczone zmysły w porównaniu z innymi żywymi istotami mówią nam, że nie doświadczamy prawdziwej rzeczywistości, tylko tej wersji, którą możemy obserwować. Niektóre zwierzęta zimnokrwiste potrafią widzieć światło podczerwone. Nietoperze i wieloryby mają echolokację, a zwierzęta takie jak krowy, jelenie i motyle potrafią nawet wykrywać i wykorzystywać pole magnetyczne Ziemi. Nawet wśród ludzi niektórzy ludzie mają synestezję i potrafią widzieć kształty i kolory, gdy słyszą muzykę. Doświadczają świata w zupełnie inny sposób niż ktokolwiek z nas kiedykolwiek będzie w stanie. Więc jeśli tak jest, jak możemy z pewnością powiedzieć, jaka jest prawdziwa rzeczywistość? Czas rozciąga się lub kurczy w zależności od uwagi. Umysł edytuje i wypełnia luki, wymazuje szczegóły i tworzy ciągłość z fragmentów naszych doświadczeń. Nigdy nie widzisz świata takim, jakim jest, tylko takim, jakim pozwala ci twój układ nerwowy. Mózg nie rejestruje rzeczywistości, on ją renderuje jak symulację działającą w czasie rzeczywistym. Filozofowie zmagali się z tym przez wieki. Kartezjusz zastanawiał się, jak możemy być pewni, że nie śnimy teraz. Kant argumentował, że świat, który postrzegamy, nie jest rzeczą samą w sobie, ale jedynie modelem umysłowym filtrowanym przez struktury poznania. Współcześni myśliciele, jak Donald Hoffman, opisują percepcję jako interfejs użytkownika, ewolucyjny projekt przeznaczony do przetrwania, a nie do wyrażania prawdy. Innymi słowy, twoje zmysły nie ujawniają rzeczywistości. Ukrywają ją za ikonami, które są wystarczająco użyteczne, aby cię utrzymać przy życiu. A jednak, pomimo tej niepewności, życie na jawie różni się od snu. Jest tu opór. Grawitacja, konsekwencje, wspólna zgoda innych, którzy widzą to samo niebo co ty. To jest to, co nazywamy rzeczywistością konsensusu, zbiorową halucynacją utrzymywaną przez zbiorowe zaufanie. Kiedy się budzisz, nie wchodzisz po prostu do świata. Wchodzisz do wspólnej symulacji, wzmocnionej przez język, pamięć i stabilność praw fizyki. Ale nawet ta stabilność jest warunkowa. Świat, do którego się budzimy, jest zbudowany z wzorców doświadczeń, a doświadczenie jest zbudowane z umysłu. Każdego ranka świadomość ponownie się składa, opowiadając historię tego, co nazywa dzisiaj, zapominając, że wczorajsza historia była równie wymyślona. Życie na jawie nie jest przeciwieństwem snu. Jest po prostu najbardziej uporczywym snem. Wystarczająco żywym, aby przekonać ciebie i wszystkich wokół ciebie, że jest prawdziwy. Dla większości ludzi świadomość się tutaj kończy. Spędzamy życie, krążąc między tymi trzema znanymi stanami. Przebudzenie, śnienie i głęboki sen, nazywając ten cykl całością doświadczenia. Umysł rzadko zatrzymuje się na tyle długo, aby zauważyć, że coś stałego istnieje pod nimi wszystkimi. Budzimy się, śpimy, śnimy i zakładamy, że to wszystko, czym jest świadomość i co ma robić. Ale są głębsze warstwy, nadal ukryte stany, które ujawniają się tylko wtedy, gdy powierzchnia umysłu staje się całkowicie nieruchoma. Kiedy myśl cichnie, a uwaga zwraca się do wewnątrz, zaczyna się otwierać nowy wymiar świadomości. Poza szumem percepcji i teatrem myśli leży coś zupełnie innego. Sama świadomość, czysta i cicha, nietknięta przez otaczający świat. Poziom czwarty, świadomość transcendentalna. Poza turbulencjami przebudzenia, snu i odpoczynku leży inny stan, który nie pasuje do zwykłej mapy umysłu. Nie jest to nieświadomość, nie wyobraźnia, nie zwykła świadomość. Jest to świadomość transcendentalna. Jest