Transcription
Masz kilka wolnych stówek, co robisz? Nadpłacasz kredyt, by go szybciej wykopać z życia, czy inwestujesz, by mieć coś na boku? W internecie trwa spór i nasi czytelnicy piszą, że nadpłata kredytu jest bez sensu, bo na giełdzie zarobi się więcej, a inflacja i tak przeżre kredyt. Drudzy, że święty spokój jest bezcenny.
[muzyka]
Jeśli i ty zadajesz sobie to pytanie, to po obejrzeniu tego filmu będziesz wiedzieć, co zaatakować pierwsze: kredyt hipoteczny czy inwestycje. Powiem ci, która inwestycja wygrywa z nadpłatami. Kiedy jest czas na inwestowanie, kiedy na nadpłacanie, jak nadpłacać, by oszczędzić jak najwięcej pieniędzy i w jak banalny sposób uniknąć prowizji od nadpłat.
Zacznę od najbardziej obiektywnego kryterium, czyli porównania oprocentowania kredytu ze stopą zwrotu z inwestycji. Na nadpłacie kredytu w ujęciu rocznym zarabiasz dokładnie tyle, ile wynosi jego oprocentowanie. Ale nie to nominalne, tylko RRSO, czyli rzeczywista roczna stopa oprocentowania, która uwzględnia i odsetki, ale też koszty pozadsadkowe, jak jakieś ubezpieczenia czy prowizje. I w twojej umowie będzie to zapewne wysoki procent, bo od lat mamy najdroższe kredyty w Europie. To bankowe Eldorado trwa w najlepsze. Dlatego też w Polsce nadpłaty są tak bardzo opłacalne.
Ile średnio kosztowały kredyty? Widzisz na tym wykresie. To jest ta czerwona linia. I na moment, gdy nagrywam ten film, średnie oprocentowanie nowego kredytu wynosi 6,2%. Ale dla ciebie liczy się nie to średnie oprocentowanie, tylko konkretne oprocentowanie w twoim kredycie. Więc sprawdź, ile to wynosi u ciebie. I jak już znasz tę cyfrę, to zderz ją z tym, ile możesz zarobić na inwestycji, ale też nie tak na wprost, bo od inwestycji trzeba zapłacić podatek od zysków kapitałowych 19%, a od tego, co zaoszczędzisz na kredycie, nie.
Więc przykładowo, jeśli na lokacie zarobisz 6,6% rocznie, a tyle akurat na dzień nagrania wynosi oprocentowanie najlepszej oferty. I tak na marginesie, jeśli szukacie dobrze oprocentowanych kont, zapraszam was do naszego rankingu. On jest codziennie aktualizowany, więc jeśli lokata da ci 6,6% rocznie, to na rękę otrzymasz zaledwie 5,35.
I można też na to spojrzeć w drugą stronę. Jeśli płacisz bankowi 6% odsetek w kredycie, to inwestycja powinna ci przynieść 7,4%, by po podatku wyszła na 6% i opłacała się dokładnie tak samo jak nadpłata kredytu hipotecznego. Przy kredycie oprocentowanym 7% trzeba by zarobić na inwestycji 8,6%, co nie jest łatwe i tak dalej. Widzicie to w tabeli, ale też nawiasem mówiąc, jeśli płacisz bankowi 7% rocznie, to grubo przepłacasz, negocjuj ten kredyt lub refinansuj go. Link do bieżących ofert kredytów zamieszczam w opisie.
Więc ta inwestycja, czy inwestować, czy nadpłacać, zależy od tego, w co inwestujesz pieniądze, bo przecież różne inwestycje dają różne stopy zwrotu. Więc na początek wezmę naszą ulubioną inwestycję Polaków, czyli lokaty i konta oszczędnościowe. Jak już pokazywałam, ta najlepiej oprocentowana oferta lokat dzisiaj daje 6,6%, czyli po podatku 5,35. I to jest niestety dużo za mało, by pobić oprocentowanie kredytów. Dziś większość kredytobiorców, poza tymi, którzy sobie zamrozili stałą stopę procentową kilka lat temu lub tymi, którzy mają kredyt BK 2%, płaci znacznie więcej. W historii nie było takiego okresu, gdy na lokatach średnio mogliśmy zarobić więcej niż spłacając kredyt hipoteczny.
