📱

Get Our Mobile App

Take your business learning on the go!

Download on the App StoreGet it on Google Play

TAJSKA AFERA NIERUCHOMOŚCI WYJAŚNIAM CZY TO SCAM I CZY PIOTR PAJĄK TO OSZUST?

Mr BOLEC16:11

Transcription

Witajcie. Miałem ten film nagrać wcześniej, ale dobrze poczekałem, więc będę bardziej obiektywny, bo jest kilka kropek do połączenia. Mianowicie, dlaczego ta głównoburza i dezinformacja o nieruchomościach w Tajlandii się rozpętała i kto jest za to prawdopodobnie odpowiedzialny.

Zacznijmy od wyjaśnienia faktów, które są mataczone trochę przez sprzedających, jak również przez napędzających te gówno burze, żeby wprowadzić dezinformacje i zniechęcić do inwestycji w Tajlandii, bo nic skutecznie nie działa jak panika i sianie dezinformacji. A więc ustalmy fakty. Czy można kupić mieszkanie w Tajlandii i na jakich zasadach? Bo w tych Youtubowych wysrywach, internetowych ekspertów są kłamstwa lub innymi słowy próba zamataczenia faktów, ponieważ jak robi ktoś taki film, może zrobić research w ciągu kilku minut i sprawdzić wiarygodne dane, ale uwierzcie mi, nieoprawdę tutaj jest gra.

A więc pierwsze i najważniejsze, można kupić mieszkanie na własność w Tajlandii. Jest podział w budynku. 51% mieszkań dla Tajów i 49% mieszkań dla obcokrajowców. Z tej puli 49% nie jesteś współwłaścicielem, jesteś 100% właścicielem. Reszta, czyli 51% z tych mieszkań, które zostają, jeżeli deweloper nie sprzeda, można kupić na firmę, czyli tak zwaną spółkę, ponieważ 51% udziału w każdej firmie zakładanej na obcokrajowca posiada Taj i nie musi to być jakiś słup z dupy. Może to być twój tajski kolega, twoja dziewczyna czy po prostu partner biznesowy z Tajlandii.

Wszystkich, którzy od razu widzą w tym plajcie, uspokajam, ponieważ przy tak zakładanej spółce tajski wspólnik od razu podpisuje in blanco, że zrzeka się wszelkich praw do spółki. Wówczas, kiedy pojawia się jakikolwiek problem z tą osobą, na wspólnika bierzecie kogoś innego. Wspomniany wcześniej pierwszy wspólnik nie będzie miał interesu, żeby cokolwiek donosić czy mataczyć, bo z oczywistych względów zaszkodziłby sam sobie. Te wszystkie afery spółek na tak zwanego słupa, które są teraz masowo w Tajlandii zamykane, wynikają z tego, że zazwyczaj Rosjanie prowadzili agencje, które otwierały takie spółki na masową skalę i jakiś jeden podstawiony, prawdopodobnie bezdomny, który za 100 dolców złożył kilkaset podpisów in blanco na otwarcie takich spółek. I mówiąc delikatnie, wygląda to niewiarygodnie, ale trwało to latami, nikomu to nie przeszkadzało, więc wiadomo, że ta afera rozkręciła się na donosicielstwie.

Na start taki krótki kickout. Bednarski Tomasz nagrał ni stąd ni zowąd film o Tajlandii. Rozegrał to delikatnie, ale przekaz jest jednostajny. Pozwólcie, że pokażę wam, jak skomentowałem ten film i co mi na to odpowiedział. Dlaczego wprowadzasz tych biednych Polaków w błąd? Nie można kupić nieruchomości na siebie. Ja mam dwie na siebie. 18 minut bicia piany. Na co pan Bednarski odpowiedział mi: "Tak. A na ile lat twoje? Czy może w użytkowaniu wieczystym? Na określoną ilość lat. Lub na jakiś fundusz, fundację albo spółkę. Pozdrawiam." Pan Bednarski usilnie próbuje w tym komentarzu przekonać swoich widzów, że mieszkania w Tajlandii nie można mieć na siebie jako 100% własność, a wystarczyłoby zrobić minutowy research, żeby to sprawdzić. A skoro wciąż tego nie wie, to kto mu robił research do tego filmu? Więc zakładam, że to ukartowana i zorganizowana akcja zniechęcania do kupowania nieruchomości w Tajlandii. W dalszej części filmu połączę kropki. Kto za tym stoi?

