📱

Get Our Mobile App

Take your business learning on the go!

Download on the App StoreGet it on Google Play

FUKUYAMA MIAŁ RACJĘ! To, co wydarzy się na Ukrainie, przewróci cały świat

Jakub Nowak23:56

Transcription

Cztery ze [muzyka] słowami niedopuszczalne i poważne zaniepokojenie. Putin pewnie strasznie się przestraszył, ale jest ktoś, kto nie wydaje oświadczeń, kto nie uspokaja, kto mówi wprost i bez owijania w bawełnę to, czego inni boją się powiedzieć głośno. Francis Fukujuyama, profesor Stanfordu, myśliciel polityczny, którego słuchają prezydenci. I on mówi: "To co wydarzy się na Ukrainie przewróci cały świat. Nie Ukrainę, nie Europę, cały świat, wasz kraj, wasze miasto, waszą kieszeń, waszą rodziną. I podczas gdy opowiada się wam bajki o negocjacjach, dzieje się coś, o czym wszyscy milczą. Trump milczy, Zełęski milczy, Europa milczy. Dzisiaj my nie będziemy milczeć. Witajcie, jestem Jakub Nowak. Zasubskrybujcie od razu, bo tego odcinka nie każdy będzie chciał obejrzeć do końca. Niektórym zrobi się nieswojo. Zaczynam.

Zacznijmy od prostego pytania. Kiedy ostatnio słyszeliście, że wojna zaraz się skończy? Zgadza się. Wczoraj i przedwczoraj i miesiąc temu i rok temu. Bez emocji. No prawie bez emocji.

Fakt pierwszy. W 2026 Zełeński osobiście publicznie ogłasza: USA wyznaczyły deadline. Czerwiec 2026. Wojna ma się skończyć. Trump naciska na obie strony. Negocjacje trwają. Czerwiec nadszedł. Słyszycie jak wojna się kończy? Ja nie. Rozmowy w Abu Zabi się załamały. Rosja żąda Donbasu. Ukraina mówi: "Nigdy." USA proponują zrobić z Donbasu specjalną strefę ekonomiczną. Zełeński mówi: "Nie wiem jak to zrealizować." Putin milczy i dalej strzela. Genialna dyplomacja. Talejrand i Metternich mogą iść na emeryturę.

Fakt drugi. Były dwa w ciągu ostatnich dwóch miesięcy. Sprawdźmy, czym to było naprawdę. Kwiecień 2026, Rozejm Wielkanocny, 32 godziny. Obie strony oskarżają się nawzajem o łamanie. Podobnie wszystko wraca do normy. 32 godziny pokoju za 4 lata wojny. Hojnie. Maj 2026. Rozejm na dzień zwycięstwa. Trzy dni. Ogłosił go osobiście Trump uroczyście z fanfarami. Wymiana jeńców faktycznie się odbyła. To naprawdę dobra wiadomość, ale na froncie obie strony odnotowują naruszenia już kilka godzin po starcie. Trzy dni pokoju. Za to Trump pewnie liczy na pokojową nagrodę Nobla. Bądźmy szczerzy, bardzo na nią liczy.

Fakt trzeci. I tutaj naprawdę robi mi się nieswojo. 29 maja 2026, noc. Rosja odpala 232 drony i rakiety na Ukrainę w ciągu jednej nocy. Ukraina zestrzeliwuje 217. Brawo. Poważnie. To fenomenalna robota obrony powietrznej. Ale 15 dolatuje i jeden z nich trafia w Rumunię, kraj NATO, członka sojuszu od 2004. Uderza w blok mieszkalny w mieście Gałacz. Dwie osoby ranne, to już 28 przypadek. 28, gdy rosyjskie drony naruszają przestrzeń powietrzną kraju NATO. Na to zareagowało natychmiast. Sekretarz generalny Mark Rutte oświadczył, że zachowanie Rosji jest lekkomyślne. Rumunia wezwała rosyjskiego ambasadora, uznała jednego konsula za persona non grata, zamknęła konsulat w Konstancy, a Rosja dalej strzelała. Bo wiecie co zatrzymuje kogoś, kto strzela? Zgadza się. Ani jedno słowo.