to czysta i cicha świadomość, która jest świadoma siebie. Tutaj umysł jest przytomny, ale całkowicie nieruchomy. Myśli drastycznie zwalniają, a potem znikają. Ciało pozostaje, zmysły pozostają, ale uwaga zwróciła się do wewnątrz, spoczywając na źródle samej świadomości. Jest to stan, który medytujący z różnych kultur opisują od tysiącleci. Doświadczenie bycia bez działania, świadomości oderwanej od mechanizmu myśli. W tym stanie świadomość nie jest już skierowana na nic. Po prostu jest. Z naukowego punktu widzenia dzieje się coś niezwykłego. Zazwyczaj lewa i prawa półkula mózgu są nieco asynchroniczne. Różne regiony aktywują się niezależnie i chaotycznie, zwłaszcza gdy umysł jest aktywny lub rozproszony. Ale odczyty EEG zaawansowanych medytujących pokazują coś innego. Sygnały elektryczne w obu półkulach ich mózgów zaczynają się synchronizować. Ich fale dopasowują się prawie jak instrumenty muzyczne grające na tej samej częstotliwości. Gdy wewnętrzny umysł się uspokaja, uspokaja się również mózg, a jego zwykły chaos zastępuje harmonia i spokój. Filozoficznie świadomość transcendentalna jest pierwszym przebłyskiem jaźni poza jaźnią. Upaniszady opisują ją jako tura, czwarty stan poza przebudzeniem, snem i głębokim snem. Buddyści nazywają ją pustką, nie dlatego, że brakuje jej treści, ale dlatego, że brakuje jej granic. Kartezjusz powiedział: "Myślę, więc jestem". Ale w tym stanie nawet myślenie znika, a jednak "jestem" pozostaje. Jest w tej świadomości głęboka prostota. Nie ocenia, nie interpretuje ani nie analizuje. Po prostu obserwuje. Przez kilka chwil niekończący się strumień myśli, który definiuje życie na jawie, cichnie. A obserwator zdaje sobie sprawę, że nigdy nie były to myśli, ale przestrzeń, w której te myśli się pojawiają. Wielu opisuje to doświadczenie jako uczucie powrotu do domu. Tylko dom nie jest miejscem, ale stanem bycia, który wydaje się bardziej znajomy niż cokolwiek innego. To tak, jakby umysł przez całe życie patrzył na zewnątrz, szukając sensu w świecie, tylko po to, by odwrócić się i odkryć, że szukał tego, kto szukał. W świadomości transcendentalnej świadomość staje się samoświetlista. Obserwator i obserwowany stapiają się w jedno istnienie. Nie jest to ucieczka od świata, ale odkrycie tego, co pozostaje, gdy świat znika. Świadomość nietknięta przez myśl, czas czy formę. W tym momencie świadomość zaczyna wykraczać poza to, co nauka może komfortowo opisać. Instrumenty nadal rejestrują wzorce. Mózg nadal szumi spójnością. Ale coś w doświadczeniu wymyka się pomiarom. Logika, która kiedyś wydawała się solidna, zaczyna drżeć. Tutaj przejmuje filozofia. Gdzie świadomość zaczyna kwestionować swoją własną naturę, a sam język zaczyna się zacierać. Jeśli umysł może być świadomy bez myśli, to co dokładnie wie? Albo czym jest oko, które pozostaje, gdy historia "ja" milknie? To już nie są pytania dla neuronauki. To zagadki samego istnienia. Poziom piąty, świadomość kosmiczna. W końcu dzieje się coś niezwykłego. Cisza świadomości transcendentalnej przestaje zanikać, gdy otwierasz oczy. Spokój pozostaje nawet wtedy, gdy poruszasz się po świecie. Jest to świadomość kosmiczna. Moment, w którym wewnętrzna i zewnętrzna świadomość współistnieją. Kiedy świadek za doświadczeniem już nie znika, gdy doświadczenie się rozwija. Tutaj świadomość nie migocze już między przeciwieństwami. Możesz myśleć, mówić, działać i czuć. Jednak gdzieś pod powierzchnią pulsuje głęboki, nieruchomy spokój, nietknięty przez nic