>> Tajlandia dla jednych skam, dla innych piękna iluzja, która działa tylko na wakacjach. W mediach społecznościowych oczywiście wszystko jest proste. Rzucasz pracę w Europie, pakujesz walizkę i zaczynasz nowe życie w Azji. >>

Co na to odpowiedziałem? Nie będę czytał, możecie zastopować i przeczytać sami. Użytkownik YouTube Artur Matkowski 5121 również odpowiedział panu Bednarskiemu. Panie Tomaszu, rzeczywiście materiał wprowadza w błąd. Jeżeli chodzi o kupno ziemi, tak, nie da się jej kupić. Jest dostępna dla obywateli Tajlandii. Dom można mieć na własność. Jednak ziemia, na której stoi, jest wynajmowana na okres 30 lat z możliwością przedłużenia. Jednak jeśli chodzi o kondominium, czyli mieszkanie, w 100% można być właścicielem nieruchomości. Takie mieszkanie można kupić jako freehold, czyli pełna własność, lub leasehold, czyli dzierżawa. Jest wiele niedociągnięć w tym odcinku, mimo że pomysł na odcinek ciekawy. Pozdrawiam.

Pojawiły się też inne komentarze, takie jak "własność jakim cudem" lub "nie breć". Więc sami widzicie, takie filmy internetowych ekspertów wprowadzają biednych Polaków w błąd. Kolejny Youtubowy ekspercki wysryw już nie był tak subtelny jak pana Bednarskiego. Mianowicie autor tego filmu powiela tę samą dezinformację, że nie można być 100% właścicielem mieszkań w Tajlandii. Grubo mataczy, jak również mówi o oszustwach, że można kupić mieszkanie, które nie sprzedaje właściciel lub też jest obciążone. Nie ma takiej możliwości, ponieważ adwokat, który prowadzi transfer nieruchomości, jest zobligowany, żeby sprawdzić urzędowo, czy sprzedający jest właścicielem i czy mieszkanie lub też inna nieruchomość nie jest obciążona. Jest to na dokumentach zaświadczających zakup danej nieruchomości. Inaczej w Tajlandii to nie jest możliwe i nie może się odbyć. Więc autor filmu kłamie z premedytacją, jak również wspomina o nieruchomościach w mieście Pattaya, gdzie mija się z prawdą.

>> Kondo freehold. Kupujesz mieszkanie w budynku wielorodzinnym na pełną własność, ale jest haczyk. Udział obcokrajowców w całym budynku nie może przekroczyć 49% powierzchni. Jak ta pula się zapełni, zostaniesz z niczym. Sfałszowane tytuły Chanote to osobna plaga. Oszuści podrabiają dokumenty, sprzedają tę samą nieruchomość kilku osobom. Waterfront Suits w Pattaya. Luksusowe Kondo, które stoi porzucone od ponad sześciu lat. >>

Jestem tu od 12 lat i ten budynek stał, zanim tu przyjechałem. I co najważniejsze, próbuje naganiać na nieruchomości w Wietnamie, ponieważ jego zdaniem tam koniunktura jest lepsza i ogólnie ogólnie warunki są bezkonkurencyjne do Tajlandii.

>> A teraz porównajmy to z sytuacją w Wietnamie. Tutaj cudzoziemiec też nie kupi ziemi, ale może nabyć mieszkanie na zasadzie leasehold na 50 lat z opcją odnowienia. Limit: 30% lokali w budynku lub 250 domów w danym rejonie. Zamiast Chanote dostajecie Pinkbook, wietnamski odpowiednik tytułu własności. Na papierze wygląda czyściej niż tajski system. >>

Intensywnie obserwuję to, co w Polsce się dzieje, bo też też inwestuje w Polsce. Yyy, w tej chwili mamy spowolnienie y na rynku nieruchomości w Polsce. A w Wietnamie się okazuje, że te ostatnie lata od 2021 do 2025 roku to w Wietnamie nieruchomości szły w górę idealnie jak w Polsce, tak? Czyli równolegle cały czas był bardzo, bardzo intensywny wzrost cen nieruchomości. Najciekawsze jest to, że w przeciągu ostatnich 20 lat mieliśmy ten sam trend rozwojowy. Tutaj jednak prawo jest bardziej liberalne w tym w tym kierunku i zakupując nieruchomości, nie musimy składać deklaracji, skąd posiadaliśmy dochody.

