Transcription
Miałem ostatnio pacjenta, który gdzieś tam, chyba od 16 czy 17 roku życia, tak się zajarał kulturystyką i taki naprawdę 100% albo nic. Nie, właśnie totalna restrykcja i tak dalej. Przez 10 lat tak żył, super wyglądał. Aż w końcu mówi, że zerwał się ze smyczy i w cztery miesiące jakoś zaczął po prostu wszystko, co nie uciekło na na księżyc i przytył w tym czasie 16 kilo.
Hipokrates też powiedział, że zdrowie człowieka jest jego najcenniejszą własnością i powinien on uczyć się, jak samemu leczyć własne choroby. I też takie bardzo ważne słowa, które wspominałem kiedyś właśnie na swoim tym koronny szkoleniu dietetyka i suplementacja poziom pierwszy: by leczyć ciało ludzkie, konieczna jest wiedza o całości zjawisk, czyli patrzmy globalnie, a nie lokalnie.
Ja najczęściej namierzam takie profile psychodietetyczne, które usprawiedliwiają jedzenie syfu na zasadzie takim, że jak ci po tym batoniku jest dobrze, to fajnie. Ciesz się, że zjadłeś dość jednego batonika, a nie trzy i tak dalej. Ja tak mówię: okej, jakby, gdzie jestem, co się dzieje? Czyli dietetyk psychodietetyk, czyli ktoś, kto powinien stać na straży tych dobrych nawyków, tego właśnie, w jaki sposób budować dobre relacje z żywieniem i kiedy wychodzić z toksycznych relacji z pożywieniem. Ta osoba mówi, że dobra, okej, jedz sobie tego batonika. I zastanawiam się trochę, czy to nie jest taki syndrom sztokholmski.
Nie bez przyczyny w 2018 roku na Europejskim Kongresie Psychiatrii przeniesiono aktywność fizyczną do kategorii A, czyli do tej, która jest najbardziej pomocna. Zresztą, to jest taki naturalny sposób radzenia sobie ze stresem. Zobacz, że [Aplauz] [Muzyka].
Zależy, myślę, od takiego indywidualnego podejścia. Raczej, zaczy, to jest poci, tak jak moi studenci, bo teraz miałem ostatnie zajęcia w sezonie zimowym z moimi studentami z trzeciego roku i oni mówią, że kurde, no tak, w sumie to wszystko można. I oni by nie chcieli potem wyjść z tej uczelni i powiedzieć, że w sumie można robić to i to i to i tamto. Ale mówię: kuźwa, ale tak jest, bo możesz zrobić komuś dietę wegetariańską, możesz zrobić jakąś lakto-wegetariańską, możesz zrobić Paleo, możesz zrobić High carb, low carb i tak dalej, keto. I mówię: jednemu to siądzie super. Dlatego mówię wam, żeby zbierać wywiad. I jak na drzewku decyzyjnym cztery plusy, jeden minus, no to zajebiście. No to lecimy w to, nie? I w ten sposób to używać. No bo jednak tam, tak jak mówisz, w dietetyce można naprawdę zafałszować i można totalnie odejść od tego, co zaleca WHO. Czy ktokolwiek inny? I też może być kolorowo. A też pytanie, czy to WHO, czy te zalecenia WHO cokolwiek dają, są godne w ogóle naśladowania? No ale ktoś ci powie, że o, a kim my jesteśmy, żeby podważać zdanie tych tamtych? No jakby, jeżeli ktoś jest bardziej biznesmenem, a nie naukowcem, co WHO zresztą przez parę ostatnich lat pokazało, no to ja nie wiem, czy jest się czym chwalić, że o, bo WHO to zaleca, ja tak też tak robię. Bo to jest dalekie. I to zobacz, że no właśnie na social mediach, jak to fajnie widać, że taki zwykły zjadacz chleba potrafi lepiej poklepać fakt niż jakiś tam doktor, profesor, tam wszyscy po kolei. Wiesz co, wydaje mi się, że to wynika z tego, że ten doktor czy profesor jest tak zakorzeniony już w tych swoich przekonaniach, że ciężko go ruszyć. A też jego ego, myślę, trzyma go w tych przekonaniach i on nie chce, broń Boże, zmienić tego, bo on całe życie myślał tak i on jest doktorem czy profesorem, ekspertem i on się teraz nie będzie przyznawał do błędu. Ale to jest właśnie tym bardziej porąbane, bo nauka ścisła, medyczna, no tam się kuźwa coś z miesiąca na miesiąc, z roku na rok. A oni powiedzą, że nie, bo zawsze robili tak i jedli, nie wiem, ziemniaki, było spoko. No, no okej, no ale teraz są trochę jakby inne czasy. Nawet zobacz, to mój ulubiony argument, nie, że a my tam w dzieciństwie też jedliśmy żelki i żyjemy. M. Tak, tylko że my siedzieliśmy na trzepaku, na boisku, w piłkę i tak dalej. A teraz dzieciak siedzi z telefonem i te żelki. To kiedyś to były, wiesz, bo ktoś z Niemiec przywiózł z rodziny. A teraz idziesz do Żabki, Małpki i tak dalej, se żelki wyjmujesz. Kurde, przepaść. Też pytanie o skład tych żelek, bo są żelki, powiedzmy, całkiem spoko. I to też mam wrażenie, przynajmniej ja żyję w takiej banieczką, właśnie, co by się kojarzyły niby z fast foodem czy z jakimś słodyczem, to nagle patrzysz, o, i skład jest całkiem spoko. I właśnie nie ma tego, co najgorsze. I kurde, fajnie. Dużo, dużo jest takich furteczek. Teraz tak, no bo wiesz, bo ludzie też są wygodni, więc to jest odpowiedź rynku na zapotrzebowanie. Ludzie chcą jeść syf, ale jednocześnie tak trochę się przyciąć, że jest mniejszy syf. No, więc zrobią ci żelki jakieś z pektyną i tak dalej, o mniejszej zawartości glukozy, z jakimiś tam aromatami smakowymi i tak dalej. Jest jakieś tam wyjście, nie? Natomiast powiem ci szczerze, że mój znajomy zrobił taki bar z burgerami, to się nazywa Fit Burger w Rumi, koło Trójmiasta. I on tam ma opcje jakieś tam buły chyba żytniej albo owsianej, wypiekane na zakwasie i tak dalej i tak dalej. Powiem ci szczerze, że nigdy u niego nie zjadłem tej jakby wersji Fit. Zawsze stwierdzał, że słuchaj, skoro trzymasz sobie dietę przez te 80-90% czasu, jak nie wiem, raz na trzy miesiące jadę do tego Trójmiasta, to już zjem po chamsku tego podwójny kotlet z białą bułą, z podwójnym serem i tak dalej, z jakimś tam innym żurawiną i tak dalej. No bo po prostu, bo chcę zjeść takiego chamskiego kota. Ale jeżeli ktoś ma to często, nie wiem, dwa, trzy razy w tygodniu, to fajnie, nie? Niech sobie tam kombinuje jakieś ustępstwa.
To czyli dwa, trzy razy w tygodniu to jest dużo czy mało? Czy wiesz co, to zależy. Kto co robi. Jak ktoś ma taką masę mięśniową jak ty, regularnie robi trening i tak dalej, to daj Boże, żeby dwa razy w tygodniu skoczył na tego burgera i żeby to mu pomogło nawet, wiesz, budować tą masę i siłę. Ale jak masz babkę, która ma Hashimoto, jest księgową i łazi dwa razy w tygodniu na nordic walking, no to taka jedna buła w tygodniu potrafi rozpierdolić cały rezultat całego, wiesz, tygodnia pracy. I znowu wracamy do tego indywidualnego podejścia, nie?
Kurczę, to jest mega ciekawe. A wiesz, jeszcze tak śmiesznie, jak powiedziałeś z tą bułą i właśnie, żeby opierdolić przy mojej masie mięśniowej. A ja właśnie mam ten problem teraz, że jestem tak restrykcyjny w swojej diecie, że sobie nie pozwalam. Tak, tak. No właśnie, poszedłem trochę skrajnie w drugą stronę. Znaczy, powiem ci tak, jakby absolutnie nie chcę mówić, że pójdziesz w te strony, ale miałem ostatnio pacjenta, który gdzieś tam, chyba od 16 czy 17 roku życia, tak się zajarał kulturystyką i taki naprawdę 100% albo nic. Nie, właśnie totalna restrykcja i tak dalej. Przez 10 lat tak żył, super wyglądał. Aż w końcu mówi, że zerwał się ze smyczy i w cztery miesiące jakoś zaczął zalewać po prostu wszystko, co nie uciekło na na księżyc i przytył w tym czasie 16 kilo. Masakra. W ogóle tam, wiesz, i narobił sobie problemów hitowych i tak dalej, insulinoporność. No bo wiadomo, jak tam przywalił nagle plus 15, co najmniej, to trochę to słabo wyglądało w jego w jego organizmie. I mówi teraz, on już wie, że to był jakby błąd i że być może z jakiegoś tam powodu właśnie stwierdził, że dobra, z tego ryżu, kurczaka, brokuła i tam, wiesz, jakiś tam omletów wjechał po prostu w jakieś misie Haribo i pizze i lody i tak dalej. No i teraz on tak naprawdę chce połączyć oba światy, czyli właśnie mieć dobrą podstawę, ale jednocześnie zostawić sobie tą furtkę na to, żeby coś tam sobie chapnąć, jak będzie miał po prostu ochotę.
Ciekawe. Ja jeszcze się nie spuściłem ze smyczy, a od sześciu lat nie wiem w ogóle słodyczy. Gdzie był okres w moim życiu, że potrafiłem dwie takie 300-gramowe misie na raz opierdolić w 15 minut. Dla mnie tylko pięterko, pięterko, pięterko, pięterko i 15 minut. I pamiętam to jak dziś, że odczuwałem taką hiperglikemię, wiesz, normalnie fizycznie. Dopiero po czasie się zorientowałem, że to był ten stan i mega, mega się źle czułem. W ogóle po kilku godzinach byłem chory. Już tak naprawdę miałem wtedy, pamiętam, bardzo duże problemy ze stanami zapalnymi migdałów. I to było straszne. Taka ilość cukru i mleka, no to dla śluzówki to jest w ogóle makabra. Także nie ma co się dziwić. Ale ja też należę do takich osób, które mogą. I też zawsze się śmieję, jak ktoś mówi: nie ma dowodu, że cukier nie uzależnia i tak dalej. To ja jestem pierwszy. Mam tak, że jak coś chapnę raz, to potem mnie to ściga. I dopóki jest w chacie, to będę to wpierdalał, po prostu, zanim tego nie skończę. A potem jest takie: pięć, sześć dni i znowu pięć, sześć dni luzu. I mogę nie jeść przez dobre pół roku, chyba że ktoś właśnie wyciągnie: chodź, chodź, bo tu są dobre lody z polewą i tak dalej. No to wtedy znowu pięć dni za mną coś łazi. Także ja jestem typowym przykładem właśnie, że to działa. I zresztą, znowu, po rozmowach z podopiecznymi i tak dalej, multum ludzi tak ma. Więc znowu, bo to jest to, co badania pokazują, a jakie są realia, no to jednak to są dwa światy często.