z tego. Jest radość i smutek, zysk i strata, ale wszystko to dzieje się w ramach większej, nieprzerwanej świadomości, która po prostu to wszystko obserwuje. Życie toczy się jak wcześniej, ale twoja relacja z nim nie jest już taka sama. Nie jesteś już w pełni w historii. Obserwujesz historię z dystansu, a jednocześnie żyjesz nią z bliska. Nauka może opisać to jako ciągłą meta-świadomość, stałą aktywację przedniego systemu monitorowania mózgu, który jednocześnie śledzi wewnętrzne i zewnętrzne doświadczenie. Tętno i wzorce fal mózgowych pokazują rzadko spotykaną równowagę, spójność między czujnością ciała a spokojem umysłu. Jednak to, czego instrumenty nie mogą zmierzyć, to samo uczucie. Ciche zdumienie bycia przytomnym w stanie przebudzenia. Filozoficznie jest to stan, w którym samoświadomość staje się bezpośrednia. Upaniszady opisują to jako realizację wewnętrznego jaźni, odrębnego od ciągle zmieniającej się gry myśli i doznań. Zaczynasz widzieć, że ciało, emocje i osobowość to nie ty, ale są wyrazem czegoś większego. Świadomość obserwująca, która kiedyś była ulotnym, medytacyjnym przebłyskiem, staje się stałym tłem. Nie tracisz swojej indywidualności. Po prostu przestajesz mylić ją z całą prawdą. Świat nadal się porusza, ale ty nie jesteś już przez niego porywany. Emocje, które kiedyś cię pochłaniały, stają się falami falującymi po powierzchni oceanu. Cierpienie nadal się pojawia, ale pojawia się także niezachwiany spokój. Uznanie, że nawet ból jest ruchem w świadomości, a nie poza nią. Stajesz się zarówno uczestnikiem, jak i obserwatorem, zarówno aktorem, jak i sceną. To jest to, co wielu mistyków nazywa stanem świadka, świtem oświecenia, pierwszym stałym przebudzeniem. Nie jest to pozaziemskie ani odległe. Jest to zwykłe życie, ale doświadczane z wyższego punktu widzenia. Nadal chodzisz, mówisz i oddychasz, ale teraz robisz to, jednocześnie odpoczywając w nieskończoności. W świadomości kosmicznej jaźń i wszechświat zaczynają się wzajemnie odzwierciedlać. Zaczynasz czuć, że świadomość w tobie i inteligencja, która ożywia kosmos, mogą być tym samym. Dwa wyrażenia jednego uniwersalnego umysłu. Dusza indywidualna i dusza kosmiczna nie są oddzielnymi bytami, ale odbiciami spotykającymi się w spokojnej wodzie. A gdy zobaczysz, że granica między wewnętrzną a zewnętrzną rzeczywistością zaczyna się zacierać. Poziom szósty, świadomość boska. W pewnym momencie świadomość zaczyna się ponownie zmieniać. Cichy świadek, który kiedyś obserwował świat z dystansu, teraz zaczyna czuć się z nim intymnie połączony, tak jakby ten sam spokój pulsował przez wszystko, co widzisz. Jest to świadomość boska, stan, w którym sama percepcja staje się święta, a każdy aspekt wszechświata promieniuje żywą inteligencją. W tym stanie świadomość nie tylko obserwuje świat, ale go czuje. Drzewo za twoim oknem nie wydaje się już obiektem. Oddycha. Wibruje. Świeci cichą boskością. Granica między postrzegającym a postrzeganym mięknie, zastąpiona poczuciem czci, które przenika każde istnienie. Ta sama świadomość, która kiedyś siedziała cicho w środku, teraz zaczyna przelewać się, dotykając wszystkiego, co napotka, miłością. Neuronaukowo ten przeskok można dostrzec we wzorcach silnie zsynchronizowanej aktywności gamma, często obserwowanej u zaawansowanych medytujących doświadczających głębokiego współczucia lub podziwu. Emocjonalne i sensoryczne ośrodki mózgu zaczynają się łączyć, produkując rodzaj wyrafinowanej percepcji. Rzeczywistość odczuwana nie