Transcription
Transformacja siebie jako odrodzenie, właściwie jako stałe odradzanie się na nowo. Witam was, kochani, bardzo, bardzo serdecznie w naszym cotygodniowym Live i bardzo cieszę się na nasze spotkanie, mimo że u mnie weekend był akurat bardzo intensywny. Ciekawa jestem, jak wam minął weekend? Ciekawa jestem, co u was słychać? Podzielcie się w komentarzu. Jak długo jesteście już ze mną tutaj? Podzielcie się oczywiście, jak wasz weekend, skąd przychodzicie? Ja nazywam się Asia Bobel i mieszkam w okolicach Holandii, znaczy w Holandii, w okolicach Amsterdamu. Jestem ciekawa, skąd wy tutaj przychodzicie. W Holandii już jest całkiem słonecznie, chociaż jeszcze nadal zimno, ale widać już ewidentnie nadchodzącą wiosnę. Niedługo zacznie się tutaj wykwit kwiatów tulipanów, więc, więc naprawdę będzie za chwileczkę przepięknie w Holandii. Z jakiej części świata wy pochodzicie? Dajcie znać. Tak, u mnie to jest ewidentnie urodzinowy weekend, weekend spotkań, weekend zaskoczeń i tak Live jeszcze też urodzinowy.
Bo pomyślałam sobie, że w urodziny, prawdopodobnie z okazji urodzin w innych latach też mogłam o tym mówić, ale pomyślałam sobie: co można powiedzieć o urodzinach? O tym, że wielu z nas ma takie poczucie, że czasu nie cofnę, młodszy nie będę. Niekoniecznie zawsze cieszymy się z nadchodzących urodzin, bo mamy wrażenie, że życie nam gdzieś przecieka między palcami. Mamy wrażenie, że nie możemy cofnąć czasu, który mamy. Mamy do siebie żal, że nie przeżyliśmy życia po naszemu. Mamy takie poczucie utraty życia, szczęścia, uczucie, że w tym wieku to już nikt mi, nikt mnie już nie będzie chciał, jestem jakiś bezużyteczny, nikomu już niepotrzebny. A ja przychodzę, żeby powiedzieć, że o ile nie mamy zbytnio wpływu na to, kiedy kończymy swoje lata życiowe, ludzkie, bo, bo mamy te urodziny, to jednak mamy wpływ na to, że możemy każdego dnia, w każdym momencie życia odradzać się na nowo. Czyli mamy wpływ na takie nasze, jakby to powiedzieć, duchowe narodziny. I tutaj każdy z nas naprawdę, bez względu na to, w jakim jest momencie życia, bez względu na to, co w życiu przechodzi, zdecydowanie może z tego cudu życia skorzystać, bez względu na to, ile lat wybiło na jego urodzinowym torcie, zaświeciło, chyba nie wybiło. Więc w moim przypadku było to w dniu wczorajszym – 44 lata, za które jestem przeogromnie wdzięczna. Nie chciałabym cofnąć ani jeden rok mojego życia, bo jestem absolutnie wdzięczna za wszystko, co się wydarzyło, za każdą osobę, za każdą sytuację. Natomiast szczególnie w dniu wczorajszym, kiedy doświadczałam swoich urodzin, też tak po raz kolejny doświadczyłam, jak ogromnie ten proces transformacji odmienił mnie i moje życie i chciałabym się z wami z tym podzielić. Być może ktoś tych słów właśnie potrzebuje. Najprawdopodobniej tak właśnie jest, bo po każdym Live słyszę od was: „Wow, ten Live był kierowany dla mnie. Dzięki, Asia, bo chyba mówiłaś te słowa specjalnie dla mnie”. Więc prawdopodobnie dzisiaj przychodzę z tymi słowami specjalnie dla kogoś.
Jestem bardzo ciekawa, czy są tu na Live osoby, które są tu dzisiaj może przypadkiem, po raz pierwszy, którym Live się pojawił, przyszły, zaczepiły się, podążały za tym, że coś się wyświetliło i przyszły do nas na Live. Dajcie znać, kochani, w komentarzu. A może gdzieś usłyszeliście o mnie, zobaczyliście mnie gdzieś i wy czekaliście ten moment, żeby przyjść na Live? Zawsze z ogromną miłością witam po raz pierwszy wszystkich, bo mam nadzieję, że zagościcie tutaj na dłużej, że spodobają nam się nasze audycje, bo energia na żywo ma troszkę też inną energię i mam nadzieję, że odnajdziecie tutaj też swoje pytania, których poszukujecie, zostać i zobaczyć, bo kto wie, może to jest to, czego właśnie dla siebie dzisiaj potrzebowaliście i szukaliście. Ktoś napisał, że prawdziwe życie zaczyna się po 20. Ja myślę, że prawdziwe życie może zacząć się po 20, po 30, prawdziwe życie może zacząć się po 15, prawdziwe życie może zacząć się po 22 roku życia, prawdziwe życie może zacząć się w każdym momencie naszego życia. Że prawdziwe życie zacznie się wtedy, kiedy my uświadomimy sobie, że cierpienie jest tylko iluzją i uświadomimy sobie, że te problemy, które my w naszej głowie stwarzamy, nasze interpretacje, bardzo często też nasze oczekiwania, pretensje do życia, do innych ludzi, są w pewien sposób wyimaginowane. I kiedy zaczynamy korygować swoje własne przekonania i zaczynamy wychodzić z ograniczających nas przekonań, zaczynamy odradzać się do innego, zupełnie innego, szczęśliwego życia. I pamiętam osobę, która, która kończyła mój kurs i miała 86 lat i ona mówiła, że życie zaczyna się po 86. Zresztą niebawem zobaczycie wspaniałe świadectwo człowieka, który, który też, też dał takie świadectwo, nie mając 40 lat i chcę wam pokazać, że bez względu na to, w jakim momencie życia jesteśmy, to od nas zależy, jak to życie będzie wyglądać – nie od ilości świeczek na torcie, nie od tego, ile ludzi wyśle nam życzenia, nie od tego, czy w trakcie urodzin ktoś o mnie pamiętał czy o mnie zapomniał.