Ja pamiętam, że właśnie jedno z takich pierwszych zasad, jakie jakie promował, jeżeli chodzi o dietetykę, to żeby nie mieć w mieszkaniu tego, co nie służy, czyli jakiś słodyczy, jakiś takich produktów zbożowych. I nie iść na głodnego na zakupy, bo to zawsze też już jak cię nęci, to już tylko wejdziesz w alejkę, to po prostu, a dobra, to w drodze do kasy, w nagrodę, że pojechałem, to sobie coś. Także przegrałem. Dobra, ja cię w ogóle wprowadzę. Dobra, to już zapis idzie. Już poszło. Zobaczymy, co z tego będzie. Pozdrawiamy. Rozmowy w formie. Maciek Kozłowski: Dzień dobry. Dziś dla mnie osobiście bardzo niezwykły odcinek, ponieważ goszczę osobę, którą śledziłem, mam wrażenie, od początku jego piku rozpoznawalności w świecie dietetyki. Tam to było 12, 13 lat temu. Zacząłem pod swoją banderą w 2012 roku, więc możliwe. Okej, no to by się zgadzało. To by się zgadzało. I wtedy, jako jeszcze niepełnoletni gówniarz, myślałem, co mogę zrobić, żeby lepiej wyglądać, bo już byłem zajawiony mocno trenowaniem i szukałem najlepszego eksperta, jaki jest tylko na rynku, do tego, żeby poprawić swoje parametry. Zacząłem też sporty walki. Ć. Ty też wtedy byłeś bardzo mocno związany z tą branżą i pamiętam, że to był taki mój naprawdę hero, jeżeli chodzi o wiedzę i eksperta. A dzisiaj siedzi tutaj ze mną przy jednym stole Jakub Mauricz. Dziękuję serdecznie. To już tyle cukru dostałem, że przez miesiąc mi wystarczy. Tutaj akurat na szczęście nie mamy cukru w tym domu. I jeden z postulatów, pamiętam, jaki promował, to nie mieć w pomieszczeniu, w mieszkaniu produktów, które ci nie służą, po które możesz sięgnąć, po które nie warto sięgać. To tak trochę działa, bo jak to się mówi, okazja czyni złodzieja, więc tutaj dokładnie działa to w ten sam sposób. I to jest tylko nie tylko moje doświadczenie, ale wielu pacjentów, wiele osób z branży mówi dokładnie to samo. Czyli największy kłopot jest taki, kiedy na przykład jest para nie współpracująca, czyli powiedzmy, żona ma Hashimoto, ma nadwagę, insulinoporność, policystyczne jajniki, niepotrzebne skreślić, a mąż na przykład ma pracę fizyczną albo jest bardzo wytrenowany i po prostu przynosi takie rzeczy do domu. To czy on to zjada sam, czy dzieli się z żoną, to już jest dalsza kwestia do rozważenia. Natomiast chodzi o to, że generalnie coś w domu jest i wtedy ta żona, która ma problem, to ona też tak patrzy i nęci ją to jak taka, wiesz, krew po prostu w oceanie i rekin to wyczuwa. Więc idziesz, idziesz, idziesz. Zresztą, ostatnio rozmawiałem z moim podopiecznym z Konradem Michalakiem, który grał w Turcji w piłkę nożną, teraz w Arabii Saudyjskiej i Konrad mówi to samo, że jak coś jest w chacie, to po prostu to będzie męczył, aż tego nie zje do dna. Więc tak jak w kuluarach rozmawialiśmy o tych Milky, które lata, lata temu gdzieś tam zdarzało ci się przegryźć, to dokładnie Konrad ma to samo, ja mam to samo i wiele innych osób dokładnie ma to samo. Dopiero po pięciu, sześciu dniach taki, powiedzmy, detoks cukrowy nie dochodzi do organizmu i wtedy ta chętka przychodzi. Ale najgorsze jest takie chyba przerażające podżeranie cukru, nie tylko z perspektywy nadmiernej ilości kalorii, ale też tego, co to robi w organizmie. Wtedy jeszcze tak nie było popularne to, a później zaczęło być bardziej. Mam na myśli psychologia i psychologia zaczęła mówić coraz częściej o tym, że osoby uzależnione właśnie powinny wystrzegać się posiadania substancji uzależniającej, szczególnie właśnie w bliskim otoczeniu. I właśnie potem sobie myślałem: kurde, ty już tak dawno temu o tym mówiłeś i miałeś już takie fajne psychologiczne podejście pod kątem radzenia sobie w dietetyce. To fajnie, że w ten sposób na to patrzysz, Maciek, bo ja trochę wbijam, może kij w mrowisko, ale ja widzę taką kwestię jakby totalnie inną. Ty mówisz, że spokojnie, te 10, 13 lat temu już była taka tendencja w psychologii, a ja mam wrażenie, że w psychodietetyce z kolei to totalnie w drugą stronę się obeszło. I tutaj mówię o tym, chociażby, jak można pośledzić niektóre treści, w zasadzie od osób, które powinny być uznawane za opiniotwórcze, bo to są całkiem fajne zasięgi. Wiesz, ktoś ma 50 000, 100 000, 200 000 obserwujących na Instagramie czy na TikToku czy na innych social mediach, więc uważam, że to powinno być wiążące i taka osoba powinna brać odpowiedzialność za swoje słowa. A ja najczęściej namierzam takie profile psychodietetyczne, które usprawiedliwiają jedzenie syfu na zasadzie takim, że jak ci po tym batoniku jest dobrze, to fajnie. Ciesz się, że zjadłeś dość jednego batonika, a nie trzy i tak dalej. Ja tak mówię: okej, jakby, gdzie jestem, co się dzieje? Czyli dietetyk psychodietetyk, czyli ktoś, kto powinien stać na straży tych dobrych nawyków, tego właśnie, w jaki sposób budować dobre relacje z żywieniem i kiedy wychodzić z toksycznych relacji z pożywieniem. Ta osoba mówi, że dobra, okej, jedz sobie tego batonika. I zastanawiam się trochę, czy to nie jest taki syndrom sztokholmski, nie? Że ty wiążesz tego pacjenta ze sobą, bo ty jesteś w porządku, bo ty go rozumiesz, bo ty mu pozwoliłeś na tego batonika i tak dalej i tak dalej. Ale naprawdę, ilekroć pojawia się u mnie materiał dotyczący jakości żywienia, mówi o diecie 3B, czyli dieta bez pszenicy, bez cukru, bez kwasów tłuszczowych typu Trans, gdzie bardzo często to jest trzy w jednym. Zobaczmy na pączka, na jakieś tam drożdżówki, na batoniki, curros czy jakieś tam inne przekąski, to bardzo często jest właśnie i z pszenicy, i z cukrów, i tłuszczów trans. I to jest żarcie nawalone kaloriami, prozapalne, szkodliwe po prostu dla naszego organizmu. I często opatruję je takim terminem syf, tak, czy też gówno i tak dalej. I w tym momencie wchodzą właśnie psychodietetycy, nazwać produkty spożywcze gównem. Jeżeli komuś to dobrze robi na głowę i tak dalej, to super. To jest zbilansowana dieta, zdroworozsądkowa. Mówię: ja pierdzielę, gdzie ja w ogóle jestem? I to mówię, to nie są płotki, to nie są jakieś osoby, które są zagubione, bo dopiero startują i tak dalej, tylko to są osoby, które mają siebie naprawdę za super specjalistów, za EBC, tak, czyli za tych zwolenników Evidence Based Medicine, opartej na dowodach, za osoby, które w swoim przeświadczeniu dobrze mówią, gdzie nie trzeba być omnibusem, żeby zobaczyć, że to jest trochę wykręt umysłowy, nie? Więc, no, ja to w ten sposób postrzegam. A zresztą, słynę z tego też, że niców nie biorę. Także ja nie boję się mówić o takich rzeczach głośno. Gdzie w takim razie informacji, skoro tacy, jak powiedziałeś, naukowcy szerzą treści, które nam nie służą, tu jest tak naprawdę bardzo duża zagwozdka, bo gdzie szukać informacji? No właśnie. Problem polega na tym, że po pierwsze, dietetyka jest chyba jedyną nauką ścisłą, w której na jedno zadane pytanie jest wiele prawidłowych odpowiedzi jednocześnie. I o tym też mówiliśmy w kuluarach, że można jednocześnie zrobić dietę keto, można zrobić dietę Paleo, można zrobić wegetariańską, wegańską, okinawańską, śródziemnomorską, dietę Atkinsa, low carb, low fat, Paleo, skd, ckd, tkd, wariantów po prostu jest milion. Natomiast to jest to, co ja powtarzam moim studentom jak zdarta płyta, czyli my musimy przede wszystkim zrobić tak, żeby tego człowieka przeprowadzić w możliwie najprostszy i najlepszy dla niego sposób. I teraz ten najprostszy i najlepszy sposób to też nie do końca jest zbieżny. Bo można by powiedzieć, że najprostszy to po prostu powiedzieć: Słuchaj, jest to, co chcesz, ale musisz zrobić większy energy expenditure, czyli ten wydatek energetyczny. Więc cztery razy w tygodniu CrossFit, a nie dwa, albo wymień nordic walking na CrossFit. Tak? Czy pytanie, czy czy właśnie układ nerwowy, czy układ sercowo-naczyniowy, czy stresory dla tej osoby wtedy będą odpowiednie? No, ale osoba, która ma nieco więcej doświadczenia, wie, że można trochę podkręcić ten wydatek energetyczny, a jednocześnie ustalić dobre nawyki żywieniowe i wpasować się też w gusta pacjenta. Bo wielu trenerów mówi, że dobry trening to taki, który umożliwia regenerację. Więc ja też jestem zdeklarowanym antyfanem takiego podejścia pod tytułem: Pan trener XYZ jest super, robiłem z nim nogi w poniedziałek, jest czwartek, dalej nie mogę chodzić. No to chyba ten bodziec był zbyt duży i nie do końca jest co chwalić. A w przypadku dobrej diety mówimy, że ona oczywiście powinna być zróżnicowana, powinna być pełnowartościowa, powinna być satysfakcjonująca pod kątem smaku i powinna być nieprzetworzona, ale przede wszystkim powinna być możliwa do utrzymania w jak najdłuższym czasie. Najlepiej, żeby to były miesiące albo i lata, czyli stworzyć z tego po prostu nasz nawyk żywieniowy. Ale wiele osób tego nie kuma i wiele osób dalej rozumie dietę jako czasowo ograniczone działania, coś typu gotowane brukselki i kurczaka na parze. Więc to jest trochę problem. I uważam, że gdyby każdy z nas wiedział, że można mieć naprawdę 50 rozwiązań tego samego problemu, to byłoby super. Bo niestety, to, że chcemy tak się spolaryzować, to jest dobre, to jest niedobre, to jest evidence based, to jest jakieś szamaństwo, szwędztwo i tak dalej, powoduje, że ci ludzie jeszcze bardziej głupieją. A ja uważam, że z pożytkiem dla wszystkich po kolei, czy tych osób, które oglądają naszą dzisiejszą rozmowę, czy tych, którzy czytają książki, tych, którzy studiują dietetykę, czy też samych pacjentów, żeby pokazać im, jak to można zrobić na 45 sposobów i każdy jest dobry, a nie, że ja jestem fajny, a ty jesteś głupi, a ten to w ogóle go nie słuchaj, bo on z kimś tam jadł obiad. Nie? I naprawdę takie tematy w dietetyce występują i chciałbym powiedzieć, że to jest bardzo toksyczna branża. Naprawdę nie widziałem takiej, takiej wojny, takiej jazdy w świecie trenerskim, a w dietetyce to jest po prostu wzajemne rzucanie siebie i kto gorszy. Może coraz większa konkurencja przez psychodietetyków, o których się w sumie nieprzychylnie wypowiedziałeś, może właśnie tak jak powiedziałeś, wrzuciłeś kij w mrowisko. Generalnie psychodietetyka, gdyby funkcjonowała w takim optymalnym aspekcie, czyli właśnie wspomagać jakby zrozumienie tych pacjentów i tak dalej. Zresztą, moja Gosia, moja moja Gosia, moja koleżanka Gosia z Wrocławia, bardzo fajnie to wszystko ogarnia pod kątem nawet tego, w jaki sposób można zidentyfikować kogoś po chorobie. O, to, że hashimotki są takie mega skrupulatne, więc jak widzisz dziewczynę, która ci przynosi na konsultacje zeszyt, który ma jakieś tam fiszki albo kolorami jest wszystko pozakładane i tak dalej, to ty nie musisz widzieć jej wyników badań z anty-TG, anty-TPO, USG tarczycy, to od razu wiesz, że to jest Hashimoto. Więc to są fajne rzeczy i to jest taka cenna wiedza, która pomaga nie tylko zidentyfikować problem, ale też podejść do tego, w jaki sposób podejść do tego człowieka pod kątem właśnie psychologicznym, czyli czy ktoś na siebie patrzy jakby z taką czułością, czy tutaj możemy wpłynąć właśnie na jej jaźń, na jej te wszystkie kwestie związane z psychiką poprzez właśnie spadek stanu zapalnego i tak dalej. Zresztą, nie tak dawno były bardzo fajne badania na osi mikrobiomu SIM, czyli to wszystko, co łączy de facto enteric układ nerwowy, nie? Czyli połączenie tego mózgu z jelitami. Słynne połączenie, to, że jelita są drugim mózgiem, to podejrzewam raczej nikogo nie powinno teraz dziwić. I tam pora było już 13 lat temu mówione. A było 13 lat temu mówione. Także to jest taki aspekt, który pokazuje, jak często i prawidłowa dieta, i psychoterapia, i probiotykoterapia, a w zasadzie zastosowanie psychobiotyków może wspomóc zachowanie i zdrowie psychiczne osób, które borykają się z nerwicą lękową, z chorobą afektywną dwubiegunową, z ADHD, z zaburzeniem ze spektrum autyzmu czy z depresją. Także to jest naprawdę świetny aspekt. Aczkolwiek znowu, w ostatnich latach jest takie bardzo mocne ograniczenie swoich kompetencji. Czyli jak ja na przykład mówię, że dietą i tak dalej można robić terapię, dietoterapię Hashimoto, albo nie daj Boże, użyję słowa "leczyć Hashimoto", to już oczywiście wiem, że jestem na świeczniku i wszyscy mnie wbijają na profil, że ten znowu tu leczy dietą. Powinni go zamknąć. Od leczenia jest lekarz. I ja się teraz pytam: skoro lekarz wypisuje ci na Hashimoto Euthyrox czy Nowotyra, czyli tylko same hormony, które mają wspomóc jakoś tę malejącą z miesiąca na miesiąc i z roku na rok tarczycę, bo przypominam, że Hashimoto to choroba autoimmunologiczna, czyli nasz układ odpornościowy zwalcza ją i w nią wali. I ona rok temu miała powiedzmy 13 ml objętości, potem ma 11,5 i 10 i 9 i 8. To jest oczywiste, że im mniejsza tarczyca, tym mniejsza moc wytwórcza tych hormonów, jak FT3 i FT4. Jeżeli chodzi już o analizę wyników, no, więc z roku na rok my musimy wziąć większą dawkę tego Euthyroxu. Zaczynam od 25, potem mamy 75, 150 i tak dalej. A pytanie, gdzie lekarz powiedział w ogóle o regulacji układu odpornościowego? No przecież tutaj w Hashimoto chodzi o zapewnienie tolerancji immunologicznej. Więc trzeba właśnie znaleźć przyczynę, która rozwala układ odpornościowy. Może to jest pasożyt? Może to są metale ciężkie? Może to jest rozszczelniona bariera jelita cienkiego i należałoby tą zonulinę sprowadzić do odpowiedniego poziomu? A może to jest przewlekły stres fizyczny, psychiczny? A może to jest niezdrowa dieta? A może to jest pięć serii antybiotyków na anginę? Więc tam należy szukać problemu. I właśnie leczenie Hashimoto polega na tej dietoterapii, aby zapewnić tolerancję immunologiczną, a nie po to, żeby wypisać komuś cześć, jak czapka, jak parasolka.
