📱

Get Our Mobile App

Take your business learning on the go!

Download on the App StoreGet it on Google Play

Jeden profesor przeciwko polskiej szkole. Wychował światowych geniuszy - prof. Ryszard Szubartowski

Cyprian Majcher1:18:13

Transcription

Powiedział pan, że średnia ocen 60.0 jest warta tyle samo co 1.0. To znaczy, że oceny w szkole nie mają żadnego znaczenia.

Polska szkoła uczy tak, żeby uczeń miał dużą wiedzę, ale żeby był zestresowany. Uczą się zbyt wcześniej schematów i mulą się przez to. Nie należy dzieci uczyć do 12 roku życia schematów.

Ale żeby rozwiązywał wyzwania, to musi wiedzieć w jakim kierunku on chce iść. Czy on chce rozwiązać, nie wiem, wyzwania biologiczne, matematyczne, czy związane z innym przedmiotem. Tu się pan myli. Pan myśli średniowiecznie.

Musi być biologia, musi być chemia i tak dalej, bo ja weryfikuję pańskie słowa z tradycyjnym publicznym modelem edukacji, który obowiązuje, czyli na błędach dziecko się nie uczy.

To jest głupota. Nikt większej głupoty nie wymyślił. Pana uczniowie to między innymi Jakub Pachocki, współtwórca czata GPT, czyli Filip Wolski, który jest mistrzem świata w programowaniu.

No i nie chce mi pan powiedzieć, że nie było nauczycieli, którzy nie podeszli do pana i się nie zapytali: "Panie Szubartowskiej, no jak pan to zrobił?"

Nie, według nich ja robię wielkie zło dzieciom.

Partnerem kanału jest XTB, polska aplikacja inwestycyjna, z której korzysta półtora miliona osób na całym świecie. Rejestrując się z kodem Cyprian możecie uzyskać kurs zarządzania finansami od podstaw.

Dermika 100% for men. Proteinowa siła dla twojej skóry. Regeneracja, energia. Natychmiastowy efekt świeżości. 100% for men.

Partnerem kanału jest SFD, największy sklep z odżywkami i suplementami diety w Polsce. Komfort rozmowy zapewnia Jumisu. Spędzasz godziny przed ekranem? Wybierz IDFender. Okulary z filtrem światła niebieskiego. Zamów 20% taniej z kodem Cyprian 20. Partnerem podcastu jest Solflaps. Suplementy inspirowane naturą w oparciu o organiczne składniki grzybowe z kodem Cyprian 12. Znajdziecie tam zniżkę na wszystkie produkty. O perfekcyjne cięcie dba Gentlemen Barbershop. Największa sieć barbershopów w Europie. Znajdź salon na gentlemenbarber.pl. Najwyższy standard pracy zaczyna się od miejsca The Shire, więcej niż coworking.

Moim gościem dzisiaj profesor Ryszard Szubartowski. Dzień dobry.

Dzień dobry państwu.

Stworzył pan, panie profesorze, 126 medalistów na światowych olimpiadach informatycznych. Pana uczniowie to między innymi Jakub Pachocki, współtwórca czata GPT, czyli Filip Wolski, który jest mistrzem świata w programowaniu, który także przez 6 lat był najlepszym programistą na świecie. Czuje się pan z tego dumny, ale nie z samych sukcesów, które osiągnęli, ale z tego, że pana metoda nauczania po prostu działa.

To jest, mi jest trudno powiedzieć, czy działa. W każdym razie jest efektywna i głównie stawia na rozwój człowieka, tak żeby każdy, kto chce się tą metodą uczyć, czy chce ją stosować, mógł się rozwijać według własnego kierunku i według własnego czasu. To jest bardzo ważne, że w polskiej edukacji jest wyznaczony czas. Trzeba to i to zrobić do takiego i takiego czasu. To, to i to. Potem robimy kartkówki, sprawdziany i tak dalej. Natomiast tu każdy czas do siebie dostosowuje i bierze najpierw indywidualne zadania. Ja do każdego daję wzedług. Najpierw to tak trochę przypadkowo, a potem już po kilku, powiedzmy, dwóch, trzech miesiącach już mniej więcej wiem jaki ma poziom i dostosowuję do jego poziomu i do odpowiedniej tematyki. Jeżeli on dobrze rozwiąże i by i nauczy się pracy twórczej, wtedy daje to zadanie bądź na warsztaty, bądź na sobotnie koło naukowe i wtedy jego koledzy rozwiązują, a on po, że tak powiem, działaniu im tłumaczy, wyjaśnia i bardzo ważne jest, żeby tam była pozytywna atmosfera, pozytywne emocje. To jest bardzo ważne.

Mhm. Ale trochę uciekł pan od tego pytania, bo 126 medalistów, z tego 22 zł medalistów olimpiad, osoby, które współtworzyły jedne z największych projektów na świecie. Czy czuje się pan z tego dumny? To jest efekt, który został zbudowany przez pana metodę nauczania, które to osoby też to potwierdzają. Czuje pan się z tego dumny?

Znaczy ja nie mam się być z tego dumny. to uczniowie powinni być z tego dumni, że stosowali, słuchali mnie i i dochodzili do tych i wtedy jeszcze te największe osiągnięcia były wtedy, kiedy wspierała mnie zarówno pani minister Hal, jak i pani wiceprezydent Łowkiel z Gdyni. Między innymi jeżeli przyszedł jakiś facet, chciał stosować w edukacji jakieś nowoczesne metody, to pani H. mówi: "Dobrze, przyjdzie pan w sobot przepraszam w środę na 17:00". Mnie informowała, że mam być o 17:00. Przychodził on ze mną rozmawiał i szybciutko uciekał, bo no wciskał, że tak powiem, rzeczy, które nie powinny się dzieci jeszcze uczyć. No

To może inaczej. Gdyby nie pana Metoda, myśli pan, że te osoby doszłyby do tego miejsca, w którym są dzisiaj?

Na pewno może by doszły, ale nie tak wysoko, bo z tego wynika, że w tej chwili już nie mamy w Polsce takich osiągnięć. Ani ci uczniowie, którzy nie mamy takich warunków, nie osiągają takich wyników.

Nie osiągają wyników dlatego, że nie ma odpowiedniej metody, czy nie ma ludzi, którzy mogliby zastosować taką metodę.

Nie ma, bo to prócz metody muszą być odpowiednie warunki, żeby ją stosować. Ja dam taki prosty przykład. Filip Wolski uczył się angielskiego na zasadzie, że startował w olimpiadzie Stanów Zjednoczonych, tam rozwiązywał zadania, tłumaczył je i na i tak zaliczał język angielski na zasadzie referatów, że tłumaczył. Pani sama mówię, że ona nic z tego nie rozumie, ale zwraca uwagę na wymowę, czy właściwie używa słowa, czy po angielsku i tak dalej. I tylko i w ten sposób się uczył angielskiego. No i jak sama twierdziła, że on angielskiego pewnie nie zda. No, bo nie przerobił tych czytanek, nie przerobił tych wszystkich ćwiczeń, którzy uczniowie przerobili, a potem się okazało, że zdał najlepiej w szkole, bo on dużo, dużo trudniejsze rzeczy przerabiał, dużo trudniejszy materiał przerabiał niż oni tam te proste czytanki. Dodatkowo został zaproszony do Stanów Zjednoczonych i tam przez miesiąc był na takich obozie, warsztatach, bo chcieli go przehabacić, żeby tam przyjechał i Rich reprezentował, ale on się nie zgodził. wrócił i tam nauczył się mówić, no, bo nie miał innego wyjścia, tylko musiał po angielsku.

I następnie wszelkie korespondencje, wszelkie uwagi, pytania, wszystko musiał wysyłać po angielsku i dostawał po angielsku i w ten sposób się uczył angielskiego jak gdyby z potrzeby, a nie z ćwiczeń, które dzieci przerabiały. No ale to jest jedna ze składowych yyy pana metody, ale zastanawiam się też jaką rolę w tym całym procesie pełni nauczyciel, bo pan mówi o sobie jako zwykły profesor oświaty, ale na podstawie wywiadów pana i tego jak w jaki sposób mówi pan o sobie i o swoich uczniach, którzy osiągnęli takie sukcesy, wydaje mi się, że raczej pan takim zwykłym profesorem oświaty nie jest jaką rolę w tym procesie, w tej metodzie pełni nauczyciel, który jednak musi wzbudzić zaufanie w tych osobach, żeby oni też mogli przede

Wszystko musi im organizować określone warunki. Po drugie musi czuwać nad tym, żeby oni pozytywnie myśleli i mieli pozytywną energię. To jest bardzo ważne, dlatego że w procesie świadomym, jaki człowiek działa, a oni działają w procesie świadomym, są jak gdyby dwie fazy. Jedna to jest faza naturalna i to mózg pracuje i wydziela energię w częstotliwości około 9, 10 do 21. To zależy od człowieka. To można zbadać biofeedbackiem i

Sprawdzić. To jest sprawa naprawdę indywidualna. i powyżej 21. Jest to tak zwany stan walki. W procesie naturalnym nasza podświadomość przede wszystkim zwraca uwagę na to, żebyśmy byli zdrowi, porządkuje informacje i tworzy nową informację. I wtedy wytwarzają się endorfiny. Endorfiny co robią? wzmacniają nasz układ nerwowy i wzmacniają nasz układ odpornościowy. Uczeń nie zachoruje na jakieś tam choroby, gdzie występują wirusy czy zarazki, jakieś bakterie. Nie zachoruje, bo jest bardzo odporny. Natomiast szkolnictwo wykorzystuje ten drugi proces, gdzie dziecko się straszy, musisz tymi w tym czasie wszystko wykonać. Zaraz będzie klasówka. Weźmiemy cię do tablicy, pokażemy jaki ty głupi jesteś i weź się do roboty, bo zobaczysz co będzie na klasówce. I do tablicy przeważnie biorą, żeby go ośmieszyć. Natomiast ja do tablicy biorę tylko wtedy, kiedy dziecko chce, ja zweryfikuję, czy faktycznie to potrafi i on idzie z chęcią. To oni się, że tak powiem, pchają do tej tablicy i chcą mówić. A to ja ograniczam tak, żeby była sytuacja, żeby on się tam nie nie tłumaczył, tylko żeby po prostu pozytywne środowisko takie wytwarzać się.