I właśnie tutaj chciałabym się przez chwilkę, słuchajcie, zatrzymać, bo ja kiedyś bardzo mocno cierpiałam, że ludzie zapominają o moich urodzinach. Czułam się w moje urodziny, słuchajcie, zupełnie niewidzialna, zupełnie, łącznie z tym, że, że właściwie cały dzień czekałam na telefon od moich rodziców, który nie zawsze nadchodził i miałam zawsze takie poczucie, że kurczę, coś jest chyba nie tak, ludzie mnie nie kochają, ludzie mnie nie widzą. Cały wszechświat, kiedy ja tak wierzyłam o sobie, pokazywał mi to, łącznie z tym, że, że malutkie dzieci, bo to było wiele lat temu, że małe dzieci zapominały o tych urodzinach. Partner, z którym, z którym miałam dzieci, też o tym zapominał i żyłam w takim ogromnym bólu, że w tak ważny dla mnie dzień, w tak ważny dla mnie dzień, ja nie jestem dla nikogo ważna. Każdy SMS, który przychodził, to właściwie traktowałam jak takie: „A, przypomnieli sobie” albo „albo nie”. Myślałam sobie, że pewnie im, nie wiem, kalendarz przypomniał, że mam urodziny, to sobie złożyli i nie umiałam nawet, słuchajcie, tymi życzeniami, które przychodziły, cieszyć się w pełni, bo miałam jakieś ogromne oczekiwania od życia, że ludzie będą mnie kochać, że dzień moich narodzin będzie dla nich ważny, tak jak dla mnie. Dzisiaj chcę się tak w szczerości zatrzymać i cofnąć się do tego momentu swojego starego ja, poranionego, oczekującego, żądającego, tupiącego nogami, który chciał, żeby ludzie okazywali mu miłość w taki sposób, w jaki ja wtedy chciałam. I wszystkie inne formy miłości okazywane mi były jednak odbijały się ode mnie. Tak, wiecie, jak, jak piłeczka, która nie może po prostu w pewien sposób dojść. I widząc to w dniu wczorajszym, szczególnie, po prostu przyszło do mnie to uświadomienie, jak cudownym stanem jest tak totalne puszczenie, w którym ty przestajesz czekać na jakiekolwiek życzenia, w którym ty przestajesz czekać na czyjąkolwiek pamięć, w którym ty przestajesz oczekiwać, że twoja ważność, ważność dnia twoich urodzin sprawi, że ty będziesz czuł się ważny dla kogoś, w którym ty zaczynasz rozumieć, że ty jesteś ważny, bo jesteś, w którym zaczynasz rozumieć, że nawet jakby nie przyszły żadne życzenia, to nie sprawdzi to w żaden sposób tego, że ja będę mniej, mniej szczęśliwa, mniej ważna, mniej kochana. I gdy dzieje się taka magia i w naszym życiu następuje już takie totalne odpuszczenie i zgoda, to wtedy zaczynają dziać się te cuda, wtedy spada ta lawina tych życzeń, wtedy spada lawina tego uznania, wtedy spada lawina tej miłości, wtedy spada tak naprawdę na nas cała ta szczęśliwość, której nie mogliśmy pozyskać wcześniej. Tak właśnie wszechświat działa: kiedy my próbujemy coś trzymać, łapać, pozyskać, to nie możemy tego uzyskać. Kiedy jesteśmy w takim zaufaniu i w zgodzie, ale przede wszystkim w miłości do siebie samego, która jest niezachwiana, niczym nagle cały wszechświat zaczyna nam pokazywać tą miłość również na zewnątrz, od innych ludzi.
