📱

Get Our Mobile App

Take your business learning on the go!

Download on the App StoreGet it on Google Play

Zarobiłem 250 000 zł inwestując inaczej niż wszyscy Ci mówią

Pankracy14:08

Transcription

Najlepsze w co można było zainwestować 5 lat temu to po pierwsze złoto, które dało zarobić w tym okresie średnio 18% rocznie. Po drugie amerykańskie spółki technologiczne, które rosły o 15,3% rocznie. No i po trzecie Bitcoin zyskujący w tym okresie prawie 13% rocznie. Średnia inwestując we wszystkie trzy opcje to byłoby około 15%.

Jeśli założylibyśmy taką stopę zwrotu przez 30 lat, to wystarczyłoby 500 zł miesięcznie, żeby nasz majątek urósł do niemal 2 mln 800 000 zł. I to powtórzę, inwestując zaledwie 500 zł miesięcznie. No ale skoro to wszystko jest niby takie proste, to gdzie są ci wszyscy inwestorzy milionerzy? No i czemu jak już jacyś się pojawią, to zawsze sprzedają jakiś kurs, dostęp do społeczności albo książkę? Coś się tutaj nie klei i dzisiaj wyjaśnię co, demaskując jeden z największych błędów w inwestowaniu.

No ale właśnie, żebyście nie myśleli, że będę wam tutaj opowiadał wyłącznie o jakiejś suchej teorii. Oto moje konto XTB, anonim, 100 000 zł zysku. Tutaj moje konta IKE oraz XZ DMOS i kolejne niemal 60 000 zł zysku. No a tutaj zestawienie całego portfela inwestycyjnego i ponad 250 000 zł zysku przez ostatnie 3,5 roku. Takie zyski nie byłyby możliwe, gdybym popełnił którykolwiek z dwóch podstawowych błędów inwestycyjnych Polaków.

Pierwszy z nich to oczywiście nieinwestowanie. Dzisiaj nie będziemy o tym mówić, ale zdziwilibyście się, jak wiele osób w Polsce nadal nie inwestuje. Nie wiem, czy wiecie, ale w naszym kraju aż bilion złotych leży na nieoprocentowanych lub nisko oprocentowanych kontach bankowych. A przeciętny Polak myśli, że aby ktoś zarobił inwestując, ktoś inny musi stracić, że 80% osób na giełdzie traci albo że inwestowanie jest dla wybranych. A wszystko to są oczywiście bzdury. Dlatego swoją rolę w temacie inwestowania widzę jako edukowanie właśnie takich osób i zachęcanie ich, żeby jednak przekonały się chociaż do tych najprostszych i najbezpieczniejszych form inwestowania. No bo najgorszym błędem, jaki można zrobić, jest nieinwestowanie. No ale dzisiaj nie o tym. Co prawda, na pewno nie zarobiłbym 250 000, gdybym nie inwestował, no ale to jest raczej oczywiste.

Drugi błąd może was jednak zaskoczyć, bo jest nim przesadne skupienie się na stopie zwrotu. I ja wiem, może to brzmieć absurdalnie. Mogłoby się przecież wydawać, że w inwestowaniu chodzi właśnie o to, żeby mieć jak najlepszą stopę zwrotu, ale wcale tak nie jest. A żeby do tego dojść, trzeba spojrzeć na sprawę szerzej, bo zobaczcie, czy naszym celem jest bycie jak najlepszym inwestorem? Raczej nie. Jedyne, co może nam z tego przyjść, to żeby poszpanować przed kolegami, jeśli w ogóle będą chcieli słuchać o tych naszych genialnych stopach zwrotu. Tak naprawdę naszym celem w inwestowaniu jest poprawienie naszej sytuacji finansowej, a idąc jeszcze o krok dalej, to realizowanie naszych finansowych ambicji. Stopa zwrotu może w tym pomóc, ale wcale nie musi.

No bo zobaczcie, czy nie lepiej byłoby mieć 7% stopy zwrotu na portfelu wartym milion niż 15% na portfelu wartym 100 000? W pierwszym przypadku zarabiamy przecież 70 000, a w drugim 15 000 i to pewnie poświęcając na to znacznie więcej czasu i wysiłku. No i może u części z was zapaliła się teraz lampka. No ale jak to? Przecież nie można porównywać gruszek do jabłek. Ale ja myślę, że można, bo to od nas zależy, jak duży będzie za kilka lat nasz portfel inwestycyjny. A w tych pierwszych 10-20 latach inwestowania najważniejsze będzie to, jak dużo będziemy do niego dopłacać, a więc jak dużo zarabiamy i jaką część tych zarobków oszczędzamy. I to na tym należy się skupić, a nie tam na żadnej stopie zwrotu.

