Transcription
Nasi przodkowie uznaliby nas za czarnoksiężników, którzy potrafią tworzyć obrazy z niczego, komunikować się natychmiast z całym światem. A co my? Pomyśleliśmy o dzieciach naszych wnuków. Świat przyszłości jest podobny do mitycznego świata bogów. Może będziemy potrafili tak zmienić siebie, aby zaludnić wszechświat. Mówimy o przeniesieniu mózgu do komputera lub komputera do mózgu, aby oba stały się jednym. To będzie możliwe w ciągu 100 lat. Weźmy teraz 1000 lat. Jest to cyfrowa nieśmiertelność, możliwa do osiągnięcia już dzisiaj.
Drugi rodzaj nieśmiertelności jest znacznie trudniejszy. Jest to nieśmiertelność organiczna, która pozwala fizycznemu ciału żyć wiecznie. Czy rozważał pan teorię symulacji, mówiącą, że żyjemy w symulacji? Wielu ludzi wierzy w te teorie, rodem z science fiction. Co pan o tym sądzi? Czasem po obejrzeniu filmu "Matrix", ludzie zastanawiają się, czy to naprawdę tylko film, a może jesteśmy marionetkami tańczącymi, kiedy ktoś pociąga za sznurki? Ktoś naciska przycisk i uruchamia wszechświat, a potem wciska stop i wszystko zatrzymuje. Czy to możliwe? Nie sądzę.
Mechanika kwantowa daje nam różne alternatywne wszechświaty, dlatego teoria multiwersum jest niesprawdzalna. Nie wiemy na pewno, czy mechanika kwantowa daje nam te różne wszechświaty, które są fikcyjne i z góry wymyślone. Krótko mówiąc, tej teorii nie da się sprawdzić. Moim zdaniem, może ona również naruszać zasady mechaniki kwantowej, zwłaszcza zasadę nieoznaczoności. "Matrix" jest teorią pozbawioną mechaniki kwantowej. To teoria typu newtonowskiego. Wszechświat nie jest jednak newtonowski, jest oparty na mechanice kwantowej. Dlatego uważam, że nie żyjemy w "Matrixie", że nasza rozmowa nie była z góry zaplanowana.
W swojej książce pisał pan o zwykłym dniu w 2050 roku. Czy potrafimy przewidzieć, jak będzie wyglądał 2050 rok w świecie, który ciągle się zmienia? Załóżmy, że mógłby pan poznać swojego przodka, takiego sprzed kilkuset lat. Mógłby mu pan opowiedzieć o samolotach, rakietach, komputerach. Co pomyślałby pana przodek? Że pan zwariował. Obrazy z eteru, podróż na Księżyc, komputery liczące milion razy szybciej od ludzkiego mózgu. O czym on mówi? Nasi przodkowie pomyśleli, że żyjemy w świecie science fiction, w świecie pociągów, rakiet i bomb atomowych, o których naszym przodkom się nie śniło. A teraz, gdybyśmy odwiedzili naszego potomka, prawnuka kilkaset lat, co byśmy o nim pomyśleli?
Nasi przodkowie uznaliby nas za czarnoksiężników, którzy potrafią tworzyć obrazy z niczego, komunikować się natychmiast z całym światem. Dla naszych przodków bylibyśmy czarodziejami. A co my pomyślelibyśmy o dzieciach naszych wnuków? Że są jak bogowie. Krótko mówiąc, świat przyszłości jest podobny do mitycznego świata bogów. Nasze pra-pra-pra-prawnuki będą żyły w świecie, w którym można kontrolować życie, kontrolować materię i energię. To, co dziś jest niemożliwe, a dla bogów jest zabawą. Czy kontrolowana rzeczywistość to nasza przyszłość? Być może. Może będziemy w stanie kontrolować rzeczywistość, życie i materię. Dziś uznalibyśmy to za magię albo voodoo. Ale tak może wyglądać świat naszych pra-pra-prawnuków.