Jak wielkim bólem był dla mnie to, że ktoś nie wysłał mi życzeń urodzinowych? Ja potrafiłam nosić w sobie tę urazę nawet przez rok, że ktoś mi nie złożył życzeń. Kiedy składałam później życzenia temu komuś, to miałam też takie poczucie, że „a niech ma, ale, ale jednak on mi tych życzeń nie złożył”. Że potrafiłam zaczepić się na takiej myśli. Jestem ciekawa, jak dużo z nas żyje nadal w takim cierpieniu, w cierpieniu, że ktoś nie złożył nam życzeń, w oczekiwaniu, że partner albo ktokolwiek bliski mi urządzi jakąś imprezę niespodziankę. W końcu jeden raz w życiu mnie zobaczy, w końcu jeden raz w życiu uczyni mój dzień moim świętem, w końcu sprawi, że ja będę czuć się ważna, kochana, chociaż w ten jeden dzień w roku, bo cały, całe życie i całe po prostu i cały rok czuję się nieszczęśliwa, niekochana. To jest szansa, że się poczuję kochana w walentynki, to jest szansa, że się poczuję kochana w dniu moich urodzin, to jest może szansa, jak już zapomniał te urodziny, walentynki, to może poczuj się dobrze w dniu imienin. Ale tutaj też jest duża szansa, że zapomni. To może chociaż poczuj się ważna w Boże Narodzenie, bo może w Boże Narodzenie kupimy jakiś prezent, może chociaż Boże Narodzenie będzie dla mnie miłe. Ciekawa jestem, jak wielu z nas żyje w tej swojej głowie, tworząc różne scenariusze, jak inni ludzie mogliby okazać nam miłość, jak inni ludzie powinni nam tą miłość okazać, żebyśmy my czuli się szczęśliwi, żebyśmy my poczuli, że jesteśmy ważni dla siebie, dla innych, dla świata. I wiem, że dla niektórych z nas będzie to bardzo niegodne, ale powiem wam to tylko i wyłącznie przez pryzmat siebie, życząc oczywiście, że w waszym przypadku może było inaczej, że nawet kiedy masz takie oczekiwania i te swoje blokady w głowie, to czemu nie? Niech wszechświat da ci już teraz obfitość tej miłości z każdej strony. Natomiast moja droga była taka, że w moim przypadku naprawdę musiałam odbić się od dna, od takiego dna, żeby zrozumieć, że to ty masz być ważna dla siebie. No jak ja mam być ważna dla siebie, jak jestem nieważna dla nikogo? Prawda? Ego oczywiście bardzo, bardzo mocno było przy tym uparte, że to ty czynisz swój dzień świętem, jak że ja mam całe życie sama swój dzień swoim świętem czynić. No a to po co w takim razie ci wszyscy inni ludzie? Po co ten partner? Po co te dzieci? Przecież też coś dla mnie powinni robić, za to co się daje. I mówię wam to oczywiście z takim przekąsem, sięgając pamięcią do tych wydarzeń, co zresztą ciężko już jest teraz zrobić, cofnąć się do tego, co było, ale staram się jakby pójść za tym uczuciem, żeby bardziej się połączyć z tym, co… Być może niektórzy z nas jeszcze mają… żeby nam uświadomić, że, że to jest takie tupanie i mówienie: „Mi się należy, bo mi się należy, bo bo ja tak dużo daję, mi się należy, bo, bo pamiętam, mi się należy, bo, bo, bo jestem jakaś, mi się należy, bo jestem królem świata”. I tak, tak, dzisiaj przychodzę powiedzieć: tobie należy się, jesteś godny, jesteś godny miłości, jesteś godny uznania, jesteś godny bycia ważnym, kochanym, wspaniałym, jesteś godny tego wszystkiego. Ale ta godność nie przyjdzie do ciebie na zewnątrz, od innych ludzi. Ta godność nie może się pojawić w tobie dlatego, że, że ktoś ci coś okazał. Ta godność nie może być owadem przez innych dowożona do ciebie i nie pojawi się dlatego, że tupiesz nogą, nawet jeżeli, nie wiem, powiesz innym: „Bo ja jutro mam urodziny, ale to będzie z intencją, z twoją intencją, złóżcie mi życzenia”. I pamiętajcie, to prawdopodobnie rano się obudzisz i nawet ci ludzie, którym powiedziałaś dzień wcześniej, zapomną, a ty mówisz: „Jakim cudem? Uprzedziłam, powiedziałam, na pamięć!”, ale kiedy zmieni się w tobie intencja, kiedy nagle widzisz siebie jako święto, zaczynasz widzieć siebie jako tą istotę najważniejszą w twoim życiu, wtedy zaczynasz rozumieć, że kiedy masz siebie, to nigdy już nie jesteś sam, że kiedy masz siebie, nigdy już nie możesz czuć się opuszczona, opuszczona, że kiedy masz siebie, to nigdy już absolutnie nigdy nie możesz zostać odrzucona. I teraz ktoś powie: „No ale jak ja siebie tak kocham i znowu jakiś partner mnie zostawił”. Ale gdzie? Na jakim głębokim poziomie ty poczułaś się zostawiona? Dlaczego nie traktujesz tego jako taką kolej losu? Dlaczego nie potrafisz zobaczyć, że jesteś właściwy, właściwa, takim jakim jesteś? Dlaczego nadal próbujesz dążyć o uznanie? Dlaczego nadal ulegasz