To właśnie pokazują te statystyki Narodowego Banku Polskiego. Czerwona linia to oprocentowanie nowych kredytów hipotecznych, a zielona to średnie oprocentowanie nowych lokat i kont oszczędnościowych gospodarstw domowych. Jak widzicie, ta czerwona linia, czyli oprocentowanie kredytów hipotecznych, była w każdym miesiącu wyżej niż to, co banki płaciły na kontach i lokatach. I oczywiście ktoś może powiedzieć, że po co się porównywać do średnich? Przecież można znaleźć lepiej oprocentowane lokaty i konta, choćby w naszym rankingu, ale zawsze to są promocje bankowe. Trzeba pomiędzy nimi skakać. A dodatkowo od tych lokat i kont należałoby jeszcze zapłacić podatek od zysków kapitałowych, więc ta zielona linia jeszcze bardziej poszłaby w dół. Podsumowując, jeśli zastanawiasz się, czy trzymać pieniądze w banku, czy nadpłacać, bo nie inwestujesz w bardziej zaawansowany sposób, to więcej ugrasz na nadpłatach.
To porównajmy lokaty z czymś bardziej sensownym niż trzymanie pieniędzy w banku, czyli z obligacjami indeksowanymi inflacją. Zobaczmy, czy takie obligacje dawały zarobić lepiej niż nadpłaty kredytu. Jest oczywiście kilka typów tych obligacji, ale ja jako przykład wybrałam taką, w którą sama inwestuję najwięcej pieniędzy, czyli obligację EDO 10-letnią. I tu widzicie oprocentowanie tych obligacji od 2004 roku aż do teraz. Taka obligacja daje stałe, znane z góry oprocentowanie w pierwszym roku i to reprezentuje ta granatowa linia, oraz oprocentowanie równe inflacji plus marża począwszy od drugiego roku. Co reprezentuje ta jasnoniebieska linia? Co tu widzimy? Po pierwsze, oprocentowanie obligacji antyinflacyjnych w pierwszym roku było zawsze poniżej rzeczywistego oprocentowania nowych kredytów w każdym miesiącu przez 22 lata mojej analizy. Po drugie, oprocentowanie obligacji w kolejnych latach, to powiązane z inflacją, również przeważnie było niższe niż oprocentowanie kredytów. I takim głównym wyjątkiem były lata 2020-2023, gdzie wpierw te stopy procentowe w Polsce, w tym oprocentowanie kredytów, szorowały pod nie, a potem inflacja wybiła do niemal 20% i obligacje indeksowane inflacją dawały rekordowe wyniki. To były te wyjątkowe lata, gdy ewidentnie lepiej było posiadać obligacje antyinflacyjne w swoim portfelu niż nadpłacać kredyt. Ale oczywiście trzeba pamiętać, że od odsetek od obligacji też należałoby zapłacić podatek, więc te linie niebieska i granatowa po uwzględnieniu podatku obniżyłyby się na naszym wykresie.
Dla mnie wniosek z tej analizy też jest jasny. Inwestowanie w obligacje skarbowe w większości okresów nie biło nadkład kredytów, czyli człowiek lepiej wychodził na nadpłacie kredytu, ale były wyjątki. A jak mamy kredyt na 20 czy 30 lat, to po drodze zdarzą nam się zapewne takie lata, podobne do 2022 czy 23, gdy inflacja była bardzo wysoka.
A teraz klasa aktywów, o której słyszę najczęściej w kontekście tego, czy inwestować, czy nadpłacać. Akcje. Można w nie inwestować w różny sposób: w pojedyncze spółki, fundusze. Natomiast ja tu zderzę nadpłatę kredytu z inwestycją w akcje światowe i wezmę indeks MSCI ACWI. To jest indeks, w który sama też inwestuję. A to dlatego, że on jest bardzo szeroki, bo reprezentuje ponad 2500 dużych i średnich spółek z 23 rynków rozwiniętych oraz 24 rynków wschodzących. I jak widzicie, od początku działania, od grudnia 98 roku, te akcje urosły aż 798% już po przeliczeniu na złotówki i dawało to niezłą roczną stopę zwrotu na poziomie 7,3%. Nieźle. A jakbym tutaj jeszcze zaprezentowała akcje amerykańskie, na przykład S&P 500 czy akcje pojedynczych spółek typu Nvidia, to wzrosty byłyby jeszcze bardziej spektakularne, bo historia jasno wskazuje, że w długim terminie to właśnie akcje są jedną z najbardziej rentownych klas aktywów i wykres pięknie pnie się w górę.