Pozwólcie, że coś wam wyjaśnię. Byłem kilka razy w Wietnamie, co najmniej dwa razy w Ho Chi Minh City, czyli Sajgonie. I tak jak jesteś tam przyjmowany na lotnisku, to takiego chamstwa nie widziałem nigdzie na świecie. Tonacja pytań jest sformułowana w ten sposób, że po co tu przyjechał, zawracaj, wypierdalaj. Chociaż my Polacy mamy tam fory. Każdy w Wietnamie słyszał o Polsce, mimo że o geografii niewiele wiedzą, ze względu na to, że mamy dużą wietnamską mniejszość społecznościową w Polsce. Do tego miałem styczność z tamtejszą policją, ponieważ został skradziony mi telefon, dosłownie wyrwany z ręki na środku ulicy i motocyklista odjechał. To nic nadzwyczajnego w Wietnamie. Kontakt z policją był taki jak z trzeciego świata. Chcieli łapówkę, żeby podjąć jakiekolwiek kroki, więc wyobraź sobie, że będziesz robił tam interesy i będą jakieś problemy urzędowe. Czarno to widzę, żeby dopiąć swego. Pamiętajcie również, że Wietnamczycy masowo przybywali na początku lat 90 do Polski handlować różnymi dobrami z Azji, na stadionie Dziesięciolecia i innych targowiskach i porodziły się z tego naprawdę potężne fortuny. Myślę, że w tych czasach Harrington ze znanego serialu byłby cienkim bolkiem w porównaniu do niektórych Wietnamczyków z Polski. Jeszcze wspomnę, że nie mam nic do tej nacji przebywającej w Polsce, ponieważ są wyjątkowo pokorni. Z badań również wynika, że nie pobierają żadnych zasiłków. To wręcz nieprawdopodobne.

Sprawa dotyczy jedynie afery z tajskimi nieruchomościami i podrzegania w tych samych filmach, że w Wietnamie jest lepiej i kropki łączą się same. I tu właśnie dochodzimy do sedna sprawy, ponieważ jeszcze w kilku filmach na ten temat złych nieruchomości w Tajlandii były wątki Wietnamu, że tamto jest wszystko o wiele lepiej, opłacalne. Na początku myślałem, że to zorganizowana akcja polskich deweloperów. Być może poniekąd tak jest, bo skoro sporo polskiego kapitału na nieruchomości wypływa z kraju, to czemu by nie podjąć takiej akcji? Ale po ostatniej zmasowanej nagonce dezinformacji z premedytacją na nieruchomości w Tajlandii na polskim YouTube, przyjrzałam się temu dogłębniej i domyślam się, że za tą zmasowaną akcją stoi grupa deweloperska polskojęzycznych Wietnamczyków, bo czemu by nie spić śmietanki, skoro tyle polskiego kapitału wypływa chętnie do Tajlandii, a klimat podobny, ludzie podobni i niedaleko Tajlandii. Wiele to nie zmienia dla potencjalnych zainteresowanych zakupem nieruchomością w tej części świata. Więc wystarczy zrobić zły PR dla Tajlandii za kilka polskich cebulionów za pomocą nieudacznych polskich youtuberów, którzy uchodzą za ekspertów w każdej tematyce. Tak zwany marketing szeptany podporgowy. Jak to niedawno powiedział Klapsudra, jeden z komentatorów rzeczywistości na polskim YouTube. Powiedz temu zainteresowanemu reklamą, że dramka lepiej się sprzeda. Będzie więcej wyświetleń i popatrzcie na tę hipokryzję. Wywalasz takie mu w twarz, że sieje dezinformacje, że kłamie, a on i tak za kilka polskich cebulionów idzie w to, bo już wie, że nie ma wyjścia. Takie to właśnie są wasze źródła informacji na YouTube.

Mieszkam od 12 lat w Tajlandii. Jestem w tym temacie i osobiście nie preferuję kupowania dziury w ziemi. Mimo że budujący budynek deweloper proponuje niższą cenę z wiadomych względów, ponieważ waszymi pieniędzmi lewaruje koszt budowy. Le ze względu bezpieczeństwa nie polecam takich inwestycji, ponieważ może się zdarzyć, że kilka takich projektów budowlanych nie dobiegnie końca z wielu względów: bankructwo, stosunki prawne właściciela i firmy deweloperskiej lub też w niektórych przypadkach specjalne zagrywki urzędników i stosowanych pozwoleń, które są napiętnowane przez konkurencję i wtedy pojawiają się problemy ze sfinalizowaniem budowy. Osobiście też preferuję zakup mieszkań na własność. Jeżeli ktoś chciałby mieć dom, musi się liczyć z tym, że grunt pod tym domem jest wynajęty na 30 lat. Lub też można kupić go na spółkę założoną wcześniej stajem, o czym wcześniej wspominałem i będziecie właścicielem dopóki będziecie prowadzić tę spółkę. Oczywiście trzeba zrobić to z głową, o czym również mówiłem wcześniej. I dom wiąże się również z dodatkowymi kosztami. Jak powszechnie wiadomo, przy domu zawsze jest co robić. Jako ciekawostkę jeszcze dodam, że wszystkie działalności prowadzone w Tajlandii typu bar, restauracja i tak dalej przez obcokrajowców są prowadzone na tych samych zasadach jak zakup nieruchomości, ale zakupione mieszkanie na 100% własności daje spokój ducha. I pamiętajcie, że najem krótkoterminowy jest nielegalny w Tajlandii, czyli minimum miesiąc najmu, jeżeli ktoś kupuje pod inwestycje i liczy na szybki zwrot. Moim zdaniem na tajskim rynku najlepiej wynajmować na kontrakt roczny, ponieważ między półrocznymi lub trzymiesięcznymi jest to około 110 zł różnicy miesięcznie. Odchodzą wam koszty związane z ewentualnymi przestojami i marżami za maklera nieruchomości.