Bardzo wiele powiedziałeś. Chciałem do tego przejść, ale już bardzo wiele powiedziałeś o takich współczesnych problemach zdrowotnych, jak z jakimi się borykamy. Do tego może na pewno jeszcze dodać nadwagę, otyłość. To jest główny problem, bo to jest główny problem. Jeszcze cukrzycy nie mówiłeś. Też powiedziałeś, że mogą być pasożyty. To może być coś, to może być coś. Skąd się dowiedzieć, że w ogóle jest nam akurat ta dolegliwość, czy musimy zrobić jakieś badania, żeby się dowiedzieć? No, jak powiedziałeś, na lekarza nie ma co liczyć w ogóle. Też a propos lekarzy, to jak ci lekarze mogą w ogóle na nas spojrzeć z tej strony, jak oni w trakcie swojego pięcio- czy tam długowiecznego nauczania nie mają nawet podstaw dietetyki? Więc jak oni mogą spojrzeć na nasze zdrowie od tej strony, gdzie, gdzie mogłoby się powiedzieć, to jest jednak jeden z fundamentów naszego zdrowia i od tego powinniśmy zaczynać leczenie całe? Tak jak powiedziałeś, leczenie to jest chyba taka wybiórczość w świecie medycznym, bo każdy przysięga, przecież lekarz przysięga na przysięgę Hipokratesa i to jest "primum non nocere", po pierwsze nie szkodzić. Ale niestety, w praktyce bardzo mało ma to wspólnego z tym, co się dzieje. Bo gdybyśmy popatrzyli, ile razy tak naprawdę lekarze właśnie nie oferują nam żadnej pomocy, albo dają nam jakąś formę leczenia, która w zasadzie dla naszego organizmu jest szkodliwa, no to moglibyśmy poddać wątpliwość tą przysięgę. Nie? Z drugiej strony, Hipokrates też powiedział, że twoje pożywienie będzie lekarstwem, a lekarstwo pożywieniem. A bardzo rzadko można usłyszeć od lekarza takie informacje pod tytułem: proszę zmienić jedzenie, proszę się umówić do dietetyka i tak dalej. Zobacz, ile razy jest kwestia tak jak w kawale: Przychodzi baba do lekarza i ta baba ma cholesterol całkowity powiedzmy 205, kiedy zakres jest do 180. I i właśnie, co? I robi się taka sytuacja, w której mamy do 190, przepraszam, ten zakres jest, natomiast mamy te kilka punktów powyżej. Zamiast właśnie wypytać się o parę rzeczy: Czy pali pani papierosy albo inne wyroby tytoniowe? Czy sięga pani po alkohol? I być może właśnie w tym ostatnim czasie, w ciągu dwóch tygodni od badania, czy pani ten alkohol zdarzyło się wypić? Czy pani ma stan zapalny, co pokazały OB, CRP? Czy ma pani chorobę Hashimoto? Czy ma pani jakąś infekcję? Teraz z jakim problemem pani przychodzi? To bardzo często tłumaczy to, co się dzieje właśnie w tym wyniku lipidogramu. Albo nawet sama homocysteina. To nie jest badanie zlecane na NFZ. To nie jest też badanie, które zleca każdy lekarz. Więc w momencie, kiedy mamy niedobór witamin grupy B, a jednak w naszej kulturze żywieniowej mało jednak jemy tych zielonych warzyw liściastych, rukola, roszponka, jakiś tam ogólnie naciowe części, sałata, tak jakby orzechy też mają kwas foliowy. I to jest generalnie chodzi o to, że my jemy mało sałatek, a orzechy, jak jemy, to najczęściej one są jakieś panierowane, nie? Albo jakieś tam w kinie przekąski i tak dalej. Także tego kwasu foliowego duża część ludzi ma za mało. Tak samo jak witaminy B12, która wpływa nie tylko na procesy krwiotwórcze, ale też funkcje kognitywne. Więc jeżeli ktoś mówi, że syn ma problem z koncentracją, syn się gdzieś tam zawiesza, syn jest blady, nie ma energii, ziewa i tak dalej, no to mi to trochę pachnie anemią i deficytem witaminy B12. Nawet po samych słowach, które padają. Ale oczywiście, po to mamy tą diagnostykę, żeby się tym podpierać i żeby wiedzieć, co dokładnie się z tym człowiekiem dzieje, bo niestety, po pięknych oczach nie zawsze to wszystko jesteśmy w stanie wywnioskować. Więc pytanie, co takiego właśnie się dzieje w tej branży medycznej, co takiego lekarz może zrobić i dlaczego właśnie tak rzadko patrzymy na to, w jaki sposób to prawidłowo zbilansowane odżywianie może nas w jaki sposób wyciągnąć z tych stanów chorobowych, czy też po prostu poprawić nasze zdrowie i samopoczucie? Bo Hipokrates też powiedział, że zdrowie człowieka jest jego najcenniejszą własnością i powinien on uczyć się, jak samemu leczyć własne choroby. I też takie bardzo ważne słowa, które wspominałem kiedyś właśnie na swoim tym koronny szkoleniu dietetyka i suplementacja poziom pierwszy: by leczyć ciało ludzkie, konieczna jest wiedza o całości zjawisk, czyli patrzmy globalnie, a nie lokalnie. Ja rozumiem, że ciężko jest być człowiekiem renesansu, ciężko jest być, wiesz, murarzem, tynkarzem, seksistą i tak samo tu. Lekarz nie może być jednocześnie psychologiem, nie może być specjalistą w swojej dziedzinie w medycynie ogólnej, w internie i tak dalej i tak dalej. Ale skoro ja umiem się poruszać w pewnych aspektach jego pracy, to dlaczego on nie może nauczyć się poruszać w pewnych aspektach mojej pracy? No bo taka jest prawda. Wiesz, jak do nas przychodzą pacjenci do do naszej poradni Biel, którą prowadzimy już ósmy rok, 8 lat już umawiamy pacjentów, bo wcześniej tak naprawdę miałem tych wyczynowych sportowców pod sobą, typu Maja Jędrzejczyk, Mamka Lid i tak dalej, to to w dużej części mogę powiedzieć, że ci pacjenci właśnie przechodzą z tymi samymi problemami. Czyli ktoś ich źle leczył, albo nikt im nie zwrócił uwagi na to, jak ważny jest sen, jak ważne jest nawadnianie. Mało tego, nadciśnienie. Bum, tablety do końca życia. A potem się okaże, że pacjent regularnie nie dopija, jest odwodniony, że pacjent ma deficyt magnezu, że pacjent ma niski poziom witaminy D3, że pacjent jest zawalony czynnikami oksydacyjnymi, albo ma jakiś przewlekły zapalny, albo ma wysoki poziom kwasu moczowego, albo po prostu, żeby nie szukać daleko, źle śpi. A jednak wiele osób się nie, nie, nie wysypia. Ja tutaj patrzę nie tylko ze swojej perspektywy, bo jestem ojcem dwóch małych dzieci, więc każdy rodzic wie, co się dzieje, jak rodzi się dziecko i potem są kolki, a potem są ząbki, a potem są jakieś skoki rozwojowe i tak dalej. Więc zawsze coś generalnie gdzieś tam koło czwartego, piątego roku życia dopiero te dzieciaki zaczynają lepiej spać. A jak ktoś jest tak, Słuchaj, ja mam dwójkę dzieci i naprawdę nie wyobrażam sobie nic trzeciego. A jak ktoś ma trójkę, czwórkę, piątkę, to naprawdę szacun, bo to jest ogromne poświęcenie siebie, dosłownie i swojego czasu, swojego hobby, energii, energii, swojego ego i tak dalej, wszystkiego po kolei, na to, żeby takich młodych ludzi wychować. Sobie. Także naprawdę, część osób, nie chcę, żeby to zabrzmiało z jakimś wyrzutem, ale część osób może zawdzięczać swój stan zdrowia dzieciom, bo naprawdę, jak brakuje ci czasu na to, żeby się wyspać, żeby się zrelaksować, żeby zrobić trening, żeby zrobić sobie jedzenie, bo najczęściej jest tak, że rodzice dojadają to, co nie zjadły pociechy. No i tak wygląda ich dieta, a potem właśnie jakiś batonik, a tu kawa z syropem na szybko. I potem zaczyna się walić. Żeby budować te nawyki, to jest jakby klucz i też indywidualne podejście. A jeszcze wspomnieliśmy o badaniach różnych i tych współczesnych problemach zdrowotnych i mam wrażenie, że jednym z takich większych problemów, jeżeli chodzi o problemy z jedzeniem, z dietetycznych, to są wszelkie rodzaje alergie, uczulenia i jest tego bardzo dużo. I może jakbyś mógł powiedzieć, jak zacząć, czy zrobić badania, jakie badania i do kogo się udać ewentualnie, jeżeli naprawdę mamy jakiś problem natury alergicznej czy uczuleniowej pod kątem jedzenia? To jest bardzo ciekawy problem. On nie jest też prosty do wyjaśnienia, dlatego, że gdybyśmy chcieli wyjść w ogóle z samych reakcji immunologicznych, tak, to możemy powiedzieć, że mamy reakcje immunologiczne i nieimmunologiczne. Czyli mamy alergię natychmiastową, czyli tą, z którą my się, że tak powiem, rodzimy, żyjemy i umieramy. Fakt, faktem, że ona tak naprawdę ma szansę rozwinąć się do drugiego roku życia i możemy tutaj też zrobić szereg działań, które mogą to wygasić odpowiednio szybko i do tego też zaraz przejdziemy. Ale mamy też coś takiego, co nazywamy nietolerancją histaminy. I to jest o tyle ciekawy temat, bo ja nie jestem w stanie już policzyć, ilu pacjentów musiałem trochę jakby oświecić, co im jest, albo też osób na Instagramie, które pisały, bo mówią, że byli u jednego alergologa, powiedział, że to jest alergia, byli u drugiego i powiedział, że to na pewno nie jest alergia. A ja mówię, że tak naprawdę trochę każdy z nich miał rację, tylko szkoda, że czegoś nie wyjaśnił. Bo ten, który mówił, że to jest alergia, był w błędzie, dlatego, że to jest reakcja pseudoalergiczna, która nie ma prawa działać w ramach IgE, tak, tych przeciwciał odpornościowych. Bo faktycznie, popatrzył na wynik IgE całkowite od zera do 100, wyszło tam 18, no to mówi: no, nie jest to na pewno alergia natychmiastowa, ale jest to reakcja pseudoalergiczna, która jest trochę histaminowa, czyli też z tym elementem, który w ramach alergii IgE-zależnej występuje. Natomiast trzeba było zrobić coś takiego jak DAO, diaminooxydazę i to wtedy by wyszło, że jest obniżone. Z nami tak. Więc wtedy wiemy, że mamy faktycznie problem z rozkładem tej histaminy z pożywienia. Więc pasata pomidorowa, jakieś tam owoce morza, krewetki, ryby wędzone, awokado, czy jakieś nabiały fermentowane, mogą powodować u nas naprawdę szeroko manifestujące się objawy od zatkanego nosa, takiego, że teraz masz, wiesz, zer problemu oddychasz, zjesz na przykład passatę pomidorową i za 10 minut po prostu nie możesz wciągnąć powietrza nosem. Bóle migrenowe głowy, coś, co manifestuje się jako zespół jelita nadwrażliwego, czyli wzdęcia, biegunki i tak dalej. Albo takie najbardziej charakterystyczne objawy, taka czerwona, swędząca wysypka, że idzie się po prostu wydrapać do krwi. I to jest naprawdę widoczne u coraz większej liczby osób, głównie po masywnej antybiotykoterapii. Czyli jak dostałeś antybiotyk na anginę, potem na zapalenie płuc, na oskrzeli i na zapalenie krtani i tak dalej, a nikt ci nie powiedział o słonce, o tym, żeby przez dobre pół roku potem tą probiotykoterapię ciągnąć, żeby pomóc odtworzyć ten stan pierwotnego mikrobiomu, no to jesteś naprawdę w niezłym problemie. Teraz mówiliśmy sobie o tych reakcjach IgE-zależnych i nietolerancji.