tylko przez zmysły, ale przez serce. Ale nauka może opisać tylko mechanikę. Nie może uchwycić znaczenia. To, co faktycznie się dzieje, to ekspansja świadomości od neutralności do oddania. Od obserwowania wszechświata do zakochania się w nim. Filozoficznie świadomość boska pojawiła się w prawie każdej tradycji duchowej. W tekstach wedyjskich opisuje się ją jako rozkwit sat chit ananda, bytu, świadomości i błogości, triadę boskiego doświadczenia. Chrześcijańscy mistycy nazywają to theosis, zjednoczenie z Bogiem przez miłość. Sufi śpiewali o tym jako ishkihachi, boskiej pasji, która spala oddzielenie. Każdy wskazuje na to samo uświadomienie. Wszechświat nie jest zimnym mechanizmem, ale żywym wyrazem świadomości, a ta świadomość jest z natury dobra, inteligentna i piękna. W tym stanie miłość przestaje być emocją, a staje się percepcją, sposobem widzenia. Nie czujesz miłości do świata. Widzisz przez miłość. Każdy dźwięk, kolor i kształt wydaje się nasycony tą samą świętą esencją, która cię ożywia. Współczucie staje się bezwysiłkowe, ponieważ wszystko wokół ciebie wydaje się przedłużeniem twojego własnego istnienia. Nawet ból i rozkład zaczynają migotać ukrytym celem. Świadomość boska przekształca intelekt w cześć. Umysł nie dąży już do kontrolowania ani analizowania rzeczywistości. Kłania się przed nią. Każdy atom staje się hymnem. Każdy oddech modlitwą. Boskość nie jest czymś innym, nie jest wyżej ani poza. Jest tutaj, rozwijając się przez każde uderzenie serca, każdy wschód słońca, każdy zwykły moment, który kiedyś przeoczyłeś. Na poprzednim poziomie zdajesz sobie sprawę, że jesteś świadomością obserwującą wszechświat. W tym uświadamiasz sobie, że sama świadomość jest boska. i tak jest wszystko, co tworzy. Świat staje się katedrą świadomości, a ty jesteś świadkiem w podziwie jej nieskończoności. [Muzyka] Poziom siódmy, świadomość jedności. Na ostatnim poziomie znajduje się stan, w którym nawet świadek znika. Granica między obserwatorem a obserwowanym, między jaźnią a światem, podmiotem a przedmiotem całkowicie znika. Jest to świadomość jedności, najwyższy wyraz świadomości, gdzie wszechświat poznaje siebie przez ciebie, a ty poznajesz siebie jako wszechświat. Tutaj wszystkie rozróżnienia znikają: wewnętrzne i zewnętrzne, umysł i materia, życie i śmierć. Wszystko stapia się w jedno, gładkie pole bytu. Nie jest tak, że postrzegasz jedność, raczej jesteś jednością. Nieskończoność nie wydaje się już odległa. Jest to sama substancja twojej własnej świadomości. Nie ma już jaźni patrzącej na świat. Jest tylko świadomość, nieskończona i samoświetlista, przepływająca przez każdą formę i myśl jak światło przez szkło. Z naukowego punktu widzenia świadomość jedności pcha granice tego, co możemy nawet zmierzyć. Niektórzy neuronaukowcy mówią o świadomości niedualnej, stanie mózgu charakteryzującym się zsynchronizowaną spójnością między regionami, gdzie samo-referencyjne przetwarzanie niemal całkowicie zanika. Ale jest to tylko cień czegoś, czego nie można naprawdę skwantyfikować, ponieważ doświadczenie jedności nie leży w mózgu. Jest to pole, w którym mózg, świat i całe istnienie powstają razem. Filozoficznie ten stan był opisywany na niezliczone sposoby. W wedancie jest to realizacja Brahmana, jedynego bez drugiego, czystego bytu, świadomości, błogości. W buddyzmie Mahajany jest to sunyata, pustka, która jest pełna, gdzie forma i pustka są jednym i tym samym. Mistykowie wszystkich tradycji mówili o tym w paradoksach. Kropla, która