Fakt czwarty, najciekawszy. Rosja zaproponowała Trumpowi tak zwany pakiet Dmitrijewa. To propozycja gospodarcza na trzymajcie się 12 bilionów dolarów. 12 bilionów. Wspólne projekty biznesowe. Energetyka, surowce, Arktyka, rynki. Mówiąc wprost, Rosja mówi Trumpowi: "Słuchaj, po co ci ta Ukraina z jej problemami? Zarabiajmy razem, po biznesowemu". I wiecie co najstraszniejsze? Trump słucha. Jego wysłannik Witko kilka razy leciał już do Moskwy i za każdym razem wracał stamtąd z bardzo pozytywnymi opiniami o Putinie. Bardzo pozytywnymi. Człowiek leci na rozmowy o wojnie, w której giną tysiące ludzi i wraca jakby był na wczasach. Ciekawa dyplomacja.

I tutaj Fukujuyama mówi rzecz najważniejszą. Kiedy interesy gospodarcze wchodzą do sali negocjacyjnej, zasady wychodzą tylnymi drzwiami, po cichu, bez ogłoszeń, bez pilnych wiadomości. Zdradzamy Ukrainę dla biznesu z Rosją. To nie działa w ten sposób. Działa inaczej. Najpierw szukajmy kompromisu. Potem trzeba uwzględnić interesy wszystkich stron. Potem kwestie terytorialne są skomplikowane. Potem cisza. A Ukraina zostaje sama. Twarzą w twarz z mapą, na której zamalowuje się coraz więcej terytorium.

I ostatnia rzecz w tym bloku. Ukraina tymczasem nie siedzi i nie czeka. W 2026 ukraińskie drony biją w głąb Rosji na odległość do 1800 km. To już nie jest zwykła obrona, to uderzenia strategiczne. Rosja w odpowiedzi systematycznie, celowo niszczy system energetyczny Ukrainy. Osiem obiektów w ośmiu regionach w ciągu jednej nocy. Elektrownie atomowe obniżają moc. Prąd, woda, ciepło. To nie jest operacja wojskowa. To próba złamania ludności cywilnej fizycznie, metodycznie. I na tym tle mówi się nam, że wojna zaraz się skończy. No jasne.

Co więc naprawdę mówi Fukujuyama? Co się realnie wydarzy i dlaczego dotyczy to każdego z nas? O tym w następnym bloku. Zostańcie ze mną.

Fukujuyama mówi rzecz, której wszyscy inni boją się powiedzieć głośno. Ukraina to nie konflikt regionalny, to egzamin dla całej zachodniej cywilizacji. I na razie ten egzamin oblewamy. Spójrzcie na liczby, prawdziwe liczby. Nie z rosyjskiej telewizji i nie z ukraińskich plakatów propagandowych. Rosja produkuje teraz więcej pocisków niż cały blok NATO razem wzięty. 3 miliony pocisków rocznie. NATO około półtora miliona. To nie opinia, to dane europejskiej Agencji Obrony za 2025 rok. Rosja przestawiła całą gospodarkę na tory wojenne. Przemysł zbrojeniowy pracuje na trzy zmiany. Czołgi wyjeżdżają z fabryk szybciej niż płoną na froncie. A Europa przez cały ten czas organizowała szczyty, przyjmowała deklaracje, obiecywała podniesienie wydatków obronnych do 2% PKB. Niektóre kraje doszły do tych 2% dopiero w 2024, 30 lat po obietnicy. Polska nawiasem mówiąc przekroczyła ten próg jeszcze przed tą dyskusją. Warto o tym pamiętać, kiedy ktoś znowu zacznie tłumaczyć, że to skomplikowane.