pod opinią innych ludzi, że ty masz być jakiś lub jakaś? Dlaczego ty nadal masz swoją własną opinię o innych, że oni muszą być jacyś względem ciebie, że muszą się w jakiś konkretny sposób zachowywać? A co by było, gdyby z zaufaniem patrzeć na siebie i na innych ludzi i tak po prostu z, z zaufaniem przyjmować, że „okej, wszystko jest takim, jakim jest”? I czym uczyni to twój dzień gorszym czy lepszym? Pewnie fajnie dostać fajne życzenia, ale być może twoją lekcją właśnie będzie to, żebyś ten jeden raz w roku nie dostał żadnych życzeń. Dzięki temu się odrz… to to są najpiękniejsze życzenia. I to może być dla nas czasami dosyć trudna lekcja, której my nie potrafimy zrozumieć, że jak fakt, że ktoś nie wysłał mi życzeń, albo jak fakt, że ktoś się ode mnie odwrócił, że ktoś przestał okazywać mi wsparcie, albo poczucie, że, że wszyscy stoją do mnie plecami, że jak taki fakt może sprawić ode mnie co dla mojego dobra? No ciekawe i po co i czemu? I wielu z nas ma takie duże wewnętrzne rozterki, zastanawiamy się, jak to możliwe? Czemu mąż odszedł? Czemu siostra się nie odzywa? Czemu rodzice tak się zachowują? Czemu dzieci teraz się ode mnie odwróciły? I żyjemy w takim ogromnym poczuciu krzywdy, ogromnym poczuciu bólu, sądząc, że to jest o tym, że coś jest nie tak, że coś jest nie tak ze mną. A jak nie ze mną, to z nimi. Jak nie z nimi, to z życiem, bynajmniej, bo Bóg się pomylił, wszyscy się pomylili i w sumie, i w sumie to trzeba by to wszystko skorygować, w sumie to trzeba by nadać temu inny bieg. A więc staramy się najpierw w sobie znaleźć tą winę, obwiniać siebie, znaleźć w sobie to ziarno, które po prostu spowodowało to. Potem, kiedy już znajdziemy to w sobie, to chcielibyśmy najlepiej pójść, przeprosić, powiedzieć, ale żeby oni też znaleźli, bo to niesprawiedliwe. Oni nie znajdą, więc oni też muszą uznać swoje, żeby jakieś nastało pojednanie. A to jest niezupełnie o tym, to zupełnie nie o tym jest ta lekcja, bo ta lekcja cały czas jest o tobie, o tobie. Ta lekcja jest cały czas o tobie i o miłości do samego siebie, o tym, żeby odrzucić już te wstydy, te żale, te bóle, te poczucie winy i stanąć, wziąć głęboki wdech, wdech, wydech. A naukowo podobno udowodniono już, że wzięcie siedem razy głębokiego oddechu resetuje nasz system nerwowy. Czy dajesz sobie w ciągu dnia czas na to, żeby po prostu pobyć, chociażby przez chwilę z twoim oddechem? Wdech, wydech, wdech i wydech, wdech i wydech. I kiedy tak zresetujesz ten system, to zaczynasz nagle widzieć, że no i co? Co się wielkiego stało, że nie dostałem życzeń od tej czy od tej osoby? Czy wiesz, że jeżeli jesteś nastawiony tak bardzo na to, żeby dostać życzenia od jednej konkretnej osoby, to możesz dostać życzenia od innych osób, miały dla ciebie zaczepy, tym, że ta jedna osoba nie wysłała ci życzeń i przez pryzmat tego będziesz cały czas wierzyć, że jesteś niekochany, nieważny, że coś z tobą jest nie tak. A więc nawet ta osoba nie byłaby w stanie zmienić swojego myślenia o sobie, póki ty tego nie zrobisz. A więc czas się zatrzymać i zrozumieć, że za każdym takim razem to jest lekcja tobie, siebie. I teraz, jak w takim razie tą lekcję zinterpretować, jak ją zobaczyć, jak do niej podejść? Przede wszystkim, kiedy w twojej głowie pojawia się dialog wewnętrzny, który mówi, że nie jestem dostateczna, że inni mnie nie kochają, albo dostateczne, bo mamy tu bardzo dużo mężczyzn, których też z całego serca pozdrawiam, bo zdecydowanie moje nauki są również dla mężczyzn i mamy bardzo wielu mężczyzn również w kursach rocznych i naprawdę dziękuję, że jesteście tutaj. Więc za każdym razem, kiedy w twoich głowie pojawia się poczucie o tobie, że nikt mnie nie kocha, że jestem niewystarczająco ważny, że jestem niedostateczne, że jestem niekochany, że jestem niewidziany, że jestem nic nie warty, że nikt mnie nie kocha, za każdym razem, kiedy usłyszysz w sobie samym taki dialog, a jestem ciekawa, czy moglibyście się teraz podzielić w komentarzu, czy często jeszcze wam przysługuje taki dialog, czy to się zdarza, że w swojej głowie słyszycie coś takiego? Bo jeżeli my mamy taki dialog wewnętrzny, to znaczy, że nasz system przekonań ma tak wryte głęboko w siebie, że to jest prawda o tobie. Czyli wszechświat, zasadą lustra, będzie, będzie ci pokazywał na zewnątrz, że tak się dzieje. Czyli dopóki ty w swój temat w taki sposób wierzysz, dopóki masz taki wewnętrzny dialog, wszechświat