📱

Get Our Mobile App

Take your business learning on the go!

Download on the App StoreGet it on Google Play

Prokrastynacja to tylko objaw. Przestań z nią walczyć i zacznij myśleć - Marta Niedźwiecka

Studnia bez dna, podcast Agnieszki Dziekan1:06:21

Transcription

Uwaga, nie ma żadnej uniwersalnej metody na motywację. Jak ktoś wam to mówi, to pieprzy bzdury.

Motywacja jest bardzo szerokim tematem, nie? A wydaje mi się, że w internecie zwłaszcza spłóciliśmy go do maksimum pięć sposobów. W internecie zrobiliśmy dużo strasznych rzeczy, a z motywacją to już w ogóle.

A atomowe nawyki, sroty, troty. Zły humor nie ma nic czy dobry, nie ma nic wspólnego z motywacją. Można mieć wysoką motywację i i bardzo zły humor. Tak.

[muzyka]

Okej. My nie chcemy tego wysiłku. My chcemy pigułkę. No to jest chora akcja. Wiesz, większości ludzi nie zależy na sześciopaku. W większości ludzi zależy na akceptacji. Akceptacji i aprobacie. Im bardziej niezgodne z nami są cele, które realizujemy, tym większy będzie opór, a przez to prokrastynacja. Z tą motywacją jest ten problem, że oprócz tego wszystkiego musimy mieć jeszcze jakiś rodzaj takiego filtra, żeby zrozumieć gdzie świat nas nabija w butelkę.

Studnia bez dna. Brain Market. Tu wiedza, suplementacja i zdrowe nawyki spotykają się w jednym miejscu. Dobrze żyć świadomie.

[muzyka]

W dzisiejszym odcinku podcastu Studnia bez dna Marta Niedźwiedzka rozbija na kawałki popularne mity o rozwoju osobistym. Dlaczego tolerancja na frustracje to jedyny święty gra motywacji? Czy popularne atomowe nawyki są faktycznie dla każdego i co z nimi jest nie tak? Co robić, gdy dopada cię zjazd [muzyka] nastroju i brak sprawczości? Na rozmowę zaprasza Agnieszka Dziekan.

Witajcie.

[muzyka]

To kolejny odcinek podcastu Studnia beznasz. Super, że z nami jesteście. Dzisiejszy temat będzie takim tematem, który teoretycznie najczęściej robi się bliżej jesieni, może nowego roku, no bo motywacja, wiecie, postanowienia, straty taty. Ja robię to trochę inaczej z racji tego, że mój bardzo dobry człowiek Andrzej Tucholski jakiś czas temu rzucił mi taką podkręconą piłkę mówiąc: "Zastanów się już teraz, kiedy czujesz się dobrze, dlaczego na 99,9% w połowie roku będziesz czuła się źle i dlaczego to dzieje się regularnie i jeżeli się dowiesz dlaczego tak się dzieje, to może w końcu po 31 latach coś się zmieni." Marta Niedźwiedzka u mnie. Cześć.

I ja mam cześć. powiedzieć ci, co się ma zmienić. Tak. Dlaczego tak się dzieje, że regularnie w połowie roku yyy mam zjazd i nie będziemy tu mówić o mnie, ale będziemy mówić właśnie o szeroko pojętej motywacji, bo to nie

A dlaczego łączysz zjazd z motywacją?

No bo ja tracę motywację do rzeczy, do robienia rzeczy.

Ale zły humor nie ma nic czy dobry nie ma nic wspólnego z motywacją.

No i no i tu jest już początek rozmowy, bo ta motywacja jest bardzo szerokim tematem, nie? A wydaje mi się, że w internecie zwłaszcza spłóciliśmy go do maksimum pięć sposobów internecie zrobiliśmy dużo strasznych rzeczy. A z motywacją to już w ogóle, bo ona jest y z różnych powodów nam siada. Będziemy gadały dlaczego nam siada i z jakich powodów może być trudno.

Ale rzeczywiście na samym początku dotknęłaś jednej z ważniejszych rzeczy. To znaczy my mamy absolutnie mylne przekonanie, że dobry nastrój oznacza wysoką motywację. Nie, nic takiego nie istnieje.

Czyli można mieć wysoką motywację i i bardzo zły humor.

Tak. Okej.

Nastrój. My mówimy o nastroju psychologowie. Można mieć słaby nastrój. On wcale niekoniecznie jest jeszcze depresją, ale możemy być w długotrwałym, obniżonym nastroju i motywować się tak samo dobrze, jak motywowaliśmy się wtedy, kiedy byliśmy w euforycznym napadzie radości związanym z wiosną. Co więcej są osobowości i jakby ciężko to tak jednoznacznie powiedzieć, kto tak będzie miał, ale bardziej rozhamowane osoby w ogóle będą się przy w tym wzrostowych nastrojach bardzo dobrych dużo gorzej motywowały niż w takich neutralnych.

Okej? bo będą bardziej podatne na takie no właśnie euforyczne, pozytywne, impulsywne zachowania, które bardzo nas wybijają na przykład z z działania.

Czyli euforia nie jest dobrym motorem.

Absolutnie, absolutnie jest przeciwskuteczna do trwałej motywacji.

Może dlatego tak jest faktycznie łączę to, że kilka miesięcy mam takich super robię, a później jest gleba. No i teraz warto by zobaczyć, bo, bo kolega Tucholski dotknął bardzo ważnej rzeczy, że żeby zrozumieć co się dzieje z naszą motywacją, trzeba sobie zrobić mapę tego, jak my reagujemy, działamy, co się dzieje, jak nam się nie udaje, jak się zachowujemy, jak nam się udaje, znaczy udaje, jak nam, jak doprowadzamy coś do końca. Czyli zrozumieć jak to działa u nas, ponieważ uwaga nie ma żadnej uniwersalnej metody na motywację. Jak ktoś wam to mówi, no pieprzy bzdury.

A atomowe nawyki, sroty, troty. [śmiech] Oczywiście, że są ludzie, którym nawyk na przykład y regularnego pisania pomoże potem usiąść do pisania, jeśli są literatami, literatkami. Są tacy ludzie, którym nawyk, nie wiem, regularnego czytania rzeczy na studia pomoże potem robić poprawki. Ale ja wiem, że Atomowe Nawyki to jest taka książka, która się rozeszła w milionach. Wszyscy uważają, że ona odkryła Amerykę w konserwach, a ona i życie zmieniła, a ona ma tą wadę, że po pierwsze, znaczy jak wam zmieniła, to super, [parsknięcie] ale ona nie jest uniwersalna, nie tam nie ma żadnego świętego grala psychologii

i ona traktuje kwestie, że tak powiem, zbierania się do działania bardzo po amerykańsku, bardzo wybiórczo i w sposób niezwykle specyficzny. chodzi o to, że tam realizacja zadania jest celem samym w sobie, nie? Tam nie ma zadania sobie pytania po jaką cholerę ja to robię.

Czyli jakby tam nie było na okładce napisane, że to była książka wydana w Stanach, to i tak można by się było domyślić, że ona jest wydana w Stanach, bo w Stanach jest mało refleksji nad tym, po co my coś robimy. Raczej jest taki prymat celu, nie? Zrobione zadanie to jest dobrze.

I tak wracając do tego mapowania, jak my zrozumiemy, po co ci ta euforia przez te parę miesięcy, robię, jest lot. Do czego ona służy?

No żeby czuć, że się żyje.

No ale co to ma wspólnego z motywacją?

No nic. Znaczy wiesz, jak masz lepszy humor, to bardziej ci się chce.

Nieprawda.

No. No. Bardziej mi się chce ruszyć w dupę. Marta,

nieprawda. Po prostu mniej cię to kosztuje.

Mhm. No, no to prawda. To są dwa różne wskaźniki.

Okej. I teraz jeżeli my rozumiemy, że motywacja to jest bardzo to jest zespół bardzo wielu czynników związanych z naszymi emocjami, systemem wartości, z tym jak wygląda nasza wymiana z otoczeniem, wpływem kultury. Tam naprawdę jest siedem warstw w tym w tym sękaczu,

które zadecydują o tym, czy my będziemy w stanie podjąć, kontynuować i zakończyć zaplanowane zadanie. I teraz jak mamy tak zwany dobry nastrój, to nam się wydaje, że idzie nam łatwiej. To nie jest obiektywna prawda, to jest subiektywne doświadczenie, ponieważ wejście w działanie kosztuje nas trochę mniej. Mm.

