📱

Get Our Mobile App

Take your business learning on the go!

Download on the App StoreGet it on Google Play

Gdybym wiedziała to wcześniej, zarabiałabym więcej

Wolność za dychę 27:35

Transcription

Przypomnij sobie, czy w ciągu ostatnich trzech lat dostałaś podwyżkę i jeżeli tak, to ile ona sumarycznie wynosiła? 300, 500, 1000 zł? Bo u mnie największa podwyżka w całej karierze nie przyszła w momencie, kiedy ciężko pracowałam. Przyszła wtedy, kiedy siedziałam na bezrobociu i w końcu zastanowiłam się nad tym, jakiej pracy szukam i pozwoliłam sobie ją na spokojnie znaleźć. Oczywiście też nie obyło się bez nerwów.

A jeżeli się jeszcze nie znamy to cześć, jestem Kinga, a to jest Wolność za dychę. Na tym kanale pokazuję swoją drogę do wolności finansowej w 10 lat, jednocześnie pracując na etacie. Jak dobrze wrócić do tego intro?

W ciągu ostatnich trzech lat skumulowana inflacja wyniosła około 20%, więc coś co w 2023 roku kosztowało 100 zł, na koniec 2025 kosztowało już 120 zł. I właśnie tutaj musisz się zastanowić, czy twoja pensja też tak urosła, czy dogoniła chociaż inflację. Mówię o tym trzyletnim okresie ze względu na to, że właśnie 3 lata temu zaczęłam swoją pracę w badaniach klinicznych i od tamtego momentu moja pensja wzrosła trzykrotnie. A dzisiaj pokażę wam jak to zrobiłam.

U mnie najlepsze efekty jeżeli chodzi o wzrost wynagrodzenia przyniosła po prostu zmiana pracy. I podejrzewam, że w Internecie często spotykacie się z takim stwierdzeniem. I ja wiem, wiem, że zaraz zaczną się głosy, że to nie jest odpowiedni moment na zmianę pracy, że teraz jest rynek pracodawcy. Trzeba poczekać, aż się to wszystko uspokoi, świat wróci na właściwe tory i wtedy dopiero można zacząć szukać jakiejś pracy.

I tu cię zdziwię, bo ja tak na poważnie zawodowo pracuję już od jakichś sześciu lat i za każdym razem jak zmieniałam pracę, a w ciągu tych sześciu lat robiłam to już pięć razy, to słyszałam, że to nie jest dobry moment na zmianę pracy, że kto mnie przyjmie, że rynek to jest przepełniony, wszędzie są oferty widmo i ogólnie wejście gdziekolwiek na entry level, no nie, no nie da się. A nawet jeżeli ktoś się zatrudni, no to da ci mało hajsu, więc w ogóle nie ma sensu się starać. I gdybym słuchała tych wszystkich ludzi, to pewnie do tej pory pracowałabym na uniwersytecie za najniższą krajową, albo nawet jeszcze mniej.

Jeżeli dobrze przygotujesz się na zmianę pracy, to nawet w tych kryzysowych momentach dobrze na tym wyjdziesz. W ostatnich miesiącach sama przechodziłam przez proces szukania pracy i wyszłam na tym zadziwiająco dobrze. Nawet nie zakładałam tak dobrego rozwiązania tej sytuacji. Przeszłam przez kilkanaście procesów rekrutacyjnych. Niektóre zatrzymały się tylko na screeningu, niektóre poszły dalej i to wszystko było skumulowane w dwa miesiące i rozmawiałam naprawdę z wieloma firmami i polskimi i zagranicznymi i z tego całego worka dostałam porządne trzy oferty. A przy okazji nauczyłam się takich rzeczy, których na początku kompletnie się nie spodziewałam. Oczywiście niektóre były bardziej pozytywne, niektóre były turbo frustrujące. Jakby szukając pracy musisz być gotowa na roller coaster emocjonalne.

Dlatego w tym filmie chciałabym wam powiedzieć jak wyglądała ta moja cała rekrutacja i czego mnie nauczyło przy okazji, bo gdybym wiedziała to wszystko wcześniej to zaoszczędziłabym sobie sporo stresu i zaczęłabym zarabiać zdecydowanie więcej, zdecydowanie szybciej. Ale zanim w ogóle wysłałam pierwsze CV, to zrobiłam coś, czego nigdy wcześniej nie robiłam. Przy wcześniejszych próbach szukania pracy zawsze zaczynałam tak samo. Otwierałam LinkedIna, pracuj.pl, przeglądałam oferty i miałam jedno takie dosyć generyczne CV, które wysyłałam praktycznie na każdą ofertę. I tym sposobem w zeszłym roku udało mi się znaleźć pracę w tydzień, więc myślałem, że a dobra, złapałam pana Boga za nogi, więc teraz wystarczy, że to złapię i jedziemy. I byłam tak szczęśliwa, że dali mi to w moje wymarzone 10 000 brutto, że nawet długo się nie zastanawiałam. Nie zrobiłam żadnego prześwietlenia tej firmy. Powinnam się zdecydowanie bardziej dopytać o atmosferę, jaka tam panowała. No bo niestety trafiłam w turbotoksyczne środowisko. No ale zdarza się i tak.