będzie tak ci pokazywał. Czyli nie będziesz dostawać tych życzeń, czyli nie będziesz, nie będziesz dostawał uwagi. Kiedy będziesz potrzebować wsparcia, to ludzie, którym ty dajesz wsparcie, będą się odwracać od ciebie w tych wielkich momentach. I nie dlatego, że nie jesteś dla nich ważny, bo oni prawdopodobnie mają bardzo dobre intencje względem ciebie, ale dlatego, że w pewien sposób wszechświat, na poziomie nieświadomym, kieruje naszymi postępowaniem względem innych ludzi, żeby w pewien sposób poruszać wszystkie te struny, które w nich grają. To jest dosłownie tak, jakby każdy z nas był wirtuozem, nie wiem, pięknej wiolonczeli i i gramy na tych nutach u drugiej osoby, zupełnie nie wiedząc, że ona tak się czuje. I potrzeba wielu, naprawdę wielu rozmów, wielu głębokich rozmów, wielu lat często tak naprawdę, żeby zrozumieć swoje własne postępowanie: „Dlaczego ja tak zrobiłam względem kogoś? Dlaczego ja zapomniałam o czyjeś urodzinach? No przecież mam zwyczaj pamiętać, czemu akurat w tym przypadku, urodzinach tej jednej osoby, zapomniałam? Dlaczego, nie wiem, rzuciłam się w cały dzień i zapomniałam o obietnicy, którą komuś dałam?”. Kto z nas w życiu tego nie przeżył? Bo jedno, że my wiemy, że ludzie nam tego nie dają, ale chciałabym, żebyśmy teraz się zatrzymali, tak naprawdę, naprawdę i zdali sobie sprawę, kiedy ty zupełnie w niezawiniony sposób, bez takiego, bez takiej chęci twojej, żeby komuś przynieść przykrość, bez twojej chęci, żeby kogoś zapomnieć, bez twojej chęci, żeby komuś dowalić i pokazać, że jest nieważny, kiedy ty tak najzwyklej w świecie, kładąc się spać, myślałeś, jak cudownie, że ktoś jutro ma urodziny, a następnego dnia budząc się, zupełnie wypadło to z twojej głowy; albo kiedy coś komuś w świetnej intencji, jeden dzień wcześniej, że „świetnie spędzę z tobą jutro dzień”, a następnego dnia jakby, nie wiem, jakby ktoś przykrył twoją głowę kocem ciemnym i ty po prostu o tym zapomniałeś… żebyśmy to sobie uświadomili, że w takich momentach to wszechświat w pewien sposób budzi w nas też niepamięć, po to, żeby odegrać ten program w drugiej osobie. I kiedy my sobie to zdamy z tego sprawę, zaczynam troszkę w inny sposób podchodzić do tych sytuacji, w których inni ludzie zapominają też o nas, bo zaczynamy widzieć i rozumieć, że to wcale nie był świadomy wybór, żeby mi nie wysłać tego SMS-a. No dobrze, no ale ktoś zapomniał, jak on mnie mógł zapomnieć? O mnie mógł, mógł zapomnieć, kiedy ty na co dzień zapominasz o samym sobie, kiedy ty zapominasz, jak jesteś dużym cudem, kiedy ty zapominasz, jak ogromnym, jak ogromnym darem jest dar twojego życia, bądź o ty zapominasz. I nie dlatego, że chcą, a dlatego, że wszechświat tego chce dla ciebie. Nie chce dla ciebie, żeby twój dzień ci zepsuć, nie chce tego dla ciebie, żeby cię na kolana rzucić, tylko chce tego dla ciebie, żebyś sobie w końcu przypomniał i przypomniała, jakim cudem ty sam jesteś, jakim cudem ty sam jesteś. I powiem wam, że dopiero kiedy przestałam czekać już na te życzenia, zaczęłam sprawę złożyć, zapominać o życzeniach bliskim moim ludziom i nie dlatego, że nie są dla mnie ważni, bo ja staram się ważność okazywać każdemu każdego dnia, nie tylko w urodziny, ale nagle w dniu tych urodzin ktoś, kto jest mi tak bliski i ważny, nagle po prostu zapominał o dniu tych urodzin. Nie mam pamięci do dat, mam pamięć do, do twarzy, nie mam pamięci do dat i w momencie, kiedy zdałam sobie sprawę, że przecież mi się też zapomina i nie dlatego, że kogoś nie kocham, przestałam rozliczać ludzi z tego, że nie ma, bo zaczęłam patrzeć każdego dnia na to, że otrzymuję tą miłość w najróżniejszych postaciach od ludzi: w postaci SMS-a: „Hej, co u ciebie słychać? Wszystko okej? Czy wszyscy z domu zdrowi?”; że otrzymuję tą miłość w postaci telefonu, który się do mnie przydarza; że otrzymuję tą miłość w postaci tego: „Hej, byłam na mieście, kupiłam ci owocki”; „Hej, wiesz co, byłam tam i tam i widziałam sukienkę w twoim stylu”; „Hej, wiesz, byłam tam na wakacjach, widziałam motyle, zrobiłam zdjęcie, bo na pewno by ci się spodobały”. Ale czy ty możesz z miłością, którą na co dzień dostajesz, prawdopodobnie nie, dopóki jesteś w twojej głowie, w której wierzysz, że jesteś nic niewarty. I teraz łatwo jest powiedzieć, żeby z poziomu „jestem nic niewarty, jestem nic niegodny” zacząć widzieć tą miłość, jaką dostaje od innych i zacząć szanować siebie, bo