Natomiast jeżeli my mamy nawyk i tego bym się tylko z tych atomowych nawyków przytrzymała, jeżeli my mamy nawyk robienia niezależnie od nastroju, to po jakimś czasie zauważamy, że czy mamy dobry humor, czy mamy zły humor, zrobienie naszej roboty kosztuje nas dokładnie tyle samo, bo to nie oczywiście, że jest przyjemniej, wygodniej, wiesz, bardziej barwnie wchodzić w robotę z uśmiechem na ustach. No ale jak już się przez 30 lat życia zdążyłaś dowiedzieć, nie zawsze mamy ten luksus. Więc dobrze by było nie stroić się na ten pozytyw,

bo jak go nie ma,

Mhm.

No to my wtedy siadamy i myślimy sobie: "Boże, co się stało z moją motywacją?"

Ale wydaje mi się, że w ogóle w głowie mamy taką myśl, że motywacja równa się chce mi się robić.

Mhm.

Więc wtedy jestem zmotywowana, że mi się chce robić. A ty mówisz, że tak nie jest do końca.

Nie, nie jest tak do końca. To, że mi się jest bardzo dużo ludzi, którzy mają coś, co się kiedyś nazywało słomianym zapałem.

I to są osoby, którym się chce. Tak,

im się bardzo dużo chce, tylko one nie dowożą, bo im brakuje kilku takich właściwości jak skrupulatność, systematyczność, zdolność budowania długofalowych planów, bo są to kompetencje, które nie są jakby w naturalny sposób sprzężone z ich temperamentem i osobowością. I te osoby, one bardzo dużo chcą,

ale nic nie wychodzi,

ale ale dowiozą 10 tego, co im się chce.

I to jest taka odwieczna frustracja, że tyle chcę, nic nie wychodzi, łapie się kolejnej rzeczy,

bo chcę mieć nagrodę.

Tak. I teraz następna rzecz bardzo ważna w motywacji. My przeceniamy nagrody, a nie doceniamy znaczenia frustracji. I tu jest to, co się porobiło rzeczywiście ostatnimi czasy. Można uczciwie bazując na badaniach powiedzieć, że to, że my jesteśmy rozregulowani na poziomie dopaminy, głównie przez sociale, ale też przez tempo życia, bardzo dużo takiej silnej stymulacji, na którą nasz mózg jest słabodporny, bo dopamina nie jest wbrew pozorom hormonem chcenia,

tylko raczej persywacji, tylko raczej takiego gwałtownego pragnienia, takiego gwałtownego zrywu. I jak my dostajemy bardzo dużo takich mikrowystrzałów z dopaminy przez cały dzień, na przykład scrollując sociale, ale też poszukując wrażeń, wiesz, no

przejście się po centrum handlowym to jest takie przytłoczenie bodźcami, którego ja, bo rozumiem, że są osoby, które nie pamiętają jak wyglądał świat przed centrami handlowymi, ale [parsknięcie] ja akurat

Co robisz w sobotę? Nie, ja nie hadzam, bo dla mnie to jest rzeczywiście nieco obciążające. Dziękujemy technologii za internet i zakupy online, ale my sobie nie zdajemy sprawy z tego, jak to jest przetłaczające na poziomie neurologicznym, ponieważ większość z nas przywykła do tego jako do standardu. To nie jest standard dla naszego mózgu. To jest naprawdę bardzo obciążające. Mhm.

I jak się zastanawiamy, dlaczego dzieci dostają szału w supermarketach i w centrach handlowych, to dlatego, że one po prostu nie są w stanie znieść tego hałasu, światła, ilości ludzi, tego wszystkiego, co się dzieje. No więc jesteśmy przeciążeni na takim bardzo biologicznym poziomie i w związku z tym rozregulowani, nadal mówię tylko o biologii w takiej płaszczyźnie chcenia i robienia, czyli jakby zrywa nam się coś w środku, że to chcę, tu mnie pcha, tu jest jakiś gwałtowna impuls do zrobienia czegoś, a nie idzie za tym takie użyję słowa wdrożenie, bo tam jest i planowanie i gospodarowanie. zasobami właśnie podtrzymanie, taka wytrwałość w dążeniu do celu. I w związku z tym rzeczywiście to wiemy na pewno, bo to dosyć dobrze jest zbadane, że ten taki zdezorganizowany styl życia, który mamy w wielkich miastach kiepsko nam robi na motywację szczególnie osobom neuroatypowym, ale neurotypowym też y ten, bo on powoduje, że my na poziomie biologii jesteśmy po prostu trochę jak jakbyśmy zeszli z kolejki górskiejhm

i dopóki się nie wyregulujemy, to nie będziemy w stanie normalnie podejmować procesu motywacyjnego, który tak jak mówię jest bardzo złożony i tam oprócz tego chcenia jest jeszcze podtrzymanie działania, które uwaga i to jest ten jeśli jest jakiś święty gral motywacji to na pewno jest to tolerancja frustracji.

Okej.

I tutaj im znaczy można by powiedzieć, to jest oczywiście uogólnienie i bardzo przepraszam, ale im gorszy nastrój, tym większą tolerancję frustracji jesteśmy w sobie w stanie wypracować. Bo jak mamy bardzo dobry nastrój, nasza zdolność znoszenia niewygody wcale nie jest taka duża,

no nie.

I i dowiezienie do końca zgodnie z jakimiś pierwotnymi założeniami, nauka do egzaminu jest bardzo dobrym przykładem, bo to jest jakiś odcinek czasu przyjmijmy przed sesją mamy półtora miesiąca czy miesiąc, nie? I musimy powtórzyć cały materiał, który przyswoiliśmy przez 10 miesięcy. I tam są etapy. Musimy w dobę władować tyle i tyle materiału. To jest nudne, najczęściej frustrujące. Nie ma po drodze gratyfikacji, nikt nam nie bije brawo.

Ale masz ten deadline.

Ale jest deadline. No tylko wiesz, no ludzie się różnie do tego ustawiają. jedni pójdą w melanż na trzy dni, żeby zmniejszyć poziom stresu, inni będą zakuwać nocami, co też nie zawsze jest jakoś szczególnie efektywne, ale znoszenie tej frustracji przez miesiąc, to jak my reagujemy, gdzie nas wypina, dlaczego nie możemy usiedzieć na miejscu, dlaczego nie możemy się skupić, dlaczego chcemy posprzątać całe mieszkanie, byleby nie zacząć robić tego, co mamy robić. To są bardzo dobre wskazania do tego, gdzie nam to podtrzymanie działania siada i ten ten efekt końcowy, jakim jest dowiezienie naszego umysłu i mózgu i ciała w dobrej formie do egzaminu po to, żeby go zdać, to jest wypadkowa tego wszystkiego i tego początku jak my zaczniemy, ale przede wszystkim tego, co się z nami wydarzy po drodze, tej tolerancji na frustrację,

dobrego planowania. i wytrwałości, która powoduje, że po miesiącu jesteśmy w stanie pójść na ten egzamin i jakoś go tam zaliczyć albo zaliczyć dobrze. I my przeceniamy te ten początek euforyczny, a nie doceniamy tego nudnego środka,

który jest wiesz o systematyczności, wytrzymaniu, w niewygodzie, w znoszeniu frustry i tego typu historiach. Ale umówmy się, jak zrobimy jednak coś w tym momencie największej frustracji i takiego gdzieś tam zjazdu, to ta satysfakcja jest niesamowita. Tak, zrobisz nawet najmniejszą rzecz,

to to jest w ogóle tak

jak robisz coś z dobrym humorem, to nie ma takiej satysfakcji jak kiedy wyjdziesz z jakiegoś dołu. Dlatego osobom yyy, które mają obniżony nastrój, a nawet osobom w depresji yyy yyy, które mają no jakby bardzo wiele rzeczy i i na poziomie umysłu i na poziomie biologii poplątane, roboczo to nazwijmy, zaleca się robienie małych kroczków, które pomogą po prostu ruszyć z miejsca. To znaczy

osoba, która ma trwale przez parę miesięcy obniżony nastrój na skutek, nie wiem, powiedzmy, wypalenia zadowodowego. To nie jest osoba, której psychoterapeuta powie: "Zapisz się na siłownię i chodź regularnie cztery razy w tygodniu". I wtedy tam endorfiny cię pomogą ci na to i na to, a tu zrób taki taki plan naprawczy, a tu. Tylko wtedy się myśli, co zrobić, żeby ta osoba dała radę wstać rano z łóżka, zrobić sobie śniadanie, wziąć prysznic i pójść na 20minowy spacer.