Ale dlatego doszłam do wniosku, że tym razem zrobię to inaczej, bo przecież już jestem dorosła i ja też mam swoje wymaganie co do pracodawcy. Usiadłam z kartką i zaczęłam się zastanawiać, czego ja tak właściwie szukam, bo bardzo łatwo jest powiedzieć szukam nowej pracy. Ale co to właściwie znaczy? Więc rozpisałem sobie wszystko. Minimalne wynagrodzenie, na które jestem w stanie się zgodzić. Jaka forma zatrudnienia? Czy interesuje mnie umowa o pracę, B2B, czy zlecenie, czy zależy mi na pracy zdalnej, czy ewentualna hybryda też wchodzi w grę, czy firma ma być polska, czy zagranicze, czy zespół ma być polski, czy tylko mówiący po angielsku. Oczywiście, to, żeby też była dobra atmosfera i które benefity są dla mnie ważne? Czy jeżeli nie zapełnią mi multi multisporta, to będzie dealaker, czy jakoś to ogarnę? Bo wiedziałam, że teraz nie chcę znaleźć pracy, którą za pół roku czy za rok będę musiała znowu zmienić. Wiedziałam, że skupiam się na tym, żeby znaleźć pracę, w której na spokojnie posiedzę kilka lat. Dlatego musiała odhaczać naprawdę dużo konkretnych punktów.

Dlatego w ogóle nie interesowały mnie oferty, gdzie schodzili poniżej moich widełek i starali się mi mydlić oczy tym, że a za rok będzie podwyżka albo tutaj jest jakaś premia uznaniowa i praktycznie każdy ją dostaje, więc proszę się tym nie martwić. Ale tak naprawdę to skąd mam wiedzieć, czy ja tą premią uznaniową dostanę? Bo nawet nie było żadnych jasnych wytycznych i wiem o tym, bo zadałam takie pytanie, że na jakiej podstawie przyznają taką premię, czy ja w ogóle mam na to jakiś realny wpływ. No i powiedzieli, że y no to jest to premia uznaniowa, więc a pani rozumie, jakby my to uznajemy po prostu, że pani ciężko pracowała, nie? No i ja wtedy mówię: "Aha, no to dziękuję". Bo ja nie mam wtedy żadnej podkładki, na podstawie której mogę z nimi walczyć.

I kolejnym ważnym aspektem podczas szukania pracy są oczywiście ludzie. Im więcej znajomości masz, tym lepiej. Ale żyjemy też w takich czasach, że nawet jeżeli kogoś nie znasz, to i tak możesz do niego napisać. Więc jeżeli już jesteś w jakiejś branży, no to właśnie na pewno masz znajomości z poprzednich firm i prawdopodobnie znajdą się tam jacyś ludzie, którzy będą w stanie cię polecić do swojej firmy. Oni za to dostaną pieniądze, a twoje CV na pewno wejdzie w ręce HRów, bo jednak bez poleceń czasami bywa tak, że te CV gdzieś tam im się zagubią w systemie. Dlatego ja bardzo polecam korzystać z poleceń. Jednak jeżeli zaczynasz w nowej branży, nie znasz tam nikogo, no to nie pisałabym do obcych ludzi, żeby cię polecili, bo ty jesteś jakąś tam wizytówką dla osoby polecającej, więc w momencie, kiedy ktoś cię nie zna, to raczej nie będzie chętny, żeby cię polecić, bo nie wie czego można się po tobie spodziewać. I potem jeżeli ty źle wypadniesz na rozmowie rekrutacyjnej, to może się odpić na tej osobie.

Ale to co możesz zrobić i to co ja robiłam to jak znalazłam jakąś interesującą mnie ofertę pracy to patrzyłam kto pracuje w tej firmie w miarę na podobnym stanowisku na które ja chciałam zaaplikować i wtedy pisałam do tej osoby jak się jej pracuje jaka jest atmosfera i tak dalej i powiem wam że nie jeden raz mnie to uratowało właśnie napisałem do dziewczyny zapytałam się jak atmosfera, ona powiedziała, że no średnio w sumie sama zastanawia się nad odejściem więc wiedziałam, że to na pewno nie jest miejsce w którym chciałabym się znaleźć oczywiście też musisz brać pod uwagę, że są to jednak obcy ludzie, którym trochę musisz zaufać, bo nie do końca wiesz jaki oni mają też charakter i czy może dlatego ta praca im się nie podoba i czy to może oni nie są problemem w tej pracy. Tego nigdy nie wiesz, ale jeżeli zadasz odpowiednie pytania to jesteś w stanie tam między słowami dowiedzieć się tego, co chcesz.