najczęściej jest to jednak proces, który prowadzi nas w głąb siebie i takie to jest, takie codzienne odradzanie się do tego, że, że jestem dobry, że jestem wystarczający. Ale w takich przypadkach możemy zrobić naprawdę krok milowy, kiedy wydarza się taka sytuacja, że czujesz się odrzucony, czujesz się zapomniany, czujesz się niegodny, czujesz się nieważny, czujesz się niepotrzebny, ni słyszany, niewidziany. To w takich sytuacjach zatrzymaj się, zobacz, czego nie dostałeś od drugiej osoby, tak najzwyklej w świecie. Weź sobie kartkę, długopis i wypisz: „Ktoś mnie z… ktoś mnie nie usłyszał, byłem dla kogoś nieważny, ktoś ma mnie w nosie, ignoruje mnie stale”. I zobacz, że to, co widzisz na zewnątrz, jest lustrem ciebie. I pewnie część osób teraz się najeżyła i poczuła się niewygodnie, ale gdzie ty ignorujesz sam siebie? Jak można siebie ignorować? Oczywiście, że możesz! Ignorujesz siebie, przekładając obietnice, które sobie dajesz. Gdzie ty robisz to sobie? Gdzie robisz to innym? Bo ty widzisz, że inni to robią, ale żyjąc w swoim kołowrocie, najczęściej nie widzisz tego u innych. A więc gdzie ja jeszcze ignoruję siebie i gdzie ja jeszcze ignoruję innych, tam gdzie nie byłem tego świadoma? Gdzie ja jeszcze nie zauważam siebie, swoich potrzeb? Nie daję sobie ważności. Ale gdzie ja też jeszcze nie widzę potrzeb innych, nie daję im ważności? Gdzie mogę lepiej…? Gdzie ja nie słyszę siebie? Gdzie ja nie słucham swojego głosu intuicji? Gdzie ja nie słucham swoich potrzeb? Gdzie ja nie słucham swoich granic, nie nazywam ich, nie wypowiadam? Ale też gdzie nie słyszę granic innych ludzi? Gdzie przekraczam? Gdzie ignoruję GD innych ludzi? Gdzie jednym uchem wpada, drugim wypada? Gdzie ja mogę stać się lepszym człowiekiem? Gdzie ja nie czuję się ważny dla siebie? Gdzie, nie, gdzie ważniejsze wydaje się dla mnie czas ofiarowany komuś innemu? Gdzie zawsze jestem na zawołanie i na żądanie, kiedy ktoś mnie potrzebuje? Gdzie nie potrafię mówić „nie”? Gdzie się rozdaję i gdzie żądam od innych stosunku do siebie, że nie szanują, że mają swoje życie, swój czas? Żądam, żeby w każdej chwili byli dla mnie, bo mi się należy? Gdzie ja robię tak względem innych? Gdzie ja mogę stać się lepszym człowiekiem? Gdzie ja nie uznaję siebie, samej siebie, samej takiej, gdzie ja nie… że to jaka jestem, dyć… gdzie ja uważam, że żeby być wystarczającą, to muszę być bardziej wykształcona, ładniejsza, piękniejsza, mądrzejsza, a może przepracowana? Może wtedy będę zasługiwać na uznanie, czas, troskę, miłość, wszystko. I gdzie ja uważam, że inni ludzie, którzy mi towarzyszą w życiu, nie zasługują na moje uznanie, gdzie nie daję im tego uznania, ciągle mówiąc im, jacy mają być, jak się mają, ciągle sugerując, że są niewystarczające, niedostatecznie jeszcze, że coś jeszcze powinni z sobą zrobić? Gdzie ja mogę w tym temacie stać się lepszym człowiekiem? Gdzie ja nie celebruję siebie i swojego życia? Gdzie o to, kim jestem, o to, co osiągnęłam, o to, w jakim momencie życia jestem, za to, jakim jestem człowiekiem, już dzisiaj, na co dzień, za to, jak dzisiaj już potrafię kochać? Gdzie ja nie potrafię być wdzięczna? Gdzie ja nie potrafię uznać siebie i swojej drogi, którą do tej pory przeszłam? Gdzie ja nie celebruję życia, napełniając się radością, wdzięcznością? Gdzie ja jeszcze kieruję uwagę na negatywy? Gdzie ja jeszcze widzę cały czas brak? I gdzie ja nie celebruję drugiego człowieka? Gdzie nie doceniam obecności drugiego człowieka, który jest przy mnie? Gdzie ja nie do końca doceniam wartość znajomości i przyjaźni, które przy mnie są? Gdzie ja to robię? Wszechświat jest tylko twoim lustrem. Gdzie ja nie celebruję czasu z innymi ludźmi, bo może traktuję innych ludzi jak taki głuchy telefon, żeby się wygadać i jestem tylko ja i ja i ja i ja i ja i moje problemy? To jest naprawdę bardzo stara Asia i rzeczywiście miałam wtedy bardzo trudne życie, ale ja w tym moim trudnym życiu nie mogłam zobaczyć drugiego człowieka. Ja tylko miałam swoje problemy, które chciałam po prostu całemu światu wygadać, ale to nie była celebracja życia, to nie była celebracja tego momentu, w którym rozmawiam z bliskimi ludźmi, to nie było dzielenie się sobą: „Gdzie co jest u ciebie? Co jest u ciebie? Gdzie jesteśmy sobie równi?”. Gdzie ty tak robisz? Gdzie ty nie celebrujesz swojego życia w pełni i siebie? Gdzie ty nie celebrujesz czasu spędzanego z tym drugim człowiekiem?