Czyli możemy wywnioskować, że z z pańskiej metody dziecko może wyjść z tego procesu nauczania szczęśliwe. W tym tradycyjnym modelu, który mamy teraz dziecko jest przede wszystkim zestresowane. Odpytywanie na zawołanie kartkówki, klasówki, straszenie. Zobacz jak taki mądry jesteś na klasówce. To sprawdzimy. Jak zobacz zaraz kartkówkę wam zrobię. Macie na jutro to i to natychmiast zrobić, nie? Czyli wymusza się na nich. Rodzice też wymuszają, bo pani znowu nas skarży, że nie zrobiłeś tego i tego i dziecko jest w stresie. A a w stresie podświadomość robi wszystko kosztem zdrowia.

Mhm. Dobrze, czyli szczęśliwość to jest jeden aspekt,

Nie? To jest pozytywna energia. pozytywna za pozytywną energią idzie idzie to, że dzieci są szczęśliwe, uczą się właśnie chętnie przychodzą do szkoły, chcą dyskutować z kolegami, chcą się uczyć i bardzo ważne nie porównują się.

Mhm. Dobrze. Czy dziecko szczęśliwe jest bardziej otwarte na naukę? To znaczy, czy może ten tradycyjny czy ten tradycyjny system edukacji, może dziecko nie jest w nim szczęśliwe, ale może jest bardziej przystosowane do innowacji. Czy polska szkoła uczy twórczego myślenia?

Polska szkoła uczy tak, żeby uczeń miał dużą wiedzę, ale żeby był zestresowany. I teraz, żeby temu zapobiegać, co robią? mówią, będzie więcej psychologów, będzie więcej lekarzy i tak dalej, czyli zwiększymy liczbę ludzi i którzy będą te dzieci ten zamiast zmienić metody.

To jaki interes ma szkoła w tym, żeby dzieci były zestresowane? To znaczy, że nikt nie dowiedział się wcześniej o tym, że są inne alternatywne metody nauczania, w których dzieci są po prostu szczęśliwe i są bardziej innowacyjne. Co za tym idzie, rozwój technologiczny, rozwój gospodarczy Polsce sprzyja i finalnie efekt jest taki, jaki system chciałby.

Tak tylko, że cała filozofia polega na tym, że oni od początku zakładają, że ma być zrealizowany program. Nikt nie zwraca uwagę, że ten program jedno dziecko może przerobić w dni, a drugie 2 lata to jest dla niego za dużo. Czyli trzeba dostosowywać do określonych warunków. I następna rzecz to jest to, że uczy się rzeczy takie, które no ja to nazwę, bo to Kawecki mi kazał nazywać, stają się rzemieślnikami, czyli mają pełno informacji, której tak naprawdę nigdy nie skorzystają.

Jakiś przykład?

No na przykład uczą się biologii, jak tam procesy zachodzą i tak dalej. Oni tego nigdy nie wykorzystają. się uczą też tego nigdy nie wykorzystają. No oczywiście są dzieci, które są tym zainteresowane i to jest świetna nauka. Tylko jest pytanie czy to w dalszym informacji to wykorzysta. Natomiast jeżeli dziecko jest rozwinięte to ono bardzo łatwo wchodzi w nowe technologie, w nowe zadania. Dlaczego? bo ma otwarty umysł i myśli twórczo i nie jest obciążony. Natomiast to dziecko jest obciążone. Jeżeli dziecko jest obciążone wiedzą, to co ono chce zrobić? Czy człowiek, który kończy studia jest obciążony wie, no co chce? Chce tą wiedzę szybko wykorzystać. No, bo odpowiada se na pytanie, po co ja się to uczyłem? I wtedy stosuje wiedzę tą, która tam nie powinna być w tych rozwiązaniach stosowana. No, ale on ma i musi ją zastosować, modyfikuje, kombinuje i

To żebym dobrze zrozumiał, uważa pan, że dzieci nie potrzebują mieć ogólnej wiedzy o świecie, czy one nie potrzebują zaśmiecać sobie głowy często tematami, które są absolutnie im do niczego niepotrzebne? Czytaj to, co rozmawialiśmy sobie przed rozmową. Budowa pantofelka czy historia Mezopotamii sprzed tys lat. Żeby uczyć się twórczo, trzeba rozwiązywać wyzwania. Dziecko dostaje wyzwanie i rozwiązuje i uczy się na tyle, na ile jest potrzebne rozwiązanie tego wyznawania. Nie uczy się rzeczy, które mu są niepotrzebne i wtedy ta informacja jest całkowicie zapamiętana. Jeżeli są duże emocje, ta informacja jest przekazywana do nadświadomości i nie obciąża naszego umysłu. Natomiast jeżeli się uczy pod presją, to ta informacja jest cały czas w mózgu i obciąża nasz mózg. Dziecko nie chce już się iść do szkoły, znowu klasówka, znowu musi, a jego głowa boli. Jaka jest różnica między dzieckiem, który pracuje twórczo, a dzieckiem, który się tak uczy według tych programów? No jak rano wstaje dziecko, które jest twórcze, jak rano wstaje, ma pełno pomysłu i chce szybko iść do szkoły, bo chciałby to przedyskutować z kolegami, wyjaśnić co wymyślił i tak dalej. A dziecko, które uczy się, mówi: "Znowu cholera, będzie klasówka z polskiego, znowu ta pani matematyki się czepia". No, bo jego głowa już boli. On jest już przeciążony tą wiedzą.

I ta wiedza jest ciągle w jego mózgu. Natomiast dziecko twórcze, wyobraźmy sobie, żebyśmy się uczyli tak schematycznie chodzić, to ile jesteśmy w stanie zapamiętać kroków? To jest kilka, kilkanaście.

No ale jeśli ktoś nas uczy, to nie jesteśmy w stanie tego zrozumieć.

To nie ma znaczenia, czy nas ktoś uczy, czy nie. Jeszcze nikt nikogo niczego nie nauczył. Każdy się sam uczy. Można mu stworzyć warunki dlatego, że on musi dostosować do siebie. On musi sam to przetworzyć, żeby nauczyć nasz układ nerwowy, a nie nie dawać gotowe rozwiązania. przykładowo i jeżeli dziecko by się chciało uczyć chodzić to tak według nasza edukacja uczy chodzić tak że jest śnieg pan idzie po śniegu mówi idźcie moimi śladami dla jednego to są to za duże kroki on się denerwuje. Jezus, co on wymyślił dla drugiego? Dlaczego ja mam tak dreptać? Przecież ja mam większy krok i ja spokojnie przejdę. Nie musisz dokładnie tymi krokami i to ich denerwuje, to ich zniechęca, skoro oni by spokojnie przeszli od punktu A do B, ale swoją metodą i swoimi zasadami. I teraz, jeżeli dziecko będzie się uczyło i będzie pracowało twórczo, czyli najpierw pracuje indywidualnie twórczo, a później w szkole musi na wytworzyć emocje związane z tym, wtedy nasza podświadomość dojdzie do wniosku, że ta informacja jest dla niego bardzo ważna i przekaże do nadświadomości. Jeżeli jest potrzebna ta informacja, automatycznie i ta informacja jest przekazywana do naszego mózgu i w momencie wykorzystywana, po wykorzystaniu z powrotem jest przekazywana, czyli nie obciąża naszego mózgu. Nasz mózg jest cały czas luźny i możemy cały czas pracować. I to się nazywa rozwój człowieka. On wszystko widzi jak gdyby po nowemu. Wszystko widzi według własnych zasad i szybko może wchodzić w nowe technologie. I druga rzecz to są emocje, pozytywne emocje. Dzieci nie mogą porównywać między sobą. Nie wolno porównywać, a Andrzej to to szybko zrobił, to jest mądry, a Grzesiu to wolno zrobić. To nie ma znaczenia. Ważne jak zrobił i ważne czy zrobił. Nie wolno się porównywać. Bo po jakimś czasie okaże się, że jest rzecz całkiem odwrotna, bo ten pracował twórczo, się rozwinął i szybko teraz będzie te rzeczy robił. A ten, który się uczył, nie uczył, nie wykorzystywał tych metody. A metoda twórcza jest wbrew pozorom prosta, ale wymaga przede wszystkim cierpliwości i systematyczności. Zasubskrybuj mój program, by nie ominąć kolejnych odcinków.

Albo się pan przejęzyczył, ale wydaje mi się, że nie, bo użył pan tego słowa dwukrotnie. Yyy, nie ma takiego słowa jak nadświadomość w koncepcji Junga. Czym to jest dla pana? Czym jest nadświadomość?

Nadświadomość to jest to jest energia poza naszym mózgiem.

Energia poza naszym mózgiem.

Energia mentalna poza naszym mózgiem.

Czy energia mentalna nie jest jedynie w naszym umyśle?

Nie, energia się wynosi przecież jak jest budowany biefedback normalnie przyczepiamy i

Ale energia mentalna wychodzi z naszego umysłu.

I pochłaniamy też energię mentalną.

W jaki sposób to działa w procesie uczenia?