I dopiero kiedy zrobiłam dogłębny research, napisałam do ludzi i wiedziałam już, że firma jest warta mojego czasu, to dopiero wtedy wysyłałam CV. ale dokładnie spersonalizowane pod tą ofertę. Brałam swoje CV takie bazowe, tak to nazwijmy, wrzucałam to do czata, dawałam mu ogłoszenie i mówiłam, żebym moje punkty pozmieniał według tego ogłoszenia. Bohaterzy do odsiew CB używają AI, więc żeby twoje CV jakkolwiek mogło się przedrzeć, to też najlepiej żeby było napisane przez AI. Wtedy jest większa szansa, że złapiesz te słowa kluczowe, których oni oczekują.

A jak już powysyłałam te CV, to zaczęły się dziać rzeczy, których kompletnie się nie spodziewałam, bo ja naprawdę myślałam, że mniej więcej wiem jak wygląda to szukanie pracy, że jednak mam w tym jakieś doświadczenie, ale mimo tego kilka rzeczy naprawdę mocno zmieniło moje podejście. Po pierwsze, przestałam wierzyć ogłoszeniom. Serio, oczywiście nadal trzeba je czytać, bo na jakiej innej podstawie masz decydować, czy chcesz tam aplikować, czy nie? ale nie przywiązywałabym się do tego jakoś bardzo mocno, a już zwłaszcza do informacji o trybie pracy, bo u mnie wyglądało to wręcz komicznie. Znalazłam jedno ogłoszenie, gdzie gdzie opis stanowiska był naprawdę sensowny i pokrywał się z tym, jakie ja miałam doświadczenie, ale niestety praca była opisana jako praca stacjonarna, więc dla mnie no nie bardzo, ale postanowiłam sobie, że będę wysyłać CV na te oferty, na które pasuje moje doświadczenie i nieważne jaki tam jest tryb pracy, bo i tak pewnie rozmowa rekrutacyjna będzie zdalna, więc przynajmniej sobie przećwiczę.

I wiecie co się okazało? Że zespół, który tam pracuje, jest tak naprawdę rozsiany po całej Polsce. I ogólnie raczej mają takie podejście, że po prostu spotykają się raz w miesiącu na taki dzień szkoleń, ale też trochę taką integrację, czyli de facto praca jest prawie całkowicie zdalna, a w ogłoszeniu było napisane, że jest stacjonarna, ale z drugiej strony na przykład też miałam firmę, która w ogłoszeniu miała napisane, że praca jest hybrydowa, a potem w trakcie rozmowy okazało się, że cały zespół pracuje z domu, więc nie ma najmniejszego sensu, żebym ja przyjeżdżała do biura, więc też mogę pracować w 100% zdalnie. Więc tutaj ten dział HR i ten zespół nie do końca mieli połączenie i myślę, że to jest bardzo ważna lekcja i też spora poprawka do tego filmu o pracy zdalnej, który robiłam jakieś dwa miesiące temu. Na początku w ogóle nie zakładaj filtrów na tryb pracy. Weź pod uwagę wszystkie, które wydają ci się sensowne, bo prawdopodobnie stan faktyczny jest taki, że w większości i tak pracują oni hybrydowo albo zdalnie i bardzo często ta kwestia jest po prostu do dogadania się.

A też jeżeli wyś więcej CV, no to jest większa szansa, że może ktoś się do ciebie odezwie, będziesz miała rozmowę rekrutacyjną, więc zadadzą ci może jakieś nowe pytania i lepiej się przygotujesz, jakoś tak oswoisz z tym stresem, który występuje na rozmowie rekrutacyjnej. Więc w momencie, kiedy przyjdzie ta oferta idealna, to wtedy już nie będziesz się aż tak stresować. Dodatkowo też nie przywiązywałabym się jakoś bardzo mocno do tego opisu stanowiska w ogłoszenie, bo tutaj zauważyłam, że oni bardzo często potem twoją pracę dopasowywują do tego, jakie masz doświadczenie z poprzednich firm. I na przykład, no ja miałam jedną firmę, która po rozmowie rekrutacyjnej ze mną doszła do wniosku, że że zaproponują mi stanowisko wyżej, bo moje doświadczenie bardziej temu stanowisku odpowiadało. Więc to wszystko traktuj trochę jak wskazówki, a nie jakieś konkrety.