Miałem nawet okazję zabrać w tej sprawie głos na debacie na żywo na kanale Zero razem z Marcinem Iwuciem i Piotrem Cymcykiem. Panowie spierali się o to, czy inwestowanie aktywne na rynkach finansowych i próby osiągnięcia ponadprzeciętnej stopy zwrotu mają sens. Szczególnie wiralowy okazał się jeden fragment, gdzie Iwuć dosłownie rozbawił całą salę, trochę kosztem Cymcyka. Posłuchajmy.

"Nigdy aktywnie >> inwestowałem. To bardzo źle wychodzi. Zresztą ty masz chyba taki portfel tam Kilimandjaro, nie? >> No wiele portfeli mam. Tak. >> I panujesz nad emocjami, wszystko sobie radzisz, bijesz S&P Total Return w tym portfelu, którym się porównujesz. >> Kurczę, no zależy jaki okres wybierzesz, nie? Od początku od 2000 >> od czasu jak inwestuje sam tak bije indeks sb >> ale od początku tego portfela tam jest portfel Kilimandjaro za cały >> nie odpowiem ci teraz na to pytanie, nie wiem, no jakby być może tak, być może >> a ja wiem >> no to >> to do to dobrze, ale to widzisz, to jeśli zakładam, że w takim układzie chcesz powiedzieć, że nie, no ale to jakby mogę ci odpowiedzieć, że mam też portfel czysto spekulacyjny, który się nazywa Szaleniec i tam wiem, że na pewno biję S&P 500, więc jeśli już chcemy się do tego porównywać o spekulacji, to >> twoje argumenty spotkałyby się z moim uznaniem. >> Spekulacja jest tylko definicją tego, jakie masz podejście do konkretnej inwestycji, >> bo widzicie, wiele osób zastanawia się, czy osiąganie ponadprzeciętnych wyników inwestycyjnych w długim terminie jest w ogóle możliwe dla przeciętnego inwestora i odpowiedź wcale nie jest oczywista. No ale zobaczmy moją odpowiedź na tę dyskusję, która bierze pod uwagę trochę szerszy obraz sprawy. Ja bym chciał dodać swoje trzy grosze, ponieważ wydaje mi się, że cała ta dyskusja o tym, czy inwestować aktywnie, czy pasywnie, dzieje się tutaj w kontekście bardziej wyników inwestycyjnych niż takiego szerszego spojrzenia na sytuację finansową poszczególnej osoby, bo te osoby, które już zainteresują się inwestowaniem, bardzo łatwo i bardzo szybko wchodzą na tę ścieżkę prób pobicia rynku, szczególnie przy niewielkim portfelu inwestycyjnym, mają takie przekonanie, że jak będą inwestować, to jakoś magicznie staną się osobami zamożnymi, bogatymi. Natomiast rzeczywistość to jasno weryfikuje. Jeżeli ktoś ma portfel inwestycyjny, który ma powiedzmy 10 000 zł, no to z tego magicznie się fortuna nie stworzy. Tak już odchodząc od tej dyskusji, czy uda się pobić ten rynek, czy się nie uda go pobić, to to, czy tutaj stopa zwrotu będzie wynosiła 5%, 7%, 10% czy 15% na portfelu, który ma 100 000 zł, to jest to nie ma znaczenia. To jest w ogóle nie to pytanie, które powinniśmy sobie zadawać. I mi się wydaje, że takie dywagacje mają sens i zastanawianie się, czy ja powinienem próbować pobić rynek, czy też inwestować pasywnie dla osoby, która ma już naprawdę duży majątek. To znaczy w przypadku yyy Piotra czy Marcina yyy to faktycznie może mieć jakieś znaczenie. Natomiast dla większości osób, które nas słuchają, yy raczej nie będzie to miało sensu nie z punktu widzenia inwestowania, tylko z takiego punktu widzenia, że te osoby mają inne, ważniejsze rzeczy do zrobienia. One powinny w jakiś sposób starać się zwiększyć swoje zarobki, uczyć się nowych rzeczy, a w wolnym czasie odpoczywać, żeby mieć siłę robić to dalej następnego dnia, a niekoniecznie siedzieć nad spółkami. I ja lubię zawsze odnosić się do swojej praktyki, a nie tylko mówić teoretycznie. Więc ja dokładnie to robię. To znaczy ja akurat nie mam żadnych spółek i praktycznie nigdy nie inwestowałem