Jak wyglądałby taki zwykły dzień, kiedy, w jakich czasach, w 2050 roku? Zgodnie z naszą wiedzą, ogromną wiedzą, często słyszę pytanie: "Skoro jest pan naukowcem, proszę przewidzieć przyszłość. Jak będzie wyglądała przyszłość?". Nie wiem, jak będzie wyglądała, ale przecież musimy być na nią przygotowani. Mogę jednak mieć uzasadnione przypuszczenia. Uzasadnione dlatego, że znamy kierunki rozwoju fizyki i chemii. Nasi przodkowie żyli w świecie magii i czarów, nie mieli żadnych reguł, równań czy zasad. Dziś mamy zasady, równania, ramy naukowe. Nie możemy dokładnie przewidzieć, ale możemy mieć uzasadnione przypuszczenia.
Weźmy komputery. Wiemy, że komputery będą kwantowe, a zatem będą miliony razy potężniejsze od tych dzisiejszych. Dlatego sztuczna inteligencja może stać się rzeczywistością. Możemy więc mieć świat, w którym sztuczna inteligencja będzie normą. Co to znaczy, że komputery są kwantowe? Dzisiejsze komputery są newtonowskie. Mogą być włączone lub wyłączone, zero-jedynkowe. Cyfrowy świat jest deterministyczny. Jest newtonowski. Z kolei komputer kwantowy działa w świecie mechaniki kwantowej, w świecie nieskończonych stanów. Już dziś mamy komputery kwantowe. Nie są jeszcze, ale te zbudowane dotychczas są miliony razy potężniejsze od każdego komputera cyfrowego. Trudność polega na tym, że mogą one pracować tylko nad jednym problemem na raz. Nie są uniwersalne, jak komputery cyfrowe, które potrafią wykonywać wiele operacji jednocześnie. Komputer kwantowy może wykonać tylko jedną operację. Zasady są jednak takie, że są miliony razy potężniejsze od komputerów cyfrowych. Zdaniem wielu ludzi, to one są przyszłością. Przyszłość to komputery kwantowe, miliony razy bardziej wydajne od wszystkiego, co mamy dziś.
Czy za 100 lat staniemy się mitycznymi bogami? Myślę, że za 100 lat nasi potomkowie będą żyć jak greccy bogowie w starożytności. Będą potrafili manipulować materią, energią, samym życiem w sposób, który my uznalibyśmy za magiczny. Będziemy potrafili manipulować naszym genomem. Dziś potrafimy to robić, ale po jednym genie. W przyszłości będziemy być może potrafili zmieniać genom jako całość, a nie tylko po jednym genie. I w ten sposób zmieniać bieg życia. Czyli zamiast wykorzystywać te technologie do leczenia chorób, może będziemy potrafili tak zmienić siebie, aby zaludnić wszechświat.
W jednej ze swoich książek pisał pan o technologii inteligentnego druku, o tym, że kiedyś powstanie papier, na którym będzie można... Rzeczywistość. Oto wynalazek polskiego naukowca. Pierwsza na świecie technologia druku tego typu. Można na tym oglądać nawet filmy. Emiter jest jednokolorowy, ale zgodny z pana przewidywaniami. Oto nadruk światłem na papierze, całkowicie elastyczny. Pana książka zainspirowała jego wynalazcę, dlatego przywiozłem to z Polski, aby panu pokazać. Czy Pana zdaniem ta technologia druku pojawi się w przyszłości na ubraniach? Dziś możemy drukować wszystko na dowolnym podłożu. Tak rozpowszechnia się technologia. Zostaje odkryta w jednej dziedzinie, a potem zyskuje popularność w społeczeństwie. Zgadza się.
Co to znaczy, że zmienimy ludzkość? Innymi słowy, będziemy mogli zmienić przeznaczenie rasy ludzkiej. Jeżeli na przykład skolonizować inną atmosferę i temperaturę, zamiast próbować adaptować Marsa, możemy zaadaptować samych siebie. Zmodyfikować się do przeżycia w różnych środowiskach we wszechświecie. Zamiast myśleć, jak zmienić nieprzyjazne nam planety, czemu by nie zmodyfikować siebie, żeby móc na nich przetrwać? Brzmi to jak science fiction.