Ale z historii płynie też jeszcze jedna lekcja, której nie można przeoczyć, patrząc na taki pięknie rosnący wykres. Otóż akcje po drodze mogą znacznie tracić i takie ostre zjazdy cenowe zdarzają się co kilka czy co kilkanaście lat. Po pęknięciu bańki internetowej w 2000 roku omawiany tu indeks akcji światowych stracił 50% w dolarach. W czasie wielkiego kryzysu z 2008 roku 58%, a w pandemii 34%. I takie spadki dla akcji są naturalne i fachowo nazywa się to drawdownem. Ale nie fachowo: "Kochanie, straciłem połowę pieniędzy". I taką nerwówkę też trzeba uwzględnić, jeśli uczciwie chcemy porównać zyski z nadpłaty kredytu hipotecznego z zyskami, jakie potencjalnie możemy uzyskać z bardziej ryzykownych inwestycji, jak akcje, Bitcoin czy złoto. Bo nadpłacając kredyt hipoteczny, możemy być pewni, że na nadpłacie oszczędzimy kasę. Jeśli oprocentowanie kredytu będzie wysokie, to tych oszczędności będzie więcej. Jeśli oprocentowanie kredytu spadnie, to oszczędzimy mniej, ale zawsze będziemy na plusie, bo nie ma ujemnego oprocentowania kredytów. Tymczasem wyobraźcie sobie, że ciężko zarobione na przykład 10 000 zł zamiast na nadpłatę przeznaczycie na inwestycję w akcje i za miesiąc, dwa lub trzy z 10 000 zrobi się raptem siedem czy pięć, bo udało nam się niestety załapać na bańkę na rynku akcji. Oczywiście może to też pójść w drugą stronę, że zainwestujemy 10 000 zł i akcje akurat pójdą w górę kilkadziesiąt procent.
Więc Excel analiza historii krzyczy: "Inwestuj w akcje zamiast nadpłacać". Ale Excel nigdy nie spłacał raty kredytu, gdy giełda od dwóch lat świeciła na czerwono, szef groził zwolnieniem. I tu włożę kij w mrowisko, że przynajmniej część tych komentarzy: "Inwestuj w akcje, a nie nadpłacaj", piszą osoby, które jeszcze nie przeżyły dużych i długich spadków na giełdzie. I w ogóle porównanie nadkład kredytu z inwestycją w akcje jest w sumie dość karkołomne, bo to są sposoby lokowania kapitału o bardzo różnym poziomie ryzyka i bardzo różnym poziomie pewności tego, czy się na takiej inwestycji zarobi, czy też nie.
Więc biorąc pod uwagę tylko mechanikę tego, inwestować czy nadpłacać, to porównaj sobie oprocentowanie twojego kredytu z tym, ile spodziewasz się zarobić na inwestycji. Jeśli inwestujesz poza antypodatkowym pokrowcem, urzędnij podatek. Proste. Ale jest ściana, o którą ta logika się rozbija i to wam zaraz pokażę. Tylko wpierw konkretne scenariusze.
I tu mam miłą wiadomość. Te scenariusze przeliczę w kalkulatorze, który wstawiam na bloga. Możecie sobie wpisać w niego własne dane odnośnie kredytu i oczekiwanej stopy inwestycji i zobaczyć, co wam się bardziej opłaca po pierwszym roku, drugim, trzecim i tak dalej. Pokażę wam, jak to działa. Założę, że kredytów zostało jeszcze 500 000 zł, jeszcze 25 lat spłacania i że łączne oprocentowanie kredytu w pierwszym okresie wynosi 5,6% przy stopie zmiennej, ale jeszcze przez 3 lata mam płacić stopę stałą, niech będzie 6,5%. I mam w budżecie wolną kwotę, ja przyjmę 1000 zł i mogę je zainwestować na przykład na 6% rocznie. Nie mam inwestycji opakowanych w IKE, więc płacę podatek 19%. I w kalkulatorze można zobaczyć, co się stanie, jeśli tę wolną kwotę przeznaczymy w całości na inwestycję lub w całości na nadpłatę. I on liczy trzy warianty nadpłat: obniża ratę lub skraca okres. I będzie też combo, czyli strategia stałej raty. To jest mój ulubiony sposób i nie mogę się doczekać, aż do niego przejdziemy.