Mhm. Czyli raczej małe kroki dające w tym trudnym położeniu poczucie, że się ma nad czymś kontrolę.

Nawet zrobienie sobie śniadania rano już zmienia.

Tak. I ubranie się. No dla osób w takiej klinicznej depresji to potrafi być wyzwanie, żeby w ogóle zrobić te podstawowe rzeczy wokół siebie.

Tak. Ale, ale nawet jak jesteśmy chorzy i przemęczeni i i w bardzo złym nastroju, no to wiemy, że po prostu no siada nam chęć nawet, nie wiem, zrobienia makeupu albo właśnie zrobienia sobie porządnego śniadania,

umycia zębów,

umycia zębów i i że te małe rzeczy pomagają nam zbudować takie poczucie wewnętrznej sprawczości i skuteczności, które im lepsze, tym lepiej w tych takich długich, frustrujących procesach

będzie nas przewoził. Ale to też jest takie budowanie zaufania do siebie, że ty jesteś w stanie o siebie zadbać, że to zaufanie do siebie też jest znaczące przy realizacji.

To to też, że jestem w stanie o siebie zadbać, że mam, że potrafię gospodarować zasobami, ale ja myślę, że

że się sobą zajmę w taki sposób

y w taki sposób yyy opiekuńczy. Chodzi mi o to, że nie niezrozumienie całego tego galimatiasu z motywacją powoduje, że my bardzo często lądujemy w takim miejscu albo właśnie takiego euforycznego husaria,

polskia husaria pierą, nie? [śmiech] Wszystko wszędzie na raz, największe, najszczytniejsze plany.

A jak tylko się coś obślizgnie, jak tylko spadniemy z rowerka na 5 minut, to rzucamy to wszystko i przesuwamy się na dokładnie drugą stronę skali w takiego super brutalnego, chłoszczącego nas wewnętrznego krytyka. Na zasadzie do niczego się nie nadajesz, jesteś głupia, jesteś przegrywem. W ogóle co ty w ogóle myślałaś? w ogóle idź i skocz z mostu. I ani to nie jest motywacja, ani to nie jest motywacja. Obydwa te procesy to jest dyregulacja emocjonalna. najlepiej się motywują, czyli zbierają, kontynuują działanie i dowożą osoby, które są tak nie chcę powiedzieć znudzone, ale tak wiesz, spokojnie wyciszone, bo ten krytyk, on nas nie zagrzewa do walki, on nas robi,

on nas sieka na parówki. Tak,

to nie, to nie. Jak ktoś z was ma taki agresywny dialog wewnętrzny, to możecie sobie przypomnieć jakąś taką ostatnią sytuację, w której ten krytyk się odezwał i jakie to jest upakarzające, autodestrukcyjne i takie no mieszające nas z błotem.

Tak.

I teraz nie wpadać w to i nie wpadać w to, to jest drugi po tolerancji, frustracji święty gral. procesu motywacyjnego, bo my dobrze jesteśmy, dobrze działamy tu w tym złotym środku, nie?

Jak mamy jasno sformułowane cele. No i teraz zaczyna się bardzo trudny kawałek, taki poznawczo-mentalny, to znaczy to jest taki kawałek, który odpowiada na pytanie, dlaczego wszystkie pytania o prokrastynację są absolutnie bez sensu, ponieważ nie są pytaniami o to, o co powinniśmy pytać. Ktoś pyta jak walczyć z prokrastynacją, to ja nie umiem odpowiedzieć na to pytanie, ponieważ prokrastynacja jest objawem, a nie chorobą.

Jakbyś mnie spytała albo nie wiem, pneumologa byś spytała jak walczyć z kaszlem, no to on by powiedział: "No dobra, no ale jaki kaszel?" Ty wiesz, jako coach powinnaś powiedzieć: "Załóż kalendarz, zapisz sobie to, to, to, to, realizuj małe cele, bo

na szczęście już nie coachzuję, bo bym zamordowała, ale prokrastynacja jest objawem rosnącego lęku i dezorganizacji wewnętrznej. Czyli jeśli my nie jesteśmy w stanie się zebrać do roboty i zaczynamy sprzątać, krzątać, robić głupoty, to znaczy, że ten jakiś rodzaj terroru wewnętrznego wobec tego zadania urósł tak, że nas zabiera na trochę na inną wyspę, żeby się nie zajmować tą rzeczą, o którą chodzi. Więc rozwiązywanie problemów z tej wyspy, która się nazywa prokrastynacja nie nie spowoduje, że na tej wyspie, na której jest zadanie, jakiś problem się rozwiąże.

Tak, bo to wszystko staje się przymusem, że ja muszę to wszystko zrobić, a im bardziej muszę, tym bardziej się blokuje.

I teraz dochodzisz do do czegoś, co jest dosyć istotne. To znaczy my mamy różne rodzaje w ogóle, znaczy w ogóle jest bardzo dużo koncepcji psychologicznych dotyczących motywacji, ale jedna, którą bardzo lubię, to jest taka tak to jest taka koncepcja, która zakłada, że najlepiej motywują się osoby, które są wewnątrz sterowne, czyli mają swój system wartości, swój swój swoją mapę celów,

m

swoje dążenia. swoje aspiracje i idą tam i idą i idą i idą i nie bardzo się oglądają na to, czy ktoś im bije brawo, czy ktoś ich krytykuje, czy Instagram sprzyja, czy nie sprzyja,

czy Zosia zrobiła to, a Marek tamto.

Ale to nie jest tak, że trochę się z tym rodzisz? Nie,

nie,

nie, nie. To jest kwestia odporności, wypracowanej odporności na wpływ narracji z zewnątrz.

Okej,

bo zobacz, kultura nam bardzo dużo mówi o tym, co jest pożądane i do czego powinniśmy się motywować. powinniśmy się motywować na przykład do tego, żeby być piękne, młode, ćwiczyć albo osiągać sukces, albo zarabiać dużo pieniędzy, albo robić te rzeczy, a nie inne. I teraz

tym chcę versus muszę bardzo często jest tak, że my próbujemy robić coś, co jest nam z zewnątrz narzucone, a nie zgadza się z naszym systemem wartości. Mhm.

Dobrym przykładem jest pójście nie na te studie, na które człowiek by chciał pójść, tylko na te, którego wysyłają rodzice.

Tak.

I czy ją i teraz jeżeli

albo nie mam pomysłu, więc wybieram cokolwiek,

to jeszcze pół biedy. Natomiast jeżeli to jest tak, że jest oczekiwanie od ważnych osób w naszym życiu, żebyśmy na przykład poszli na medycynę, a my chcemy pójść na weterynarię,

to my pójdziemy na tą medycynę i będziemy musieli się uczyć. Nie będziemy chcieli się uczyć. Jakbyśmy poszli na weterynarię, to byśmy się chcieli uczyć, bo to by było z naszej wewnętrznej motywacji ku czemuś,

tak?

I im bardziej niezgodne z nami są cele, które realizujemy, tym większy będzie opór, a przez to prokrastynacja.

No tak. Im bardziej będzie nas przerażało to, co się ma wydarzyć, egzamin, nie wiem, zrobienie czegoś, oddanie projektu, im bardziej będziemy się czuli niesprawczy wokół tego, niepewni, yyy, niedysponujący wystarczającą, nie wiem, wiedzą, doświadczeniem, tym większy poziom strachu będziemy osiągać, tym większa będzie prokrastynacja i tym silniejszy ten przycisk muszę na nashm

i silniejsza odpowiedź wewnętrzna, że no wiem, że muszę, ale ja nie chcę.

Taki chomik.

Więc y tak jak widzisz, no tu trzeba na bardzo dużo pytań odpowiedzieć, żeby w ogóle dojść do tego, co ja chcę robić w życiu, co jest moje.