No w procesie uczenia to tak działa, że jeżeli będziemy pracowali twórczo i wytwar i wytworzymy energię, dużą energię emocjonalną, to ta informacja będzie pamiętana poza naszym mózgiem.

A w razie potrzeby natychmiast będzie ściągana. Przykładowo, jeżeli pan był na jakiejś fajnej dyskotece, gdzie się fajnie bawili i tam jakiś był fajny utwór, który się ciągle powtarzał i idzie pan ulicą i ten utwór grają, automatycznie pan wszystko se przypomina, bo pan tam wytworzył energię emocjonalną i wszystko to zapamiętał i ona została przeniesiona poza nasz mózg.

Dobra, a w praktyce nauczanie w jaki sposób to wyglą To znaczy, że dziecko, które się uczy powinno mieć czas na to, żeby ta wiedza została sama przyswojona dokładnie.

I według jego czasu i możliwości, bo każdy ma inne. W jednej tematyce będzie się szybciej uczył, w innej nie. I praca twórcza polega na tym, że dostaje wyzwania, dokonuje analizy wniosków i ta praca nie powinna dłużej trwać jak 55 minut, bo badania wykazały, że po 55 minutach gwałtownie uwaga spada, więc jest bardzo mała efektywność, szkoda czasu. Następnie poprzez programowanie mentalne musi się przełączyć, czyli inaczej mówiąc, musi dać sygnał podświadomości, że na dzisiaj, na tą chwilę to jest koniec. Teraz podświadomość się już tym zajmuje. Podświadomość, jeżeli przerobi ten materiał, da nam sygnał w jaki sposób olśnienia. O, wiem jak to rozwiązać.

I wtedy bierze notatki, porządkuje notatki bądź nowe stwarza, no, bo to jest nowy pomysł, może uzupełnia. To są różne sytuacje. I wtedy planuje nową analizę i jeżeli tak pracuje, nasz układ nerwowy najszybciej się nauczy w ciągu 21 dni. Jeżeli od początku wszystko się uczy, bo nieraz jest tylko uzupełniamy, że już coś tam było, my uzupełniamy, ale jeżeli od początku, no to 21 dni po 21 dniach już kuma wszystko jest pełen tego. I teraz tą informację trzeba przekazać do na świadomości, czyli przekazać pod świadomości, że ona jest dla nas bardzo ważna. No i wtedy idzie na przykład na warsztaty, daje, tłumaczy dzieciom, dzieci go pytają, czuje się taki doceniony. Same dzieci mówią: "Kurde jak fajnie, oni pytają, ja im odpowiadam." Tylko, że on siedział nad tym powiedzmy tydzień, dwa, a oni teraz muszą to tam w godzinę czyli zrozumieć. To jest takiem, ale

To jest doskonałe. To jest pana autorski koncept.

To jest natura. Jak się dziecko uczy chodzić na przykład? Skąd bierze energię emocjonalną dziecko? od rodziców, od swoich braci go chwalą. Ty jak ty fajnie chodzisz, zobacz jak ty świetnie kroki robisz. I on taki zadowolony pracuje i tu ma energię. A sam na przykład kto jest w stanie stwierdzić, kiedy on może chodzić prosto? Tylko on sam podchodzi do stołu, łapie rękę, wykonuje dwa, trzy kroki, patrzy, boli go krzyż. Co robi? zaczyna chodzić na czworaka, żeby wzmocnić krzyż i po jakimś czasie okazuje się, że on już może iść. A kto stwierdzi po jakim czasie on może chodzić, kiedy jego mięśnie są już przygotowane? Nikt nie jest w stanie. On sam.

Ale to znaczy też, że my możemy mnie estymować potencjał dzieci, które wydają nam się, że mogą nie mieć potencjału, a tak naprawdę nie są przystosowane do systemu yy, który oferuje nam publiczny, tradycyjny system edukacji. Tutaj przykładem jest historia Jakuba Pachockiego,

Tak? Dziś jednego z kluczowych postaci w Open AI współtwórcy chta GPT, który w szkole yyy był uznawany za słabego ucznia,

Ucznia, który nie realizuje programu według schematu, który oni wymyślili,

Czyli dla systemu edukacji był słabym uczniem, ale w rzeczywistości,

No można go nazwać może nie tyle był słaby, bo to by troszeczkę przeczyło, bo on egzaminy najlepiej zdawał, ale z matematyki, z której był bardzo dobry, nie robił prac domowych. W związku z tym miał zera. Dlaczego nie robił prac domowych? Dlatego, że uważał, że te zadania, te rachunki są banalne i szkoda czasu. Z angielskiego pani powiedziała, że go nie zapyta, dopóki się nie spóźni, dopóki przyjdzie nie pięć razy pod rząd się nie spóźni. A on często siedział w nocy albo grał, albo czytał angielskie. On bardzo lubił angielskie bajki, angielskie te czyta i często się tam dwie, trzy minuty spóźni. To dla niej jest to niedopuszczalne. Uczeń musi być wcześniej w tym. A ponieważ angielski był zawsze na pierwszej lekcji, no to trudno, żeby on pięć razy pod rząd się nie spóźnił. To pani mu zera stawiała, nie pytała, tylko zera stawiała. A że najlepiej zdał egzamin, to to nie interesuje. Nie realizuje programu, nie przychodzi, nie siedzi systematycznie na lekcji i nie spóźnia się. I tu były, to nie to, że on tam był według jakby tam podejść. Mnie też to dziwiło, bo jak patrzyłem na jego egzaminy, to on jeden z najlepszych był tam, ale nie spełniał oczekiwań nauczycieli, czyli nie robił zadań, nie przychodził na czas i tak dalej, i tak dalej. To były takie cechy, które oni chcieli w nim wyrobić, a on się tego ubronił.

Dobrze, to na jego przykładzie w takim razie w jaki sposób wydowył pan z niego ten proces twórczy, kiedy to według systemu to była osoba, która niekoniecznie musiała rokować. Co się wydarzyło, że pod pana skrzydłami on zaczął osiągać takie wyniki?

Yyy bardzo proste, dlatego że ja dawałem mu zadania do jego poziomu. Pamiętam yyy był koniec roku, pani podchodzi z matematyki i mówi: "Ja słyszałem, że pan z Pachockim siedzi tam jakiś się uczycie, nie?" Ja mówię: "Tak, bardzo dobry uczeń i tak dalej, ale wie pan, że jemu jedynka grozi.

No to ja mówię: "To wie pani co to pani tu przeczyta zadanie, nie? Ona czyta, czyta mówi ona mówi, ona z tego zadania nic nie rozumie. A wie pani jaka jest różnica między panią a Pachockim? A on to umie rozwiązać, to to trójka mu się, nie, proszę pani, trójka to jest za dużo, dwójka mu się należy, bo on nie roz nie zrobił żadnych rachunków, żadnych słupków nie wykonał i tak dalej. Dobra, dobra, ale ja mu trójkę postawię. No, to o czym my to rozmawiamy? I potem chciałem, byłem u dyrektora i tam żeby dyrekcj, bo to były dwie osoby, żeby mu dać indywidualne nauczanie, gdzie tam pani psycholog się nie zgodziła, mówiła, że on jest nie wytrzymuje tych tak zwanych napięć, bo oni tam robili im nocne filmy i dawali tam obozach koncentracyjnych i on jako jedyny płakał i ona mówiła, że on jest niedostosowany do życia. A dlaczego on płakał? dlatego że jego wychowywała babcia, która opowiadała mu o tych obozach, a w momencie jak były te filmy, to jego babcia zmarła i on sobie przypominał babcię, jak ona te obozy mu opowiadał i on płakał z tęsknoty do babci, ale nikt tego w ogóle nie brał pod uwagę i nie zgodzili się. I wtedy ja go zaproponowałem przejście. Zresztą był, prosiłem o konsultację mamy, żeby poszła i powiedziała jak to było, jak do psychiatry. Psychiatra mówi, że tą panią psycholog to trzeba przysłać, a nie jego, bo jego badał i m normalny, a to, że ma emocje i tęskni do babci to takie naturalne. Mówi to to nie ma co tutaj doszukiwać się jakiś tam tych. No i wtedy on przyszedł do zmienił djęliśmy nauczanie indywidualne i wtedy uczył się według metody trudne rzeczy rozwiązywał i się uczył, bo ja go to te rzeczy interesowały i on mógł na ten temat rozmawiać. Było środowisko, w którym mógł dyskutować na ten temat i bardzo szybko, że tak powiem, zaadaptował się do nowego środowiska. Mówię o takim indywidualnym podejściu, że jeśli często klasy są przeładowane powyżej 25 30 osób, no to takie podejście jest dosyć y idealistyczne, żeby móc z każdego ucznia wydobyć taki potencjał.

To jest wręcz naturalne.

Jeśli jeśli ma pan pod sobą kilka nie wiem ile ile yyy nauczyciel przedmiotowy ma pod sobą uczniów, ale wydaje się panu, że do każdego ucznia można podejść indywidualnie w ten sposób?

Oczywiście do każdego ucznia można podejść indywidualnie, tylko ten uczeń musi chcieć, bo często rodzice mówią: "Tak się uczył dziadek, tak się uczył ojciec i ty masz najpierw mieć ze wszystkiego szóstki, dopiero się zajmuj jakimiś tam trudnymi olimpiadami i tak dalej". I często dzieci rezygnują, no, bo chcą spełniać życzenia rodziców. Natomiast to wcale nie przeszkadza jaka jest grupa, bo oni najpierw yyy rozwiązują zadania indywidualne i te zadania tak jak Pachocki czy Wolski to mieliśmy oddzielne sale i oni tam byli w tych salach. z tym, że rodzice musieli podpisać zobowiązanie, że biorą na siebie odpowiedzialność, że oni tam są sami i w momencie jak przerobił zadanie, był przygotowany, no, to sygnalizował i dawał to na warsztaty czy na ten czy nieraz przychodził na lekcje i tłumaczył te zadania, czy gdzieś na przykład się w jakiś sposób tak ja powiem to o Wolskim zaczął i gdzieś się zaciął i nie bardzo wiedział co dalej robić to wystarczyło, że on przyszedł i na tablicy mi wytłumaczy. Ja go wysłuchałem na nie musiałem nic mówić i on sam zaskakiwał o co chodzi.