I druga rzecz, która u mnie genialnie zadziałała, to jest pisanie do rekruterów. W momencie, kiedy masz jakąś ofertę, która ci się spodobała, przygotowałaś już CB i je wysłałaś, to wtedy warto zobaczyć w tym ogłoszeniu, kto jest odpowiedzialny za tę ofertę i wysłać do tej osoby na LinkedIn wiadomość. Nie musi to być nie wiadomo jaki elaborat czy list motywacyjny. Po prostu krótka wiadomość, że hej, jestem zainteresowana tą ofertą, wysłałem CB i tyle. Albo możesz też dodać, że jeżeli potrzebują jakichś dodatkowych informacji, no to wtedy bardzo chętnie podeślesz. A jeżeli nie ma nikogo podpiętego pod to ogłoszenie, to ja bardzo często robiłam tak, że wchodziłam na profil danej firmy i szukałam kogoś, kto miał opis stanowiska jako hrquisition. I wtedy pisałam do tej osoby i nawet jeżeli to nie ona prowadziła te rekrutację, to przekierowywała mnie do odpowiedniego rekrutera i wtedy mogłam napisać bezpośrednio do niego.

I to jest bardzo ważne, bo wtedy przestajesz być tym jednym z kilkuset czy kilku tysięcy CV, które oni dostają, tylko zaczynasz być realną osobą i zostajesz im w głowie i już jest im głupio, tak totalnie cię olać. Więc nawet jeżeli nie będą zainteresowani twoją kandydaturą, to szybciej ci powiedzą, że sorry, ale nie i nie będą cię trzymać w takiej niepewności.

I tutaj też od razu chciałabym ci sprzedać następnego tipa, który przyda ci się, nawet jeżeli nie szukasz w tej chwili pracy. Warto odpisywać rekruterom. Jeżeli masz konto na LinkedInie i masz już jakieś doświadczenie w swojej branży, to pewnie zauważyłaś, że raz na jakiś czas, nawet jeżeli nie szukasz pracy, to odzywa się do ciebie jakiś rekruter, że poszukują kogoś na podobnym stanowisku i tak dalej. I naprawdę warto na takie wiadomości odpisywać. Ja na początku je totalnie ignorowałam i teraz trochę żałuję, bo wielu z tych rekruterów pracuje w agencjach i oni rekrutują do naprawdę dużej ilości firm. Więc jeżeli za pół roku, za rok, za dwa lata będziesz chciała zmienić pracę, to już będziesz miała jakiś kontakt, jakiś punkt zaczepienia z nimi i wtedy wystarczy, że do nich napiszesz, że hej, szukam teraz pracy mniej więcej na takim i takim stanowisku, w takich i takich widełkach, czy miałbyś coś dla mnie? Jest bardzo duża szansa, że odpiszą ci z dwoma, trzema ofertami, które mają na stole, bo już nie jesteś anonimową osobą z LinkedIna, która do nich piczuje, tylko oni już mieli z tobą wcześniej kontakt i wiedzą, że masz wartościowe doświadczenie.

Jest jeszcze jedna rzecz, którą zrobiłam trochę przypadkiem, ale okazała się być chyba najbardziej wartościowa ze wszystkiego. Po każdej rozmowie rekrutacyjnej wyciągałam telefon i nagrywałam się dosłownie przez kilka minut. Oczywiście ja w tamtej chwili robiłam to do vloga, który zresztą możecie znaleźć na kanale, ale właśnie bazując na tym doświadczeniu poleciłabym takie podejście każdemu. Dosłownie zamykasz rozmowę, odpalasz od razu telefon i zaczynasz mówić co ci leży na sercu, jak ta rozmowa przebiegała, jaki miałeś waj menadżerem, jakie pieniądze ci zaproponowali, co ty zaproponowałaś, jak ogólnie ci się podobała ta rozmowa rekrutacyjna, czy w ogóle widzisz siebie w tej firmie pracując tam na stałe? Ja po prostu mówiłam wszystko, co mi przyszło do głowy, bo też w tamtym momencie powoli zaczyna z ciebie schodzić ten stres po rozmowie rekrutacyjnej. Więc bardzo często jest tak, że język ci się będzie plątał, ale właśnie o to w tym chodzi, żeby dokładnie pokazać te emocje, odczuć to pierwsze wrażenie, jakie miałaś o tej firmie, bo problem jest taki, że po tygodniu już już te wspomnienia się zamarzą, już będziesz to sobie racjonalizowała jakoś i wtedy możesz odnieść wrażenie, że ta rozmowa nie poszła tak źle. albo wręcz przeciwnie, że w ogóle to było tragicznie i nie chcesz mieć z tą firmą nic więcej do czynienia.