Weźmy więc pod lupę ten pierwszy scenariusz, czyli nic nie nadpłacamy. Po prostu od pierwszego miesiąca kredytu te 1000 zł inwestujemy. Uprzedzam od razu komentarze typu: "A ja nie mam 1000 zł, jest to blog dla bogatych". W ostatnim filmie pokazywałam nadpłaty kwotą 100 zł, to niech teraz będzie ten 1000, a w kalkulator możecie sobie wpisać dowolną kwotę: 100, 200, 250 i tak dalej. Co się dzieje przy tym 1000? No po pierwsze, bez nadpłat odsetki od kredytu będą ogromne i to jest aż 446 000 zł. Wychodzi na to, że bankowi mamy oddać w odsetkach niemal drugie tyle, ile pożyczyliśmy, o ile oczywiście stopy nie spadną po drodze. Ale też szybko zaczynamy sobie budować inwestycje. Jeśli będziemy regularnie inwestować 1000 zł, to na koniec tych 25 lat mamy kwotę inwestycji aż 583 000, z czego 300 000 to są nasze wpłaty, no bo to jest 300 wpłat po 1000 zł, a reszta, czyli 283 000, to są zyski z inwestycji. Saldo wychodzimy na kwotę - 662 964 zł i to jest suma wydatków na kredyt minus suma wydatków na inwestycje, pomniejszone o to, co mamy w kieszeni na koniec, bo mamy wówczas te 583 000 na koncie inwestycyjnym. I oczywiście tu też mogą pojawić się głosy, że nie powinno się tego tak dodawać, odejmować, bo przecież te kwoty wychodzą i wchodzą do naszej kieszeni w różnym czasie, a po drodze jest inflacja. Pełna zgoda. Ale ten film myślę, że już jest dość skomplikowany, szczegółowy dla osób, które dopiero zaczynają z nadpłatami i pokazuje tu kwoty nominalne. Natomiast wpływ inflacji na kredyt zostawię sobie na zupełnie odrębny film, bo mam przygotowany kalkulator, który przelicza, przy jakim poziomie inflacji kredyt opłaca się nadpłacać, przy jakim nie. I te wnioski są zaskakujące, bo bardzo wiele osób bierze pod uwagę tylko pozytywny wpływ inflacji na kredyt, a pomija to, że inflacja działa bardzo niekorzystnie na inwestycje. Nie wiem, czy ten temat byłby dla was interesujący. Jeśli tak, to dajcie znać w komentarzach. Jeśli zbierze się odpowiednia liczba łapek, to przygotuję taki film z kalkulatorem.
Wracając do przykładu liczbowego, zobaczmy, co by się stało, gdybyśmy te 1000 zł przeznaczyli na nadpłatę i przy nadpłacie wybierali obniżenie raty. Co nam daje taki scenariusz? Po pierwsze, zapłacimy bankowi dużo mniej odsetek, ponieważ odsetki płaci się co miesiąc od zadłużenia wobec banku, a zadłużenie szybko spada, bo poza częścią kapitałową raty dodatkowo miesiąc w miesiąc pomniejszamy dług o te 1000 zł nadpłaty. Tym samym łączne odsetki spadają o 120 890 zł. No to solidna kwota, to za to można już kupić samochód, z 446 000 do 325 000. Po drugie, kredytu pozbywamy się po 273 miesiącach, a nie po 300, czyli w sumie o 2 lata wcześniej. Co prawda my tutaj wybieramy niższą ratę przy nadpłacie tego kredytu, a nie skrócenie okresu, ale tak czy inaczej przy tak dużych nadpłatach po prostu spłacimy kredyt szybciej. Taki pozytywny skutek uboczny. Ponadto całkiem szybko pojawią nam się w budżecie kwoty na inwestycje. I tu widzicie fragment harmonogramu takich spłat. Jak widać, po pierwszej nadpłacie rata kredytu zmniejsza się o 7 zł, po kolejnej w sumie o 14 zł i tak dalej. I żeby być uczciwym, to też trzeba uwzględnić, że takie środki inwestujemy i te kwoty, które nam się uwalniają w budżecie na początku są niewielkie, ale z czasem spore i to działa jak taka kula śnieżna. I by lepiej to pokazać, wyciągnęłam z tego harmonogramu spłat wybrane daty na koniec każdego z 25 lat kredytu. Czyli mamy miesiąc 12, 24, 36 i tak dalej. I zobaczcie, jak pięknie spada rata. I to są kwoty, które można przeznaczyć na inwestycje. I w tych ostatnich latach, gdy już nie płacimy tego kredytu, bo przecież pozbywamy się go 2 lata wcześniej, to w tych dwóch ostatnich latach możemy przeznaczyć na inwestycje zarówno te ponad 3000 raty, której już nie ma, oraz te 1000 zł, które przeznaczaliśmy wcześniej na nadpłatę. I w tym scenariuszu też ostatecznie będziemy mieli bardzo dużo na inwestycjach, w sumie ponad 612 000 zł, ale te inwestycje zbudują nam się no później niż w scenariuszu pierwszym, gdy od razu wszystko pakujemy w inwestycje.