Mhm. Czyli ważne jest też w tym, żeby rodzice zrozumieli tą metodę, żeby nie przeszkadzali w tym procesie, w którym będą chcieli wymagać od dzieci

Yyy najwyższych ocen czerwonego paska i tego, żeby się dzieci po prostu w szkole dobrze zachowywały.

Nie, no zachowywać się muszą dobrze. Ja im od razu mówię, jeżeli

Nie mówię o czerwonym pasku i o wysokich. Od razu mówiłem, że jeżeli zobaczys, że jakiś uczeń czy tam pyskuje, czy czy czy źle się do jakiegokolwiek innego nauczyciela odnosi, to mu od razu dziękuję i i ten i albo się poprawi, albo zmienia klasę. Nie ma, nie wolno. Oni muszą być grzeczni i muszą dostosowywać się do istniejących warunków. W takim razie jeśli rodzice mają nie wymagać tych szóstek yyy w szkole od dzieci i tego, żeby ta praca domowa była przez nich odrobiona, to co mogą zrobić rodzice yyy żeby wspomóc swoje dziecko w tym procesie twórczym?

Dziecko w procesie twórczy rodzic może pomóc w następ pierwsze powinien go popierać i akceptować to co robi, a w momentach trudnych wysłuchać go, z nim rozmawiać. nie wyśmiewać, bo to jest bardzo ważne i i pomóc mu stworzyć takie warunki, żeby on mógł w ciszy te przynajmniej te godzinkę, żeby mu nikt nie przeszkadzał rozwiązać rozwiązywać te wyzwania, bo jeżeli on sam podejmie decyzję, to a to wtedy w momentach trudnych będzie się starał to rozwiązać. Natomiast jeżeli decyzję za niego na przykład podejmie tata, że ma to rozwiązać, to co on będzie mówił w trudnych chwilach? No niech se tata rozwiązuje. Ja tu, tu już nie mam sił. I to jest bardzo ważne, żeby wspierać dzieci, popierać ich i wysłuchać. Po prostu rozmawiać z nimi.

Mhm. No dobrze, jeśli wedle tej metody nauczyciel nie jest wykładowcą, tylko pewnego rodzaju mentorem, który organizuje to środowisko, no to gdy słucha nas nauczyciel, jak ktoś, ktokolwiek

Z dyrekcji jakiejkolwiek szkoły, to na ile nauczyciele mają wpływ na to, jak wyglądają ich zajęcia, a na ile oni muszą działać wedle schematu i i trzymać się programu Ministerstw edukacji?

Większość nauczycieli trzyma się Ministerstwa Edukacji tematów, realizuje te tematy i tak dalej. Natomiast w momencie jak była pani Hal to było dopuszczone, że jeżeli bierze indywidualne na przykład z informatyki czy z matematyki jako olimpijskie to z pozostałych przedmiotów może wziąć indywidualne, ale wtedy zalicza te przedmioty na zasadzie projektów, czyli dostaje jakieś temat, robi prezentacje i w ten sposób na semestr jedną, dwie, to zależy od pani na podstawie tych prezentacji zostaje mu zaliczony przedmiot i on wtedy ma więcej czasu na zajmowanie się tym, co go to interesuje. No i tak samo jak były matury za tamtych czasów, to też był dostawał wcześniej temat, przygotowywał prezentacje i był oceniany z tej prezentacji, a nie tam którego roku jakie majtki miała, czy ile dni było i tak dalej. Nikt takich, że tak powiem, szczegółów nie pytał. natomiast pytał jak przygotował tą prezentację, czy wszystko uwzględnił i tylko pytania można było dodać do z tego tematu, jak się wypowiada, czy po polsku wszystko jest i tak dalej, żeby było konkretne. Dzięki temu oni mogli się świetnie rozwijać, bo nie wchodzili w jakieś tam szczególiki. Z kolei pani jak miała w klasie tam powiedzmy ileś osób i część z nich było na indywidualnych to ona miała też dużo mogła się bardziej że tak powiem zajmować tymi którzy są zainteresowani a ci co nie są zainteresowani przygotowywali prezentacje ci potem dyskutowali na temat tych prezentacji i miała uporządkowane lekcje. nie przejmowała się tymi, którzy robili prezentację, dostawali tam trójki, czwórki, zależy jak przygotowali i był spokój.

Partnerem podcastu jest producent kosmetyków dla mężczyzn dermika z głaną kwasem hialuronowym i proteinami.

A jak wygląda kwestia przedmiotów? Mówi pan, że w szkole nie powinno być przedmiotów. Może pan podać przykłady, jak nauczanie w takiej szkole miałoby w takim razie wyglądać?

No dostaje wyzwania. No daje prosty przykład wolskiego. Uczył się angielskiego jak, bo startował w olimpiadzie Stanów Zjednoczonych i tam tylko po angielsku mógł pytać, odpowiadać, tłumaczyć po angielsku. Innego możliwości nie miał, bo tylko taką korespondencję prowadził. musiał tam odpowiadać i chcąc nie chcąc nauczył się angielskiego. Teraz jeżeli przetłumaczył jakiś wykład czy jakiś ten to przetłumaczył na polski i to dawał pani do sprawdzenia jako kartkówkę czy jakaś tam forma pracy. No i pani sprawdzała, czy umie to po polsku, czy robi błędy i tak dalej. Wtedy się szybko nauczył pisać.

Czyli nie uczył się angielskiego na zajęciach, tylko poprzez pryzmat nauczenia się.

Pryzmat, tak? I wtedy miał potrzebę, bo chciałbyć wtórny metody była na angielskie i tak samo polski był elementem wtórnym i potem okazało się, że najlepiej w szkole zdał polski, najlepiej zdał angielski.

Mhm. No ale czy w tym wypadku przedmioty jakieś w szkole powinny być?

Żeby nawet uczyć tych dzieci tych wyzwań procesu twórczego. To znaczy, że one w jakimś celu też muszą tam przychodzić i ta struktura organizacyjna musi być. Oczywiście, bo jeżeli ktoś się na przykład interesuje fizyką, to niech ma fizykę. Nikt tego mu nie,

Czyli te przedmioty jednak powinny być. Nie jest tak, że nie powinno być ich wcale.

Moim zdaniem powinny być wyzwania, a przedmioty to jest sztuczny podział wiedzy.

Mhm. Jaka jest różnica między przedmiotem a wyzwaniem?

Wyzwanie to jest konkretnie co ma rozwiązać i co oczekujemy. I uczy się na tyle, na ile jest potrzebny. Ale żeby rozwiązywał wyzwania to musi wiedzieć w jakim kierunku on chce iść. Czy on chce rozwiązać nie wiem wyzwania biologiczne, matematyczne czy związane z innym przedmiotem.

Tu się pan myli. Pan myśli średniowiecznie. Musi być biologia, musi być chemia i tak dalej.

To tłumaczę panu, po co mu angielski, kiedy on uczy się angielski po to, bo chce rozwiązać to zadanie. Po co mu się uczyć polskiego, kiedy on widzi, że musi po polsku napisać? Pani jest po to, żeby sprawdzić, czy on faktycznie dobrze opisał, czy użył właściwej formy i przecinek, kropka i tak dalej. I tu się uczy polskiego, ale na tyle na ile jest to potrzebne do rozwiązania tego wyzwania. Tam też są wzory matematyczne, też jest fizyka, też są jakieś chemia i uczy się na tyle, na ile jest to potrzebne.

I w momencie, gdy on się tego nauczy, to on całościowo to widzi. nie widzi jako tam oderwane części, nie wiadomo po co, na co, tylko całościowo i te całościowo całkowity te części on przenosi do nas świadomości. Jak potrzeba to świtka i rozwiązuje i łatwo mu wtedy funkcjonować.

Mhm. To ja bym powiedział, że to nie jest moje średniowieczne myślenie, tylko ja weryfikuję pańskie słowa z tradycyjnym publicznym modelem edukacji, który obowiązuje. I większość osób, które będą nas słuchać będą się zastanawiać, no dobra, co ten człowiek opowiada? Czemu nie ma być biologii, fizyki, geografii? Dlaczego nasze dziecko nie ma się uczyć przedmiotów, nawet jeśli on chce iść w tym kierunku i te przedmioty go interesują?

Żeby te przedmioty nie było nie było ich za dużo do w ogóle ogólnie według nowoczesnych badań uczeń powinien nie ma przedmiotów obowiązkowych i powinien mieć w ciągu roku około trzech przedmiotów przy czym przynajmniej jeden na lewą półkulę i przynajmniej jeden na prawą półkulę żeby nie było tak że tylko jedna półkle rozbija.

Czyli przedmiot ścisły i humanistyczny.

Tak można to nazwać. Oni to nazywają na lewą półkulę i na prawą półkulę.

I przedmioty nie są obowiązkowe, czyli dziecko same wybiera, których przedmiotów chce się uczyć.

Tak jest.

I i w praktyce działa to tak, że dzieci wtedy wybierają te, które naprawdę ich interesują. To znaczy, nie wiem, próbuję sobie wyobrazić mojego syna, który chodzi do szóstej klasy podstawowej. Myślis, że gdybym dał mu wybór jakich przedmiotów chc się uczyć, to wydaje mi się, że przedmiotem, który wybrałby WF.