Przedstawione tu cyfry pochodzą z rynku w mieście Pattaya. Nie tylko, moim zdaniem to najlepsze miejsce do zakupu nieruchomości dla siebie lub też pod inwestycje, ponieważ ceny są naprawdę niskie, a stopa zwrotu całkowicie normalna, ale lepsza jak w Polsce. Na długi kontrakt średnio cena wynajmu za kawalerkę 30 m kw to 300 € miesięcznie, więc mamy 3600 € rocznie z uwzględnieniem kosztów i przestojów. Stopa zwrotu to około 10% rocznie. Za metr kwadratowy mieszkania na 100% własności w Pattaya zapłacicie około 1000 €. I rozmawiamy tu o 200-300 m od plaży. Oczywiście standard kondominium bardzo się różni od standardu w Polsce, to znaczy jest o wiele wyższy. Są darmowe miejsca parkingowe, piękny ogród, basen, siłownia. Po szczegóły zapraszam do kontaktu, link w opisie. Na przykład na Phuket oczywiście ceny są inne. Ogólnie wyspy są droższe, ale Phuket ma takie ceny jak na zachodzie. Poczynając od nieruchomości po cenach za usługi czy ceny masażu oraz ceny życia nocnego, to od trzech do czterech razy drożej niż w kontynentalnej Tajlandii. I trzeba przyznać, że pogoda na południu Tajlandii nie dopisuje przez większość roku. Leje deszcz, czego nie doświadczysz w Pattaya. Tu w tak zwanym okresie deszczowym co najwyżej może być czasem pochmurne niebo i spaść deszcz przez godzinę. Ale z informacji kolegów, którzy mieszkali na Phuket, tam w porze deszczowej non stop pada, więc dlatego Pattaya jest oblegana turystycznie przez cały rok. Oczywiście w najwyższym sezonie są tu tłumy nieporównywalne z jakimkolwiek turystycznym miejscem w Tajlandii.

Ogólnie dla osób myślących, myślę, że temat jest już jasny. Zawsze można sobie wygooglować czy zapytać sztuczną inteligencję o szczegóły, żeby się upewnić. I myślę, że osoby myślące wiedzą, że takie nagonkowe akcje nie rodzą się same. Potrzebują budżetu, żeby je rozkręcić, a później gawiedź też się dołączy i idą z widłami i pochodniami wykrzykując hasła w komentarzach pod tymi filmikami. Chociaż myślę, że komentarze też są zasilane przez farmy trolli. Zmasowana sprzedaż tak zwanych naganiaczy z Phuket trwa od kilku lat i to nie jest temat nośny, aż tu nagle wybucha gówno burza. Od szczeniaków po dorosłych ludzi publikujących na internecie. Połączcie kropki. Myślę, że mam mądrych widzów. A Piotr Pająk trochę przez to, że ma obecnie zły PR i trochę przez to, że ma największe zasięgi, stał się kozłem ofiarnym tej nagonki i prania mózgu w Polsce. Znam go osobiście, ale nie mam żadnych zażyłych kontaktów. Jestem pewien, że nie zaryzykowałby kariery youtubowej, żeby kogoś oszukać. Zresztą jest to w Tajlandii praktycznie niemożliwe. Przy zakupie wszystko musi być czarno na białym. Ręczy za to adwokat, który przybija pod tym stempel. Ewentualnie były nie do mówienia we wcześniejszych materiałach reklamowych, że grunt pod domem jest wynajmowany na 30 lat. Jak z tego wynika, będzie dom kupiony na własne nazwisko, ale myślę, że każda osoba, która rozważa taką inwestycję, przeprowadzi własny research i dopyta o to osobiście, zanim kupi nieruchomość.

W przyszłym odcinku zaprezentuję wam mieszkania do kupna na własność w mieście Pattaya 300 m od plaży już od 85 000 zł i jak nie dać się załadować tutejszym pośrednikom nieruchomości, bo marże mają czasem z kosmosu i żerują na nieświadomości świeżo przybyłych tu ludzi, którzy chcą coś kupić. Więc jeżeli nie chcesz przegapić, subskrybuj mój kanał z dzwonkiem, ze wszystkimi powiadomieniami i widzimy się za chwilę. A partnerami dzisiejszego odcinka byli Andrzej Andrew oraz Karol Biedrzycki. Dziękuję bardzo.

[muzyka] Trzymaj się ciepło, twardzielu. Cześć.

[muzyka] [muzyka]