Histaminy. No i teraz tak, ten miał rację. Kto powiedział, że to nie jest alergia, bo faktycznie to jest pseudoalergia. A ten, który mówił o tym, że to jest alergia, no to pewnie stwierdził, że objawy właśnie dotyczące takiej czerwonej, sączącej wysypki są charakterystyczne i że to jest pewnie alergia. Tylko że alergię wykrywamy najczęściej u dzieci pomiędzy tam drugim a ósmym rokiem życia, więc jest mało prawdopodobne, żebyś ty jako osoba dorosła nagle w wieku 20 czy 30 lat nagle powiedział, że bo ja mam alergię, nie miałem przez 30 lat, a mam alergię. No nie ma takiej możliwości.
Zdarzają się niekiedy takie sytuacje, że ktoś miał na przykład atopowe zapalenie skóry za dzieciaka, potem przez szereg lat, powiedzmy przez 10 lat, miał spokój. Aż bum, czy to w okresie dojrzewania, czy przed maturą i tak dalej, nagle ta atopia mu wróciła. Dlaczego? Czynniki środowiskowe, takie jak stres, czy jak ktoś się bardzo przejmuje tymi egzaminami, bo mu bardzo zależy, żeby dostać się na wymarzoną uczelnię i tak dalej, i tak dalej. Być może ten stres był tak silny, a być może ten stres połączył się właśnie z taką terapią antybiotykiem, bez terapii osłonowej, bez odtworzenia mikrobiomu i po prostu to się zamanifestowało potem jako bum, taki rzut alergiczny. I takie coś jest możliwe.
Natomiast coś takiego, że nigdy, przy nigdy nic nie miałeś i nagle w wieku 33 lat masz alergię, nie. To jest prawdopodobnie nietolerancja histaminy i to można normalnie poddać terapii. Więc na początku objawowo: dieta niskohistaminowa, być może jakieś DAO, czyli właśnie ten enzym w postaci tabletek na podorędziu, gdybyś poszedł sobie do restauracji i zjadł, nie wiem, powiedzmy jakieś tam tagiatele z masłem i krewetkami. No to taki posiłek wysoko histaminowy, więc wypadałoby do tego jakąś tabletkę wrzucić. Natomiast finalnie, po paru miesiącach pracy pod kątem i stymulowania mikrobiomu i być może wykluczenia jakiejś infekcji, bo bardzo często SIBO albo SIFO, czyli tym przyrostem bakterii w jelicie cienkim, również współistnieje nietolerancja histaminy. A być może masz Klebsiella pneumoniae, czyli tą bakterię, która bardzo często daje nam uporczywy kaszel i ona też mocno miesza w nietolerancji histaminy.
A potem mamy ciekawszy element, czyli mówimy o tych alergiach, tak zwanych trzecioteściowych. Są czasowe i możliwe do wyleczenia. Z czego one się biorą? Najczęściej właśnie dochodzi tutaj do zniszczenia komponenty tej ciągłości bariery jelita cienkiego. Czyli jak się mówi, te nieszczelne, cieknące, dziurawe jelita i tak dalej, to to jest zwiększona przepuszczalność bariery jelita cienkiego. W terminie medycznym, jak ostatnio sprawdzałem, to chyba ponad 13 000 rekordów, jeżeli chodzi o PM. Więc jak ktoś mówi, że to jest znowu szamaństwo, że nie ma czegoś takiego jak dziurawe jelita, to przejdźcie sobie do waszej ulubionej strony z badaniami i tam sobie zobaczcie, że takie coś jest. I mierzymy to przez poziom zonuliny. Skal, czyli zonulina ma być na poziomie poniżej 60 i wtedy masz tą barierę szczelną. A jeżeli masz, i to znowu, nie ma co się bać. Niektórzy mówią: Boże, mam zonulinę 85, umrę. Człowieku, do mojego gabinetu przychodzą osoby, które mają 400, 600 i 800 i się je wyciąga. Więc jakby twoje 85 to jest w zasadzie trzy czy trzy, cztery tygodnie jakiejś suplementacji, ogarnięcia jakichś ruchów żywieniowych i naprawdę będziesz w stanie sztuka. Także nie ma problemu.
Natomiast problem jest taki, że te alergie też są bardzo niespecyficzne w swoim działaniu. Dlatego, że alergie IgE-zależne i to jakby łączy się z tą budową, z fizjologią tych przeciwciał klasy IgE pokarmowych, one nie kompleksują mocno. Więc tutaj jest opcja odrzucenia danego pokarmu na okres 6-12 tygodni. Więc powiedzmy półtora do trzech miesięcy i w zasadzie cała odpowiedź bardzo mocno się wygasza. Natomiast dużo gorzej jest w przypadku alergii IgG-zależnych, dlatego że IgG bardzo mocno kompleksuje. Na przykład, jak ktoś ma alergię na jajka i na mleko, to mu współczuję, bo ani nie z jajecznicy, ani z omleta, ani wiesz, nie z jakichś innych typu, nie wiem, ciasto, gdzie masz te jajka. A problem jest z mlekiem, problem jest z pizzą, problem jest z mozzarellą, problem jest z zapiekanką. Naprawdę, no ten nabiał, czyli te wszystkie produkty mleka krowiego i nie tylko krowiego, to jest naprawdę taki bardzo szeroki udział w naszej kuchni. Więc tutaj jest naprawdę grubo.
Ponadto, problem polega na tym, że przeciwciała klasy IgA dają tylko objawy gastryczne. Czyli możesz mieć ostry, tępy ból w jelicie i tak dalej, możesz mieć jakiś ścisk żołądka, możesz mieć jakąś zgagę, możesz mieć rozwolnienie, wzdęcia, zaparcia i tak dalej. Ale generalnie to są takie dosyć proste do zrozumienia i zaobserwowania objawy i one pojawiają się dosyć szybko, w ciągu tak pół godziny do godziny od spożycia pokarmu. Natomiast w momencie, gdy mówimy o przeciwciałach IgG, one dotyczą całego organizmu. Czyli one mogą dotyczyć jamy brzusznej, ale jednocześnie mogą tłumaczyć trądzik, trądzik różowaty i tak dalej, atopowe zapalenie skóry, łuszczycę, czyli egzemy i tak dalej. Mogą dotyczyć twojej jaźni, czyli mogą tłumaczyć, dlaczego wpadłeś właśnie w nerwicę lękową, skąd depresja, bo to jest stan zapalny mózgu. I tutaj w zasadzie mamy też takie bardzo fajne dowody, że tak powiem, vintage, czyli lata 90. Więc profesor Kaczmarski, Zawisza i Jastrzębska, w zasadzie ojcowie i matki alergologii polskiej, którzy już wtedy w 1990 roku powiedzieli, że możliwe są manifestacje alergii innych niż te, które mają miano IgE-zależne. I one właśnie biorą się z rozszczelnionej bariery jelita cienkiego, z dysbiozy jelitowej i tak dalej. I wtedy właśnie układ nasz odpornościowy tworzy takie kompleksy alergologiczne, które objawiają się stanem zapalnym wybranej tkanki bądź tkanek. I to jest tak naprawdę clue do rozwiązywania problemów typu Hashimoto, reumatoidalne zapalenie stawów, atopowe zapalenie skóry i tak dalej. Bardzo często te alergeny pokarmowe występują właśnie u osób o takim stanie zdrowotnym.
I teraz, co my możemy zrobić? Po pierwsze, dieta eliminacyjno-rotacyjna. Po to mamy testy, które są w stanie zobaczyć, jak wygląda ta kwestia alergii pokarmowych IgG. I tutaj moim ulubionym testem jest chyba Foodscreen, czyli US Biotech, który w Europie jest dystrybuowany pod nazwą Foodscreen. Jest też test MRT, jest test ImuPro. Badają z kolei tylko przeciwciała klasy IgG i możemy na tej podstawie zobaczyć sobie, co nam szkodzi. I teraz tak, mamy powiedzmy klasę od zera do pięciu. Mhm. Więc zero, jeden to jest totalnie bez znaczenia, możesz sobie to jeść. Potem powiedzmy jedynka, dwójka, do trójki to jest tak zwana rotacja. Czy jak masz na przykład jedynkę, to tam też możesz sobie jeść to spokojnie pięć razy w tygodniu. Ale dwójka, trójka to już tak dwa razy w tygodniu wypadałoby zastosować maksymalnie. Czwórka, piątka to już tak naprawdę ostra eliminacja, czyli nie widzisz tego pokarmu właśnie przez pół roku, przez dwa lata. Ale elementem do tego, żeby pozbyć się tego problemu skutecznie jest po pierwsze dieta eliminacyjno-rotacyjna, a po drugie doszczelnianie jelit, jak probiotyki. Jest tego naprawdę sporo. Tak naprawdę, no wiele produktów ma takie własności prebiotyczne, które doszczelniają. Peptydy BPC-157 też naprawdę fajnie w tej materii działają. Ale generalnie trzeba się też uzbroić w cierpliwość, bo to jest tak, że pacjent na przykład odstawia te jajka, bo powiedzmy jajka weszły mu na klasę pięć i on mówi: Ej, Kuba, już przez tydzień nie jem jajek, a moja cera dalej jest tam jak Park Yellowstone. A ja mówię: No, jakby, poczekaj sobie dwa, trzy miesiące, żeby się ustabilizowała ta sytuacja, bo to znowu rosło, rosło, rosło jak taka mapka drożdżowa i teraz trochę czasu trzeba będzie na to poświęcić, aby to wszystko się skurczyło. Więc naprawdę w niektórych przypadkach trzeba naprawdę nastawić się na taką opcję, wiesz, Jezu, ufam Tobie. Nie. Czyli musisz po prostu położyć to zaufanie do specjalisty i widzisz, że okej, pewne aspekty dotyczące bólu, wypróżnień i tak dalej, faktycznie jakby już drugi tydzień bez bólu. Ale pewne rzeczy, jak Hashimoto, wysoki poziom przeciwciał, cera i tak dalej, czy inne aspekty, no to z tym będziesz się trochę bujał. To jest tak jak wiesz, pacjent, który waży 120 kg, cukrzyca drugiego typu mu zagląda w oczy, a on myślał, że po miesiącu diety on będzie chudszy 20 kg i będzie super zdrowy. No nie. No jednak trochę tą glikację, trochę czasu, ta stabilizacja też będzie występowała. Przy okazji, to jest też taka ciekawa rzecz, że różni pacjenci różnie na to reagują. Miewałem pacjentów, którzy ekspresowo wręcz, ja byłem zdziwiony, że tak szybko te wszystkie elementy poprawy stanu zdrowia wyszły. A bywają pacjenci, którzy faktycznie podręcznikowo, jakby nie dwa miesiące później jest to lepiej, trzy miesiące później jest to lepiej, pół roku, rok później pacjent mówi: Dzięki, fajnie, krzyżyk na drogę, wszystko ogarnięte. Wspomniałeś klasycznie o wszystkich elementach, które pamiętam sprzed 13 lat: i antybiotykoterapia, i jelita, i białko. Choć widzę, że do białka zmieniłeś nieco podejście.