I Fukujuyama mówi: "Otóż to jest prawdziwy problem, nie Putin. Putin robi dokładnie to, co zawsze robił. Problem w tym, że zachód okazał się nieprzygotowany moralnie, przemysłowo, politycznie. Weźmy konkretny przykład. Niemcy, największa gospodarka Europy, po 2022 ogłosiły Zeitenwende, historyczny zwrot w polityce obronnej. Przeznaczyły 100 miliardów euro na armię, uroczyście z przemówieniami w Bundestagu. Wiecie ile niemieckich czołgów Leopard naprawdę dojechało na Ukrainę? Po dwóch latach rozmów 18 sztuk. 18 z kraju, który ma ich setki. Cała wende po niemiecku. Historyczny zwrot. W praktyce historyczne rozmowy o tym, kiedy w ogóle zacząć skręcać. Albo weźmy Francję. Macron w pewnym momencie powiedział: "Nie wykluczamy wysłania wojsk na Ukrainę". Powiedział to głośno, na cały świat. Tydzień później połowa jego sojuszników z NATO publicznie się od tego odcięła. Niemcy powiedziały nie. Wielka Brytania powiedziała nie, USA powiedziały nie. Macron został z tym zdaniem sam jak solenizant, któremu zapomnieli kupić tort.

I Fukujuyama patrzy na to wszystko i mówi: "Problem nie leży w pomocy wojskowej. Problem jest głębszy. Zachód rozuczył się myśleć strategicznie, myśleć w perspektywie 10 lat. Politycy myślą do najbliższych wyborów. Biznes myśli do następnego kwartału, a Putin myśli w dekadach. Czekał 20 lat, metodycznie odbudowywał armię. Testował zachód w Gruzji w 2008. Brak reakcji. Testował na Krymie w 2014. Sankt, ale Krym został jego. A w 2022 postawił na to, że znowu ujdzie mu to na sucho. I wiecie co? Częściowo trafił. Krym do dziś jest jego.

Zobaczmy teraz co się dzieje naprawdę tu i teraz na Ziemi. Nie w salach negocjacyjnych, na Ziemi. Ukraina w 2026 wystrzeliła drony, które biją 1800 km w głąb Rosji. To już ataki na rafinerie w Tatarstanie, na obiekty wojskowe pod Moskwą. To wojna strategiczna, nie obrona, wojna. Z drugiej strony Rosja planowo niszczy system energetyczny Ukrainy. To nie są przypadkowe uderzenia. Mają mapę. Działają według niej systemowo stacje transformatorowe, moce wytwórcze, sieci dystrybucyjne. Cel jest jeden. Do następnej zimy Ukraina ma zostać całkowicie bez prądu i ciepła. I to działa. Według danych Ukrenergo system energetyczny kraju jest odbudowany w około 60% w stosunku do stanu sprzed wojny. 40% mocy jest zniszczonych albo uszkodzonych. To katastrofa dla przemysłu, dla szpitali, dla zwykłych ludzi. Ale Europa tej zimy będzie się grzać bez problemu, bo LNG z USA, bo Norwegia, bo jakoś to będzie. [parsknięcie] Najważniejsze, żeby ceny gazu nie wzrosły przed wyborami.

Teraz o tym, o czym w ogóle nikt nie mówi. Demografia. Ukraina przed wojną 44 miliony ludzi. Teraz według różnych szacunków od 28 do 32 milionów. 6 milionów uchodźców w Europie, miliony na terenach okupowanych, straty na froncie, wewnętrzni przesiedleńcy. To nie są tylko liczby. To oznacza, że nawet jeśli wojna skończy się jutro, Ukraina będzie się odbudowywać dekadami. Nie ma rąk do pracy. Młodzież jest za granicą, infrastruktura zniszczona. Dług wobec zachodnich wierzycieli rośnie z każdym miesiącem.

