Transcription
Aż trudno uwierzyć, ale za nami już ponad 9 lat hossy na rynku uranu. W tym czasie spółki uranowe notowały wzrosty nawet po kilka tysięcy procent. Choć brzmi to jak opis rynku, którego lepiej teraz nie dotykać, wiele czynników przemawia za tym, że jest zupełnie odwrotnie. Ja nazywam się Konrad Pietruszka i zapraszam was na materiał, z którego dowiecie się, dlaczego jest to jeden z najciekawszych momentów na rynku uranu w całej historii.
Energia produkowana w reaktorach jest tania, jest jej bardzo dużo i przede wszystkim jest stabilna, czego kompletnie nie można powiedzieć o energii pochodzącej z paneli fotowoltaicznych czy też z farm wiatrowych. Te zalety w ostatnich latach są coraz bardziej dostrzegane zarówno przez poszczególne kraje, jak i największe firmy technologiczne na świecie. I wspólnym mianownikiem jest tutaj nic innego jak bezpieczeństwo energetyczne. Dlatego dziś część krajów, które wcześniej deklarowały odejście od reaktorów, wycofuje się z tych planów. Nie brakuje państw, które deklarują budowę nowych jednostek, nowych reaktorów. Starym reaktorom znacząco wydłuża się okres eksploatacji, natomiast wyłączone przed laty reaktory przywraca się do pracy. I szczególnie, jeżeli chodzi o ten ostatni punkt, to ważną rolę w kwestii restartów reaktorów odgrywają wspomniane wcześniej firmy technologiczne. Tech-giganci, takie jak Microsoft czy Google, podpisują wieloletnie umowy na odbiór energii jądrowej, co daje operatorom elektrowni jądrowych pewność przychodów w przyszłości. I bez takich kontraktów wznowienie pracy w wyłączonych wcześniej elektrowniach postępowałoby po prostu znacznie wolniej.
Na znaczeniu zyskuje też technologia tak zwanych SMR-ów, czyli małych reaktorów modułowych. I tak naprawdę na chwilę obecną mówimy tutaj o prototypach, które do komercyjnego użytku miałyby przejść dopiero w kolejnych latach. Niemniej, jest to technologia bardzo obiecująca, która z pewnością znacząco zwiększyłaby popyt na paliwo jądrowe. Jak zatem widzicie, od strony zapotrzebowania na uran kolejne lata prezentują się bardzo atrakcyjnie. Naturalnie jednak rodzi się pytanie, jak wygląda sytuacja od strony dostępności tego surowca w perspektywie następnych lat. I bez owijania w bawełnę powiem, że pod kątem podaży uranu na rynku sytuacja wygląda równie dobrze z perspektywy inwestora.
Dość powiedzieć, że przez blisko dekadę bessy, która trwała od połowy 2007 roku do listopada 2016 roku, branża spółek wydobywających uran została zdziesiątkowana. Istotną rolę w tym okresie odegrała też katastrofa jądrowa w Fukushimie, do której doszło w marcu 2011 roku. Była ona momentem zwrotnym, wydarzeniem, które na lata zepchnęło uran i energetykę jądrową na margines. Kapitał omijał szerokim łukiem branżę uranową, a przetrwały tylko najlepiej zarządzane spółki, te najbardziej rentowne projekty, albo po prostu firmy, które na potęgę drukowały akcje i w ten sposób pokrywały koszty swojej działalności. Aktualnie zatem branża uranowa nie jest w stanie sprostać zapotrzebowaniu na uran, które przewidywane jest na kolejne lata. I według prognoz Goldman Sachs, skumulowany deficyt surowca na rynku do 2035 roku ma wynieść 350 milionów funtów uranu. Aby dać wam jakiś punkt odniesienia, w 2025 roku w ujęciu globalnym wydobyto łącznie około 180 milionów funtów uranu. Innymi słowy, do końca 2035 roku przewiduje się skumulowany deficyt na poziomie niemal dwukrotności rocznej globalnej produkcji tego surowca. Jeszcze ciekawiej wyglądają przewidywania do 2045 roku. Według Goldman Sachs, skumulowany deficyt wyniesie ponad 1,9 miliarda funtów uranu, czyli ponad 10 razy tyle, ile wyniosła całkowita produkcja uranu w całym 2025 roku. Oczywiście do tak odległych szacunków należy podchodzić z dystansem. Natomiast kluczowy jest tutaj fakt, że rynek uranu jest daleki od tego, aby wejść w stan równowagi popytu i podaży, nie wspominając już o ewentualnej nadwyżce tego surowca. I to jest tak naprawdę główny argument, który przemawia po prostu za inwestycją w aktywa powiązane z uranem przez kolejne lata.