Inaczej powiem ci tak. Ja po prostu przestałem być trochę radykałem. Powiem ci, że zaobserwowałem to po tym, co się dzieje w dietetyce, co się dzieje wokół mnie i tak dalej. I też właśnie niektórzy mówili: A bo Maurici mówi, że jak zjesz gdzieś tam mleko, albo zjesz bułkę przed maturą i tak dalej, to umrzesz. Ja mówię: Nigdy tak nie mówiłem, ale faktycznie, być może przez część osób zostało to tak potraktowane. Generalnie chyba chodzi o to, że ja byłem jednym z pierwszych chyba propagatorów, albo nawet pierwszym, diety Okinawskiej w Polsce. Bardzo często mówi się o diecie, o diecie śródziemnomorskiej i wiemy, że jest ona przeciwzapalna i tak dalej, wspiera nas epigenetycznie, czyli zmniejsza szansę tego, że my faktycznie zapadniemy na te choroby, które gdzieś tam genetycznie u nas mogą występować w rodzinie. Ale mało się mówi o diecie Okinawskiej, czyli o tym, jak jedzą Japończycy z Okinawy, czyli właśnie te produkty fermentowane, dieta naturalna, bezpszeniczna, bezglutenowa i tak dalej, i tak dalej. Generalnie Nate miaki nazwał to właśnie taką fajną nazwą, dietą samuraja. No bo faktycznie, jakby umówmy się, że Japończycy w tych czasach Japonii feudalnej tak się odżywiali. Mongołowie przynieśli też wiele fajnych produktów, typu kasza gryczana, kasza jaglana, więc to zaczęło tam potem ewoluować. I najprościej ujmując, dieta samuraja to jest taka modyfikacja diety Paleo, tej zbiera-kołowieckiej, o naturalnie bezglutenowe, bezpszeniczne źródła węglowodanu. Fajne sprawa. Natomiast ja chciałem to pokazać Polsce, że właśnie takie coś jest i to jest najlepszy system żywienia zarówno pod kątem odżywienia organizmu, czyli dajesz pełnowartościowe białka pochodzenia zwierzęcego, dajesz odpowiednią bazę błonnika jako prebiotyku do rozwoju flory jelitowej, bez której nic nie chce funkcjonować w organizmie. A jednocześnie masz po prostu kupę smaku, kupę możliwości przepisów i tak dalej. Ale faktycznie jestem mało strączków, nie ma tam pszenicy, jestem bardzo mało nabiału i tak dalej. I powinno to w ten sposób wyglądać. Ale niestety, po latach stwierdziłem, że takich bardzo zdeterminowanych ludzi, którzy są w stanie być w tym systemie, jest może jakieś 5 czy 10%. Więc zacząłem trochę to sobie rozszerzać. I w ten sposób, w zasadzie moim zdaniem, wystarczy protokół flexible dieting, czyli dieta 80/20. 80% tych dostarczonych pokarmów, ale także kalorii, pilnuj, żeby to była ta baza właśnie nieprzetworzona, eliminacyjna, wysokojakościowa, bez jakichś tłuszczów trans, bez pszenicy i tak dalej. Ale te 20% niech będzie dla ciebie taką odskocznią, żebyś ty był na diecie, jednocześnie nie czując, że jesteś na diecie. Czyli zjadłeś sobie już trzy posiłki, jesteś po treningu, idziesz sobie z dziewczyną na rękę w parku i patrzysz, lody jakieś rzemieślnicze. No to stwierdzisz: Dobra, to po gałce wezmę i zobacz. Jakbyś był ortodoks, to byś stwierdził: Nie, nie mogę, przecież tam jest cukier, śmietanka i tak dalej, białka mleka. No nie, absolutnie nie. Ale ile możesz tak rzezać się psychicznie? Więc stwierdziłem, że faktycznie dorzucenie po prostu tej strategii 80/20 do tej do tego całego mojego wyobrażenia o dietetyce jest jak najbardziej okej. I stąd faktycznie mogą się pojawić osoby, które mówią, że ale chyba do pszenicy, czy tam do nabiału, czy do jakichś innych produktów, zmieniłeś trochę nastawienie. Mówię: No nie, po prostu otworzyłem wachlarz, że jeżeli ty konkretnie tego potrzebujesz, to proszę bardzo. Ale nie opieraj swoich podstawowych nawyków żywieniowych o tym. To nie jest podstawa, tylko to jest dodatek do twojej diety. I wtedy moim zdaniem jest wszystko w porządku.
Ja jestem chyba jednak z tych ortodoksów, co każdemu służy. No właśnie, ja właśnie też nie mam podejścia, że ja się rzeżę. Jak powiedziałeś, psychicznie. Właśnie mnie to, mam wrażenie, buduje psychicznie, że mam jakąś tam asertywność i że mam swoje zdanie na ten temat. Powiedziałem sobie: Też mam jakieś zasady moralne, kręgosłup dietetyczny, coś takiego. Coś takiego. Nie. Ale w sensie uważam, że w dietetyce też, w podejściu tym do żywienia, warto sobie nakreślić jakieś zasady. I właśnie ty często mówisz, właśnie te twoje postulaty, to mam wrażenie, że są takie ogólne i podstawowe wręcz zasady, którymi powinniśmy się sugerować, tworząc nasze pożywienie. I tak jak mówisz, że bez cukru, bez tłuszczów trans, to zawsze pamiętam. No, te 13 lat to już to już powtarzał. I to były takie zasady, które mam wrażenie, że mnie ukształtowały. I mam też wrażenie, jak tutaj Hipokratesa cytował kilkukrotnie, że może i zaszczepiłeś we mnie, taką w cudzysłowie, miłość do filozofii. Na koniec w outro zawsze cytuję jakiegoś filozofa, który uważam, że powiedział coś pasującego do odcinka programu. Czego bardzo ci dziękuję. Z powodu którego bardzo ci dziękuję, bo uważam, że jest piękna nauka. I jeżeli zrozumiemy lepiej siebie, a filozofia jest pewnym narzędziem do tego, żeby to zrobić, to też będziemy umieli lepiej zarządzać sobą w tym aspekcie dietetycznym i nie tylko dietetycznym, życiowym ogólnie. Dobra, przejdźmy może dalej. Chciałbym cię zapytać, Jakubie, jaka uważasz jest rola aktywności fizycznej i zarządzania, jeżeli chodzi o zdrowie i to, co powinniśmy jeść?
Kluczowa, tak naprawdę, ujmując to jednym słowem. Natomiast rozszerzając to, zobacz, że nie bez przyczyny w 2018 roku na Europejskim Kongresie Psychiatrii przeniesiono aktywność fizyczną do kategorii A, czyli do tej, która jest najbardziej pomocna. Zresztą, to jest taki naturalny sposób radzenia sobie ze stresem. Zobacz, że dlaczego w Stanach Zjednoczonych to się tak chyba nazywa, Destroy Room albo chyba Dest Room, coś takiego, że wchodzisz sfrustrowany i mówisz: telewizor! I ci stawiają telewizor, dają ci jakieś łom, albo cokolwiek innego i ty ten telewizor po prostu naparzasz. Nie. Więc jednak widać, że ludzie te wszystkie psychiczne aspekty, jakiegoś mobbingu w pracy, presji, po prostu wykonywania tych obowiązków pod jarzmem jakiegoś czasu, być może jakiś pozostałych elementów, może jakichś tam kłopotów rodzinnych i tak dalej, muszą się po prostu wyżyć fizycznie. I ja teraz nie chcę mówić, żebyśmy po prostu rzucali talerzami po ścianach, bo jestem daleki od tego. Natomiast chodzi o to, żeby docenić to, żeby faktycznie zrobić sobie 100 pompek, czy tam, nie wiem, jakimś kettlebell machnąć, czy nawet to, co ja uwielbiam, rozłupywanie drewna. Boże, po prostu moja drewutnia jest niedługo, zapałki tam będę miał, nie. Bo ja uwielbiam to wszystko siekać. I uważam, że każdy niech znajdzie sobie jakąś formę aktywności fizycznej, która mu pasuje. Oczywiście, byłoby super, gdyby to nie były szachy, bo szachy pod kątem energochłonności są takie sobie, ale mózg akurat bardzo mocno się aktywuje i to też podkręca te wszystkie procesy związane ze spalaniem kalorii. Niemniej jednak, aktywność fizyczna super. I o ile ja lubię troszeczkę ustawać tak, ustawiać taki piedestał pod tytułem: wolałbym taką formę aktywności fizycznej niż taką, to mimo wszystko uważam, że lepsza jest jakakolwiek aktywność fizyczna niż żadna. Więc jeżeli mam dać komuś robić interwały, albo trening CrossFit, albo trening podnoszenia ciężarów, kulturystyka i tak dalej, jak ktoś ma mi powiedzieć, że on tego nie czuł, czuje, on się krępuje i tak dalej, coś mu nie leży, to niech on sobie robi, nie wiem, choreografię, niech on sobie robi kalistenikę, astanga jogę i tak dalej, HIIT workout, cokolwiek, co ci pasuje. Więc jakakolwiek aktywność fizyczna jest lepsza niż żadna. Aczkolwiek uważam, że trening siłowy jest trochę niedoceniany. I gdybyśmy właśnie powiedzieli komuś, że słuchaj, fajnie, że robisz jakieś spacerki, fajnie, że robisz kardio, ale zrób sobie dosłownie pięć serii po 10 przysiadów w domu i zobaczysz, jak będziesz wyglądał pod kątem nóg, pod kątem pośladków, pod kątem twojego apetytu, pod kątem wrażliwości tkanek na działanie insuliny. Generalnie cały człowiek bardzo fajnie się aktywuje. Także aktywność fizyczna super. I wydaje mi się też, że musimy wziąć pod uwagę fakt, że ostatnio nawet w tych badaniach okazało się, że pod kątem epigenetycznym aktywność fizyczna daje nam nawet więcej lat do przodu niż prawidłowe nawyki żywieniowe. Prawidłowe nawyki żywieniowe to było bodaj chyba półtora do dwóch lat, a aktywność fizyczna gdzieś tam koło czwórki, piątki nawet. Także trzeba to robić. Poza tym, propos stresu, to jakby nie tylko kwestia zasług samego treningu. Samo oddychanie tym torem przeponowo-żebrowym, czyli my musimy nauczyć się więcej oddychać przez nos, a nie przez usta. I nie tak, żeby unosiła się ta górna część klatki piersiowej, tylko żeby właśnie tutaj wszystko pracowało z brzucha. I wtedy będzie zdecydowanie lepiej, bo to jest po pierwsze taki naturalny drenaż. Pamiętajmy, że przepona nie jest tylko mięśniem stabilizacji centralnej, to nie jest tylko mięsień oddechowy. Tak naprawdę, to jest taka pompa, która zasysa te wszystkie płyny i ona obie strony kieruje. Więc kwestia drenażu limfatycznego i tak dalej, obrzęku, wszystkiego po kolei. Oddychanie właśnie torem przeponowo-żebrowym, odstresowanie się, te właśnie słynne głębokie wdechy z pauzą i wydech i tak dalej. Zobaczymy nawet, że czasami, jak podejrzewam, że głównie rodzice to testują, tak jak nie wiem, dziecko mówimy: coś, nie rób tego, bo zepsujesz. Nie rób tego, że zepsujesz. Oczywiście, trzecia próba, dziecko zepsuło. A my tak patrzymy na to dziecko, tak zwane spojrzenie numer sześć. I tak, to jest właśnie ten aspekt walki z tym stresem. I to jest naprawdę coś, co warto byłoby wykorzystać. Natomiast można, można też robić elektrostymulację nerwu błędnego, wykorzystując ucho. Naprawdę fajnie to wychodzi. Ale można też zrobić coś, co kultury dalekowschodnie robiły od tysięcy lat i w zasadzie niedawno wyszło na to, że to jest evid, czyli emisja niskich tonów przez naszą krtań. Więc tak jak, no, albo jakieś "om" i tak dalej. Albo prosta rzecz: zmywasz sobie gary albo dzie i jedziesz z wą... [Muzyka] Pierścieni. Tak jest, tak jest, tak jest. Więc chodzi o to, żeby generalnie te niskie tony emitować. I to też stymuluje nerw błędny. Więc znowu, połączenie mózgu z jelitami, cała ta oś SIM, która dba u nas o odpowiedni poziom GABA, czyli kwasu gamma-aminomasłowego, tego neuroprzekaźnika, który jest rozluźniający dla nas. Naprawdę super fajna opcja.