Fukujuyama mówi: "Właśnie dlatego szybki pokój na rosyjskich warunkach jest dla Ukrainy gorszy niż kontynuacja wojny, bo zamrożony konflikt z Rosją tuż przy granicy oznacza: Żadne inwestycje nie przyjdą, żadna odbudowa się nie zacznie. Kraj będzie powoli umierał gospodarczo, podczas gdy Rosja przygotowuje się do kolejnego uderzenia. Spójrzcie na Gruzję! Rok 2008. Rosja zajęła 20% terytorium. Ogłosiła niepodległość Osetii Południowej i Abchazji. Pokój podpisano szybko. Sarkozy latał, negocjował. Wszyscy odetchnęli. Minęło 17 lat. Terytoria wciąż są rosyjskie. Gruzja do dziś nie jest w NATO. Do dziś nie jest w UE. Zamrożony konflikt to niepokój. To powolna pętla na szyi. Tego właśnie boi się Fukujuyama dla Ukrainy i dlatego mówi: "Warunki pokoju są ważniejsze niż sam fakt jego zawarcia".

A teraz o Chinach, bo bez Chin obraz nie jest pełny. Podczas gdy wszyscy patrzą na Ukrainę, Xi Jinping patrzy na Tajwan i wyciąga wnioski.

Wniosek pierwszy. Zachodnie sankcje nie zabiły rosyjskiej gospodarki. Zabolały. Tak. Zabiły. Nie. PKB Rosji w 2024 wzrósł o 3,6%. Więcej niż Niemcy, więcej niż Francja. Bo Chiny kupują ropę, Indie kupują ropę. Iran pomaga dronami. Korea Północna dostarcza pociski i żołnierzy. Sankcje działają przeciwko małym krajom, które nie mają przyjaciół. Przeciwko krajowi z bronią jądrową, który ma pół świata w sojusznikach. Działają gorzej.

Wniosek drugi, który wyciągnęły Chiny. Zachodnia broń nie jest aż tak straszna, jak się wydawało. Dano Ukrainie F16, pomogło częściowo, zmieniło przebieg wojny. Nie dano haubicy. Rosja się dostosowała. Dano Abramsy. Płoną mimo standardów NATO. Dobrze, ale za mało przeciwko krajowi, który po prostu zalewa wszystko pociskami i ludźmi.

Fukujuyama mówi: "Chiny przestudiowały tę wojnę jak podręcznik". Zrozumiały, gdzie są realne ograniczenia Zachodu. Zrozumiały, że szantaż jądrowy działa. Zrozumiały, że skrzyknąć koalicją przeciwko nim jest trudniej niż się wydaje, bo globalne południe nie chce walczyć za zachodnie interesy. A jeśli chodzi o Tajwan, a to pytanie kiedy, nie czy zdaniem większości analityków, świat zmierzy się z kryzysem dziesiątki razy większym niż ukraiński, bo Tajwan produkuje 90% najbardziej zaawansowanych chipów na świecie. Bez nich zatrzymuje się wszystko, dosłownie wszystko. Wasz telefon, wasz samochód, sprzęt szpitalny, technika wojskowa. Wtedy porozmawiamy sobie o sankcjach i oświadczeniach o niedopuszczalności.

I ostatnia rzecz, którą mówi Fukujuyama, najbardziej niewygodna. Wszędzie totalnie w Afryce dominują rosyjskie narracje. W Ameryce Łacińskiej nastroje antyzachodnie są na maksimum. W Azji większość krajów jest oficjalnie neutralna, ale nieoficjalnie nie sympatyzuje z Zachodem. Bo Zachód przez ostatnie 30 lat robił jedno. Mówił wszystkim jak żyć: demokracja, prawa człowieka, wolny rynek. A sam jednocześnie wspierał dyktatorów, kiedy było to wygodne. Bombardował kraje w imię demokracji, tworzył chaos w Iraku, Libii, Syrii i wychodził. A teraz Rosja po prostu wytyka to palcem i mówi: "Oto wasza demokracja". Hipokryzja w pięknych słowach i wielu na świecie kiwa głową.