To jest chyba najtrudniejsza w ogóle historia,

jak ja to chcę robić, do czego to w ogóle ma prowadzić. Bo, bo jeżeli ta osoba, która poszła na tą medycynę w jakimś momencie uzna, że dobra, no ja jestem w stanie się przekonać, bo znalazłam w tej medycynie coś takiego, co mnie jara,

no

i co będę mogła robić tak naprawdę, czyli jakoś ten przymus ze swoją wewnętrzną motywacją pogodzi, to pewne rzeczy się odblokują. A jak zostanie w takim robię, bo mi starzy kazali, albo robię, bo mi w robocie każą, albo robię, bo Instagram mi każe, czy też kultura mi każe, albo jest to ode mnie oczekiwane, bo jestem kobietą, mężczyzną, coś tam, no to mogę mieć wewnętrznie nawet przekonanie takie pozorne, że chcę to robić, ale nie będzie driveu, takiego prawdziwego driwu, takiej motywacji,

tak

żeby się wysilić dla tego celu. Nawet, nawet prosty przykład z siłownią. Jakby sama, bardzo często sama motywacja do tego, żeby wyglądać fajnie i mieć sześciopak w ogóle nie działa. Zapisujesz się, ćwiczysz tydzień dwa, a potem ci się nie chce. To nie jest

większości ludzi nie zależy na sześciopaku. W większości ludzi zależy na akceptacji.

Akceptacji i aprobacie. I wydaje im się, że metodą na dojście tam jest posiadanie sześciopaków,

a potem on jest, a nic się tu nie zmienia. No kolejna taka ciekawa teoria związana z motywacją rozdziela takie różne obszary, które są dla nas istotne na obszary władzy, sprawczości i afiliacji. Czyli że my potrzebujemy mieć jakąś taki rodzaj dobrej kontroli nad światem. Yyy czuć, że możemy coś zrobić, że to co robimy ma wartość, że mamy kompetencje, że gdzieś jesteśmy właśnie tacy skuteczni i to jest super. Nie można z tym przesadzić, ale no chcemy być, nie wiem, dobrzy w robocie,

dobrze robić to, co robimy, dostawać z tego powodu nagrody, móc się jakoś piąć na tak zwanej ścieżce kariery, mieć różne gratyfikacje. Potrzebujemy, potrzebujemy takiego rodzaju przyjęcia przez ludzi, które wynika z tego właśnie, że jesteśmy akceptowani, że ludzie nas lubią, że doceniają to, że są w naszym towarzystwie, że mamy te różne waluty społeczne do do wymiany z nimi, nie wiem, życzliwość, zdolność nawiązywania więzi i ten tak przy przy władzy powiedziałam tak od razu sprawczości, bo tam to się rozdziela na władzę i sprawczość, czyli że taki, że mamy trochę władz, władzę nad światem, ale nie tak jak wiesz, techlordowie czy jakieś postaci z komiksów, tylko tak, że możemy coś tam wskurać i mamy ten obszar sprawczości i mamy tą naszą afiliację społeczną. I teraz jak to jest zrównoważone, to my rozumiemy, że nikt nam nie da akceptacji dlatego, że mamy dużo pieniędzy, ani dlatego, że mamy sześciopak,

tylko musimy być fajną osobą.

E, jak coś tam pójdzie nie tak, to my potrafimy przeinwestować uwagę i włożyć bardzo dużo energii. Na przykład akurat zdobywanie pieniędzy i miejsca w hierarchii jest bardzo dobrym przykładem. Bo wielu osobom to robi za taki ekwiwalent miłości właśnie wspólnotowości, takich różnych nasycających rzeczy.

Tak. I jest taki paradoks wśród szczególnie dojrzałych ludzi, którzy dużo czasu poświęcili na zdobywanie tych takich tokenów społecznej gratyfikacji, czyli tych właśnie fur, wielkich domów, okazałych zegarków i miejsca w hierarchii, że oni się budzą po na przykład 30, 40 latach pracy, mają te wszystkie tokeny społecznej gratyfikacji. wypełnione, całą półkę mają tytuły pracownika roku albo prezesa roku i w ogóle, tylko nie mają przyjaciół, nie mają, rodzina ich nie lubi, nie mają życia prywatnego, nie mają hobby, nie mają niczego, co ich jara i w zasadzie nie pamiętają po co to wszystko się zaczęło.

Mhm. I no ten

z takiego niezdrowego punktu pewnie na początku, żeby coś udowodnić,

żeby al no no żeby udowodnić, żeby jakby być może uwierzyli właśnie, że nie wiem, pieniądze i prestiż dają ten rodzaj szacunku, który był im potrzebny, żeby się dobrze poczuć.

Ale ale nie było takiego kawałka, w którym by refleksja to jakoś zweryfikowała i powiedziała: "Dobra, dobra, ale może żeby ludzie mnie szanowali, to ja potrzebuję ich dobrze traktować". a nie [śmiech] no

zrobić te inne rzeczy. Więc widzisz z tą motywacją full party w weekend,

tak z tą motywacją jest ten problem, że że oprócz tych wszystkich strasznie trudnych rzeczy na poziomie biologii, wartości, regulacji emocjonalnej, w ogóle określenia sobie celów, budowania takiej wytrwałości, odporności na porażki oczywiście, no bo to też nie jest żadna tajemnica, że dużo więcej się uczymy na porażkach niż na sukcesach. To nawet brzmi kiepsko, jak to mówię, [odchrząknięcie] [śmiech] ale tak, ale tak jest niestety, no że, że oprócz tego wszystkiego musimy mieć jeszcze jakiś rodzaj takiego filtra, żeby zrozumieć gdzie świat nas nabija w butelkę

i gdzie my się próbujemy na przykład motywować do czegoś, co jest no w ogóle nie o potrzebach,

ale to jest strasznie trudne w tym zachodnim świecie, bo nawet jeżeli jesteś świadoma to łatwo się nabić właśnie w tę butelkę przysłowiową i mieć poczucie że ty też tego potrzebujesz. Wydaje mi się, że ciężko jest obserwując tysiące ludzi w internecie i nie mając kontaktu ze sobą zrozumieć co jest naprawdę dla mnie. No bo jeżeli ja obserwuję Martę Niedźwiedzką i uwielbiam ją, uwielbiam to co mówisz, to ja chcę być jak Marta i wydaje mi się, że to jest w ogóle najlepsza opcja świata, a może się okazać, że totalnie nie.

No ale to jest najgłupsza opcja świata, ponieważ Marta Niedźwiedzka ze wszystkimi plusami i minusami

y jest Martą Niedźwiedzką i to jest niereplikowalne.

No

i jakby powiedziałaś o dwóch rzeczach. y brak kontaktu ze sobą i obserwowanie y obcych ludzi. yyy nie jak mamy te dwie rzeczy to jest bardzo niska szansa na udane życie emocjonalne.

No dobra, w takim razie wejdźmy w temat kontakt ze sobą, czyli co?

O Jezu, ile mamy dni na odpowiedź? [śmiech] Bo ja mam ja mam wrażenie, że wiesz ósmy sezon mówię w zmieszkach o kontakcie ze sobą i no i myślę, że coś wyjaśniłam, ale ale jeszcze na pewno sporo by zostało.

Y

no bo wiesz, jak się dowiedzieć w ogóle o co tu o co tu chodzi, o co mi chodzi?

Myśleć, no to nie boli. No myśleć i szczy. Tak myśleć, ale w tym myśleniu masz 40 głosów, które mówią tak, zrobisz to, to jest świetne, nie, nie nadajesz się, no co ty. jakby ten.

No dobra, no ale to jak my nie rozróżniamy głosów w naszej głowie, no to wracamy do kwadracika numer jeden i uczymy się w ogóle co tam się w środku dzieje.