Trudno, niech się rozwija.

Mhm. Ale to rozwijałby się wtedy tylko w tylko fizycznie, a nie rozwijałby się też różnych nie poznawały się. Musi wziąć jakiś przedmiot na prawą półkulę czy

Czyli musi jednak, czyli musi być obowiązek, taktykę jakąś tam i tam historię, czy polski na lewą, odwrotnie lewa, prawa. No, żeby to rozwijał i ten zainteresowanie. Natomiast takie decyzje powinno się podejmować dopiero w momencie. I teraz dziecko powinno mieć również szansę zmieniać te decyzje, bo jemu się może po jakimś czasie to nie podobać, może coś ciekawszego znalazł i ma prawo zmieniać. I to powinno być określone, że jakieś bierze przedmioty, które go bardzo interesuje, je się uczy przez cały, że tak powiem, całe szkołę średnią, a są takie, które się uczy jeden rok, pół roku i potem wchodzi. Czyli w każdym roku też może zmieniać, bo powiedzmy ja też, nie około pięciu, powiem spokojnie, przy staram się wziąć swój przykład, kiedy ja do czwartej klasy interesowałem się bardzo mocno sprawami biologicznymi, chciałem być weterynarzem, potem się całkowicie odmieniło i poszedłem w inny kierunek.

Tak, bo to jest to, czyli to nie jest tak, że my w pewnym wieku określamy swój kierunek, który nas predestynuje do tego, co będziemy robić. Trzymamy się rozwijać, a przedmiot czy wyzwania są tylko pośrednikiem. Bo my w każdej chwili możemy zmienić i wtedy w każde inne tematy bardzo łatwo wchodzimy, bo jesteśmy rozwinięci. Tak samo na przykład Amerykanie się dziwili, że Filip Wolski nie skończył studiów. Pachocki od razu doktorat robił w półtora roku, bo był rozwinięty, wchodził w te tematy i ich zdziwiło, jak oni to szybko robią, bo był dobrze rozwinięty.

Czyli my przez tą, ja też próbuję ją całkowicie zrozumieć, my przez tą metodę rozpoznajemy swoje mocne strony. Trochę tak jak w teście Gallupa, że robimy go po to, żeby poznać swoje mocne strony i iść w tym kierunku, a nie zrównywać wszystkie słabsze, powiedzmy, dziedziny, w których jesteśmy, do tego, żeby wszystkie były przeciętne, tylko żebyśmy stawali się dobrzy, wybitni w tym, w czym czujemy się wybitni.

Nie. Słowo "rozwinięty" to znaczy co to znaczy? Twórczo? Ja dostaję wyzwania i rozwiązuję i wykorzystuję wiedzę, taka, która jest w danym momencie potrzebna. Ja dostaję wyzwania, tak jak Amerykanie się dziwili. Mówili, że ja ich uczyłem sztucznej inteligencji. Ja ich w ogóle nie uczyłem sztucznej inteligencji, a oni weszli w nowo było dla nich wyzwanie. Nie byli obciążeni żadnymi innymi wiedzą na ten temat i bardzo gładko w to weszli. Filip Wolski to wszedł, bo dostał projekt Rolexa i wziął. Taki tam był projekt: zastosowanie sztucznej inteligencji w inwestowaniu, czyli to jest czysta, że tak powiem, finansowa. I zrobił świetnie ten projekt. Amerykanie byli zachwyceni tym jego projektem, zainwestowali w to pieniądze i on do tej pory robi ten projekt, ale już jako przedsiębiorca. Mając w tradycyjnym modelu nauczania dużo więcej przedmiotów, my jesteśmy przeładowani i powoduje to, że nie mamy czasu stawać się twórczy. To jest tak, że my mamy przechowywaną informację w mózgu i nas zaczyna głowa boleć. My się nie chcemy uczyć, bo już mamy dość tej nauki. Natomiast jeżeli informacja jest przetrzymywana nie w mózgu, tylko poza naszym mózgiem, to my mamy mózg luźny i możemy wchodzić w każde nowe tematy. Nie ma, nie jesteśmy obciążeni, bo to jest bardzo ważne. Tak jak dziecko nie jest obciążone, ono szybko wchodzi różne tematy, uczy się szybko chodzić, śpiewać i tak dalej. I natura w sposób intuicyjny uczy go. Maksimum on uzyskuje dzięki pracy twórczej w piątym roku życia i potem tak do 12, dopóki nie zacznie myśleć abstrakcyjnie, nie należy mu przeszkadzać. Natura sobie go tam już postawi. Natomiast już po 12, kiedy my odróżniamy rzeczywistość od abstrakcji, to my decydujemy, jak się uczymy i albo dalej kontynuujemy tą naturę, albo robimy to w inny sposób, wbrew natury.

Mhm. A to w takim razie czy lepszym rozwiązaniem nie jest alternatywny system edukacji, typu, no, bardziej indywidualne, typu szkoła w chmurze, czy nawet alternatywne systemy jak system Montessori, czy szkoła demokratyczna, kiedy że rzeczywiście dzieci nie mają tam obowiązku nauczania? W szkole w chmurze ma tą wadę, że dzieci się nie spotykają i nie dyskutują i nie rozmawiają, czy nie ma czynnika społecznego, elementu edukacji emocjonalnej? To jest bardzo ważne. Natomiast dam taki prosty przykład. W Danii, później w Szwecji to dzieci do odszukania się tylko bawiły, nie uczyły się, tylko się bawiły. I drugie dzieci uczyły się i to jeszcze specjalnie z komputerów i tak dalej. Co się okazało, że poziom inteligencji tych dzieci, które się tylko bawiły, tylko nie polega to na zabawie, że oni się tam berka czy coś, tylko zabawa, robiły to, co chciały, różne rzeczy tam rozwiązywali i tak dalej. Okazało się, że był, że bardzo szybko się ich potencjał inteligencji rozwinął. Natomiast tych, którzy się uczyli schematycznie, wykorzystując komputery, poziom inteligencji był bardzo niski. Potem pomieszano je i te szybko ich przegoniły.

Czyli też idąc za tym torem, od którego roku życia dzieci powinny rozpocząć naukę w tym systemie? A do którego powinny być, powinny zachować system, którym uczą się, ale przez zabawę, kiedy potrafią rozróżnić rzeczywistość od abstrakcji, to decyduje psycholog. To jest około 11, 12 lat. To jest takie bardzo płynne.

Czyli uważa pan, że dzieci zbyt wcześnie rozpoczynają naukę szkolną? Tak, uczą się zbyt wcześniej schematów i mulą się przez to.

Czyli tak jak yyy była zmiana w Ministerstwie Edukacji na temat tego, czy siedmiolatki powinny iść do szkół, czy ośmiolatki. Uważa pan, że to nie ma znaczenia, czy te, czy ten znaczenia, jak się organizuje tą naukę, czy traktuje się jako zabawę na przykład w pisaniu, zabawę w czytaniu i tak dalej. Nie, że oni muszą to zrobić, muszą to robić i tylko to jest taka, traktuje się ich jako zabawy. One pochodzą od zabawy. Ja dam taki prosty przykład. Małe dziecko pięcioletnie siedzi w autobusie, tam fajna zabawa była, wszyscy się świetnie śmieli, bo tam dowcipkowali i tak dalej. No i wysiada z autobusu. I komu dziecko dziękuje za ten świetny, świetnie spędzony czas? Nauczycielowi? Autobusikowi? Bo, no nie rozróżnia rzeczywistości. O, ty tam się autobusie dobrze czuł, ten autobusik to wszystko jest, bo on nie odróżnia. Jak zacznie odróżniać rzeczywistość od abstrakcji, wtedy powinien się zająć tą metodą, o której ja mówię. Dopóki nie zacznie, nie należy, bo wtedy mu się zrobi krzywda. No i nie należy dzieci uczyć do 12 roku życia schematów. One same muszą wymyślać, bawić się, rysować i tak dalej.

Dobrze, to gdybyśmy się mieli przenieść oczami wyobraźni na pana zajęcia, bardzo mnie interesuje, jak one wyglądają, czym one się różnią od tych systemowych, bo rozumiem, że nie zaczyna pan lekcji od tego, że przy tablicy rozpoczyna pan czy wykładem, czy napisaniem. Na początku to zaczynam, tłumaczę im na czym metoda polega. Ale chodzi mi o esencję, o fenomen tego, na czym powinna polegać takie 45 minut spędzane z...

Wyjaśnij, wyjaśnij. Najpierw uczciwie dostają indywidualne zadania. Jak rozwiążą, zgłaszają i ja mówię: "Dobrze, to ty teraz tego". I on idzie do tablicy i tłumaczy te zadania. Dzieci go pytają, dyskutują i wrzucamy to na warsztaty i oni wtedy też rozwiązują te zadania. Dzieci decydują, jaki temat. Dzieci decydują. To się nazywa to tutoring młodzieżowy. Kiedyś tak gdzieś do 11, 12 był tutor, czyli był to znany jakiś profesor, czy powiedzmy doktor w danej dziedzinie i dawało mu się tam ucznia i on z tym uczniem przebywał, uczył go, tutora i tak dalej i okazało się, że brakuje mu emocji. Dziecko się wypalało zawodowo, później nie potrafiło samo w normalnych warunkach działać. Natomiast dzieci, które się emocjonalnie podchodzą, bawią, dyskutują, wymyślają różne rzeczy, oczywiście moim zadaniem jest czuwać, żeby nie było po pierwsze złośliwości, po drugie, żeby o bzdurach nie gadali, bo to one szybko, zwłaszcza te początkujące, i żeby to było tematycznie. I wtedy widzę i tylko taką rzecz powiem. W normalnej metodzie dzieci uczą się algorytmiki. To jest jedna z trudniejszych z informatyki dziedzin i przez 4 lata się uczą i na maturze zdają 5, no może 6%. A u mnie, stosując tą metodę, ja im daję zadania z matury po pół roku i oni rozwiązują. Tylko nie mogę powiedzieć, że to jest z matury, bo od razu by nie rozwiązali.