Fukujuyama mówi: "To jest kryzys egzystencjalny idei zachodniej, nie militarny, ideologiczny, a Ukraina to front tego kryzysu. Jeśli idea przetrwa, dostanie drugi oddech. Mały kraj oparł się imperium własnymi rękami, kosztom ogromnych ofiar, ale się oparł. Jeśli nie, historia wyciągnie bardzo niewygodny wniosek. Autokracje wygrywają, są cierpliwsze, są twardsze. Są gotowe zapłacić każdą cenę, a demokracje nie. To właśnie jest stawką na Ukrainie. Zdaniem człowieka, który całe życie bada jak zbudowany jest świat. Nie terytoria, nie gazociągi, nie czyjeś interesy geopolityczne. Pytanie o to, jaki świat zostawimy naszym dzieciom. I to pytanie rozstrzyga się właśnie teraz.

Dobra, podsumujmy. Rozumiem, że po tym wszystkim chce się wyłączyć telefon, nalać czegoś mocniejszego i udawać, że tego nie ma. Sam bym tak zrobił, ale nie da się, bo spójrzcie, co mamy faktycznie teraz w czerwcu 2026. Deadline Trumpa przepadł po cichu, bez żadnych ogłoszeń. Po prostu przyszedł czerwiec i nic. Wojna trwa, drony latają. Negocjacje utknęły w martwym punkcie, bo Rosja chce Donbasu, a Ukraina mówi nigdy i obie strony mają rację ze swojego punktu widzenia. Na tym właśnie polega cały dramat tej sytuacji. Witko lata do Moskwy, wraca zadowolony. Putin tymczasem stawia nowe warunki. Trump publikuje wpisy. Zełenski lata po Europie. Europa organizuje szczyty, Rosja produkuje pociski taśmowo i przez cały ten czas słyszymy: "Pokój jest blisko, dogadają się, zaraz się skończy".

Fukujuyama mówi coś innego i po tym wszystkim, co dziś omówiliśmy, zgadzam się z nim całkowicie. Ta wojna nie skończy się szybko. Nie dlatego, że ktoś jest zły, a ktoś dobry, tylko dlatego, że każda strona ma powody, żeby się nie zatrzymywać. Rosja nie może odejść z tym, co ma. To koniec Putina we własnym kraju. Ukraina nie może zgodzić się na oddanie terytoriów. To koniec ukraińskiej państwowości jako idei. USA nie mogą po prostu porzucić Ukrainy. To koniec amerykańskiego autorytetu na świecie. Europa nie może pozwolić Rosji wygrać, bo następna w kolejce będzie ona. Wszyscy siedzą w pułapce. Ładnie, symetrycznie i absolutnie bez wyjścia. Ale ważne jest, żeby to zrozumieć. Impas to nie koniec. Impas to moment, w którym coś musi pęknąć. Albo czyjaś gospodarka, albo czyjaś armia, albo czyjaś wola polityczna.

I tu Fukujuyama stawia zakład. Mówi: "Rosja załamie się pierwsza, nie jutro, nie za rok, ale się załamie". Spójrzcie na liczby. Inflacja w Rosji według oficjalnych danych 9%, według realnych znacznie wyższa. Stopa referencyjna banku centralnego 21%. 21 to oznacza, że biznes nie może brać kredytów. Budowy stoją, mały biznes umiera. Pieniądze ma tylko państwo i ci, którzy obsługują wojnę. Ale Rosja jest duża, cierpliwa i ma ropę. Dopóki Chiny i Indie ją kupują, maszyna działa ze zgrzytami, z przerwami, ale działa. Dlatego Fukujuyama mówi: "Szybkiego końca nie będzie". Ta wojna wchodzi w fazę, w której wygrywa ten, kto dłużej wytrzyma. Nie ten, kto mądrzejszy, nie ten, kto silniejszy. Ten, kto dłużej wytrzyma ból.