Czy ty się uważasz za biohakera? Bo ty jesteś osobą bardzo holistycznie podchodzącą do aspektu zdrowia, wiadomo, ze specjalizacją mocną w tej dietetyce. Ale jak cię posłuchać, to ty naprawdę wiesz wiele na temat zdrowia i na temat wielu różnych metod, które to zdrowie mogą nam poprawiać. Więc nie wiem, czy ten, co w ogóle myślisz o tym przydomku "biohaker"?
Powiem ci, że szczerze, jestem nastawiony do tego neutralnie. Aczkolwiek widziałem też, że paręnaście osób gdzieś tam na mediach społecznościowych robi tam dwie rzeczy na krzyż, typu ktoś mówi coś o optymalizacji rytmu dobowego, czy coś tam, a nagle mówi o biohakerze i tak dalej. No, jakby, chłopie, no trochę jakby pokory. Nie. No, czyli biohaker to dla ciebie bardziej poważane słowo?
Powiem ci tak, jakby sam termin jest taki dosyć modny. I teraz się zastanawiam, właśnie, biohacking, jakby o co w tym wszystkim chodzi? Czyli co, że ty jakby zhakowałeś jakąś prawidłowość biologiczną, czy jakby umiesz ją odpowiednio wykorzystać w kontekście takiego języka korzyści? No bo wiesz, jakby ktoś powiedział, że jestem biohaker i tak dalej, jakby spoko. Jak ktoś powie, że jestem mówcą erudytą, to też spoko. Jak ktoś powie, że jestem dietetykiem, to spoko. Jak ktoś powie, że jestem terapeutą, bo wyprowadzam człowieka z jakichś problemów, to spoko. A gdyby ktoś powiedział o pierwszym moim wyuczonym zawodzie, czyli trener personalny, to też powiem, że jest to spoko. Więc nie przywiązuję się jakoś specjalnie do tego. Natomiast wydaje mi się, że przede wszystkim jestem osobą, która jest wszechstronnie przygotowana pod kątem tego, co się z pacjentem dzieje. Więc jak pacjent mówi mi, że no bo on robi treningi, to ja jestem żywo zainteresowany, jakie treningi, bo mam jednak wyobrażenie, co to jest intensywność, objętość, czy częstotliwość treningowa, albo gęstość, czy jakieś pozostałe parametry. I co to może oznaczać, że ktoś jednak trochę za mało ten rękaw wyrywa sobie treningowo, a co oznacza, że ktoś robi jakby w ramach jednej jednostki treningowej trzy. I to może też powodować, że na przykład może mu nie zejść insulinoporność, bo to jest też taka ciekawostka, że w ramach insulinoporności występuje też hiperkortyzolemia. I wtedy, jak ten pacjent da sobie taki wpierdol i on wchodzi na wagę, mówi: Nie, niemożliwe! Wpadłem do klubu fitness, miałem 87 kg, wychodzę, mam 90. Jak to, skąd? No przecież wypiłem półtora litra. Właśnie chodzi o to, że tworzą się różnego rodzaju obrzęki i tak dalej, czy też nawet w ramach zaburzenia gospodarki insulinowej jest bardzo często przytrzymanie u nas płynów. I teraz musielibyśmy znowu zrewidować te wszystkie zalecenia dotyczące nadciśnienia tętniczego, bo jest przecież dieta DASH, czyli ta dieta, która jest niskosodowa i tak dalej, ma obniżać ciśnienie tętnicze krwi. A w pewnym sensie można powiedzieć, z całym szacunkiem, że jest to trochę farmazon. Dlatego, że jest takie piękne powiedzenie, które chyba James DiNicolantonio rzucił, że nie obwiniaj steka za to, co zrobiły ciastka. Czyli wiele osób właśnie mówi: Nie, nie jedz steka, nie jedz jajecznicy, nie jedz zupy, bo tam wszystko osolonej. Po pierwsze, nadmiar soli jest szkodliwy, a nie sól sama w sobie. Więc to, że posolić sobie jajecznicę jest spoko, ale to, że zjesz 150 g paczkę chipsów, już nie jest spoko. Tak samo jakieś wszystkie fixy, kostki rosołowe, być może za dużo wędlin, za dużo kiszonek, które też są fest osolonej. Szukamy problemu. Ale nawet jeśli, to problem w tym, że mamy taką oś RA-Renina-Angiotensynowa. Dobrze. I ta woda jest uwięziona. I teraz, co się dzieje z osobami, które są na diecie keto? Jak ktoś skrajnie ograniczy węglowodany, bo tutaj warto jest powiedzieć, że głównie węglowodany stymulują insulinę, białka, tłuszcze też, ale powiedzmy sobie szczerze, nie po to robimy OGTT, czyli tą krzywą cukrową na glukozie, a nie na kostce smalcu, bo jednak to węglowodany najbardziej tutaj kierują tymi procesami z insuliny. I wtedy te osoby na przykład na keto, po 10 dniach, po 15 dniach, tracą 11 kg, ale mówią: Ja tego nie widzę, żebym jakoś schudł. Dlaczego? Bo zjeżdża z niej głównie woda. To są osoby, które po 5, po 7 kg potrafią mieć wody w sobie, co tłumaczy taką ciastowatość, wiotkość tętniczą, wszystko po kolei. A potem to wszystko pięknie schodzi. I to znowu jest jeden z kolejnych dowodów, dlaczego akurat dieta ketogenna tak dobrze sprawdza się w walce z nadciśnieniem, bo tak naprawdę bardzo szybko neguje te problemy z insuliną. No bo skoro nie będziesz miał tych trzech, pięciu czy siedmiu posiłków z węglowodanów, które cały czas pikują z tym poziomem glukozy, insuliny, to faktycznie porządek w gospodarce glukozowo-insulinowej jesteśmy w stanie zrobić bardzo prosto.
Więc w nawiązaniu do twojego pytania, ja uważam, że każda definicja jest dobra. To jak ktoś mnie nazwie dietetykiem, czy królem dietetyki, czy gościem od dietoterapii i tak dalej, ja mam naprawdę wywalone w tytuły, zarówno naukowe, jak i to, jak ktoś mnie nazwie. Także ja uważam, że najlepszym aspektem do oceniania mojej pracy jest historia. Jeżeli tu nie ma problemu, to naprawdę, jakby nie da się mnie obrazić. Nie. Więc spoko.
Wspomniałeś o diecie keto i chciałbym z tobą właśnie porozmawiać na ten temat, na temat diet, które są gdzieś na, jakby jest moda teraz na takie diety, keto, carnivore. Co sądzisz o tych dietach?
To teraz tak. Po pierwsze, dieta keto ma bardzo duży problem, jeżeli chodzi o PR, dlatego, że bardzo wielu lekarzy, znowu, działa to na zasadzie: nie znam się, więc się wypowiem. Mówią, że nie, dieta keto to jest najgorsza rzecz na świecie, to jest zawał murowany, arterioskleroza i tak dalej, i tak dalej. Bo to są ludzie, którzy mają wpojone do głowy, wpojone do głowy informacje pod tytułem, że mięso jest szkodliwe, kwasy tłuszczowe nasycone są szkodliwe, dieta powinna być uboga w cholesterol i takie tam różne bzdury. Z drugiej strony, jest to rzecz, która jest bardzo, bardzo, bardzo dobrze poznana pod kątem historycznym i medycznym, bo w 1921 albo 23 roku, teraz już nie pamiętam, pokazali, że właśnie dieta ketogenna, ketogeniczna, zwłaszcza, bardzo dobrze działa w przypadku padaczki, nawet lekoopornej. Więc jak ktoś ma taką formę epilepsji, że dostaje ataków epilepsji i nawet leki nie pomagają, czy też nie w pełni przed tym chronią, to dieta keto dla tej osoby jest super. Jakby wtedy te białka rozprzęgające UCP bardzo fajnie się stabilizują, jest milutko. Z drugiej strony, dieta keto może być też bardzo fajnym rozwiązaniem w niektórych przypadkach nowotworu mózgu, co jest zwłaszcza ważne w momencie, kiedy robią ci tomografię komputerową czy rezonans i patrzą: o, o, jakby nowotwór jest w takim obszarze mózgu, że jest bardzo ryzykowny wejście tam jakimś narzędziem, bo jak coś uszkodzimy, to pacjent będzie się głupio uśmiechał i ślinił do końca życia. No, więc w tym przypadku dieta ketogenna, która potrafi zrobić remisję choroby nowotworowej, naprawdę bardzo fajna opcja. Osoby z SIBO i SIFO, czyli przerost bakterii w jelicie cienkim produkującym wodór, tak, wtedy SIBO albo IMO, te które produkują metan, albo SIFO, czyli grzybicze aspekty, Candida albicans, te klimaty. Bardzo fajna opcja dla wielu dzieciaków, głównie z zaburzeniem ze spektrum autyzmu ASD. Też bardzo fajna opcja dla osób, które mają zespół metaboliczny, stadium przedcukrzycowe, insulinoporność, policystyczne jajniki. Bardzo fajna opcja. Więc znowu, ta dieta ma kilka, kilkanaście nisz. Osoby z nadciśnieniem tętniczym i tak dalej. Natomiast, gdybyśmy dali ją takiemu powiedzmy Robertowi Lewandowskiemu z piłki nożnej, kaplica, nie. Jak gościowi, który zasuwa glikolitycznie, nagle urwiesz tą dawkę paliwa i będziesz mówił: będziesz się adaptował teraz do ketonów. No to nie wiem, czy to jest taki super pomysł. Może długofalowo okej, ale na pewno z takim półsprzęgłem wziąć pod uwagę, że to będzie miało dłuższy okres. Zacząć na wakacjach, czyli spieprzyć Robertowi pewnie jakieś dwa tygodnie wolnego, który ma w roku i można tam spróbować tą adaptację zrobić. Natomiast chodzi o to, że dieta keto to generalnie wraca do nas takimi wielkimi okręgami, bo mamy właśnie te dowody, które tam już mają 100, 100 parę lat o padaczce lekoopornej. Potem wydaje mi się, że warto byłoby powiedzieć o takich osobach jak Daniel Dale i Lyle McDonald, czyli twórców takiej książki "The Art and Science of Low Carbohydrate Performance" i "Ultimate Diet 2.0". Bardzo fajnie oni tam też właśnie podsumowują te wszystkie elementy dotyczące ketozy. A potem oczywiście były lata, moim zdaniem, takie wielkie boom w Polsce 2008-2009, to pamiętam na nieistniejącym już forum sportowym Animal Pack, był podstawiony temat właśnie ketozy i tak dalej. To to było takie absolutne wow. Nie ukrywam, że ja w tym samym czasie właśnie też zgłębiałem te tematy, właśnie po raz pierwszy na dietę keto w 2000 chyba właśnie 7-8 roku wszedłem. Natomiast potem było tak, że historia kołem się toczy. Czyli mamy oczywiście węglowodany, śródziemnomorską, wegańską, wegetariańską, bezglutenową i tak dalej. I nagle bum, hit, dieta keto. Wszyscy coś takiego jest. No jakby od setek lat Inuici coś takiego robią, bo inaczej nie mogą funkcjonować. Jakby nikt nie robi z tego ostatniego krzyku mody. A ostatnio znowu, za pośrednictwem takich dwóch braci, co są lekarzami, to też właśnie jest wielki powrót diety keto. I wszystko fajnie, pięknie, tylko umówmy się, że na wszystko jest czas i miejsce. Myślę, że z mojej odpowiedzi, a pewnie już to koło godziny gadamy, wybrzmiało to wielokrotnie, że dietetyka to jest jak skrzynka z narzędziami. Jak masz gwóźdź, to bierzesz młotek. Oczywiście, jakimś klockiem czy jakąś, nie wiem, rączką trzpieniem jakimś, możesz to też wbić, ale generalnie po to masz młotek, żeby nim wbijać gwoździe. Nie po to masz wkrętarkę, żeby właśnie tam wkręty jakieś w drewno, czy w cement, czy gdziekolwiek indziej wbijać, wkręcać. I po to masz też pozostałe sprzęty. Więc dobierzemy odpowiednio narzędzia. Bo jeżeli mamy kogoś, kto mówi, że IF, czyli posty okresowe, typu śniadanie, obiad i kolacja, bo w starych dobrych czasach tak to się nazywało, teraz to jest intermittent fasting, i keto jest rozwiązaniem każdej jednostki chorobowej, to ja się z tym nie zgadzam. To jest fajne narzędzie, zgadzam się, dla Jana Kowalskiego, dla takich typowych korpulentnych ludzi i tak dalej, spoko. Natomiast to nie jest tak, że to jest dla każdego. A teraz znowu, to pozowanie społeczeństwa powoduje, że ja nakręcam rolkę, w której mówię o tym, że T jest dobry, właśnie cholesterol jest w porządku, że sprawdź, czy masz jakieś ryzyko aterogenne, nie? Czyli, że masz ryzyko rozwoju chorób serca. Więc to nie jest tak, że cholesterol jest zły. I tam tłumaczę HDL, LDL, trójglicerydy, OB, CRP, homocysteina, jakieś pozostałe elementy, które wchodzą. I tam mi, wiesz, środowisko klaszcze. A zrobię rolkę o owsiance, że owsianka może być fajnym i pełnowartościowym śniadaniem, zestawiając to z kajzerką, bułką, chlebem z serem, którą większość osób je na śniadanie, to już jest: Ty debilu, ty szur! I tak dalej. Dobrze gadałeś, ale widzę, że cię pogięło. Mówię: Chryste Panie, bo dla nich tylko białe i czarne, nie. Jakby dla mnie jest cała paleta kolorów, a oni widzą dobre albo niedobre. Więc to jest właśnie kłopot tego, że każdy z nas trochę czuje się ekspertem, bo coś wkłada do ust, bo coś jesz, więc czujesz się ekspertem, żeby gdzieś tam coś powiedzieć. Ja mówię: Okej, ja jestem jak najbardziej za wymianą zdań, za uzyskaniem jakiegoś konsensusu, porozumienia. Ale w momencie, kiedy ktoś ci wpada i na dzień dobry mówi ci, że ty jesteś debil, no to ci po prostu opadają ręce do jakiejkolwiek ochoty na dyskusję z taką osobą.