staje się oceanem, a jednak pozostaje kroplą. Płomień, który rozpoznaje siebie w każdym innym płomieniu. W świadomości jedności poczucie czasu znika. Przyszłość i przeszłość zapadają się w wieczną teraźniejszość, nieograniczoną teraz, która zawiera wszystkie momenty naraz. Umysł, tak bardzo pragnący uchwycić i zdefiniować, milknie. Pozostaje nie myśl, nie uczucie, nie percepcja, ale czyste istnienie, promienne i kompletne. Każdy moment, każdy oddech, każde uderzenie serca jest postrzegane jako ruch samego wszechświata. Nie ma już osobistego Boga ani zewnętrznej boskości do postrzegania, ponieważ nic nie ma na zewnątrz. Sam kosmos jest święty. Boskość śni siebie w galaktyki, w atomy i w ciebie. Miłość, która rozpoczęła się w świadomości boskiej, teraz rozszerza się poza jakikolwiek obiekt, stając się samą naturą świadomości. Jest to miłość bez kierunku, radość bez przyczyny, bycie bez końca. I z tego punktu widzenia widzisz, że świadomość nigdy nigdzie się nie wspinała. Zawsze była cała, zawsze nieskończona. Drabina była tylko sposobem, aby umysł zrozumiał to, co jaźń już wiedziała. Głęboki sen, sny, przebudzenie, cisza, świadek, miłość, wszystko to były ruchy w tym samym nieskończonym oceanie bytu. Na tym ostatnim poziomie poszukiwania kończą się, ponieważ poszukujący rozpuścił się w tym, czego szukał przez cały czas. Jest tylko jedna rzeczywistość, jedna świadomość, jedno istnienie, i zawsze byłeś to ty. Od snu bez marzeń do kosmicznej jedności, poziomy świadomości zagłębiają się w siebie. Każdy poziom wydaje się wzniesieniem. Ale co jeśli to naprawdę okrąg, powrót do źródła, z którego nigdy nie wyszliśmy? Zaczynamy w ciemności, nieświadomi świadomości, a kończymy w świetle, zdając sobie sprawę, że nawet ciemność była z niej zrobiona. Nauka śledzi te stany poprzez fale i częstotliwości, mapując świadomość w elektrycznych wzorcach. Filozofia śledzi je poprzez język i metaforę, poprzez kruchą kładkę znaczenia. Jednak obie wskazują na to samo niewypowiedziane tajemnicę. Że świadomość nie jest czymś, co posiadamy, ale czym jesteśmy. Ciało się zmienia, myśli się zmieniają, sny się zmieniają, ale świadomość za nimi pozostaje nietknięta, wieczna i samoświetlista. Może świadomość nie wyłania się z mózgu jak dym z ognia. Może mózg jest instrumentem, a świadomość muzykiem. Może to, co nazywamy "ja", nie jest oddzielną iskrą, ale całym ogniem odbitym w pojedynczym płomieniu. Na siedmiu poziomach świadomość przechodzi od niewiedzy do wiedzy, od separacji do jedności, od ciszy do pieśni. W głębokim śnie odpoczywa jako potencjał. We śnie wyobraża sobie. Na jawie tworzy. W transcendencji przypomina sobie. W świadomości kosmicznej obserwuje. W boskiej miłości celebruje. A w jedności wraca do domu, tylko po to, by zdać sobie sprawę, że nigdy tak naprawdę nie odeszła. Być może świadomość nie wspina się ku jakiemuś ostatecznemu stanowi, ale nieskończenie się rozwija jak lustro odbijające siebie na zawsze. Mistykowie nazywali to grą Boga. Leela, wszechświat doświadczający własnego odbicia przez każdą możliwą formę. Każde oko, które się otwiera, każdy umysł, który się budzi, każde życie, które się zaczyna i kończy, wszystko to świadomość badająca siebie. Więc może nie ma siedmiu poziomów. Może jest tylko jeden, pojawiający się jako wielu, śniący jako my. I może ostateczna prawda o świadomości nie polega na tym, że jest ukryta gdzieś, czekając, aż zostanie znaleziona. Może chodzi o to, że patrzyła przez nasze oczy przez cały czas.