Jeśli [parsknięcie] do tej pory film ci się podoba i łapiesz się za głowę, widząc jak działają kredyty i ile dają nadpłaty, to zostaw subskrypcję. To nic nie kosztuje, nam bardzo pomaga i na tym kanale na pewno znajdziesz wartościowe materiały, które pomogą ci realnie bogacić się.
Scenariusz trzeci jest jeszcze ciekawszy, choć nie tak ciekawy jak czwarty. Polega na tym, że nadpłatę przekazujemy na skrócenie okresu kredytu. I tu widzicie fragment z takiego harmonogramu, czyli nadpłacamy sobie kredyt w naszym przykładzie kwotą 1000 zł co miesiąc, ale nasza rata pozostaje cały czas na tym samym poziomie aż do czasu zmiany oprocentowania. Każda taka nadpłata 1000 zł zmniejsza okres kredytu o około jedną ratę. Z powodu nadpłat szybko rośnie też udział części kapitałowej w kolejnych ratach. I [odchrząknięcie] to wszystko powoduje, że kredytu pozbywamy się po 180 miesiącach, czyli dokładnie po 15 latach, zamiast aż po 25. I w konsekwencji płacimy bankowi odsetki o 10 lat krócej niż wersji bez nadpłat, czyli te odsetki spadną o 192 000 zł i wyniosą niecałe 254 000. Zakładając jednak, że te 1000 zł to są wszystkie luzy, jakie mamy w budżecie, więcej nie jesteśmy już w stanie nic wygospodarować, no to przez te 15 lat spłacania kredytu niestety nie budują nam się żadne inwestycje. Dopiero jak skończymy spłacać nasz kredyt, czyli po tych 15 latach, od 16 roku, to co do tej pory płaciliśmy na ratę i na nadpłatę możemy inwestować. Tak więc inwestycje ostatecznie też nam się zbudują całkiem spore. Będzie to blisko 629 000 zł, ale dopiero od 16 roku.
I ostatni scenariusz to combo, obiecane, czyli strategia stałej raty. Nazywam tę strategię "zjeść ciastko i mieć ciastko", ponieważ ona łączy zalety zmniejszenia raty i skrócenia okresu przy nadpłatach. Skrócenie okresu kredytowania, czyli scenariusz trzeci, daje znacznie większe oszczędności na odsetkach niż przeznaczenie nadpłat na zmniejszenie wysokości raty, czyli scenariusz 2. Przy przeznaczeniu nadpłat na zmniejszenie wysokości raty nasze odsetki wyniosły 325 000, a przy skróceniu okresu kredytu jest to 253 000 zł. Jeśli patrzymy wyłącznie na odsetki od kredytu, no to wybór opcji skrócenia okresu kredytowania jest najbardziej optymalny. Tyle że z tym scenariuszem są dwa problemy. Po pierwsze, niektóre banki robią problem ze skróceniem okresu kredytowania. Poczynając od tego, że wymagają by podpisać aneks w oddziale lub korespondencyjnie, do tego, że trzeba każdorazowo zapłacić kilkaset złotych od takiego aneksu lub spory procent takiej nadpłaty. Tymczasem nadpłaty skutkujące zmniejszeniem wysokości raty, czyli scenariusz pierwszy, są w większości banków, choć niestety nie we wszystkich, są w większości banków możliwe do wyklikania przez internet i przeważnie bezpłatne.
I tu chciałam ci pokazać fragment naszej dużej pracy w FBO, bezpłatnego e-booka o nadpłatach, który przygotowaliśmy na podstawie odpowiedzi z 12 ogólnopolskich banków, analizy ich umów kredytowych i tabel opłat. I w tym ebooku opisujemy, który bank pobiera opłaty za skrócenie okresu, czy jest to przy kredycie na stałą stopę, czy też na zmienną stopę i który bank przy nadpłacie pobiera odsetki. I dajemy też konkretne tipy, jak nadpłacać kredyt bank po banku. I ten ebook możecie sobie bezpłatnie pobrać, bo chodzi nam o to, żeby naprawdę ułatwić nadpłatę kredytu hipotecznego i to jest część naszej misji. Uzbroić 15 milionów Polaków wiedzę i narzędzia, które pomogą bogacić się. I rzecz, którą możesz zrobić dzisiaj, nie jutro, tylko dzisiaj, by poprawić swoją sytuację, to pobranie tego darmowego e-booka i przeczytanie go.