Czy zachód wytrzyma politycznie? Nie militarnie. Politycznie. Bo w USA za dwa lata wybory. W Niemczech nowy rząd z trudem dogaduje się sam ze sobą. We Francji Macron to polityczny trup chodzący. W Wielkiej Brytanii Labourzyści, którzy przyszli z obietnicami reform wewnętrznych, a nie wojny na Ukrainie. A na tym wszystkim zmęczenie, prawdziwe zmęczenie społeczeństw wojną, która trwa już czwarty rok i której końca nie widać. Socjologowie odnotowują to we wszystkich krajach zachodnich. Poparcie dla pomocy Ukrainie spada. Powoli, ale spada. Putin o tym wie i po prostu czeka. To jego główna strategia. Przeczekać zachodnią wolę polityczną. Jest w tym zawodowcem 25 lat praktyki.

A teraz najważniejsza rzecz, którą Fukujuyama mówi na koniec. Mówi: "Żyjemy w chwili, którą za 50 lat będą analizować w podręcznikach historii. Nie jako ciekawy konflikt regionalny, tylko jako moment, w którym światowy porządek albo się obronił, albo zaczął się rozpadać, bo właśnie teraz równolegle do Ukrainy USA i Izrael uderzyły w Iran w lutym 2026. Iran odpowiedział: "Bliski Wschód płonie. Chiny naciskają na Tajwan. Korea Północna wysłała żołnierzy walczyć w Europie. Pomyślcie o tym fakcie. Północnokoreańscy żołnierze walczą w Europie w 2026 roku. Historia się skończyła. Mówił Fukujuyama w 1992 roku. Nie tylko się nie skończyła. Rozpędziła się do takiej prędkości, że ledwo nadążamy. Kilka kryzysów naraz, kilka frontów naraz. Jeden zbiorowy zachód. który musi na to wszystko reagować jednocześnie z deficytami budżetowymi, z wewnętrzną polaryzacją, z populistami zdobywającymi punkty na każdej porażce. To nie jest koniec, ale to najpoważniejszy egzamin dla demokracji liberalnej od 80 lat, poważniejszy niż zimna wojna, bo wtedy zagrożenie było zewnętrzne i zrozumiałe. Teraz zagrożenie jest i z zewnątrz, i od wewnątrz. Jednocześnie z zewnątrz Rosja, Chiny, Iran, Korea Północna, wszyscy razem, nie przypadkiem razem, celowo koordynują się, uczą się od siebie nawzajem, testują zachód na różnych frontach jednocześnie. Od wewnątrz populizm, polaryzacja, brak zaufania do instytucji, teorie spiskowe, zmęczenie ekspertami i elitami, które przez 30 lat obiecywały złoty wiek globalizacji, a wyszło to, co wyszło. I na przecięciu tego wszystkiego Ukraina, mały kraj, który stał się wielkim symbolem. Za czy przeciw? Nieważne. Ważne, że od tego, co się tam wydarzy zależy bardzo wiele dla bardzo wielu ludzi na całym świecie. Mówi się wam, to daleko, to nie wasza wojna, to cudze problemy. Ceny żywności wzrosły wszędzie po 2022, bo Ukraina i Rosja to najwięksi eksporterzy zboża na świecie. Kryzys energetyczny w Europie w 2022 i 23 uderzył we wszystkich. Kryzys migracyjny, który zmienił politykę dziesiątek krajów, częściowo stamtąd. To już jest wasze życie. Już teraz, bez żadnych metafor.

Fukujuyama na koniec mówi jedno zdanie, które zapamiętałem. Mówi: "Historia się nie kończy. Czasem po prostu robi sobie przerwę, żeby nabrać rozpędu. Przerwa się skończyła. A to co będzie dalej zależy między innymi od tego, czy rozumiemy co się dzieje, czy udajemy, że to wszystko jest daleko i nas nie dotyczy. Mam nadzieję, że rozumiemy i mam nadzieję, że wy też. Z wami był Jakub Nowak. Dziękuję, że obejrzeliście do końca. To znaczy, że nie jest wam wszystko jedno. Zasubskrybujcie, jeśli jeszcze nie.