Czy jest możliwe, czy Pana zdaniem możliwy będzie rozwój technologii zdolnych odczytywać ludzkie myśli? Jedną z wielkich granic nauki jest ludzki mózg. Na przestrzeni dziejów ludzki mózg był w zasadzie czarną skrzynką. Dopiero ostatnio zaczynamy rozumieć, że istnieją mechaniczne analogie procesu myślenia. Pewnego dnia zrozumiemy, że mózg jest częściowo kwantowy. I tu właśnie pojawiają się komputery kwantowe. Komputery kwantowe już istnieją i w pewnym sensie pracują podobnie do ludzkiego mózgu, gdyby ten był kwantowy. Mówimy więc o nowej erze, w której możemy zmieniać samych siebie. To zaś wiąże się z kwestią nieśmiertelności.
Istnieją dwa rodzaje nieśmiertelności. Jednym jest nieśmiertelność cyfrowa, drugim nieśmiertelność organiczna. Cyfrową nieśmiertelność osiągamy poprzez stworzenie mechanicznego klona samego siebie, który posiada większość naszych wspomnień, wzorców myślenia i wygląda jak my. Pierwsza generacja ludzi nieśmiertelnych cyfrowo już istnieje. Potrafimy stworzyć obraz siebie, który porusza się i mówi, i z którym można rozmawiać. Obraz ten zawiera nagranie wywiadu, obejmującego całą naszą biografię. Zrobił tak William Shatner, znany z serialu "Star Trek". Przez kilka dni pytano go o jego życie, pomysły, przemyślenia, jego historie. Nagranie to powiązano z jego obrazem, który będzie żył wiecznie. Jest to cyfrowa nieśmiertelność, możliwa do osiągnięcia już dzisiaj. Nadal raczej prymitywna, ale możliwa do realizacji i umożliwiająca przeprowadzenie rozmowy z pra-pra-pra-wnukami na temat życia w XX wieku.
To chyba bardzo niebezpieczne, taka wiedza o tym, co człowiek myśli. Dlaczego miałoby być niebezpieczne? To tak, jakby definicja naszych sekretów, jakby klucz naszego istnienia. Cyfrowa nieśmiertelność polega na tym, że można zachować sekrety dla siebie. Polega bowiem na wypowiedzi przed dyktafonem, który tworzy obraz człowieka mówiącego w czasie rzeczywistym. Można mu zadać pytania, a on na nie odpowiada. Cyfrowa nieśmiertelność jest osiągalna już dziś. Pozwala zachować myśli człowieka na zawsze i porozmawiać ze swoimi pra-prawnukami. Pozwala też zachować sekrety dla siebie. Wtedy odejdą one wraz z człowiekiem.
Drugi rodzaj nieśmiertelności jest znacznie trudniejszy. Jest to nieśmiertelność organiczna, która pozwala fizycznemu ciału żyć wiecznie. W tym zakresie zaproponowano kilka rozwiązań. Jednym jest po prostu cyfryzacja samego mózgu. Można wziąć mózg komara lub muchy i sklonować go, następnie stworzyć jego kopię i dokładnie ją zbadać. To już osiągnęliśmy. Rekord świata w rozkładaniu mózgu owada wynosi 100 000. 100 000 rozłożyć mózg owada, neuron po neuronie. Ludzki mózg ma 100 miliardów neuronów, a nie zaledwie 100 000. Ale cyfryzacja ludzkiego mózgu jest tylko kwestią czasu. Nie 100 000, ale 100 miliardów neuronów. To jeden sposób. Innym rozwiązaniem jest... na noszach obok robota. W miarę odsłaniania mózgu neuron po neuronie, we wnętrzu robota powstaje jego kopia. Później neurony są z sobą pojedynczo łączone. Oczywiście, jest to możliwe, ale niewykonalne przy dzisiejszej technologii. Pojedynczymi neuronami w budowie mózgu. To jednak tylko problem techniczny. Teraz mówimy o odwrotnej inżynierii mózgu. Tak, mówimy o przeniesieniu mózgu do komputera lub komputera do mózgu, aby oba stały się jednym. Jest to możliwe. Zostało to przeanalizowane. Oczywiście, miną wieki, zanim będziemy w stanie przeprowadzić ten proces, ale jest on możliwy.