Są banki, w których jak widzisz, skrócenie okresu kredytu jest bezproblemowe, ale są też banki, w których za skrócenie okresu będzie się płaciło albo 200 zł za aneks, albo procent od spłacanej kwoty, albo jedno i drugie. Trudność też może polegać na tym, że tego aneksu skracającego okres kredytu nie można w prosty sposób podpisać online na jeden klik, tylko trzeba się na przykład fatygować do oddziału albo robić jakąś wideokonferencję z pracownikiem banku i te banki widzicie poniżej. Natomiast to, co cieszy, to fakt, że te warunki się cywilizują. I tak w ostatnim roku Velo i BNP w zakresie skrócenia okresu poprawiły się, a PKO BP i BOŚ Bank deklarują, że jeszcze w tym roku zniosą te opłaty za skrócenie okresu i że ta pozytywna zmiana ma objąć również kredyty zawarte przed tą datą.
A ja już wracam do strategii stałej raty, czyli po pierwsze pozwala nam ona uniknąć tych dziwnych kosztów i utrudnień związanych ze skróceniem okresu, a po drugie zmniejszenie wysokości raty przy nadpłacie zostawia ci pewien luz w budżecie. I niech się zdarzy, czego oczywiście nikomu nie życzę, że na przykład stopy na rynku wzrosną, że zaczniesz zarabiać mniej, to dzięki zmniejszeniu wysokości raty masz pewną elastyczność w budżecie, no bo ta rata jest niższa. Przy skróceniu okresu kredytowania rata się nie obniża, więc ten luz w budżecie zyskujesz dopiero, gdy kredyt spłacisz. I strategia stałej raty jest bolączką właśnie na te dwa problemy: dziwne opłaty i brak elastyczności. Polega na tym, że ty w banku formalnie wybierasz obniżenie raty przy nadpłacie, ale równocześnie przelewasz mu cały czas taką samą kwotę, mimo że rata się obniża. W moim przykładzie będzie to kwota 4376 zł, czyli suma początkowej raty 3376 zł i 1000 zł nadpłaty. I działa to tak, że skoro rata po pierwszej nadpłacie spada z tych 3376 zł na, jak widzisz, 3369, czyli o 7 zł, to w kolejnym miesiącu na nadpłatę przekazujesz już nie 1000 zł, tylko 1007 zł. Czyli o tyle, o ile spada ci rata w wyniku nadpłaty, podnosisz kwotę nadpłaty. Jeśli będziesz tak postępować konsekwentnie, to wyjdziesz dokładnie na te same wyniki jak przy nadpłacie skracającej okres kredytu, czyli tej, która generuje najwięcej oszczędności na kredycie. Też spłacisz kredyt po 15 latach, a nie po 25 i też zredukujesz odsetki do 253 000. I moim zdaniem to jest świetna strategia dla osób, które chcą mieć jak największe oszczędności na nadpłacie, ale równocześnie albo bank im utrudnia skracanie okresu, albo trochę jednak się obawiają tego, że gdyby zdarzyły się jakieś nieprzewidywane, nieprzyjemne okoliczności, to brakłoby im na płatności raty.
I podsumowując te wyliczenia, to takim ostatecznym dowodem na to, że liczy się oprocentowanie kredytu i oprocentowanie inwestycji, jest sytuacja, gdy je zrównamy. Założę, że jedno i drugie wynosi 5,6% i że nie płacę podatku, bo na przykład inwestycje mam opakowane w IKE. W takiej sytuacji zobaczcie, nie ma znaczenia, co wybiorę, bo czy przeznaczę wolne środki na nadpłaty, czy na inwestycje, to wyjdę na dokładnie te same kwoty. O tym świadczy ta ostatnia linijka. I gdyby liczby były wszystkim, to temat mielibyśmy właśnie zamknięty. Trzeba by było porównać oprocentowanie kredytu z zyskiem z inwestycji i tyle. Tyle, że najwyższa liczba w tabeli nie zawsze wygrywa i czasem przegrywa z jednym pytaniem, na przykład takim: Co się stanie, gdy będziesz potrzebować tych pieniędzy z powrotem? Lub z takim: Czy będziesz spać dobrze, mając kredyty spłacone po 15 latach, ale zero na koncie?