aktywnie. Inwestuję pasywnie w ETF-y yyy i myślę, że to jest lepsza droga yyy przynajmniej do pewnego poziomu majątku i wtedy się można zacząć zastanawiać, czy to ma dalej sens, czy powinniśmy iść wejść na wyższy poziom. >> No to Hubert, w takim razie brawo. >> A teraz jeszcze prościej to, co próbowałem powiedzieć. Jeśli macie 10 milionów na koncie, tak jak moi rozmówcy, no to wtedy można się zastanawiać, czy warto poświęcić czas, żeby mieć kilka procent stopy zwrotu więcej. Jeśli tak jak ja jeszcze nie macie, no to lepiej zastanowić się nad tym, co zrobić, żeby ten portfel zwiększyć, bo inwestowanie to nie jest magiczna sztuczka. I oczywiście doskonale wiedzą o tym także moi rozmówcy. Cymcyk regularnie grilluje portfele swoich widzów, którzy kombinują, jak pobić rynki mając 4000 zł na rachunku, a Iwuć regularnie mówi o tym, żeby zwiększać dochody. Obaj prowadzą też własne biznesy i sprzedają produkty lub usługi, a więc maksymalizują swój dochód aktywny, a nie żyją tylko z giełdy. I teraz powiem coś, co części z was może się nie spodobać. Nie ma w tym nic złego. Oczywiście pod warunkiem, że te produkty są wysokiej jakości, a marketing jest uczciwy i nie wprowadza nikogo w błąd, bo inwestowanie nie jest narzędziem do budowania majątku. Nigdy nie było i nigdy nie będzie. A jeżeli ktoś sprzedaje wam inną wizję, no to prawdopodobnie właśnie buduje swój majątek na was. Inwestowanie służy do pomnażania majątku, a to jest duża różnica. Ale część z was może pomyśleć sobie teraz tak: "No ale szanowny pan Kracy, mój ulubiony youtuberze finansowy, którego na pewno i bezwzględnie subskrybuję, dlaczego nie mogę jednocześnie mieć dużych stóp zwrotu i dopłacać ponadprzeciętnie dużo na konta inwestycyjne?" Teoretycznie nic nie stoi na przeszkodzie, ale praktycznie już całkiem sporo. Trzeba bowiem pamiętać, że nasze zasoby w postaci czasu i energii są ograniczone. Po prostu jeśli będziecie niesamowicie skupiać się na jednym i na drugim, to prawdopodobnie braknie wam dnia, a finał będzie taki, że i w jednym, i w drugim będziecie przeciętni. Nie będzie ani wysokich stóp zwrotu, ani wybitnej kariery. Będzie przeciętniactwo, które zwykle się nie opłaca. Nie znam na przykład nikogo, kto próbowałby zostać jednocześnie mistrzem świata w boksie i w balecie. Teoretycznie można byłoby to zrobić. Żadne prawa fizyki chyba tego nie zabraniają. Praktycznie jednak byłoby to po pierwsze bardzo niecodzienne, nie mówiąc o tym, że prawie na pewno nie do zrobienia. Oczywiście jest to skrajny przykład, ale skrajne przykłady czasem najlepiej obrazują pewne zjawiska i o ile możemy debatować o tym, czy w ogóle da się osiągnąć ponadprzeciętne stopy zwrotu w długim terminie, czyli w perspektywie kilku dekad, no to najprawdopodobniej obie strony konfliktu zgodzą się z tym, że nawet jeśli byłoby to możliwe, to na pewno byłoby trudne. Wymaga wiedzy, wymaga czasu i wysiłku. Tak samo jak bycie mistrzem w jakiejkolwiek innej dziedzinie. I okej, czasem ludzie szukają obejścia tego problemu i próbują mieć ponadprzeciętne wyniki inwestycyjne, nie wkładając w to dużo czasu i wysiłku. Po prostu kupują coś, co polecił im jakiś youtuber, no bo przecież to ma dać zarobić. Robienie takich rzeczy bez własnej analizy i zrozumienia, co kupujemy i dlaczego, to po prostu głupota. Okej, mogło to działać przez ostatnie lata, bo jesteśmy w trakcie historycznej hossy i wszystko rosło, ale niestety długoterminowo takie podejście nie zda egzaminu, a testem będą tutaj te gorsze okresy. Jak to mawiał Warren Buffett, dopiero gdy przychodzi odpływ, widać kto pływał nago.