Agnieszka pisze: „Asiu, ale po 19 latach razem narzeczony zdradził i odszedł do innej. A dziś tak mi ciężko, jutro ważny dzień, nowa praca. Nie pamięta, a wie o tym. Nawet zwykłe słowo „powodzenia”? A co by było, gdybyś zrezygnowała z chęci otrzymania od niego słowa „powodzenia”? Ja nie mam mocy, jestem taka biedna, on jest moją mocą. Tylko on może dać mi to powodzenie, tylko on może dać mi szczęście, tylko on może dać mi ukojenie w tym dniu”. To nieprawda! Wszechświat ciebie stawia w swojej mocy i ci pokazuje, czy on jest czy go nie ma. To ja jutro będę miała moje powodzenie, moje życie, ty nie on. Jego nowa narzeczona w dniu jutrzejszym… Ja stoję w swojej mocy, podnoszę głęboko głowę, biorę swoje życie w ręce i mówię: „Tak, ja robię krok w nowe, w nowe, bez niego. On wybrał inaczej i życzę mu jak najlepiej. Ale ja wybieram, że ja też tworzę swoje piękne życie. Ja wybieram, że ja dla siebie jestem ważna. Ja wybieram, że mój dzień dla mnie jutro jest ważny i ten dzień nie będzie mniej ważny, tem że przeciwnie, ja uczynię ten dzień jutro tak ważnym, że uczynię z tego jutro ogromną celebrację i święto, że zapamiętam ten dzień, kiedy poszłam pierwszy raz do tej pracy i zapamiętam ten dzień, kiedy pierwszy raz poszłam wypić sama herbatkę, kawkę. I każdy dzień mogę uczynić dniem mojej celebracji, nie oglądając się na to, że ktoś da mi na to zgodę, na to, że ktoś mi to da, nie licząc na to, że skorzystać z czyjejś mocy. Weź swoją moc w swoje ręce”. O tym są te lekcje, kiedy inni o nas… kiedy inni o…
Nas zapominają o tym, są te lekcje, kiedy inni się od nas odwracają. Gdzie ja uważam, że wiek w jakimś stopniu mnie definiuje? A może dzień poczęcia jest moimi urodzinami? Zdecydowanie dzień mojego poczęcia, czyli narodzenia się, jest moimi urodzinami. Dzień twojego poczęcia – twoimi urodzinami. Dzień twojego uświadomienia sobie, że jesteś istotą miłości, jest dniem twojego ponownego narodzenia, ale ponownego narodzenia do wieczności. Bo wtedy już umrzeć nie możesz. To jest takie ponowne narodzenie się do życia, w którym ja zaczynam widzieć, jaką mam moc; w którym ja zaczynam widzieć, że mam w sobie taką cząstkę, że jeżeli ją zobaczę, jeżeli z nią się połączę i zobaczę, że mogę z tym być zawsze, to nigdy już nie będę sam. Narodź się na nowo do swojego świętego życia. Na nowo narodź się na nowo do swojego życia w Bogu. Narodź się na nowo do swojego życia w swoim najwyższym potencjale. Narodź się na nowo do swojego życia bez cierpienia, bez lęku. I to są narodziny, które wybieramy świadomie, bo narodziny, kiedy my się rodzimy – to wiecie – to są takie narodziny, które nam się przydarzają. Oczywiście, z poziomu duszy to my tak wybraliśmy, ale z poziomu człowieka to mamy takie wrażenia, że nam się to przydarzyło.
I chciałabym powiedzieć, że tak. Że kiedy jesteś w brzuchu mamy, to prawdopodobnie też uważasz, że to jest jedyne miejsce, jakie znasz, i to narodzenie się na pewno musi być dla tego dziecka też straszne: wyjście z płynów, nagle zacząć oddychać, nagle zacząć jeść, korzystać z narządów, z których wcześniej nie korzystaliśmy. Prawdopodobnie dla dziecka oznaczało to podobnie jak dla nas oznacza teraz śmierć. Kiedy dziecko przechodziło z brzucha do życia, i ty też przechodzisz w pewien sposób, bo żyjesz teraz w życiu, w którym myślisz, że to inni ludzie odpowiadają za ciebie, za twój dobrostan. Myślisz, że ludzie mogą – że inni ludzie, nie wiem – mogą dać ci uznanie, inni ludzie mogą dać ci dobry dzień. Jakie to przykre, że my uważamy, że inny człowiek może dać nam dobry dzień albo zły. Jakie to przykre, że my nauczyliśmy się – chociaż co to jest przykre, tylko ocena – ale nauczyliśmy się wierzyć, że inni ludzie – nauczyliśmy się wierzyć, że inni ludzie są odpowiedzialni za nas i za naszą emocjonalność. Podczas kiedy to nie jest prawda, bo nikt nie może ani zepsuć ci dnia, ani go rozweselić, jeżeli w tobie samym nie ma takiej zgody, żeby to samemu zrobić.