Zobaczmy taki przypadek. Kredyt na 500 000 zł na 20 lat, oprocentowanie 5,6%, a na inwestycjach mogę zarobić 6% i nie płacę od nich podatku, bo są opakowane w IKE. Porównam sytuację, gdy nie nadpłacam kredytu i te całe 1000 zł inwestuję, z sytuacją, gdy całe 1000 zł przeznaczam na nadpłaty yyy i nic nie inwestuję w tym czasie, bo zakładam, że te 1000 zł to są moje jedyne nadwyżki. Co się dzieje po pięciu latach, po 10 i po 15?
Po 5 latach, gdy cały 1000 idzie na inwestycje, udaje mi się zgromadzić niemal 70 000 inwestycji i to daje duży spokój. No bo w sytuacji utraty pracy, obniżenia zarobków czy jakiegokolwiek większego zapotrzebowania na gotówkę, mam z czego korzystać. Mogę te pieniądze po prostu wypłacić. No ale kredyt maleje bardzo wolno, bo mam go jeszcze ponad 421 000. Spłacam go 5 lat, a dług wobec banku niewiele się obniżył z tych 500 000. Ale gdybym całą kwotę przeznaczyła na nadpłatę kredytu, to dług wobec banku bardzo mocno by spadł do 352 000 zł, co też dawałoby mi ogromne poczucie satysfakcji, no bo widać te efekty nadpłat i mogłoby mnie to jeszcze bardziej nakręcać do wysiłku. Ale z drugiej strony nie mamy nic na inwestycjach. No i w razie jakichś problemów, znowu utrata pracy, choroba czy jakiekolwiek inne większe zapotrzebowanie na gotówkę, nie mamy tych pieniędzy. No bo nie pójdziemy do banku i nie powiemy: "Oddajcie mi nadpłaty". By odzyskać płynność, musielibyśmy sprzedać nieruchomość, spłacić dług wobec banku i zostałaby nam w kieszeni reszta.
Widzicie tu też, co się dzieje po 10 latach, ale spektakularną różnicę pomiędzy przeznaczeniem wszystkiego na inwestycje a nadpłatami widać po 15 latach. W moim przykładzie, jeśli przeznaczam wszystko na inwestycje, mam spory portfel, blisko 291 000, ale spłacam kredyt już kolejne 15 lat i cały czas mam sporą kwotę długu wobec banku, 181 000. A jeśli te 1000 zł przeznaczałam na nadpłaty, to nie mam kredytu, czyli wykreślam bank z hipoteki, drę weksle bankowe, robię imprezę, czy też wzorem osób, które dzwonią do amerykańskiego guru finansów Dave'a Ramseya, krzyczę [krzyk] i to jest pozytywna strona tej sytuacji, ale inwestycje dopiero zaczynają raczkować, a przez lata nie oszczędzałam w IKE czy IKZE i limity z tych lat mi przepadły. Jestem bez długu, ale też bez oszczędności. Albo trudno te 1500 zł, które tam widzicie, uznać za sporą kwotę.
I trzeba sobie szczerze odpowiedzieć na pytanie: co wolisz mieć, na przykład całkowicie spłaconą nieruchomość, ale przez długi czas zero oszczędności, czy może fajny portfel inwestycyjny, ale z gigantycznym długiem wobec banku, który będzie dusił twój budżet domowy przez kolejne dziesiątki lat, co tak naprawdę da ci przeznaczenie wszystkich nadwyżek na nadpłaty.
Po pierwsze, niesamowity fokus na jednym celu. Pozbywasz się kredytu znacznie szybciej, płacisz znacznie mniej odsetek. Po drugie, niższa rata to też jest twoja tarcza ochronna. Firma obcina ci premię, to z niższą ratą łatwiej jest to znieść. I po trzecie, nadpłacanie jest banalnie proste w porównaniu do inwestowania. Nie szukasz domów maklerskich, nie analizujesz rynków, nie wybierasz ETFów, nie zastanawiasz się, które obligacje kupić. Logujesz się do banku, nadpłacasz na przykład 300 zł i masz pewny zysk równy oprocentowaniu kredytu i to bez ryzyka i bez podatku Belki.
Ale ten medal też ma swoją drugą stronę, bo pozbawiasz się elastyczności. Jeśli zabraknie ci pieniędzy w budżecie, to nie zgłosisz się do banku, żeby oddał ci nadpłaty z ostatnich trzech lat, żebyś miał opłacić za co rachunki. Co gorsza, tracisz bezpowrotnie roczne limity IKE i IKZE.