I ja właśnie tak miałem z jedną firmą, że bezpośrednio po rozmowie miałem takie, że nie widzę za dużo rugów, coś mi tutaj nie pasuje. A potem jak wysłali mi ofertę, no to już zobaczyłam dobre pieniądze, więc automatycznie moja głowa już doszła do wniosku, że nie, jednak nie było tak źle, to jest wszystko do ogarnięcia, może mieli po prostu gorszy dzień i tak dalej. Ale potem zobaczyłam swoje nagranie i miałam takie hm, chyba nie warto się w to pakować. I właśnie dlatego też bardzo polecam nagrywanie siebie zamiast robienia jakichś notatek, bo gdybym chciała spisać te wszystkie emocje na kartce, to po pierwsze nie do końca byłabym w stanie je nazwać, po drugie miałabym ten moment na pomyślenie i trochę ocenzurowanie tych swoich słów. Na pewno jakoś bym filtrowała te opisy, a jednak w momencie, kiedy mówisz na żywo, no to po prostu czasami coś chlapniesz i bardzo często właśnie te słowa potem cię ratują przed złą decyzją.

I myślę, że właśnie wtedy zrozumiałam, że szukanie pracy nie kończy się tylko na wysyłaniu CV i rozmowach rekrutacyjnych. To jest tylko początkowy etap na tej ścieżce. Najważniejsze w tym wszystkim jest podejmowanie decyzji. A żeby podejmować dobre decyzje, to musisz mieć jak najwięcej informacji. I właśnie wtedy wydarzyło się coś, co kompletnie zmieniło moje podejście do pieniędzy i do rozmów o wynagrodzeniu.

Dobra, i teraz dochodzimy chyba do najważniejszej rzeczy, którą wyniosłam z tego całego procesu. Pewnie gdybyście mnie zapytali jeszcze te kilka miesięcy temu, co jest najważniejsze podczas szukania pracy, to wtedy pewnie bym powiedziała, że dobre CV, dobry przegląd ofert właśnie znajomości, też przygotowanie się do rozmowy. Ale dzisiaj powiedziałabym, że najważniejszą rzeczą są negocjacje. I pamiętam, że w jednym z poprzednich filmów, tym o 30 lekcjach na 30 urodziny, właśnie mówiłam wam, że negocjacje to jest najważniejsza umiejętność finansowa. I właśnie wtedy przekonałam się o tym na własnej skórze, bo póki nie znalazłam się w procesie rekrutacyjnym z wieloma firmami jednocześnie, to jeszcze nigdy wcześniej nie miałam aż takiej okazji do negocjacji, bo problem jest taki, że przez większość życia jesteśmy uczeni, żeby właśnie nie sprawiać problemu, że ważna jest życzliwość, że skoro ktoś już nam dał pracę, no to nie wypada prosić o zbyt wiele. A prawda jest taka, że trzeba być trochę roszczeniowym, bo dla firmy negocjacje są czymś totalnie normalnym, wręcz oczekiwanym. Więc to nie jest tak, że jeżeli zapytasz o wyższe wynagrodzenie, to nagle ktoś się obrazi i powie: "A to pani już dziękujemy". To jest po prostu normalny element tego procesu.

I u mnie, jeżeli chodzi o wynagrodzenie, no to na początku założyłam sobie widełki takie 12, 14 000 brutto, że to byłyby pieniądze, z których byłabym zadowolona, bo byłaby to podwyżka w porównaniu do mojej poprzedniej pracy. I też były to pieniądze, z którymi ja się czułam dobrze, że ktoś płaci tyle za moje umiejętności. Nie, mniej więcej wiecie o co mi chodzi. Później zobaczyłam, że odzew jest taki niewielki. Też jak już złapałam jakiegoś rekrutera i zapytałam się go jakie mają widełki przewidziane na to stanowisko, to raczej mówili takie 9 12. Więc wtedy trochę dostosowałam swoje wymagania, że na pewno nie chcę zarabiać mniej niż 10 000. No i na rozmowach rekrutacyjnych zaczęłam tak mówić, że 10, 12, 10, 13 to by były pieniądze, które mnie w miarę by satysfakcjonowały.