Mamy też dzisiaj żywe komputery. Pewien naukowiec z Niemiec zaprosił nasz zespół do sfilmowania eksperymentów z żywymi komputerami, opartymi na naturalnych neuronach. Dziś potrafimy połączyć ludzki mózg z laptopem, który będzie wykonywał wiele czynności uważanych za ludzkie. Rozwiązanie to powstało z myślą o wielu amerykańskich żołnierzach rannych w Afganistanie i Iraku. Armia USA uznała, że należy dać weteranom możliwość sterowania komputerem, aby mogli chodzić, mówić, wykonywać wiele ludzkich czynności, mimo że są sparaliżowani. Postępem jest dziś możliwość połączenia ludzkiego mózgu z laptopem, który pozwala kontrolować ruchy. Zrobiono tak na igrzyskach olimpijskich kilka lat temu. Olimpiadę w Sao Paulo w Brazylii otworzył mężczyzna, który był całkowicie sparaliżowany. Ubrano go w cyfrowy szkielet, podłączony do jego mózgu, w którym mógł chodzić, mimo całkowitego paraliżu. Mógł sterować myślami egzoszkielet, który pozwolił mu chodzić i otworzyć Mistrzostwa Świata w Piłce Nożnej. To potrafimy już dziś.
W przyszłości będziemy mogli stać się superbohaterami, czy trzymać transhumanistyczny kierunek naszego rozwoju? Jesteśmy jeszcze w powijakach, ale potrafimy już przywrócić osobom sparaliżowanym możliwość ruchu. W przyszłości, być może, będziemy potrafili dać im super zdolności, zdolność do tworzenia czy przenoszenia rzeczy dostępnych tylko robotowi. Ci ludzie staliby się nadludźmi. Być może tacy nadludzie mogliby skolonizować Marsa, a potem wszechświat, dzięki swoim nadludzkim możliwościom. Byli by ulepszoną wersją nas samych. To będzie możliwe w ciągu 100 lat. Weźmy teraz 1000 lat. Jak będziemy badać świat za 1000 lat?
Możliwe, że wtedy będziemy potrafili się zdigitalizować, zapisać schematy myślenia w oprogramowaniu, oprogramowanie umieścić w rakiecie i wystrzelić ją w kosmos. Rakietę, po wylądowaniu na Księżycu, podłączy się do egzoszkieletu, którym będzie mogła sterować na powierzchni. Można także wystrzelić egzoszkielety w kosmos i w ten sposób go odkrywać, poprzez wysłanie własnej świadomości w podróż po wszechświecie. Oczywiście, nie będzie to możliwe jeszcze przez kilkaset lat.
Życie wieczne. Ciało biologiczne ma ograniczony czas życia. Chyba że wymyślimy nieśmiertelność organiczną, która pozwoli nam wymieniać zużyte organy na nowe. Wymiana zużytych organów zapewni nieśmiertelność organiczną, która pozwoli sterować robotem, którego następnie będziemy mogli wystrzelić w kosmos. Wtedy będziemy mogli rozpocząć kolonizację wszechświata z prędkością zbliżoną do światła. Wszystko to jest zgodne z prawami fizyki. Dziś jeszcze poza zasięgiem naszych zdolności, ale moim zdaniem możliwe.
Czy uda nam się kiedykolwiek stworzyć świadomą maszynę? To zależy od definicji świadomości. W tej chwili nie ma jednej teorii świadomości. Uważam jednak, że da się stworzyć przedmiot, który będzie znał swoją lokalizację, rozumiał położenie we wszechświecie i potrafił porozmawiać z człowiekiem. Czy to jest świadomość? Nie wiem. Nie ma powszechnie przyjętej definicji świadomości. Gdy weźmiemy słownik i poszukamy słowa "świadomość", to okaże się, że nie ma zgody co do jego znaczenia. Sądzę, że w przyszłości możliwe będzie stworzenie maszyny świadomej siebie, swojego otoczenia, obecności innych oraz zdolnej do interakcji z innymi istotami. Myślę, że to możliwe.