Ale teraz praktycznie co należałoby z tego materiału wyciągnąć. Zobaczcie, moje inwestycje wzrosły na wartości o ćwierć miliona złotych w 3,5 roku, a ja nie zrobiłem praktycznie nic, żeby tak się stało. Nie analizowałem żadnych spółek, nie znałem żadnych sekretów, ani nie próbowałem przewidzieć przyszłości i inwestować w to, co da najlepiej zarobić, jak te złoto, spółki technologiczne czy Bitcoin ze wstępu. Zamiast tego przez ostatnie lata całą swoją uwagę i czas poświęcałem na rozwój swojej kariery zawodowej. Pracowałem fizycznie. Później byłem na czymś w rodzaju bezpłatnego stażu w branży, która mnie interesowała. Tam załapałem podstawy, żeby móc wystartować z własnym kanałem, a po dwóch latach zmienić branżę na pracę w agencji marketingowej zajmującej się YouTubem. Tam rozwijałem kolejne kompetencje i awansowałem. Dzięki temu bardzo szybko przeszedłem od pracy za najniższą krajową w nieruchomościach do 20 000 zł miesięcznie jeszcze na studiach. Potem zostałem wspólnikiem w firmie, w której pracowałem. A dodajmy do tego, że zanim się tam zatrudniłem, nie znałem się z jej właścicielem. Nasza relacja zaczęła się na stopie czysto zawodowej, więc nie chodzi tutaj o jakieś znajomości.

I ktoś może mi powiedzieć: "No super, jesteś takim specjalistą od inwestowania, a tak naprawdę to wrzuciłeś dużo pieniędzy na rynek i tyle. Nie każdy ma milion do zainwestowania." Tylko, że ja zaczynałem inwestując 200 zł miesięcznie i przechodziłem każdy etap w swojej karierze. Nikt mi nie dał tego miliona do zainwestowania. To jest wynik strategii, w której inwestowanie ma zajmować możliwie mało czasu przy akceptacji przeciętnej stopy zwrotu. Wysiłki są za to skierowane na podnoszenie kwalifikacji, uczenie się nowych rzeczy i zwiększanie zarobków. To właśnie cały system, który staram się przekazywać na tym kanale. I oczywiście nie ma gwarancji, że dojdziecie od zera do pierwszego miliona w 6 lat, tak jak ja. Byłbym wręcz zdziwiony, gdyby tak się stało. Może zajmie wam to 20 lat, może 10, ale może też zająć trzy albo dwa. I tak naprawdę to nie wiemy tego, dopóki nie spróbujemy. Na pewno droga każdego jest inna, a na tej drodze pojawią się zupełnie inne okazje i wyzwania.

No ale żeby skutecznie budować majątek, a w konsekwencji realizować swoje finansowe ambicje, trzeba przyjąć właściwą strategię bogacenia się i zwykle nie będzie to fiksowanie się na stopie zwrotu. To może mieć sens przy bardzo dużym portfelu inwestycyjnym albo jeśli po prostu lubimy to robić i interesujemy się inwestowaniem czy rynkami finansowymi. No ale dla większości osób zdywersyfikowany portfel składający się z różnych klas aktywów, o którym dosłownie możemy zapomnieć, bo jest tak bezobsługowy, to jednak lepsza opcja. I nawet ta kobieta z dzieckiem po pracy w Biedrze da radę kupić sobie jakieś obligacje skarbowe albo szeroki globalny ETF, bo to zajmuje dosłownie 5 minut miesięcznie. No a przez resztę czasu można skupić się na rozwijaniu swojej kariery zawodowej, albo jeśli nie czujemy takiej potrzeby, to po prostu na życiu.

A jeśli chcielibyście zobaczyć dokładnie, w jaki sposób sam wdrażałem te strategie w życie w takim szerszym ujęciu niż tylko samoinwestowanie, to w tym materiale opowiadam o swojej drodze, wyzwaniach i wnioskach. Zapraszam, bo oprócz wartościowych wskazówek przy okazji poznacie mnie też trochę lepiej. Do zobaczenia po drugiej stronie. M.