I pamiętam, że w pewnym momencie od jednej firmy dostałam ofertę na 13 000. I moja pierwsza myśl była taka: "Biorę". No wzięli i tak moje najwyższe widełki, ale powiedziałem im, że mam też inne firmy, że chcę być fair w stosunku do każdej z tych firm, więc chcę ich poinformować o tym i poczekać, aż daddą swoje kontroferty. I wtedy oni powiedzieli, że rozumieją i żebym dała też im chwilę, to oni ogarną dla mnie lepsze pieniądze. I na początku byłam w szoku, bo ja nawet jeszcze nie miałam przejść żadnej kontroferty, ale oni tak już asekuracyjnie chcieli się przebić na wyższe, więc mówię: "Spoko, dla mnie lepiej". I właśnie finalnie zaproponowali mi około tych 15800 brutto. I wtedy przyznam, że byłam totalnie w szoku, bo nie zakładałam w ogóle takich pieniędzy. Więc też delikatnie włączył mi się taki syndrom oszusta, czy moje doświadczenie jest w ogóle tyle warte. I wtedy właśnie zrozumiałam, że bardzo często zabieramy sobie tą możliwość zarabiania więcej, bo po pierwsze nie zgłaszamy, że chcemy zarabiać więcej, a po drugie też blokuje nas nasza głowa, że właśnie czy ja w ogóle zasługuję na takie pieniądze.

I po zaakceptowaniu tamtej oferty za 15800 zadzwoniła do mnie firma, która wcześniej mi powiedziała, że zrobią awans wewnętrzny i nie będą mnie chcieli, że jednak w sumie to mnie chcą. I przy pierwszej turze rozmów z nimi, no to właśnie dałam widełki te 10 12. Ale później, gdy zadzwonili, że jednak mnie chcą, a ja już miałam tą ofertę za 15800, to powiedziałam, że co najmniej ich propozycja musiała być na poziomie 15 000, żebym w ogóle była w stanie je rozważać i w ogóle zrobili to bez mągnięcia okiem. Więc nie dość, że trafiałam do firmy, na którą liczyłam najbardziej od samego początku, to jeszcze dostałam pieniądze, o których nawet wcześniej nie marzyłam.

Ale też w negocjacjach nie chodzi tylko o pieniądze, bo możesz sobie wynegocjować praktycznie wszystko. Właśnie jaki tryb pracy, może jakieś dodatkowe dni urlopowe, może jakieś benefity albo godziny pracy, żebyś na przykład była w stanie zaprowadzić i odbierać dzieci z przedszkola. To już tak naprawdę zależy od ciebie, czego ty potrzebujesz w swojej sytuacji, ale naprawdę jest pełno rzeczy, które można negocjować i warto to robić.

I wiecie co jeszcze mnie zaskoczyło? że dopóki umowa nie jest podpisana, to jeszcze nic nie jest pewne. Naprawdę na początku wydawało mi się, że w momencie kiedy firma już złożyła mi ofertę, wysłała list intencyjny, to już jakby sprawa jest zamknięta i wszystko jest przyklepane, ale nie, dopóki formalna umowa nie jest podpisana, to ty masz jeszcze miejsce na zmianę i oni oczywiście też. Dlatego ja do samego końca prowadziłam równoległe rozmowy z firmami. Jakby nie chodziło mi o to, żeby kogoś oszukać, tylko zawsze chciałam mieć ten plan B, że jeżeli w którejś firmie powiedzieliby mi, że mają jednak lepszego kandydata i nie chcą ze mną podpisywać umowy, to zawsze miałam jakiś backup, jakąś firmę, która na mnie czekała. I myślę, że to jest bardzo zdrowe podejście, bo bardzo łatwo jest się emocjonalnie przywiązać do jednej firmy, zwłaszcza jeżeli rozmowa nam się podobała, był vibe z menadżerem, to wtedy już widzisz siebie oczami wyobraźni, że tam pracujesz, ale potem może się jednak okazać, że ci podziękują i wezmą kogoś innego, a wtedy zostajesz z niczym. Dlatego przy ewentualnym następnym szukaniu pracy zrobiłabym dokładnie to samo. Trzymać kilka firm za ogon, nie zakładać, że cokolwiek jest pewne. Dzięki temu, jeżeli masz kilka firm, które się o ciebie biją, to masz też łatwiejsze stanowisko do negocjacji. Ale też oczywiście trzeba to robić z wyczuciem, żeby nie było, że trochę za bardzo to poprzeciągasz i w końcu wszystkie firmy się od ciebie odwrócą.