A jeśli chcecie spotkać gości naszych rozmów osobiście, zapraszamy was do Łodzi na festiwal "Bomba Megabitowa", festiwal Stanisława Lema, który odbędzie się w dniach 25 i 26 listopada w EC1.
Przewiduje pan, że w przyszłości będziemy mogli stworzyć cywilizacje typu drugiego, trzeciego? Co oznacza cywilizacja typu drugiego? Fizycy analizowali przestrzeń kosmiczną, poszukując wskazówek na temat technologii i cywilizacji obcych. Jedna z teorii mówi o kategoriach typu 1, typu 2, typu 3. Cywilizacja typu 1 to cywilizacja, która opanowała całą energię swojej planety. Kontroluje wszystko na planecie, wykorzystuje całe światło pochodzące ze słońca, kontroluje trzęsienia ziemi, wulkany. Kontroluje wszystko na planecie. To typ 1. Typ 2 wykorzystuje moc planety oraz moc słońca. Nie opala się w słońcu, lecz je kontroluje. Całą energię słoneczną wykorzystuje do napędzania swoich maszyn. Jest to cywilizacja typu 2, obecna w science fiction. Serial "Star Trek", Federacja Planet, byłaby cywilizacją typu 2. Kolejny jest typ 3. Typ 3 ma charakter galaktyczny. Taka cywilizacja podróżuje po szlakach galaktycznych, potrafi bawić się czarnymi dziurami, jak w "Gwiezdnych Wojnach". "Gwiezdne Wojny" to cywilizacja galaktyczna. To byłby typ 3.
Kolejne pytanie brzmi tak: jeżeli nas odwiedzają, to czy mogą być typem pierwszym, drugim czy trzecim? Cywilizacja typu 1 potrafi jedynie skolonizować kilka planet w swoim rejonie Układu Słonecznego, a zatem latające spodki raczej nie pochodzą od cywilizacji typu 1. Cywilizacja typu 2 zaczyna rozumieć naturę gwiazd, jednak nawet gwiazdy nie pozwalają zbliżyć się do prędkości światła po wszechświecie. Typ 3 może już mieć dostęp do energii Plancka. Energia Plancka to największa energia we wszechświecie. To taka energia, w której sam wszechświat traci stabilność. Gdyby włożyć energię Plancka do piekarnika, to zobaczymy, jak w środku powstają bańki, anomalie czasoprzestrzeni. Większość baniek pojawia się, a potem znika. Jest to tak zwana piana czasoprzestrzeni, sformułowana przez Stevena Hawkinga. Piana czasoprzestrzeni powstaje wtedy, gdy podgrzejemy kuchenkę mikrofalową do niewyobrażalnej temperatury, w której kosmos staje się niestabilny. Wtedy, po przekroczeniu energii Plancka, mogą zacząć powstawać wszechświaty. Innymi słowy, właśnie tak mógł powstać Wielki Wybuch. Wielki Wybuch był bańką, która osiągnęła energię Plancka, a potem zaczęła się rozszerzać, aż doszło do Wielkiego Wybuchu. Mogłoby to być środowisko cywilizacji typu 3, która wykorzystuje je jako bramę do podróży kosmicznych.
Koniec cywilizacji. Problem z cywilizacjami polega na tym, że mają one tendencje do samozniszczenia. Wyróżniamy cztery scenariusze samozniszczenia cywilizacji typu 1. Są to: broń atomowa, broń biologiczna, globalne ocieplenie i sztuczna inteligencja. Cywilizacja może więc zniszczyć swoją planetę na cztery sposoby. Wymienił pan sztuczną inteligencję. Ma ona moc wszystkich technologii ludzkości i dlatego, użyta w niewłaściwym celu, może prowadzić do samozniszczenia. Cywilizacja może się obawiać...