Tymczasem, w mojej ocenie, wielu inwestorom umykają prawdziwe perspektywy inwestycyjne, jeżeli chodzi o uran, ponieważ zamiast koncentrować się głównie na cenach long-term, czyli na cenach dostaw długoterminowych, za najważniejszy punkt odniesienia biorą oni ceny uranu na rynku spot. Przypomnę, że rynek spot to miejsce, gdzie można nabyć uran natychmiast, oczywiście pod warunkiem, że znajdzie się ktoś, kto zgodzi się go odsprzedać. Rynek ten jest jednak zdominowany przez różne podmioty, które nie wykorzystują uranu zgodnie z jego przeznaczeniem. To znaczy, na rynku spot praktycznie nie uświadczycie elektrowni jądrowych. Traficie tam natomiast na firmy, które handlują uranem, na przykład z innymi podmiotami, traderów reprezentujących na przykład interesy funduszy, takich jak uranowy fundusz SPRA, czy też podmioty stricte nastawione na spekulacje na rynku uranu. Podkreślam zatem, że na rynku spot nie ma podmiotów, które stoją za prawdziwym popytem na ten surowiec. A paradoksalnie, to rynek spot jest tym, na którym głównie koncentruje się uwaga inwestorów.
W tym samym czasie podmioty, które naprawdę potrzebują uranu, czyli elektrownie, obecne są na równoległym rynku uranowym, który dla uproszczenia nazywamy rynkiem long-term. To tam zawierane są kontrakty na dostawy surowca na kilka czy nawet kilkanaście lat. Dlatego to właśnie rynek long-term jest tym, który odzwierciedla prawdziwe fundamenty rynku uranowego i właśnie dlatego, w mojej ocenie, jest on najlepszym punktem odniesienia dla takiej osoby, która chce zaparkować kapitał na rynku uranu czy też w branży uranowej na dłuższy czas. Potwierdza to wykres, który właśnie widzicie na swoim ekranie. Przedstawia on ceny uranu na rynku long-term, które od dołka z 2018 roku praktycznie cały czas rosną, a w czerwcu bieżącego roku pokonały historyczne maksimum z poprzedniej hossy uranowej. Czyli, mówiąc wprost, hossa na rynku long-term trwa w najlepsze. Prawie w tym samym czasie ceny uranu na rynku spot doświadczały naprzemiennych okresów wzrostów oraz spadków, co mogło doprowadzić i z pewnością doprowadziło wielu inwestorów do błędnych decyzji inwestycyjnych. I żeby była jasność, ja osobiście uważam, że z obu tych rynków, czyli z rynku spot i rynku long-term, można wyciągnąć wiele wartościowych informacji, ale też nie ulega wątpliwości, że taka nadmierna fiksacja na rynku spot to jest po prostu wręcz proszenie się o kłopoty. Zatem, w telegraficznym skrócie, rynek long-term odzwierciedla długoterminowe perspektywy dla rynku uranu, podczas gdy rynek spot jest bardzo pomocny w timingu, czyli w typowaniu najlepszych momentów na zakup i sprzedaż aktywów, które powiązane są z uranem w takiej krótszej perspektywie.