Od kilku lat praktycznie wszędzie słyszymy to samo. Rynek jest fatalny, nie da się znaleźć pracy, po prostu dramat. I oczywiście nie chcę tutaj nikomu odbierać jego doświadczeń, bo wiem, że są branże, w których naprawdę jest ciężko, zwłaszcza przez to straszne jaj, ale też jeżeli dopiero zaczynasz, to na pewno jest ci trudniej wejść na nowy rynek pracy. Natomiast moje doświadczenia są zupełnie inne. Ja jednak aplikowałam już na role, w których miałam tam jakieś doświadczenie i okazało się, że wcale nie jest tak źle. Oczywiście nie było aż tak super jak w zeszłym roku, że znalazłam pracę w tydzień, ale nadal no poświęciłam na to dwa, trzy miesiące, zależy jak liczyć i wyszłam na tym naprawdę dobrze, ale też dostałam kilkanaście pewnie odmów. Były też firmy, które w ogóle mnie zgostowały i nigdy mi nie odpisały, ale to jest klasek, no tego musisz się spodziewać. Natomiast uważam, że jeżeli masz już jakieś doświadczenie w danej branży, to jesteś w stanie znaleźć naprawdę dobrą pracę nawet na tym strasznym rynku pracodawcy.

I zauważyłam też, że internet coraz bardziej staje się takim miejscem strachów, gdzie wchodzisz i wszędzie są tylko komentarze mówiące o tym, jak jest źle, jak jest tragicznie, że w ogóle nie ma nadziei na ten świat. I ja rozumiem, że to na pewno się lepiej klika i wywołuje większe emocje, ale też jaką to robi cisieczkę z mózgu. Dlatego na czas szukania pracy polecam ci zrezygnować albo chociaż ograniczyć media społecznościowe. Bo ja gdy wchodziłam na LinkedIna i miałam właśnie przeglądać oferty, no to trafiałam oczywiście na stronę główną i tam od razu pełno postów, że jest jakaś księgowa, która od dwóch lat już nie jest w stanie znaleźć pracy w zawodzie, że nawet do Biedronki nie chcieli przyjąć, bo ma za wysokie wykształcenie i po prostu żyje na szklance wody i kajzerce przez cały miesiąc. I oczywiście już w mojej głowie widziałam, że to będę ja, że ja nie znajdę pracy, nikt mnie nie zechce i właśnie nawet nie będę mogła pójść do jakiejś Biedronki czy Żabki, bo nigdzie nie będą mnie chcieli. Ale to nie jest prawda i prawdopodobnie w twoim przypadku też nie będzie, zwłaszcza jeżeli będziesz pewna siebie na rozmowach. Oczywiście też bardzo dużo zależy od twojego doświadczenia, tego jak się posługujesz językiem i czy ogólnie potrafisz się sprzedać na rozmowie rekrutacyjnej.

I właśnie nie chcę was zostawiać z tym filmem w takim przekonaniu, że że nie ma sensu nawet próbować, bo zawsze jest sens. Najwyżej okaże się, że nie masz jeszcze jakichś umiejętności, które na rynku są oczekiwane, ale wtedy przynajmniej wiesz nad czym jeszcze popracować. I też pamiętaj, że to, że pójdziesz na rozmowę rekrutacyjną to nie znaczy, że musisz zmieniać pracę. Możesz pójść po prostu dla sportu, żeby właśnie wyczuć jak wygląda w tej chwili rynek w twojej branży. To do niczego cię nie zobowiązuje i też staraj się podchodzić do tych rozmów rekrutacyjnych. Także jesteście na równi z tym rekruterem, bo ja przez długi czas miałam takie poczucie jak szłam na rozmowę rekrutacyjną, że to oni oceniają mnie i że to jest jakiś egzamin dla mnie i ja jestem w tej gorszej pozycji. A prawda jest taka, że oni też muszą przypodobać się tobie, że oni też chcą się sprzedać. Więc w tej chwili ja przychodzę z pełną listą pytań, tak jakbym to ja rekrutowała ich na swojego przyszłego pracodawcę.

I już na koniec chciałabym was zostawić z kilkoma rzeczami, które ja bym chciała usłyszeć jeszcze zanim zaczęłam szukać nowej pracy. I jak zaczynałam szukać nowej pracy, to wydawało mi się, że właśnie moim głównym celem jest po prostu znalezienie jakiejś lepszej pracy z lepszą atmosferą, lepszym menadżerem. Ale teraz kiedy ten cały proces się zakończył to zrozumiałam, że wyniosłam z tego coś cenniejszego. Po prostu przestałam bać się zmiany. Bo jeżeli przez kilka lat pracujesz w jednym miejscu, to możesz się właśnie tak zasiedzieć i wtedy bardzo ciężko jest uwierzyć, że są jakieś inne firmy, które chciałyby cię zatrudnić, bo przecież znasz głównie systemy tej firmy. Zresztą w innym miejscu może być gorzej, a tutaj no nie jest za dobrze. Kokosów też nie zarabiasz, ale jak to mówią jest chujowo, ale stabilnie, więc może się przemęczysz jeszcze rok, dwa, pięć. Wiadomo, zaczniesz szukać pracy, jak już będzie lepsza sytuacja na rynku. Po prostu tylko ten moment bardzo często nigdy nie przychodzi, bo zawsze znajdziesz jakiś argument, żeby jeszcze chociaż trochę poczekać.