No. No bo jeżeli my nie odróżniamy wiesz głosu naszych yyy wymagających rodziców yyy który to głos może często być głosem wewnętrznego krytyka od nie wiem czego, m od yyy presji kultury, bo żeśmy sobie wytworzyli jakiś taki rodzaj wyobrażenia na przykład, że wszystkie kobiety to nie wiem mają jakiś typ związku, nie? No jeżeli my nie rozumiemy, że to co to radio, które gra w naszej głowie, to nie są nasze prawdziwe myśli, no to w ogóle my nie jesteśmy w motywacji. My nawet nie jesteśmy w zaspokajaniu własnych potrzeb. No bo motywacja jest drogą do zaspokajania potrzeb i realizacji celów, tak psychologicznie rzecz ujmując, tylko my jesteśmy, no przepraszam, no w emocjonalnym przedszkolu. Musimy wrócić do do grupy muchomorki. i powiedzieć: "Dobra, no sorry, ale trzeba się jakiejś bazy nauczyć. Co ja czuję wtedy, kiedy to wszystko się dzieje? Kto do mnie gada w środku? Jakie to są emocje? Do czego mnie to pcha? Co mi się wtedy myśli?" No wiesz, no to jest

No i rozróżnić, rozróżnić czemu ufać, a czemu nie.

Co jest faktycznie tym wewnętrznym głosem takim strzewi, że ty czujesz, a co jest właśnie tym monologiem, który jest gdzieś ulokowany? Tak, w traumie i jakiś doświadczeniach w tej sieczce.

Tak, tak.

Trudne.

No nie proste. No ale dorosł dorosłość tego wymaga i to nie ma w ogóle nie ma se co fantazjować o czymkolwiek bez tego bez tego bazowego kontaktu z własnym światem wewnętrznym. No w tym sensie, że ja bym nawet nie umiała opowiedzieć jak i to nie chodzi tylko o motywację. jakbyś mnie spytała, jak radzić sobie z trudnościami, albo jak wychowywać dzieci, albo jak y nie wiem randkować albo jak, cokolwiek, no to to jest

no kuszące bez tego bez tego podstawowego kontaktu ze sobą, ja w ogóle nie wiem jak to opowiedzieć,

nie? Bo to jest to jest

absolutna podstawa, żeby móc rozróżnić czego ja potrzebuję. W związku z tym uruchomić jakiś proces motywacyjny. Ja muszę rozumieć czego ja potrzebuję. Jeśli mi się wydaje, że ja potrzebuję rozrywki, a tak naprawdę jest mi smutno, czyli potrzebuję zupełnie innego rodzaju przeżycia, żeby móc domknąć na przykład jakiś proces emocjonalny, no to

no

no nikt tego za mnie nie nie pyknie.

No i to jest też ważne, że czasami jakby dochodzisz do myśli, okej, dochodzisz do tej odpowiedzi, co tam w tobie jest. I szukasz na zewnątrz rozwiązania, czyli no dobra, czuję, że potrzebuję więcej miłości, że tej miłości nie miałam, więc ja sobie tej miłość, tą miłość znajdę. No i gówno. No bo to

nie nie ma.

Po 20 latach pracy z ludźmi mogę uczciwie powiedzieć, że na zewnątrz nie ma żadnych rozwiązań. No

nie jedno jedno takie, które się nazywa wspólnotowość tudzież połączenia międzyludzkie, ale żeby móc je zrealizować, bo ono jest na zewnątrz, to trzeba mieć jednak uporządkowany świat wewnętrzny, bo jak pójdziesz tam z chaosem, to rozpieprzysz wszystko i nic nie dostaniesz. Więc jakby na zewnątrz nie ma, jeśli chodzi o gratyfikację, poczucie spełnienia, miłości, te wszystkie ważne rzeczy, do których my dążymy na poziomie emocjonalnym, na zewnątrz nie ma nic. Najpierw wszystko jest w środku i potem może się coś wydarzyć na tej linii ja, inni, czyli na przykład może się wydarzyć przyjaźń. No właśnie jakiś rodzaj wspólnoty, zainteresowań albo jakiś wspólnota, która jest rodziną, może się wydarzyć miłość, czyli takie rzeczy, które są o wymianie, ale to i tak to się musi zacząć od uporządkowania sobie rzeczy w środku.

Tak,

nie, nie ma opcji.

Tak, początkowo też powiedziałaś coś takiego w temacie m tego, jak jaką masz osobowość i to trochę warunkuje, czy ty jesteś konsekwentna, czy nie jesteś konsekwentna. Czy w takim razie jesteśmy w stanie realnie zmienić swoje postępowanie, jeżeli osobowościowo mamy zupełnie inny rys?

Temperament to nie osobowość.

Okej. Okej.

Temperamentalnie możemy być bardziej skrupulatni, spokojniejsi i te osoby będą nie tyle lepiej się motywować, co lepiej przechodzić przez ten proces dowożenia. Mhm.

Oczywiście cechy osobowości też mają na to wpływ. Natomiast my jesteśmy bardzo plastyczni i osoby neurotypowe, które mają bardzo duży problem z wykonem tak zwanym, szczególnie osoby z ADHD, czyli na czasami no po prostu nawet jakby chciały to im to to nie idzie tak jak

jest blokada wewnętrzna,

rozproszenie, no tam jest mnóstwo różnych rzeczy, które po drodze się wydarza. mogą pracować nad tym, żeby powoli, znowu metoda małych kroków, uczyć się, użyję tego słowa, pewnego rodzaju nawyku czy rutyny, ale nie tych atomowych,

żeby rozumieć jak ich mózg wodzi ich na pokuszenie, rozprasza, uniemożliwia.

Mm. I w związku z tym dbać o to, żeby na przykład móc skończyć zadanie w określonym czasie, bo wiedzą, że po 30 minutach rozproszą się, nie starczy im, wiesz, takiego capacity na skupienie, rozproszą się i i trzeba będzie zaczynać od nowa.

I my wszyscy mamy zdolność jakby pracy nad tym procesem motywacyjnym. Problem polega na tym, że nam się wydaje, że ta praca polega na takim łyknięciu pigułki na motywację, czyli znalezieniu jednego uniwersalnego lifehacka, który powoduje, że o to właśnie wstaję i robię.

Tak.

A to są tysiące malutkich m To jest trochę tak jak z jazdą na nart. Jeździsz na nartach, Ania?

Uczę się.

O to Aga, przepraszam, mój autyzm. To to narty

Są, jak się uczysz, to bardzo dobrze. Jak próbujesz, jak próbujesz zjechać, to musisz świadomie wykonać bardzo, bardzo dużo, bardzo małych dopasowań. Musisz poprawić barki, musisz poprawić tyłek, musisz poprawić położenie kolan, musisz poprawić głowę i musisz wcisnąć krawędzie. Tak. Y. w śnieg, zmieniając układ stopy. Jak tylko coś puścisz, no, to wszystko się rozjeżdża, nie?

I na początku to jest ciężka praca, żeby wymyślić i skontrolować, jak całym ciałem zrobić to, o co chodzi. Trudne, bardzo trudne. Tak. I ludzie, ja jeszcze miałam coś takiego, że już teoretycznie wiedziałam, ale w momencie, kiedy łapała mnie jakaś panika i przychodziła myśl: "Boże, nie potrafię, zabiję się", to nagle robiłam tak głupie ruchy, że mogło się to skończyć śmiercią. No, ale chociażby w takich momentach na skutek stresu, lęku napina ci się ciało i przestaje reagować na to, co próbujesz sobie wymyślić. Czyli próbujesz sobie wymyślić: "Przygnij te kolana", a jedziesz jak kij od szczotki.

I teraz z motywacją jest dokładnie tak samo, tylko na poziomie mentalnym. Tam trzeba wykonać bardzo dużo mikroruchów, żeby być w takiej dobrej pozycji do zjechania z tego stoku. I teraz, jak widziałaś ludzi zjeżdżających z czarnej trasy, takich, którzy pięknie jeżdżą, to widzisz, że wydaje się, że ich to nic nie kosztuje, że to się samo dzieje i po prostu mają ten rodzaj zarzucenia dupką przy skręcie, który jest taki piękny i tak zjeżdża. Jeszcze uśmiechnął się do kamery. Jeszcze się uśmiechnął do kamery, a z tyłu sypie się konfetti. Tak.