Wróćmy jeszcze może, bo powiedziałeś o tym, a jeszcze bym się chciał zapytać ciebie, co myślisz o tym carnivore? Bo to jest chyba w ogóle jeszcze nowszy, tak? Już bardzo skrajne, bo w carnivore tak naprawdę ponad 90%, jeśli nie 100%, spożywanych produktów powinno stanowić mięcho i generalnie produkty odzwierzęce. I tutaj jest, powiem ci, ciekawostka, bo ja na to popatrzyłem sobie tak zdroworozsądkowo na bazie moich doświadczeń i tak dalej. I pierwsza myśl: taka, jak ci ludzie robią kupę? No bo nie mając błonnika, jednak wiesz, wiąże 10 g wody do masy kałowej. Dieta mięsna jest dietą ubogoresztkową. Zresztą, kto ma psa i wie, o czym czym jest karma, no to wie, że faktycznie te kupy psów, jakby zupełnie inaczej wyglądają niż te kupy psów, które jedzą karmę. I teraz sobie pomyślałem o tym, że jeżeli mamy osobę, które mają kłopoty z wypróżnianiem się i damy komuś samo mięcho, czy tam mięso, podroby, jajka i tak dalej, produkty odzwierzęce, to jak te osoby mają się po prostu załatwić? To jest po pierwsze. Ale okazało się, jakby empirycznie, pod kątem monitorowania tych osób i tak dalej, że jednak to im idzie całkiem sprawnie. Mało tego, że jest to dieta, która byłaby polecana osobom, które mają zaburzenia autoimmunologiczne, jako pewnego rodzaju reset. I tutaj to słowo dieta, to ściśle ograniczone, czasowe aspekty byłyby super, bo wiele osób robi z carnivore taki dosłownie miesięczny protokół, aby uspokoić ten układ odpornościowy. Ale tu się też nie ma co dziwić, bo skoro ktoś wcześniej jadł pszenicę, która poza glutenem ma prawie 40 składników antyodżywczych w sobie, bo właśnie i stymuluje nieprawidłowo histaminę, i jest inhibitorem pepsyny, trypsyny, czyli unaktywnia odpowiednie trawienie w żołądku. Mamy przecież ogromną ilość lektyn pokarmowych, nie tylko właśnie gluten, ale też lektyny w papryce, w pomidorze, czyli w psiankowatych, w ziemniakach. Mamy też lektyny w warzywach kapustnych, tak, czyli kapusta, brokuł, kalafior i pozostałe. Mamy lektyny w orzechach. Więc ogólnie tych białek o charakterze antyodżywczym, które deregulują. Tylko mięso, ryby, jaja i owoce morza, no to nie ma co się dziwić, że faktycznie ten układ odpornościowy dostał lekkiego fajrantu. A z drugiej strony, pytanie właśnie, czy jedząc taką ilość ryb i owoców morza w dzisiejszych czasach, gdzie jest albo dużo metali ciężkich, albo mikroplastik w tych rybach i tak dalej, to pytanie, czy to jest też dobre? Z drugiej strony, jak ktoś mi mówi: wiesz, robi taką wybiórczość, a czy pan pije wodę z plastikowej butelki? Ja mówię, że tak. A to dlaczego tak? Jak plastik jest szkodliwy? Mówię: Ty, stary, ale ja tego nie podgrzewam w mikrofali, tylko to jest w tej temperaturze, powiedzmy tam 15-20 stopni w piwnicy czy tam...
Na półce. No tak, ale i tak dalej. Mówię, słuchaj, to jak ci nie pasuje, to wyjedź na Alaskę. Poluj z dzidą na niedźwiedzie i tak dalej. To na pewno będziesz zdrowy. No bo, no jakby, mamy takie warunki, jakie mamy. No nie ma tutaj, wiesz, terenu Natura 2000 i tak dalej. Jest smog, są jakieś inne zanieczyszczenia środowiska i pod to mamy tą epigenetykę, żeby to się jakoś ładnie nam bilansowało. Więc róbmy, co możemy, bez popadania w jakąś psychozę i skrajności. Bo mam wrażenie, że w ostatnich latach to właśnie to środowisko znowu się mocno spolaryzowało. Co chcesz i tak dalej, jak jesteś szczęśliwy, to super. Piona. A ci z kolei mówią: "Nie, przecież musisz robić teraz rytuał powitania słońca i tak dalej, bo teraz jest podczerwień, bo to, tamto". Jakby, róbmy dużo dla naszego zdrowia, medytujemy, śpijmy, nawadniajmy się, odżywiajmy się i tak dalej, ale żeby nam się wszystkim przypadkiem pod kopułami nie poprzewracało. Nie, bo to też jest, no, niezdrowe. A wiele osób już jest tak po prostu zaciągniętych przez ten system, że ja tylko czekam, kiedy ktoś: "Siks, poczułem taki lekki stryczek".
Dman. Nie, akurat Hubermana bardzo lubię. Bardzo lubię Andre Hubermana i absolutnie nie rozumiem właśnie tego hejtu, który na chłopa się wylewa. Aczkolwiek, jak to się mówi, hejt to jest V od sukcesu. Trzeba zapłacić. Więc jeżeli jest taka ilość hejtu na Hubermana, to jest jak najbardziej super. To znaczy, że dużo robi. To znaczy, że dużo robi i dobrze gada i jest solą wokół po prostu ludzi, którzy albo tego nie chcą robić, albo którzy nic nie umieją zrobić, a całe życie tak naprawdę bazują na wytykaniu, kto co, gdzie, kiedy, jak. Nie.
Więc Huberman pod kątem właśnie tych rytmów dobowych i tak dalej, ekspozycji na słońce, no, oddechów, morsowania, absolutnie super. Tylko wiesz, to jest po prostu wiedza i ja wychodzę z założenia, że to jest trochę jak karty. Masz talię i sam sobie wybierasz, co weźmiesz sobie na rękę. A niektórzy traktują to tak, że musisz wziąć wszystko, bo jak nie weźmiesz całej talii, to jesteś w ogóle, to nie jesteś zdrowy. No nie. Jakby, zdroworozsądkowo podchodząc do tego tematu, jeden na przykład bardzo mocno na 70 skupi się na diecie, 20 na śnie i 10 na treningu i zabraknie mu, masz 0% na te rytuały, na jakieś tam głębokie oddechy i tak dalej. Ale jeżeli w tym jego ekosystemie to zdaje egzamin, chłop super się czuje, wyciągnął się z wielu jednostek chorobowych, to super.
Nie, no właśnie, to chyba grunt, żeby znaleźć ten złoty środek dla siebie indywidualnie, żeby dobrać do siebie indywidualnie właśnie tak, jak powiedziałeś, te rytuały, czy to jest aktywność fizyczna, czy to jest czas na sen, czy to jest odżywianie. No właśnie. A może ty masz jakąś swoją listę takich najlepszych top 5 metod, które możesz wprowadzić do tego, żeby lepiej funkcjonować?
Przede wszystkim regulacja rytmu dobowego. Ja od zawsze, od dzieciaka, to nawet byś moją mamę zapytał, to ci powie, że ja po prostu, wiesz, 2021, jak byłem mały, to dałem buziaka i mówiłem: "Dobranoc i cześć, idę spać". I nawet, słuchaj, przez edukację w liceum i tak dalej, ja po prostu uczyłem się tyle, ile mogłem, 22:00, 22:30, jak mi już się oczy kleiły, to mówię: "Dobra, no tyle, co się nauczyłem, to się nauczyłem. Jak czegoś nie umiem, to trudno, najwyżej pójdę na jakąś poprawkę". I szedłem sobie spać. I dla mnie ten sen był dużo ważniejszy z perspektywy tego, żeby ten mózg był płodny i żeby na tej klasówce, na kolokwium, czy na egzaminie, czymkolwiek, dać z siebie wszystko, niż żeby po prostu do 4:00 czy do 5:00 rano zakuwać, ale ja bym po prostu nie wiedział, jak mam na imię i gdzie ja jestem. Więc wysypianie się, rytm dobowy dla mnie klasa.
Aktywność fizyczna tak i to taka z głową, czyli czasami jest tam nawet więcej mobilizacji i aktywacji układu nerwowego, ale jest powiedzmy jedno ćwiczenie, tak jak w niemieckim treningu objętościowym, nie, 10 na 10 i tak dalej i cześć. Bo znowu, jak ktoś ma dzieci i to są dzieci takie żywiołowe, jak moje, to będzie wiedział, że faktycznie czasami, no, jest abstrakcją, żeby znaleźć te 60 czy 90 minut na trening dla siebie. Więc róbmy cokolwiek, a jest zawsze lepsze niż robienie niczego.