A ten mój proces pokazał mi, że rynek jest zdecydowanie większy niż nam się wydaje, bo do mnie pisały firmy, o których nie miałam zielonego pojęcia i pewnie sama też bym ich nie znalazła. I właśnie, jeżeli czujesz, że robisz dobrą robotę, ale twoja pensja stoi w miejscu, to może właśnie problemem nie jest to, że za mało się starasz, tylko to, że jesteś w miejscu, które już nie jest w stanie ci nic więcej zaoferować. I tak jak już wspominałam i przypomnę się jeszcze raz, nie chodzi mi o to, żeby teraz każdy nagle rzucił pracę i zaczął szukać czegoś nowego. Absolutnie nie. Bo jeżeli jesteś zadowolona ze swojego zespołu, dobrze zarabiasz, masz stabilną sytuację, to nie ma czegoś zmieniać. Ale jeżeli czujesz, że od miesięcy albo nawet lat stoisz w miejscu, nie rozwijasz się, nie zarabiasz lepszych pieniędzy, to naprawdę warto sprawdzić co oferuje rynek. I tak jak mówiłam, możesz pójść na rozmowę rekrutacyjną i tylko sprawdzić. Nikt cię nie zobowiąże do tego, że musisz przyjąć t nową ofertę pracy.

Dobra, to teraz sobie jeszcze to wszystko podsumujmy tak w kilku zdaniach. Po pierwsze, na początek określ w ogóle czego szukasz, a dopiero później wysyłaj CV. Po drugie, nie wierz na ślepo ogłoszeniom. One są tylko takim punktem wyjścia, taką wskazówką, czego mniej więcej możesz się spodziewać, ale prawda może się okazać totalnie inna. Po trzecie, pisz do rekruterów. A jeżeli oni piszą do ciebie, to im odpisuj. Po czwarte, nagrywaj swoje przemyślenia od razu po rozmowie rekrutacyjnej. Jeżeli masz robić tylko jedną rzecz z tego filmu, to rób właśnie to. A po piąte, negocjuj, negocjuj, negocjuj. Nawet jeśli wydaje ci się, że nic to nie zmieni. Na początku też na pewno będzie ciężko, ale im więcej razy spróbujesz, tym za każdym razem będzie trochę lepiej i będziesz się czuła bardziej naturalnie. Po prostu musisz sobie wyrobić ten miesień negocjacji. I szóste, dopóki umowa nie jest podpisana, szukaj dalej. Rozmawiaj, nie zamykaj się na inne opcje, bo dopiero podpisana umowa daje ci pewność.

I na tym kanale często rozmawiamy o pieniądzach i o dojściu do wolności finansowej. I prawda jest taka, że ten cel wydaje się bardziej realny w momencie, kiedy więcej zarabiasz, bo dużo łatwiej jest odłożyć dodatkowy 1000 miesięcznie w momencie, kiedy dostałaś 1000 podwyżki, niż próbować za wszelką cenę wycisnąć kolejną stówę oszczędzając na domowym budżecie. I właśnie dlatego uważam, że dbanie o swoją karierę jest bardzo ważnym elementem budowania wolności finansowej. I nie chodzi mi o to, żeby zmieniać teraz pracę co rok. Chodzi o to, żeby znać swoją wartość i nie bać się sprawdzić, ile tak naprawdę jest warta na rynku pracy.

I też w komentarzach dajcie znać czy jesteście zadowoleni ze swojej obecnej pracy, czy właśnie myślicie nad jakąś delikatną zmianą. A jeżeli chcecie zobaczyć, jak u mnie ten proces wyglądam na bieżąco, to odsyłam was do vlogów, które właśnie nakręciłam na bezrobociu. Możecie tam zobaczyć jakie emocje mi towarzyszyły i jakie decyzje podejmowałam na bieżąco. I oczywiście odsyłam was ter filmu o szukaniu pracy zdalnej. To jest taki dobry wstęp teoretyczny do tego filmu.

A ja tymczasem bardzo wam dziękuję za obejrzenie. Jako że teraz zmieniłam termin postowania, to proszę was bardzo mocno o podbijanie tego filmu i subskrybowanie tego kanału, żeby nie zginął on gdzieś tam w czeluściach algorytmu. No i oczywiście w niedzielę widzimy się w kolejnym filmie.