Ale oni, żeby zacząć zjeżdżać w ten sposób z czarnej trasy, musieli kilkanaście lat temu zacząć zjeżdżać z oślej łączki z nuziami na płuk i robić te wszystkie dostosowania, aż ich ciało się nauczyło, że to jest to. Mhm. I teraz my nie chcemy tego wysiłku, my chcemy pigułkę. No, to jest chora akcja, bo przecież to jest oczywiste, że zawsze na początku naszego życia, jak się czegoś uczyliśmy, to to trwało. Dlaczego nagle jesteś dorosła i myślisz, że to przyjdzie od tak? Czy narty, czy nowy język, czy adaptacja w nowej robocie, czy zbudowanie nowej relacji przyjacielskiej, romantycznej, podjęcie się jakiegokolwiek działania, zrealizowanie projektu, no to wszystko jest kosztowne. Tak.

I teraz, ja myślę, że to nie jest, znaczy inaczej, mamy problem z motywacją, nie próbuję z tym dyskutować, ale że część naszego wyobrażonego problemu z motywacją, mówi oczywiście o zachodnim świecie, polega na nie tyle na tym, że my jesteśmy jakoś, nie wiem, biologicznie czy mentalnie niezdolni do zmotywowania się i nauczenia jeździć na nartach, tylko my byśmy chcieli, żeby to nic nie kosztowało. My byśmy chcieli stanąć na tej czarnej trasie, rozumiesz, pierwszego dnia i zjechać w najpiękniejszym stylu, z fanfarami, rozumiesz? Dostać na dole puchar za narciarstwo alpejskie i trafić na jakieś wyobrażone podium, na którym stoją wszyscy giganci narciarstwa alpejskiego. Albo jak Bargiel zjechać z Everestu na nartach.

Tylko dla kogo, nie? Dla kogo mamy taką potrzebę i po co? Po co, do czego służy ta gratyfikacja? Nie, to jest, że tak naprawdę nie chodzi o przyjemność z jazdy, tylko o to, żeby poczuć się ważnym, że wow, oni zobaczą, że ja potrafię, mam znaczenie, nie? No i teraz znowu, jeżeli my jeździmy na nartach po to, żeby poczuć się ważnym, to pomyliliśmy planszę. No tak, bo bardzo ważnych osób na nartach jest pewnie kilkadziesiąt na świecie. Jak mamy talent, być może znajdziemy się w tej grupie. Mhm. Da nam to jakiś rodzaj gratyfikacji, ale tego poczucia ważności, o które my walczymy, bardzo często przy pomocy tych rzeczy, raczej nam nie da. Da nam może pracę, no bo jak ktoś jest sportowcem zawodowym, to ten, tak, ale da nam pewien rodzaj rywalizacji, dużo ostrzejszej niż wiesz, wkręci nas w zupełnie inną spiralę. Jasne.

A po co ty jeździsz na nartach? Po co ja jeżdżę na nartach? Bo a, bo wszyscy moi znajomi jeżdżą, jak jedziemy w góry, to fajnie byłoby też pojeździć. Czyli dla wspólnotowości. Tak. Ale to fajna motywacja. Ale na przykład z surfingiem tak miałam. Próbowałam kilka razy. Na początku roku byłam w Maroko na takim wyjeździe, gdzie jakby wszyscy sarfowali i ja tak stanęłam sobie i myślę: "Nie, ja nie chcę, ja się boję wody. Nie podoba mi się to. To w ogóle ja nie jestem zwierzakiem wodnym w ogóle. Nie chcę się zmuszać do tego." Nie masz pojęcia, ile mnie kosztowało siedzenie na plaży i patrzenie, jak oni pływają z myślą, że oni o mnie myślą, że ja tu przyjechałam na surfing i że jestem w ogóle beznadziejna, że się boję wszystkiego, bo to na pewno mają mnie w ogóle za jakąś totalną bojdupę. Jakby taki wewnętrzny krytyk i monolog się we mnie włączył, że kolejnego dnia myślałam o tym, że dobra, a może jednak zapiszę. Ale wytrwałam w tym i dziś wiem, że bym to powtórzyła. Jestem z tego dumna, bo ja nie chcę tego próbować. Po prostu nie chcę, nie chcę się tego uczyć. Nie czuję się z tym okej. No i...

Ale zobacz, tam też była wspólnotowość. Super, była super wspólnotowość i te... Ale ciekawe, jak cię zabrało od ciebie w miejsce, które nie było tak naprawdę ani tobą, ani nimi. Nie, bo było wyobrażonym obszarem, którym jacyś źli ludzie bardzo cię krytykują i bardzo disują, bo nie robisz jakiejś rzeczy, co do której ty sobie wyobraziłaś, że powinnaś ją robić. Tak, to jest trochę jak z tymi studiami, o których mówiłaś, że jeżeli ktoś, jeżeli wszyscy wiedzą, że ja jadę, nie, dobra, wyjebało mnie, mów dalej. Spoko, bo z tym jeżdżeniem na nartach dla wspólnoty jest coś takiego, że tak wnioskuję, że bycie z ludźmi daje ci przyjemność. Tak. Że to jest fajnie gdzieś razem pojechać, fajnie razem porobić rzeczy, poprzeżywać razem, poznać, potem zjechać sobie na dół, pójść na kolację, spędzić razem czas. I bardzo niedocenionym elementem motywacji jest przyjemność. I z surfingiem było tak, że on do ciebie nie wyciągnął rączek, tak? No, nie był przyjemny. I nie pokazał ci tej strony przyjemności. To jest bardzo dobry sygnał, zresztą często, żeby może na chwilę dać sobie spokój, nie?

I teraz, ponieważ my jesteśmy takim społeczeństwem osiągnięć, bardzo aspirującym, bardzo takim z zaciśniętymi tyłkami, to nam się wydaje, że nieważne są koszty, nieważne jest brutalność procesu motywacji, nieważne jest co my ze sobą zrobimy, tylko my mamy dowieść to, co już tam się w tej naszej głowie urodziło, bardzo często na skutek wpływu kultury, jak sama zauważyłaś. Tak. Tymczasem dobra, dobra motywacja zawiera w sobie te trudne, frustrujące elementy, ale zawiera w sobie też poszukiwanie przyjemności, takiej pozytywnej gratyfikacji. I teraz, jeśli myślimy o wszystkich rzeczach z miejsca znoju i orki na ugorze, to jak mamy w sobie wytworzyć ten rodzaj takiego dążenia, które przeżyłaś, sięgając po narty? No, bo tam się gdzieś trzeba, znaczy na początku był dyskomfort, a jak w końcu zjechaliśmy piękną trasą, to byłam zachwycona. Ja mówię: "Wow, to o to chodziło, super!" i zaczęłam się dobrze bawić. No, ale przyszła przyjemność. Przyszła przyjemność. Tak. I ona ci pozwoliła kolejnym wyjazdem zrobić krok dalej, pozwoli przy kolejnym wyjeździe poćwiczyć znowu. Chociaż, chociaż wciąż jest dyskomfort, bo jeszcze się boję. No i jeszcze długo nie będziesz stała na szczycie czarnej trasy i robiła tego tak, jak robią profesjonaliści zjeżdżający slalom alpejski. I być może nigdy tego nie zrobisz tak jak profesjonaliści, ale nie zabierze ci to przyjemności, która wynika z robienia tych rzeczy z tymi ludźmi w tym określonym kontekście.

I jak będzie, jak dopuścimy do siebie, że w tym procesie motywacji jest ten kawałek, że tam ma nam być jakoś dobrze z tego, co robimy, że coś w tej nauce powinno nas jarać, że coś w tym projekcie powinno nas jarać, że coś w tej twórczości powinno nas jarać, że coś w tym, nie wiem, wychowywaniu dzieci powinno nas jarać, to trochę jest szansa, że spojrzymy na cały ten proces nie jako natłuczenie kamieni, taki wiesz, po prostu no taki znó, właśnie jak zmusić się do robienia rzeczy, regularnego robienia rzeczy, których nienawidzę, po to, żeby osiągnąć cele, które nie są moje i dostać gratyfikację, która jest zewnętrzna i mnie nie nasyci. No deal życia. No.