Czy Pana zdaniem niszczymy sami siebie jako ludzkość? Jestem optymistą w tym sensie, że najmniejszą jednostką w historii jest dziesięciolecie. Kiedy spojrzymy na historię rok po roku, jest ona przygnębiająca: katastrofy, upadki, niekończące się wojny. Jeżeli spojrzymy na dziesięciolecia historii, wnioski są raczej przygnębiające. Kiedy jednak spojrzymy na kolejne stulecia, zobaczymy niesamowity postęp. Jest coraz lepiej. Zaledwie 200 lat temu mieliśmy rewolucję przemysłową. Opanowaliśmy moc pary. Na początku rewolucji przemysłowej, po raz pierwszy w historii świata, zaczynaliśmy tworzyć za pomocą maszyn, a nie własnych rąk. A było to raptem 200 lat temu. Patrząc na historię przez pryzmat nauki i z perspektywy wieków, widzimy, że historia ma swój kierunek. Historia zmierza w kierunku demokratyzacji, w kierunku rozpowszechnienia technologii, która może nas odciążyć, uwolnić od ciężkiej pracy. Choć rozwój jest nierównomierny, to sam kierunek jest jasny. Technologia dała nam możliwość komunikowania się, dzielenia się wiedzą. To dzieło Internetu. Internetem mogą komunikować się z ludźmi z całego świata i przekonać się, że władza może być inna. Jeżeli rząd w ich kraju jest represyjny, to w internecie mogą zobaczyć, że istnieją rządy, które takie nie są i mogą zapragnąć zmian. Moim zdaniem postęp ma kierunek. Nie zgadzam się zatem z tymi, którzy twierdzą, że nauka nie ma kierunku, że można ją wykorzystać do zniszczenia świata albo do wyzwolenia, ale że ona sama nie ma celu. Nie zgadzam się. Sądzę, że nauka ma określony kierunek i jest nim demokratyzacja, dzielenie się owocami technologii, co nie zdarzało się w przeszłości. Nie oznacza to, że nie będzie wzlotów i upadków, wojen i problemów. Kiedy spojrzymy na historię stulecie po stuleciu, zobaczymy, że historia również ma kierunek.
Czy kiedykolwiek będziemy w stanie zajrzeć w przyszłość? Czy uda się stworzyć technologię, która pomoże nam zobaczyć przyszłość? Czy fizycznie to możliwe? Teoretycznie można zbudować wehikuł czasu. Właśnie tego dotyczy moje pytanie. Czas jest jak rzeka, płynie w jednym kierunku i wydaje się, że nie można go zawrócić. Tu jednak pojawia się Einstein, który mówi: "Nie, czas jest jak rzeka z wirami, może nawet się rozwidla na dwie rzeki". A zatem rzeka czasu jest dynamiczna i nie jest to jedna rzeka płynąca w jednym kierunku. Czy jednak da się zmienić rzekę czasu? Czy można się cofnąć w czasie?
Steven Hawking postawił to pytanie i uznał, że dzięki tunelom czasoprzestrzennym można przenieść się w przyszłość, ale niekoniecznie w przeszłość. Jak to uzasadnił? Stwierdził, że jeśli cofniemy się w czasie, potem udamy się w przyszłość, a potem w przeszłość, to powstanie pętla. Pętla pozwala gromadzić energię aż do eksplozji, czyli nasz wehikuł czasu wybuchnie. Tak brzmiał argument Stevena Hawkinga przeciwko podróżom w czasie. Ta teoria ma jednak pewną lukę. Jeżeli bowiem cofniemy się raz, liczbę razy, żeby zgromadzić energię i doprowadzić do wybuchu, to być może nie dojdzie do eksplozji wszechświatów, a potem będzie można cofnąć się w czasie. To oczywiście nadal science fiction, ale obliczenia pokazują, że jeśli wykonamy jedną podróż w przeszłość, to będzie to możliwe, o ile będziemy mieć dużo energii. Tyle, ile energia Plancka, 10 do 19 potęgi miliardów elektronowoltów. To jest 1 i 11 zer. Energia Plancka może być energią wehikułu czasu.