Czyli tak naprawdę rola nauczyciela przesuwa się do roli organizatora tego, żeby tam była rzeczywiście burza mózgów oparta na wzajemnym wsparciu, o atmosferze entuzjazmu. Tak.

I według ich. Czyli nie daje im pan rozwiązań. Nie mówi pan, że to powinno być rozwiązane według takiego klucza, według takiego schematu i wynik jest taki. Oni sami do tego dochodzą i rzeczywiście w praktyce oni sami do tego dochodzą. Tak.

Mhm. A jaka jest wada tego? To znaczy, to jest tak, że potrafię sobie wyobrazić. Próbuję sobie wyobrazić swojego syna i to jest tak, że czy dzieci naprawdę mają chęć, żeby one mogły poznać ten wynik? To znaczy, że to nie jest tak, że one, nie wiem, próbują to przejść po najmniejszej linii oporu, czy nie wiem, no czy to spowoduje to, że nie wiem, stają się bardziej leniwe, osobiste, bo nikt nie stoi nad nimi i o nich nie wymaga niczego?

Jeżeli dziecko widzi, że jeżeli ktoś wziął zadania, rozwiązał, wytłumaczył, one, czy im się podoba, czy nie, to oni się tam hierarchizują, że ten to jest słaby, a tutaj mocny i tak dalej. Czy mi się nam podoba, czy nie. Po jakimś czasie, jak widzą, że tego, który używał, że jest bardzo słaby i widzą, jak on postępuje, jak on tłumaczy im. Mhm. To od razu też chcą. No jak to? Ten głąb się nauczył, a ja nie. I szybko chcą, żeby im dawać zadania i chcą dalej. I tutaj trzeba tylko trzymać, żeby nie było rywalizacji, tylko żeby był tę atmosferę taką emocjonalną współzależniczą, że ty mnie pomagasz. Jeżeli ktoś z nas zwyciężył, to wszyscy jakąś tam cegiełkę do tego dołożyli.

Chce mi pan powiedzieć, że nie ma tam z tyłu na ostatnich ławkach osób, które albo rozwalają zajęcia, albo nie czują żadnego motywu, żadnej motywacji do tego, żeby cokolwiek zrobić na pana zajęcia? Nie ma takich, bo jeżeli komuś się to nie podoba, to zmienia klasę i to szybko. Mhm. To nie jest tak, że wszystkim się to podoba.

Czyli to nie jest metoda dla każdego? Nie, to jest metoda dla każdego, tylko nie każdy chce wejść. Czyli to musi mieć cierpliwość i systematyczność. Każdy chce mieć od razu efekt, a te efekty dopiero widać po pół roku, po roku, a on chce mieć od razu. Czyli tak jak jest klasówka, dostać piątkę i on to umie i go to nie interesuje.

Czyli jest nauczony też przez system natychmiastowej gratyfikacji w postaci oceny, w postaci wyniku. Powiedział pan, że średnia oceny 60 jest warta tyle samo co 1.0. To znaczy, że oceny w szkole nie mają żadnego znaczenia. To znaczy, zależy do czego służą. Dam taki prosty przykład. Kiedyś były oceny trzy, C, P i dwójka. Dokładnie. Negatywna. No i potem wprowadzono jedynkę. Po co wprowadzono jedynkę? No to jest bardzo dobre pytanie. No po co? No dlatego, że ten uczeń już kompletnie nie zrealizował programu i nic nowego tam nie zrobił. A co oznacza dwójka? Że nie zrealizował programu, ale w jakiejś innej dziedzinie robi postępy albo jest zawodnikiem, gra w jakiejś drużynie. Po co wprowadzono szóstkę? Że on zrealizował materiał, ale wyszedł pozaszkolny program, startuje w jakiejś olimpiadzie i tak dalej. I to funkcjonowało przez ile? Przez niecały rok. Po roku nauczyciele, jaki b, kto mi tu będzie zabraniał, za co ja mam ocenę jaką wystawić i to wszystko zostało zniwelowane.

Teraz stawiają szcząstki nie wiadomo za co. To do czego służą w takim razie oceny w szkołach? No po to. Jaki jest ich cel? Cel jest taki, no, żeby ucznia yyy według określonych zasad ocenić i według takich, jaki pani sobie zrobi. No nic w innego celu nie ma. I wobec tego dochodzimy do sytuacji, w której dzieci zaczynają uczyć się nie dla siebie, nie efektu, tylko dla ocen. Uczą się na takiej zasadzie, że starają się dowiedzieć albo od pani, albo od kogoś innego, czego pani oczekuje i tego się uczą.

Mhm. To w jaki sposób ocenia pan potencjał dziecka? Może nie ocenia, ale w jaki sposób pan docenia potencjał dziecka? Za systematyczność, że on systematycznie pracuje, rozwiązuje te zadania i potem, nie, ja mam taką stronę, która się nazywa wyzwaniaprogramy.edu.pl. Ja tam zakładam nim konto, oni dostają zadania i je są od razu sprawdzani, weryfikowani. No i tam jest weryfikacja, czyli czy poprawnie rozwiązał i czy optymalnie rozwiązał, czyli czy wykorzystał odpowiedni czas, czy to za długo nie chodzi i czy pamięć nie za dużą wykorzystał. Czy od razu się uczą optymalizacji. To nie jest takie proste. No nie wszystkich uczelniach uczą optymalizacji, a oni się od razu uczą. I to im wychodzi. Po jakimś czasie zaczynają między sobą dyskutować: "Jak ty to rozwiązałeś? Ja tu to robiłem, a podobne zadania i mi nie wyszło, a tobie wyszło". No i wtedy dowiadują się. Ale on jest tego ciekawy, nie, że on to się musiał nauczyć, tylko jemu to było potrzebne do rozwiązania następnych wyzwań.

A po czym poznać, że jedno dziecko ma predyspozycję do robienia czegoś bardziej, a inne mniej? Po tym ile robi zadań i na jakim poziomie robi zadań i czy chce robić. To jest pan w stanie w tym systemie ocenić? Tak, bo jeżeli pracuje twórczo, dostaje natchnienie i taki uczeń, który pracuje twórczo, to przynajmniej po pół roku, bo nie raz dostaje natchnienie. Co to jest natchnienie? Natchnienie to jest to, że on zadania, które nie mógł rozwiązać tam przez trzy miesiące, pół roku nie mógł ruszyć, na raz dwie, trzy godziny wszystkie z rozwiązał i mało tego, przychodzi do mnie, mówi: "Jakie to były proste zadania."

Mhm. Z czego natchnienie się bierze? Z pracy twórczej. Mhm. Intuicja powstaje, jak pracujemy twórczo, rozwiązujemy szereg zadań, to nasza nadświadomość robi kombinację rozwiązań i przestała nam gotowe rozwiązania. My nie znamy jak, dlaczego tak to jest, ale wysyłamy je 100%. No to potem możemy się tego nauczyć. No tak jak Filip Wolski, startując w międzynarodowych olimpiadach, on większość zrobił intuicyjnie. By go zapytali, dlaczego tak, to nie wie, ale potem po analizie, po działaniu już się zorientował, dlaczego tak rozwiązał.

Tak. No i to i to jest ważne, że wyrabia się to i druga rzecz, intuicja wyrabia się wtedy, kiedy jeżeli uczeń omawia jakieś zadanie, to on mówi, jak on to rozumie. I ci, którzy słuchają, jeżeli mają z nim kontakt wzrokowy i skoncentrowaną uwagę, nie włączają rozumowania, bo w polskiej edukacji jest, że myślenie krytyczne, to od razu masz krytykować, co on mówi. To jest, no nikt większej głupoty nie wymyślił. Jeżeli on jest skoncentrowany i ma kontakt wzrokowy, wytwarza się energia i podświadomość dostaje informację, że to jest dla mnie ważne i zapisuje to. I w nocy podświadomość to przerobi i on potem to umie, ale jak się chce nauczyć, no to musi przejść ten proces. On umie to nieświadomie.

Czyli na błędach dziecko się nie uczy? To jest głupota. Nikt większej głupoty nie wymyślił. To ja panu dam. Jeżeli pan by uczył kogoś jazdy na błędach, to mówimy teraz: "Jedziemy, rąbnij prosto w ten drzwi. Widzisz? Już już nie walisz drzwi. To teraz widzisz ten tą sosnę, wjedziemy w tą sosnę. Takich błędów już więcej nie rób." To przecież to jest głupota. Mhm. I jeszcze w kamień czy coś i mówi, że się na błędach już więcej takiego błędu nie popełni. Ale to są skutki.

A to w takim razie, ale jeśli dzieci robią wyzwania, które też pan im z nimi pracuje na zajęciach, to one też popełniają błędy? Nie popełniają błędów. Znaczy właściwie rozwiązują. To jest kwestia nazewnictwa. Czy my inaczej nazywamy błąd? No czy to nie jest błąd, jeśli nie dochodzą do jakiegoś wniosku, albo nie dochodzą do jakiegoś rozwiązania? Dochodzą do danego rozwiązania, stosując takie narzędzia, które aktualnie zastosowali. Jak nie ma rozwiązania, to to jest niepoprawne rozwiązanie. To nie jest błąd. Teraz trzeba to przeanalizować, żeby znaleźć inne rozwiązania. No dam prosty przykład. Jest góra Rysy i można ją wejść od strony Słowacji w tenisówkach i czapeczką na głowie i spokojnie do góry, bo tam jest normalna ścieżka i można od strony Polski, gdzie trzeba rapy, gdzie trzeba plecak i tak dalej, ciężko. To co ktoś powie, że jest błędem, że ktoś wszedł od strony Słowacji? Albo ktoś tłumaczy, jak on wchodził od strony, że tak powiem, Zakopanego, a ten mówi: "Nie, ja przecież w tenisówkach tam byłem". No trzeba zrozumieć, że ten idzie od strony Zakopanego, idzie inaczej. Tu nie ma żadnych błędów.