Ale to nie jest tak, że my po prostu, nie wiem, czy w tych czasach, czy ogólnie, trochę gloryfikujemy to cierpiętnictwo, że siedział miesiąc, nie jadł, nie pił, ale ukończył książkę. Wiesz, wiesz o co chodzi. No, my mamy też taką kulturę, która lubi, ale o radości, przyjemności w ogóle się nie gada tak naprawdę, która lubi to, tą martyrologię i taki rodzaj yyy z jednej strony te wyobrażone właśnie takie bezkosztowe osiąganie. I to znowu są takie skrajności, nie, że albo po prostu wchodzisz na te narty i z nimi i zaczynasz pisać książkę i od razu dostajesz po prostu pulicera, albo właśnie wyrywasz sobie wątrobę. Złamałaś nogi, ale zjeżdżasz na dłoniach. Dokładnie. I po prostu za wszelką cenę, nie? I znowu jesteśmy w ekstremach, które w ogóle niczego nie mówią o realnym procesie motywacji i o jakimś takim przełamywaniu. To wieczne jest z tym problem.

No, bo to ta opowieść o wychodzeniu ze strefy komfortu, bardzo amerykańska zresztą, taka wynikająca z kultury tych osadników, którzy musieli się tak i z takiego historycznego dziedzictwa osadników, którzy się musieli wiesz, tak zmagać z tą przyrodą, tak przebijać przez te trudności, że właśnie tak się zaciskasz i tak jedziesz, nie? Jak Leonardo DiCaprio w "Zjawie". No, to tam idzie i idzie, nie? I niedźwiedź mu niestraszny, a laska mu niestraszna i on tak idzie. I nie, no, czasami jest tak w życiu, że musimy brnąć w ten sposób, no, ale nie we wszystkich sytuacjach życiowych.

I może niekoniecznie stroić się tylko na to, na taki zacisk, na taką, na takie ten i jakoś zastanawiać się, jak ja się muszę tak zaciskać, może to nie jest do końca to, co ja powinnam robić. Może właśnie to ciągłe opuszczanie strefy komfortu oznacza, że ja tak naprawdę nie wiem, gdzie ja mam strefę komfortu. Nigdy w niej nie byłam, bo ja się ciągle z niej tak wypycham, że nie wiem, kiedy odpoczywam, nie wiem, kiedy się regeneruję, nie wiem, gdzie jest to miejsce bezpieczne dla mnie, bo ja ciągle jestem, wiesz, jak wędrowiec po prostu przez skute rubieża. Czyli rozwój może też być w strefie komfortu. Tak, ja uważam, że on w ogóle w dużej części wydarza się w strefie komfortu, ponieważ wyzwania są niesłychanie ważne, ale one, ale my je sobie powinniśmy dawkować bardzo ostrożnie. To znaczy, jak jesteśmy bardzo zaawansowani w rozumieniu siebie i świata, to te wyzwania mogą być duże, ale jak my zaczynamy, mamy wiesz, gruz nawieziony, nie mamy tego kafelka numer jeden obsłużonego, tej grupy muchomorki, czyli w ogóle nie wiemy, co się trochę w nas dzieje, jak na nas świat wpływa i co nami powoduje, to wtedy robienie sobie bardzo trudnych wyzwań i oczekiwanie od siebie nie wiadomo jakich wyników, no brzmi niemądrze. To raczej jest przepis na katastrofę, nie? Frustrację, katastrofę. Bo tego się po prostu nie da spełnić.

I jak tak sobie powiedziałam o tym "nie da spełnić", to pomyślałam o takiej rzeczy bardzo niedocenianej w tym procesie motywowania się: o dobrej gratyfikacji wewnętrznej. I teraz prawdopodobnie wszystkie nasze słuchaczki i słuchacze mówią: "Ale ja się gratyfikuję, no przecież to piwko, winko, zakupki." Nowe rzeczy tutaj, ten. No, więc to nie jest ta gratyfikacja, o którą chodzi. Nie, nowa torebka. Nie, nie, to nie jest tak, że zdałam egzamin i w związku z tym puszczę w znanym sklepie ileś tam setek złotych, bo ten. Nie, nie, nie. To chodzi o to, żeby znaleźć na siebie taką metodę wewnętrzną, żeby docenić własną pracę, wysiłek i osiągnięcia, żeby być na chwilę, posłużę się tą taką metaforą dobrego rodzica, być takim dobrym rodzicem dla siebie, który tak przytula, jest z siebie dumny i mówi: "Kurde, zrobiłaś na tych nartach progres i bądź z siebie zadowolona." Ale wiesz, jest takim źródłem realnej wewnętrznej gratyfikacji i nasycenia. A my potrafimy sobie kupić jajko z niespodzianką, wiesz, czyli materialny symbol nagrody, ale tak, żeby spojrzeć na siebie i powiedzieć: "Good job, dziewczyno." To jest naprawdę powinna się, jakby to nie chodzi o dumę, ale jak szukać drogi do nasycenia się tym, to nie bardzo. Tak.

I potem trochę się dziwimy, że jak robimy kolejne rzeczy, nie czujemy takiego wewnętrznego wzrostu, tego takiego rodzaju, no właśnie nasycenia, no bo dlatego ciągle jest mało, ciągle jesteś nienasycona, a krytyk tutaj napierdziela z boku i mówi: "A można było lepiej? A nóżki tam na zakręcie to jak trzymałaś? A tamta pani lepiej jeździ, a to coś tam, a dlaczego nie tak szybko jak wszyscy? A schodziłaś tak niezgrawnie z tej kolejki, to następnym razem schodź zgrabnie, nie?" I nie ma tego głosu, który by równoważył to, wiesz, tą wieczną krytykę i disowanie. No.

A z drugiej strony też umiejętność takiego realnego docenienia siebie też jest pracą do zrobienia, bo był taki trend, już mi to nie wpada do mnie akurat na Instagram, ale wcześniej wpadało właśnie tej wdzięczności. Bądź wdzięczna, wypisz trzy rzeczy, za które jesteś wdzięczna i będziesz wdzięczna. I ja to x lat temu robiłam i wydawało mi się, że mam akceptację i mam wdzięczność. Chuja, oszukiwałam się na maksa. Zero akceptacji, zero wdzięczności. To, że sobie powtarzasz: "Jestem z siebie dumna, jestem wdzięczna, bo tak trzeba", albo to, że powiesz do lustra 100 razy: "Kocham cię, jesteś zwycięzcą". No nie. Sranie w banie. To jest sranie w banie.

Więc ta umiejętność gratyfikacji, wewnętrznego docenienia własnego wysiłku, nawet jeśli efekt nie jest tak idealny, jakbyśmy chcieli. No, to jest sztuka i jak coś buduje taką rezygnację i motywację, to to jest bardzo ważny element, bo to znaczy, że na samym początku, pamiętasz, powiedziałaś o poleganiu na sobie, ufaniu sobie. Jeżeli ja wiem, że ja sobie nie spuszczę łomotu po porażce i ja wiem, że docenię się wewnętrznie po sukcesie, to ja wiem, że nie mam w sobie przeciwnika, tylko sprzymierzeńca. Inaczej się w ogóle podchodzi do zadań wtedy. Mhm.

I wiesz, i na to nie pomogą żadne torebki i na to nie pomoże uścisk ręki prezesa. Tak. To jest budowanie tej motywacji wewnętrznej, czyli takiego poczucia, że ja do czegoś zmierzam i że ten mój wysiłek dla mnie ma sens. I wtedy patrzysz wstecz i myślisz sobie: "Kurde, byłam starą babą." Ja też się późno zaczęłam uczyć jeździć na nartach. Nie próbuję sugerować, że jesteś starą babą, ale jak w porównaniu z dziećmi, które stają na deskach, jak mają trzy, cztery lata, jesteśmy zaawansowane wiekowo, tak? Nie, już nie mamy tej spontaniczności, już jest więcej lęku, inny środek ciężkości. Te małe grzybki, jak tam sobie śmigają, to one potem mają wycięty gęsty strachu w ogóle i dzida. Tak.