Żywienie i znowu, zdroworozsądkowo. Jak mam ochotę coś zjeść, to to sobie zjem, ale mam tego świadomość i wiem, czy zrobiłem dobrze, czy niedobrze. I wiem na przykład, żeby teraz przez trzy, cztery czy tam pięć dni, pięć dni czegoś takiego nie powtarzać. Yyy i yyy bardzo przyjemny sport na trzy litery po angielsku, sex. Czyli to jest też mega ważne. Uważam, że powtarzam trochę po socjolog i po seksuolog, uważam, że bardzo wiele osób ma teraz kryzys zarówno komunikacyjny, jak i kryzys tego życia prywatnego, seksualnego. Yyy bardzo często jest tak, że mąż jest sfrustrowany, bo ma swoją robotę, bo coś tam pomaga przy dzieciach, żona robi karierę, jest zarobiona, robotą jest sfrustrowana i tak dalej. I oni potem, koniec końców, jakby siedzą sobie, jednak każdy w telefonie, właśnie ucieka, tak? Nie, jakby zamiast, wiesz, no ludzie nie lubią rozmawiać o trudnych tematach. Więc zamiast jakby zakopać ten topór wojenny i tak dalej, i najlepiej właśnie się dobrze bzyknąć, tak, kolokwialnie mówiąc, to oni każdy ucieka w swój świat i po prostu ta frustracja się pogarsza i pogarsza i pogarsza. A wydaje mi się, że nawet Lew Starowicz czy pozostali seksuolodzy powiedzieliby, że właśnie ten seks z satysfakcją jest jednym z najważniejszych elementów, który doprowadza chociażby do neutralizacji tej nadmiernej dopaminy. Tak? Czyli znowu to bilansowanie neuroprzekaźników i tak dalej. Sama bliskość, oddanie się tej drugiej osobie, naprawdę jest super fajny temat. A mamy teraz kryzys i nawet chyba wiele artykułów jest, że na przykład młodzi faceci nie lubią uprawiać seksu, że idą sobie na treningi, idą w jakieś hobby i tak dalej i tak dalej. Nie ma seksu, nie ma też takiego głośnego mówienia o tym, jakie masz swoje potrzeby, nie? Gdzie niektórzy się tam, wiesz, kiszą z tym, wstydzą i tak dalej. Dale, a nie, bo ktoś powie, że to jest śmieszne i tak dalej. No, no może jest śmieszne, a może coś ktoś stwierdzi: "Ej, porąbane to jest, ale spróbujmy". No, bo to jest życie jednak, żeby tego typu atrakcje też próbować smakować. Ja nie mówię, że jakby, wiesz, karpe diem, YOLO, czy jakkolwiek byśmy teraz nie powiedzieli, żeby jechać po bandzie. Aczkolwiek, wydaje mi się, że bardzo często mówimy o tej higienie życia, o śnie i tak dalej, a zapominamy właśnie o tym, że przed snem też jest to naprawdę bardzo dobre, rewitalizujące, odstresowujące i właśnie w tych czasach, progo myślę, że też powinniśmy o tym pamiętać.
Będziemy już dobijać do brzegu. Powiedz może Jakub o swoich planach na przyszłość jeszcze, bo tutaj powiedziałeś dużo o seksuologii. Czy zmieniasz branżę? Nie, akurat nie. Ja byłem zawsze z zamiłowania dietetykiem i to się nie zmieni. Natomiast powiem ci, że plany są dosyć szerokie. Akurat część to jest top secret, więc nie mogę ci tego powiedzieć. Natomiast na pewno, jak ktoś mówi, że ma śledź zawsze i wyskakuje z lodówki, bo tu gdzieś tam, wiesz, w kinie, nie w kinie, tu jakieś tam produkty tworzy, formuły i tak dalej, czy na sympozjach, czy jakiś korpo przemówienia, to będzie mnie jeszcze więcej. To na pewno. Aczkolwiek z drugiej strony, chciałbym w końcu też trochę wyluzować. Powiem ci, że staram się teraz robić tak, żeby przełożyć bardziej jakość pracy nad ilością, bo tak jak ci mówiłem, jestem, jestem pracoholikiem. Także ja zawsze każda opcja typu: "A, czy pan może i tak dalej, czy wiesz, czy podcast, czy nie podcast, czy program śniadaniowy, czy tu wystąpienie, webinar i tak dalej", tak, tak, tak, zawsze chętnie i tak dalej. Bardzo proszę. Natomiast chciałbym powoli robić tak, żeby bardziej skupić się na sobie, bo nie chcę tego nazywać Marianizmem, ale ja zawsze mam tak, że wszyscy wokół są ważniejsi ode mnie. Na początku jest oczywiście najważniejsza moja rodzina i tak dalej, potem pacjenci, współpracownicy i tak dalej, a ja wychodzę z założenia, że jest na przykład 21:00 i mówię: "Okej, mógłbym sobie zrobić teraz jakiś właśnie delikatny trening albo medytację albo cokolwiek innego". A nie, nie, nie, bo jeszcze obiecałem, że dzisiaj do końca dnia doś. Więc ja siedzę i klepię. I to też moim zdaniem jest trochę niedobre. Muszę się nauczyć w końcu tej asertywności. Dlatego mam właśnie takie postanowienie, żeby w kolejnych latach właśnie więcej robić już typowo dla siebie i dla rodziny. Tym bardziej, że sam już jestem bliżej 40, a moje dzieciaki też są coraz większe i to też już powoli wchodzi w ten czas, gdzie dzieci chcą coraz więcej gadać. To już nie jest tylko: "Tata, mama, daj pić", "Tata, mama, pobuja" i tak dalej, tylko już dzieciaki gdzieś tam coś chcą wiedzieć o tym świecie. Więc chciałbym się im poświęcić, bo bardzo mnie mocno poruszył taki mem, chyba internetowy, o ile można powiedzieć, że mem poruszył, ale jest bardzo trafny, że za 20 lat jedynymi osobami, które będą pamiętały, że pracowałeś do późna, będą twoje dzieci. I chciałbym być naprawdę takim wzorowym, fajnym tatą, a nie takim, gdzie dzieci będą mnie wspominały, że właśnie nigdy nie miałem, nie miałem dla nich czasu i tak dalej i tak dalej. Także właśnie też stwierdzam, że trochę przywar tości je te wszystkie elementy. Więc tak to wygląda.
To słodko na koniec się zob rodzinnie. I ostatni już element naszego programu, charakterystyczny dla rozmów w formie. Jedna rada od Jakuba Mauricza do tego, żeby być w lepszej formie fizycznej, psychicznej lub duchowej, lub we wszystkich tych aspektach. Jeżeli mógłbyś tą jedną radą nas podnieść, to byśmy byli bardzo wdzięczni. Dam radę. A może być również filozoficznie. Może być filozoficznie, bo to owy aspekt jak najbardziej. To zacytuję Bruce Lee: "Użyj tego, co użyteczne, odrzuć to, co zbędne, dodaj coś od siebie". Czyli przekładając to na każdą część naszego życia, zobaczcie, że musimy skupiać się na rzeczach ważnych, bądź najważniejszych. I tutaj piję trochę do osób pod tytułem: "Czy pan pije wodę w butelce plastikowej?". I gwarantuję ci, że osoba, która zadaje to pytanie, regularnie siedzi w McDonaldzie, regularnie ogląda Netflixa do późna i tak dalej. Nie dosyp ma zęba do zrobienia czy do wyrwania, ale jakby potem to zrobimy. I w międzyczasie tam ten stan zapalny, bakterie sieją się na cały organizm. Yyy, więc skupiaj się na rzeczach najważniejszych. Odrzucaj to, co jesteśmy w stanie odrzucić, czyli tak jak nawet mówiliśmy, a propos Andrew Hubermana, też to, co jesteśmy w stanie wykorzystać, to wykorzystajmy. Ale jeżeli nie jesteście w stanie robić morsowania, to to nie znaczy, że jesteście niezdrowi. Tak? Więc róbmy to, co możemy. I dorzucając coś od siebie, czyli każdy z nas prawdopodobnie może dorzucić jakiś taki indywidualny aspekt do swojego ekosystemu. Dla jednego będzie to być może robienie jakiejś kolorowej sałatki, dla kolejnej osoby to będzie właśnie jakieś takie 5 minutek dosłownie na jakąś mikrodrzemkę czy oczyszczenie swojego umysłu. Dla kolejnej osoby to może być jakiś rytuał takiej ciało-życzliwości. Nie mylić z ciało-pozytywności. Czyli teraz zrobię coś dla siebie, zrobię se fajny peeling i tak dalej, nałożę sobie krem i tak dalej, bo zasługuję na to. Czyli nauczmy się siebie kochać, doceniać i niech każdy z was ma ten aspekt taki indywidualny. Więc skupmy się na najważniejszych rzeczach, eliminujemy te rzeczy toksyczne i dodajmy taką kropeczkę nad i, żeby po prostu żyło lepiej. Przy tym ciało-pozytywność.
Wyczułem lekki taki niechęć do tego stwierdzenia, ale to by się zgadzało z tym, co wcześniej powiedziałeś o tych trenerach, co to raz. A dwa, ja nie jestem za tym, żeby osoba, która waży 120 kg i ma powiedzmy 70 kg nadwagi, mówiła, że ona jest super zdrowa i tak dalej i że nie ma dowodów na to, że otyłość szkodzi zdrowiu, albo że zmiana nawyków na lepsze ma wpływ na zdrowie, bo bo to jest po prostu gadanie głup w XX wieku, gdzie mamy mnóstwo dowodów empirycznych czy naukowych na to, żeby powiedzieć w ten sposób. Ja uważam, że ciało-pozytywność to jest bardziej ruch, który dotyczy kogoś, komu ktoś wylał kiedyś kwas na twarz i teraz ta osoba nie wstydzi się pokazać. Ktoś, kto ma uciętą kończynę, ale nie wstydzi się pokazać z tym kikutem. A nie to, że po prostu, jak to się ujmuje, ktoś futruje przy korycie i teraz mówi, że jest super, wszystko pięknie i on jest super sexi, kochany jest ekstra. No bo bo kochaj siebie, bo kochaj, bo kochaj siebie, ale nie mów, że otyłość chorobą, bo ona nawet stoi w klasyfikacji ICD10 pod kodem E66. Także nie mówmy, że tak nie jest. I też nie ma w tym logicznego sensu z mojej perspektywy, że ty mówisz, że siebie kochasz, a tego ciała nie szanujesz w ten sposób, że doprowadzasz go do takiego stanu. Dokładnie. Więc jakby to jest dla mnie zaprzeczenie totalne. Wtedy też jakby wyczułem tą szpileczkami o tych ludziach, którzy, którzy przez no wypadek czy zrządzenie losu stracili jakąś tam część swojego ciała, czy mają jakiś uszczerbek widoczny i wtedy się nie pokaz, nie boją pokazywać tego i fajnie, jakby to w taką stronę poszło. Nie.
Dobra, to co, będziemy dobijać do brzegu. Jeszcze powiedz tylko Jakubie, gdzie ciebie można znaleźć w internecie, jeżeli chciałbyś, żebyś był znaleziony. To teraz tak: strona internetowa moje nazwisko k.com, czyli mac.com. Na Facebooku jestem jako Jakub Mauricz. Na Instagramie jestem jako Jakub_mauric. Na TikToku też jestem jako Jakub Mauricz. Mamy poradnię dietetyczną B by Maur, czyli www.bik-well.pl, albo też znowu przez mój profil na Instagramie, tam są wszystkie linki podłączone. Więc jak to się mówi, kto chce mnie znaleźć, ten na pewno znajdzie. Więc jakby co, to zapraszam.
Bardzo ci dziękuję Jakubie. To był zaszczyt móc gościć ciebie. Dziękuję wam. I co, widzimy się w kolejnym odcinku. Do zobaczenia. Hej, dzięki, że byliście w kolejnym odcinku razem z nami. Mam nadzieję, że dobrze się bawiliście podczas tej rozmowy z Jakubem. Mam nadzieję, że równie wiele z niej wynieśli. Jeżeli tak, to dajcie proszę suba, zalajkujcie, skomentujcie ten odcinek. Może odnieście się do tego, co wy myślicie o ciało-pozytywności. I żeby tradycji stało się zadość, podsumuję odcinek cytatem: "Jeśli nie masz czasu na zdrowe jedzenie, wkrótce znajdziesz czas na chorobę". Tym miłym akcentem chciałbym was zostawić i do zobaczenia w kolejnym [Muzyka] [Aplauz] [Muzyka] odcinku.