Teraz chciałbym, abyście zerknęli na wykres, na którym naniosłem zarówno ceny spot, jak i long-term. To, co rzuca się w oczy, to fakt, że przez zdecydowaną większość czasu ceny spot uranu, zaznaczone niebieską linią, są niższe niż ceny long-term, zaznaczone kolorem granatowym. W dłuższej perspektywie obie te ceny poruszają się jednak w tym samym kierunku. To znaczy, że jeśli cena spot krótkoterminowo notuje spadki, a w tym samym czasie cena long-term pnie się w górę, to prędzej czy później cena spot nadrabia te zaległości. I tak się składa, że cena long-term uranu znajduje się na historycznie wysokim poziomie, a jednocześnie cena spot od kilku miesięcy, po spadkach, praktycznie stoi w miejscu. W momencie tworzenia tego materiału, różnica między ceną long-termową a ceną spot wynosi już około 10 dolarów amerykańskich. Tak duży spread między cenami z obu rynków stwarza idealne warunki dla traderów, którzy kupują uran po 85 dolarów za funt na rynku spot, a następnie sprzedają go po 95 na rynku long-term. I tutaj nasuwa się bardzo ważny wniosek. Skoro cena long-term uranu jest już wyższa od ceny spot o 10 dolarów, a jednocześnie traderzy ograniczają dalsze spadki cen spot, to bardzo prawdopodobne, że zbliżamy się do odbicia spotowych cen tego surowca. Jak już wcześniej wspomniałem, ceny spot mogą być bardzo pomocne w timingu inwestycji w sektor uranowy, a wiele osób praktycznie zwraca uwagę tylko na ceny spot. Dlatego w przeszłości odbiciom cen spot uranu prawie zawsze towarzyszyły wzrosty notowań aktywów powiązanych z tym surowcem. Uważam zatem, że istnieje spore prawdopodobieństwo, że na przestrzeni kolejnych dni ceny spot zanotują odbicie. Ponadto, uważam, że równie prawdopodobne jest odbicie notowań spółek i ETF-ów uranowych, a wiele z nich znajduje się obecnie po spadkach, które często przekraczają nawet 50%. Jednak, aby nie sięgać po skrajne przykłady, weźmy na tapet Cameco Corporation, czyli jedną z największych na świecie firm uranowych. Licząc od szczytu z początku tego roku, kurs akcji Cameco osunął się już o ponad 30%. Jednocześnie wskaźnik RSI, który jest bardzo pomocny przy wyznaczaniu punktów zwrotnych notowań poszczególnych aktywów, osiągnął na wykresie tygodniowym wartość około 36. W skrócie oznacza to, że potencjał do dalszych spadków na Cameco jest już bardzo mocno ograniczony. I bardzo podobną sytuację obserwujemy na wykresie notowań największego, najbardziej popularnego ETF-u na sektor uranowy, ETF-u o tickerze URA. Dodam w tym miejscu, że w ofercie brokera XTB dostępny jest europejski zamiennik ETF-u URA o tickerze URNU. Występuje on na platformie w dwóch wersjach: pierwszej, notowanej w euro na giełdzie niemieckiej, oraz drugiej, notowanej w dolarze amerykańskim na giełdzie w Londynie.
To wszystko, co dla was przygotowałem w tym nagraniu. Mam nadzieję, że mój materiał będzie dla was pomocny. Jeśli chcielibyście lepiej zrozumieć rynek uranu, to zapraszam was do lektury ostatnio odświeżonego kompendium, które znajdziecie na independentrader.pl. Podałem tam między innymi szereg argumentów, które w mojej ocenie przemawiają za tym, że spora część hossy uranowej jeszcze przed nami. Ponadto, jeśli interesuje was temat inwestycji w uran czy też w inne atrakcyjne surowce, to zapraszam do obserwowania mojego konta na portalu X, na którym na bieżąco dzielę się swoimi spostrzeżeniami. Wszystkiego dobrego.
[muzyka]
[muzyka]