Mhm. Teraz teraz idzie, idzie inną zastosował inną drogę, która jest cięższa, która trudniej dojść i tak dalej. I teraz w zależności od sytuacji musimy znać te drogi, wybierać tą najlepszą. Mówi pan, że wzmacnia pan intuicję wśród dzieci, między innymi przez to, że zamiast klasówek i zamiast kartkówek pisze pan z nimi co tydzień "prawdę"? Na czym to polega? "Prawda" polega na tym, że te zadania, które przerobili na warsztatach i uważają, że potrafią, to tak jak każdy twórca, trzeba spróbować je jeszcze raz rozwiązać. Tak jak twórcy robią w ten sposób, że gdzieś schowa tę treść i teraz mówi: "O cholera, zginęła mi, ja napiszę nową, lepszą". Podobnie tu. Ja to rozwiązałem. Ja wiem, jak to rozwiązać i teraz spróbuję to lepiej rozwiązać. I to widać. Ci, co myślą twórczo, lepiej rozwiązują niż na warsztatach. A jeżeli tak samo, to jest okej. A jeżeli gorzej, no trudno. To znaczy, że jeszcze do twórczości im trochę brakuje.

I w inny sposób nie sprawdza pan dzieci w formie klasówek. To znaczy, że robi pan to też z tego względu, że nie chce narażać pan tych dzieci na stres, na to, żeby nie generować? Chodzi o stres, tylko chodzi, żeby wyrobić, bo dzięki takiej "prawdzie" i dzięki temu, że uczeń jeszcze raz rozwiązuje to zadanie bez materiałów, bez niczego, wyrabia sobie intuicję. Yhm.

To z czego wynika to, że większość nauczycieli w publicznych systemach edukacyjnych, oni często, też wiem na podstawie yyy swojego doświadczenia, na każdych zajęciach stosują metodę przepytywania, brania do tablicy, niezapowiedzianych kartkówek, klasówek, sprawdzianów i wszelkich możliwych form, żeby zweryfikować wiedzę tego ucznia? Dlatego, że chcą, żeby stosować to w procesie strachu, żeby on w momencie strachu on się uczy szybciej, ale kosztem zdrowia i kosztem zniechęcenia. Więc na krótką metę to jest dobre.

A jak reagują na to inni nauczyciele, kiedy jest pan w uczy pan w szkole publicznej, kiedy pana metoda jest taka i w otwarciu zapewne pan z nimi o tym rozmawia? Jak nauc Nie rozmawia pan z innymi nauczyciele. To znaczy, że oni nie chcą. To znaczy, że Ale widzą pana wyniki. Właśnie cała filozofia polega na tym, że jak byłem wychowawcą klasy, gdzie tam 211 było finalistów olimpiad, gdzie klasa liczyła tam około 30 i to w ogóle w szkole tyle nie ma, to oni powiedzieli, że to doprowadzę do takiego stanu, że nikt tam matury nie zdał. No jak się okazało, że pierwsza 30 to są najlepsi, to są z tej klasy, to cisza. Że ten, który nie miał matury zdać, czyli Filip Wolski, który nie miał matury zdać z polskiego, nie miał matury zdać z angielskiego, zdał najlepiej w szkole i cisza.

No, ale cisza. No i nie chce mi pan powiedzieć, że nie było nauczycieli, którzy nie podeszli do pana i się nie zapytali: "Panie Szubartowski, no jak pan to zrobił?" Nie. Według nich ja robię wielkie zło dzieciom. Wielkie. No, bo nie realizuję programu. No.

Znaczy znaleźli się następcy, ludzie, których zainspirował pan do tego, żeby podążać tą metodą Szubartowskiego, metodą naturalną? Raczej nie, dlatego, że polska obecna edukacja wbrew temu co przedtem było, zastosowała jeszcze, że tak powiem, rygorystyczne yyy zasady y uczenia się na pamięć. Tak jak dali tam na przykład 500 pytań, mają się dzieci nauczyć na pamięć i 500 odpowiedzi i 500 nieznanych i dodatkowo dali tak zwany błąd kardynalny. Jeżeli ja powiem zamiast Adam Mickiewicz, Andrzej Mickiewicz, to ja nie zdaję w ogóle matury i w tym roku nie mamy o czym w ogóle dyskutować. Jest zero i do widzenia. Wprowadzili dodatkowe rygory, dodatkowe nerwy, dodatkowe działanie, żeby temu zapobiec to, co ja robię.

To jest niesamowite. Jak niesamowite? Ale to jest niesamowite, że w taki sposób to działa. No teraz na korytarzu, jak mnie spotykają, to wie pan co mówią? Wie pan, dzieci dużo panu mówią. Nic więcej. Mhm. A czuje się pan doceniony przez? Ja nie muszę być doceniony, bo ja realizuję swoje zadania, swoje działanie, widzę efekty. Jak teraz było 75-lecie szkoły, to przyjechało chyba trzech czy czterech rodziców, którzy się tu uczyli, czy dzieci mieli, czy tam coś tu z Gdyni, którzy mówią: "O panu to w Stanach Zjednoczonych bardzo dużo mówią" i tak dalej. Dwóch z Wielkiej Brytanii, a o panu to dużo mówią w Stanach Zjednoczonych, a w Polsce cisza.

No, ale teraz się trochę, ale wydaje mi się też, że mówi pan to przez swoją wrodzoną skromność, ale no mówi pan, że nie musi pan się czuć doceniony, ale to może inaczej zadam to pytanie. Czy nie boli trochę to pana, że ludzie nie widzą skuteczności tej metody? To znaczy, ludzie widzą, ale są tak, że tak powiem, przyzwyczajeni do swoich metod, że nie chcą tego meggować, co oni robią. Boją się zakwestionować tego, co zostali nauczeni.

Czyli to jest największa bolączka polskiej edukacji. Bo tak uczył dziadek, tak uczył. Ja dam prosty przykład. Przyszła taka prosta nauczycielka, która skończyła polonistykę, była u nas na obozach, pomagała nam i była zachwycona tą metodą. I jak poszła do swoich koleżanek po roku, w ogóle przyszła i krytykowała. Mhm. Tak. Środowisko jej wymusiło na nią i sprowadziło, jak to mówią, na ziemię.

Jak silne to jest w rodzicach według pana? Jak rodzice bardzo jeszcze dzisiaj y nie dają sobie szans, żeby otworzyć się na to, czego nie nauczyli ich rodzice, nie dziadkowie. No jest trudno, bo rodzice są raczej przyzwyczajeni do tych schematów i i wolą, jak dziecko ma 600 i potem się może tam jakimiś olimpiadami zająć, niż żeby się rozwijało. Dla nich słowo, że dziecko się rozwija, to jest jakieś jakieś dziwactwo. Ale efekt ich przekonuje. Trudno mi powiedzieć, bo nikt nie chce się przyznać do swojego błędu.

Mhm. Wrócę jeszcze do bodźcowania dzieci przez przedmioty, przez to, w jaki sposób one mogą wypracowywać w sobie ten proces twórczy. W Polsce nie tak dawno była szeroka dyskusja na temat prac domowych, która dość mocno podzieliła środowisko. Czy według pana obowiązek prac domowych dla dzieci powinien zostać zniesiony? Czy ja przez to edukacja spada pana zdaniem? Moim zdaniem, czy poziom edukacji przez to spada pana zdaniem? Moim zdaniem prace domowe bierze tylko ta osoba, która chce. Nie daje nikomu ani nikt, każdemu uczniowi, że mają taką samą pracę domu. Każdy dostaje indywidualnie, jeżeli chce i to nie jest obowiązkowe, tylko dla chętnych. Natomiast yyy praca domowa, jeżeli uzupełnia pewne rzeczy, to jak najbardziej. Natomiast no trudno powiedzieć w różnych sytuacjach, bo nieraz dzieci się skarżą, że tam pani daje im 100 zadań do rozwiązania czy coś, potem sprawdza wyrywkowo jeden, dwa, trzy, czy i tak dalej. To to nie tędy drogę.

Czyli jednym słowem nie powinno być prac domowych dla dzieci, które tego nie chcą? Nie? To znaczy, ja tak uważam i tak realizuję. Natomiast trudno mi powiedzieć, jak to w tych programach, czy tak dalej, czy oni są w stanie program cały zrealizować, czy nie, bo oni mają program. Natomiast my program realizując metodą twórczą i tutoringu młodzieżowego robimy ten, który jest w liceum, tak jak mówiłem, w pół roku.

Nie ukrywam, że bardzo mocno mnie to zaciekawiło, że inni nauczyciele traktują pana trochę z przymrużeniem oka na metodę, którą pan stosuje. Czy kiedykolwiek miał pan sytuację, że przyszedł do pana dyrektor i powiedział, że nie może pan uczyć dzieci w ten sposób, że nikt tak nie uczy, że dostał pan kiedykolwiek reprymendę albo ostrzeżenie za swoje metody? Nie, nie. Ja jestem z zawodu cybernetyk i ja trochę inaczej podchodzę do nauki i inaczej podchodzę. Ja chcę nauczyć się wprost, mówię dyrektorowi, że chcę te dzieci rozwijać i tylko te, które chcą. Nie, nie, nie mogę uczyć kogoś, kto nie chce.