Z kolei inwestowanie daje ci to, czego nadpłata cię pozbawia, czyli płynność. Masz zgromadzony kapitał na trudne momenty, wykorzystujesz ulgi podatkowe, uczysz się, jak działa giełda, jak działa IKE, IKZE. Minusy? No, ostatecznie nie masz gwarancji, ile zarobisz i albo inwestujesz w małoryzykowne aktywa z niską stopą zwrotu, albo ryzykujesz więcej i różnie możesz na tym wyjść w porównaniu do nadpłat.
Co więc zrobić, żeby podjąć najlepszą możliwą decyzję? Po pierwsze, o finanse zawsze trzeba dbać we właściwej kolejności i żadne nadpłacanie hipoteki nie ma sensu, jak nie masz spłacanych długów konsumenckich. Płacisz odsetki na karcie kredytowej czy jakiś sprzęt na raty. Po drugie, musisz mieć odłożoną poduchę bezpieczeństwa w wysokości co najmniej sześciomiesięcznych wydatków twoich lub twojej rodziny. No bo bez tego spłuczesz się do zera i zabraknie ci pieniędzy, gdy na przykład popsuje się samochód, a wszystko przeznaczyłeś lub przeznaczyłaś na nadpłatę. I dopiero wtedy wchodzisz na kolejny poziom i zastanawiasz się: nadpłacać czy inwestować?
I chcę ci pogratulować, bo większość ludzi niestety nie ma tego problemu. Żyjąc od pierwszego do pierwszego. Ty jedynie musisz zdecydować, na co przeznaczyć te wolne środki i wybierasz z dwóch fantastycznych opcji. Więc niezależnie od tego, w którą drogę pójdziesz, to będzie dobra decyzja. I ta decyzja jest bardzo osobista, choć są sytuacje, kiedy człowiek powinien się kategorycznie skupić na nadpłatach. I podam takie dwie.
Po pierwsze, jeśli jeszcze nie umiesz inwestować, jeśli twoje pieniądze mają gnić na jakiś koncie, na jakimś koncie 0% lub na przykład jak moja przyjaciółka wpłaciła już coś na rachunek maklerski, ale mniej więcej od pół roku zastanawia się, w co zainwestować, to jest sygnał, że może lepiej te pieniądze przeznaczyć na nadpłaty. I druga sytuacja: nadpłata jest zawsze wtedy, gdy wiesz, że te pieniądze po prostu ci się rozejdą, bo nadpłata jednak dyscyplinuje, bo bank ci tych pieniędzy nadpłaconych nie odda.
A w pozostałych sytuacjach można też te dwa cele realizować równocześnie. I podzielę się z wami tym, co sami robiliśmy z Marcinem. Gdy zabraliśmy się za nasze finanse, mniej więcej w 2008 roku, mieliśmy długi na kartach kredytowych, nietrafione produkty inwestycyjne i kredyty hipoteczne. I w pierwszej kolejności oczywiście spłaciliśmy karty kredytowe, pozbyliśmy się jakiś polis, lokat i jakiś innych tego typu badziewi i odłożyliśmy poduchę finansową, a potem skoncentrowaliśmy się na kredycie. Nasz kredyt na nieruchomość wynosił łącznie blisko milion złotych i podstawowym celem było go nadpłacić i najwięcej nadwyżek finansowych przeznaczaliśmy na to. To był nasz wybór. Ale równocześnie nie zrezygnowaliśmy z inwestowania i mniejszymi kwotami, znacznie mniejszymi niż te, które szły na nadpłaty, ale za to z żelazną regularnością inwestowaliśmy na naszych kontach IKE. Podzieliliśmy nasz kapitał, bo sama nie czułabym się dobrze z taką sytuacją, gdy kredyt miałabym mocniej nadpłacony, ale po drodze nie miałabym żadnych oszczędności na boku. I oczywiście być może jest to również wyjście dla was.
I mam nadzieję, że ten film ułatwił ci wybór. Jeśli chcesz inwestować, to zajrzyj do filmu Marcina, który mówi o tym, jak inwestować w łatwy sposób już od 200 zł. A jeśli myślisz o nadpłatach, to polecam ci jeszcze ten drugi film, w którym bardzo szczegółowo mówię, jak to wygląda bank po banku. Wszystkiego dobrego. Cześć.