Że tak popatrzeć na siebie i powiedzieć: "Kurczę, byłam dorosłą kobietą, jak zaczęłam się uczyć, bałam się, nie umiałam tego, nie umiałam tego, dałam radę, mam z tego radochę. Good job." Mhm. Tak, tak, tak. Ja mam takie doświadczenie, jak lata, lata temu, jeszcze przed tą całą moją drogą zadawania sobie pytań, byłam na ściance wspinaczkowej i po tam nie wiem, metrze stwierdziłam, że po prostu to jest dla mnie zbyt straszne, się do tego nie nadaję, mam lęk wysokości, okropne. Yyy, no i później x lat minęło, koleżanki mi zaproponowały ściankę wspinaczkową. Mówię: "Boże, jezu, nie, no, ja w ogóle się nie nadaję do tego. Ja się boję takich rzeczy." Ale poszłyśmy i okazało się, że po prostu weszłam tam, wkręciłam się, w ogóle nie myślałam o tym, że się nie nadaję. Weszłam na samą górę, spojrzałam w dół, mówię: "Ta się w ogóle nie boję." I to jest właśnie ta wewnętrzna praca. I ja nie trenowałam ścianki wspinaczkowej przez ten czas, tylko jakby swoje takie swoją pewność, swoją reakcję. Yyy, i wiele rzeczy po prostu się rozpłynęło na przestrzeni lat i tej pracy i zadawania sobie pytań. Więc to jest chyba taka, to takie doświadczenie siebie to jest po prostu umiejętność realnej rozmowy ze sobą i człowieczeństwa.

Wczoraj, jak się poznałyśmy pierwszy raz na prelekcji, dużo było o tym człowieczeństwie i wydaje mi się, że jak obserwujemy media społecznościowe, to zapominamy, czym jest to człowieczeństwo i z czego jesteśmy tak naprawdę złożeni, że nie jesteśmy planem do zrealizowania, nie jesteśmy chodzącymi ideałami, które się nigdy nie mylą i nie potykają. Tak. Nie jesteśmy wiecznym pasmem sukcesów. No. Jesteśmy płaczem, porażkami, radością, przyjemnością, wątpliwościami, zagubieniem, brakiem zasobów, nadmiarem chcenia, bardzo wieloma rzeczami, które się w ogóle w tym obrazku nie mieszczą i które są, no, jakieś jakoś fundamentalne, żeby zrozumieć, do czego my dążymy, bo motywacja to jest nasze oprzyrządowanie do tego, żebyśmy do czegoś w życiu doszli.

I teraz, to, do czego dojdziemy, zależy od nas, od naszego wyboru. Kiepsko będzie, jak to będzie to, co nam mówi kultura, bo się możemy znaleźć czarnej zaawansowanej D. Jakby sława i uroda dawały szczęście, to wszystkie modelki i aktorki na świecie byłyby szczęśliwe, a ich biografie dowodzą, że no jednak nie zawsze. Mhm. Yyy, to samo władza i prestiż, to też nie jest źródło szczęścia. I nie chodzi o to, że to wszystko jest złe i należy teraz za wszelką cenę być dokładnie po drugiej i brzydkim. Tak. Ale, ale żeby zrozumieć po prostu, że motywacja to jest, to nie jest jakaś zewnętrzna rzecz, którą my na siebie zakładamy jak skafander i ona ma nam robić coś tam, tylko to jest element, to jest nasze narzędzie do tego, żebyśmy gdzieś zmierzali w świecie. I to, gdzie zmierzamy i co jest naszym celem i jak wygląda ta mapa, to jest właśnie ten rodzaj decyzji, które musimy rozpoznać.

I to wcale nie będzie łatwe. I to wcale nie musi być duże. I nigdy nikt nie wie tego na początku drogi. I nie raz zabłądzicie. I nie raz nie będzie wiadomo, o co chodzi. I to jest zadanie całożyciowe. I to się będzie zmieniać, bo inaczej motywują się osoby młode, inaczej motywują się osoby bardzo dojrzałe, inaczej będzie wyglądała motywacja matki, która ma małe dziecko i zarywa noce, a inaczej osoby wyspanej w sile wieku i zdrowia, która ma do zrobienia coś bardzo trudnego. No, to po prostu trzeba odnosić do siebie. No i nie łykać tego jak głodny indyk kaszę, wiesz, tego tej tej internetowej bzdury pod tytułem "Trzy sposoby na idealną motywację". No, fajnie jest posłuchać wielu rzeczy i powyciągać sobie coś dla siebie. 5% popróbować, poćwiczyć, zobaczyć, co jest dla mnie, co jest o mnie, co wynaleźć coś samemu, sparzyć się parę razy. No i zaciekawić się na siebie, spróbować nowych nawyków i dojść do wniosku, że to jest bullshiterka, albo znaleźć coś zupełnie, to musi być albo spróbować czegoś, co będzie z zupełnie innego źródła i będzie trafioną rzeczą, albo pojechać gdzieś i zobaczyć, jak ludzie to robią. Tak. I jakoś zaczerpnąć przez doświadczenie.

Więc tych dróg jest bardzo dużo. Nie ominiemy grupy muchomorki, czyli kontaktu ze sobą i zrozumienia, o co nam chodzi tak naprawdę, bo motywacja służy do zaspokajania potrzeb i realizacji celów, a nie jakiś sztucznych, takich wyimaginowanych procesów. A poza tym, tak sobie myślę, że konfront, nawet te pierwsze momenty, kiedy konfrontujesz się ze swoim dyskomfortem, szybko przynoszą komfort i to jest bardzo przyjemne, kiedy okazuje się, że ten wilk nie był tak straszny i wcale mnie nie pogryzł i że ten strach miał naprawdę wielkie oczy, a jest taki.

No i tu jest na przykład tak, że jakby ludzi z grubsza podzielić na dwie grupy, czyli na taką grupę, dla których lęk i strach to są uczucia silnie awersywne i na taką, dla których lęk i strach to są uczucia silnie motywujące. To ja bym powiedziała, że ci te osoby, które czują lęk i strach, lęk to jest takie fizyczne zagrożenie, jak na przykład woda, a strach to jest wyobrażenie tego, co ludzie o sobie, o tobie pomyślą, jak do tej wody nie wejdziesz, czy na tego tam na ten surfing. Więc te osoby, które czują, że strach i lęk je demotywuje, to są raczej te osoby, które powinny tak łagodnie i z uwagą, ale tak zanurzać się w to i tak próbować takiej ekspozycji na zasadzie: "Co się stanie, jak jednak spróbuję?" Mhm. Co się stanie? Ja nie mówię o sytuacji surfingowej, bo jak czułaś, że nie, to nie, ale jak masz tak, że jest jakaś ambiwalencja i trochę się boję, a trochę bym chciała, to zrobić jakiś mały kroczek i włożyć tą nóżkę do tej wody. Tak.

Dlaczego? Dlatego, że te osoby będą uwięzione w takiej klatce ze swojego strachu i lęku i nie dowiedzą się, że na zewnątrz tej klatki jest bardzo dużo możliwości. Natomiast te osoby, ja do nich należę, dla których lęk i strach są uczuciami silnie motywującymi, powinny robić w drugą stronę. To znaczy, że jak czują ten taki rodzaj: "Boję się", to jadę. Mhm. To będzie tak, to usiądę se w kąciku i poczekam, aż mi przejdzie, nie? Bo, bo to znowu jest temperamentalne i osobowościowe. Te osoby, dla których lęk i strach przepychają je natychmiast w stronę ciekawości, takiej bardzo silnej motywacji, to są osoby, które potrafią się bardzo ponosić, bardzo zeksploatować, bardzo tak, no przepałować, jak to się mówi kolokwialnie i zmusić się do robienia rzeczy, które wcale nie muszą być na koniec dnia dla nich przyjemne, właściwe, bo, bo właśnie, bo to uczucie tego sprzężenia, które daje zagrożenie, działa na nich tak bardzo silnie. I ale znowu, no tego trzeba rozumieć, jak się ma. Mhm. Nie.

I no i to jest pewnie mało komfortowa odpowiedź na sam koniec. Ale mam nadzieję, że nikt sobie nie spodziewał, że tu będą jakieś jasne odpowiedzi na trudne pytania, że da się ode mnie uzyskać jakieś "jak żyć". To było fajne, bo myślę, że jako jedna z nielicznych nie podajesz pięciu sposobów na i to się ceni. Nie będę podawać pięciu sposobów na, ani 10, ani nawet trzech. Nie mam takiej siły. Dzięki bardzo. Fajnie, że byłaś. Bardzo dziękuję. Czekałam na ciebie długo i cieszę się. Dzięki serdeczne. Dziękuję. Do zobaczenia. Pa. Pa.