Ale jeśli system dąży do jednolitego programu nauczania, do jednolitej metody, w których ta wiedza jest przedstawiana dzieciom, to tak samo jak proces twórczy jest zabijany w dzieciach, to czy w taki sam sposób proces twórczy przez system nie jest zabijany w nauczycielach właśnie po to, żeby oni nie musieli kwestionować tego, w jaki sposób oni nauczają te dzieci? Oni nie realizują program. Oni się nie zastanawiają nad tym, jakie będą efekty później, tylko czy zrealizował program, wypełnił dziennik.

A czy dla systemu nie jest ważne też w jaki sposób oni też oni ten program realizują? Dla systemu ważne, że te oceny muszą jednak być wpisywane do tego dziennika. No właśnie, oni to realizują. No, nie zwracając uwagę potem na pewne efekty i jakie są dzięki temu niesnaski wśród dzieci i tak dalej.

Mhm. No ale czy pan stosując taką alternatywne metody w publicznej szkole nie musi pan wypełnić tego dziennika na koniec roku i musi dać ocenę na świadectwie, żeby to dziecko rzeczywiście daje i daje. No i jakie oceny daje pan swoim dzieciom wtedy? No takie, jakie zasłużą, ale oni dostają za uczestnictwo w warsztatach, za zadania jak dają i tak dalej i potem te punkty się zbiera i na tej podstawie, bo u nas jest punktowe, wystawia się punkty, na koniec się dopiero oceny wystawia.

Stworzył pan, znaczy pomógł pan osobom, które osiągnęły niebywałe sukcesy w dziedzinach y informatycznych, technologicznych, ale m zastanawia mnie, czy tą metodę można przełożyć też na wszystkie przedmioty, które są w szkole. Czy to nie jest metoda zarezerwowana jedynie do informatyki? Osobiście uważam, że każdy przedmiot tak można realizować, tylko należy to zmodyfikować i dostosować, bo tak samo uczył się uczeń fizyki, tylko jak myśmy jechali na obozy i rozwiązywali zadania z informatyki, on jeździł na uniwerek, na laboratorium i robił laborki z fizyki i świetne wyniki uzyskał, bo robił laborki.

W jaki sposób to przełożyć na inne przedmioty? No mówię, trzeba znaleźć sposób taki, żeby ten poprzez referaty czy przez tak jak chemia czy fizyka laborki, nie, że teoretycznie, tylko muszą laborki wyciągać wnioski i tak dalej. Każdy przedmiot ma swoją filozofię i specyfikę.

No to dla przykładu, jaki sposób znalazłby pan, żeby uczyć w ten sposób biologii albo geografii? To nie do mnie pytanie, bo to najpierw trzeba głęboko wejść w wiedzę, a potem się zastanowić, jak on ma być, jak zaktywizować ucznia, żeby się tym zainteresował. Wbrew pozorom to nie jest trudne, ale trzeba znać specyfikę danego przedmiotu. Najprostszą formą jest prezentacja, że uczniowie przygotowują prezentacje na określone tematy, potem dyskutują, ale mówię to tak jak fizyka czy chemia, no to musi być to specyfika przedmiotu, odpowiednie laboratoria i tu się zaczynają schody.

Mhm. Czyli metoda Szupartowskiego jest metodą, która rozwija proces uczenia się aniżeli wchodzenia w konkretne przedmioty. Nie ma znaczenia to, jaki przedmiot wybierzemy. Ta metoda uczy się uczyć, nie? Ta metoda rozwija człowieka. Przepraszam. Rozwija uczenie się człowieka. Rozwija człowieka, ale rozwija umiejętność człowieka do uczenia się. Może tak, nie. Człowiek do rozwiązywania wyzwań.

Mhm. Tu nie chodzi o to, że jest proces uczenia, tylko on musi przejść cały proces. Jaka jest różnica? No to, że on uczy swój układ nerwowy i później, jak trzeba, to ten układ nerwowy już jest wykonawcą. Czy pan nauczył się wszystkich kroków, które pan wykonuje? To jest niemożliwe. Właśnie dzięki temu, że się nauczył twórczo, teraz może robić kombinację każdych z tych rzeczy, które zna. i wystarczy pomyśleć i na automatycznie mamy rozwiązanie. I tak samo w wielu innych dziedzinach i to jest to, że mózg wtedy nie jest obciążony. To jest ważne i uczy układ nasz nerwowy. To jest ważne. I mózg służy wtedy tylko do procesu uczenia i później tylko do sterowania i wykonywania. Czyli metoda jest na tyle uniwersalna, że nie kończy się na etapie liceum, tylko może być wykorzystywana i na studiach, ale także w pracy w momencie, w sytuacjach, w których nabywamy nowe umiejętności jako dorośli ludzie, którzy już mają ukształtowaną samodyscyplinę i kreację najbardziej. No i tworzy współpracę, tworzy takie naturalne środowisko, gdzie możemy na dany temat dyskutować, wymieniać informacje i uzupełniać się. To jest bardzo ważne.

No m jeśli ta metoda sprawdza się już od ponad 30 lat, a ma pan 74 lata, to co dalej planuje pan z tą metodą, aby przetrwała do kolejnych pokoleń? To to to to jest nie moja już sprawa. To sprawa jest zainteresowanych, którzy będą chcieli się taką metodą uczyć i którzy będą chcieli realizować tu.

No dobrze, ale czy ma pan jakiś plan, żeby w jakikolwiek sposób ją upowszechnić? To ja nie mam, ale syn ma plan. Jak syn ma plan? Robi? To on musiałby się wypowiedzieć. Robi projekt, nawiązuje, jeździ na różne konferencje, tam pokazuje i tak dalej, i tak dalej. W ramach różnych przedmiotów są chętne szkoły, które chciałyby wprowadzić, ale zobaczymy, co z tego.

Czy jednak są ludzie, którzy i są instytucje, które są zainspirowane tą metodą i które chciałyby wzy mieliśmy spotkanie, była pani psycholog, okazała się, że to jest moja uczennica, która mówi, że świetnie stosuje te zasady i że ona była w klasie informatycznej, ale bardzo dobrze się czuła. Widziała. Ta atmosfera była tak dobra, że ona się mogła rozwijać w tych dziedzinach, które chciała i i to jej nie przeszkadzało.

Hipotetycznie, gdyby został pan ministrem edukacji na jeden dzień. No jeden dzień. O kurczę. Ma znaczy, gdyby został pan ministrem edukacji hipotetycznie, jaka panem zdaniem powinna być kluczowa reforma, którą powinno przejść Ministerstwo Edukacji? No przede wszystkim powinni zmienić filozofię swojego działania, bo oni to tak działają bardzo schematycznie, tak jak na olimpiadach. Wyznaczają określoną kwotę i potem uważają to za tabu. Ani w lewo, ani w prawo, nikt tego nie weryfikuje i innemu dają trzy razy więcej niż temu, ale było raz dane, więc nie ma o czym dyskutować. To jest pierwsza rzecz, czyli żeby to uporządkować i kontrolować. Druga rzecz, że by uczeń, bo to bardzo łatwo można zmienić, uczeń, żeby se wybrał na przykład zacznijmy od pięciu przedmiotów i wtedy każda szkoła się specjalizuje w danej dziedzinie. Widzisz, że tu są chętni z tego, z tego, w tej, z tego, z tego i wtedy już działamy i szybko, że tak powiem, naturalnie, bez żadnych wielkich zgrzytów każda szkoła by się ukształtowała.

Myśli pan, że to jest prawdopodobne, że kiedykolwiek polska szkoła przejdzie taką reformę? Musi, bo inaczej będziemy bardzo zaściankowi.

Mhm. Słowem końca, panie profesorze, nasuwa się tak naprawdę jedno pytanie, bo uczniowie mają pana numer telefonu, mogą kontaktować się z panem w każdej chwili. Rozmawia pan z nimi po godzinach swojej pracy, mimo że wcale nie musi pan tego robić. Dlaczego zatem pan to robi? Dlatego, że no nieraz jest taka potrzeba, uczeń tam coś robi i czy zadanie i coś tam się zaciął, czy tak dalej, chciałby porozmawiać. No to żeby jego taką ciekawość albo żeby mu przerzucić, czy wydłużyć, bo mówi: "Wiem jak rozwiązać, ale mi tam zabrakło czasu", no to tam wydłużam i tak dalej. Czyli to są takie rzeczy raczej konkretne.

No ale jaki cel panu przyświeca w tym? No cel, żeby on czuł, że może realizować i w momencie, gdy nastąpi jakiś tam zgrzyt czy coś, żeby w jakiś sposób mu pomóc, no żeby nie czuł się taki odrzucony. Mhm. Bo nieraz mu się wydaje, że rozwiązał, potem się okaże, że nie rozwiązał, ale dostał tak jak chciał i żeby nie było potem, że ktoś mu to złośliwie robi.

I tym akcentem kończymy. Bardzo dziękuję panie profesorze za rozmowę. Dziękuję bardzo. Dziękuję bardzo. Partnerem kanału jest XTB, polska aplikacja inwestycyjna, z której korzysta półtora miliona osób na całym świecie. Rejestrując się z kodem Cyprian, możecie uzyskać kurs zarządzania finansami od podstaw. Spędzasz godziny przed ekranem? Wybierz Deefender. Okulary z filtrem światła niebieskiego. Zamów 20% taniej z kodem Cyprian 20. O perfekcyjne cięcie dba Gentlemen Barbershop. Największa sieć barbershopów w Europie. Znajdź salon na gentlember.pl. Najwyższy standard pracy zaczyna się od miejsca. Theire. Więcej niż coworking.