Ile razy w życiu wam się zdarzało sytuacja, że nie wiem, że miałeś no skopany nastrój, i przychodziła koleżanka, rozśmieszał, rozbawiła, partner, dzieci, torcik, czekoladę kupili, a ty, jak byłeś naburmuszony lub naburmuszona, to nic tego nie zmieniło. Jeżeli w tobie nie ma zgody na to, żeby być szczęśliwym człowiekiem, to nikt z ciebie nie uczyni szczęśliwego człowieka. I podobnie, jeżeli w tobie nie ma zgody, aby zniszczyć twoje życie, aby zniszczyć twój dzień, to tak samo, w podobny sposób, nikt nie ma na to mocy. I teraz powiesz mi: „No, ale jak to? Nie ma prawa człowiek zepsuć dzień?” Z rzeczy, byśmy mogli powiedzieć, co zrobić, żeby komuś skopać dzień – myślę, że mielibyśmy jakieś pomysły, co zrobić, żeby komuś skopać dzień. A co by było, gdybyś już dzisiaj zdał sobie sprawę – każdy z nas z osobna – co by było, żeby każdy z nas z osobna zdał już sobie sprawę, że ja zawsze mogę być szczęśliwy bez względu na to, czy są moje urodziny czy nie, bez względu na to, czy się ode mnie odwrócą czy nie, bez względu na to, czy mi dzisiaj okażą miłość czy nie, bez względu na to, czy będzie dzisiaj ciastko czy nie, bez względu na to, czy dzisiaj będzie deszcz czy pogoda, bez względu na to, czy przyjaciółka się spotka czy nie? Jak wyglądałoby twoje życie, gdybyś już dzisiaj przestał? Sami możecie podzielić się w komentarzu, jak dzisiaj wyglądałoby twoje życie, gdybyś już dzisiaj przestał uzależniać swoje samopoczucie od czynników zewnętrznych? Jak dzisiaj wyglądałoby twoje życie? Jak dzisiaj wyglądałby każdy dzień? Brałbym 100% odpowiedzialności za 100% moich emocji.
Przeszłam kurs, ty jesteś jako moje wybawienie. Gdyby nie te zdarzenia, nie byłabym w tym pięknym miejscu, gdzie dziś jestem. Zdobyłam do tego taką akceptację, zrozumienie, wdzięczność i miłość. Ja już takie życie żyję. Budzę się rano i czuję wdzięczność za wszystko. Jestem w kursie rocznym i odradzam się na nowo, i to jest wow, bo to jest wow. Tak wtedy życie byłoby piękne. Co jeszcze? Co tam, pani Asiu? Ryzykowałabym tryb – ja wiem, co tam było wcześniej napisane, kochana, bo komentarzy… Czekajcie, bo muszę sobie jakoś tam na tym Instagramie te komentarze… Chciałabym odzyskać, ja nie wiem, czemu na tym Instagramie nie mogę ich nigdy widzieć w pełni, zupełnie. Nie mam już takiego monologu wewnętrznego po kursie rocznym, edycja 7. A to, że dzień zaczynam od wdzięczności, zmienia całkowicie oś życia. Dziękuję, Asiu, za te słowa. Dziś pogrzeb starego, może jutro narodziny. Ja czuję wszędzie, tylko nie rano, nie rano do końca jestem w toku. Dziękuję ci, Asiu, za każde słowo, za proces, w którym jestem. Widzę już drogę ze mną. Jestem w mrocznym… Życie byłoby lekkie, gdybym tak na to patrzyła. A więc dlaczego sami czynimy je ciężkie? Ciężkim? Dlaczego odwracamy się od innych ludzi w takim żalu? Ojejku, bo gdyby on był… gdyby on tylko dał mi jakiś ułamek poczucia, że mnie myśli… Gdyby mi chociaż tylko post z życzeniami na Instagramie… Gdyby mi chociaż życzenia łaskawie złożył na urodziny, że nadal mnie myśli… Gdyby chociaż… No, nie wiem, komentarz rzucił… Gdybym chociaż na zdjęciu zobaczyła, że jest smutny i za mną tęskni, to może wtedy byłabym szczęśliwa. Gdyby chociaż wzięli odpowiedzialność i zobaczyli, ile dla nich robię. Gdyby chociaż potrafili być dla mnie wdzięczni. Gdyby chociaż… Nie wiem… Podziękowali mi raz i byli wdzięczni za to, co dostali, a nie tylko brali, i wszyscy chcieli tylko ode mnie… M… Gdyby tylko łaskawie złożyli mi życzenia… Nie, no, no… Raz do roku… Słuchajcie, raz do roku życzenia urodzinowe – wielka łaska. Nie wielka łaska, żeby chociaż raz do roku o mnie pamiętali, złożyli życzenia, kupili tort, posprzątali dom, ugotowali obiad… Nie, no, super, za to wszystko, co dla nich robię.
A co by było, gdybyś w każdej z tych sytuacji po prostu rano obudził się – obudziła się – wzięła głęboki wdech, wydech 5 razy, tak jak udowodnione przez naukowców, rozejrzała się wokół, rozejrzał się wokół za to, co masz: za swoje cztery kąty, swoje łóżko lub materac, za pieski, za ludzi, którzy cię otaczają, za siebie samego, za dar życia, że znowu się obudziłaś/eś, i w tej wdzięczności samego siebie i powiedział do siebie: „Hej, wiesz, dzisiaj przeżyjemy wspaniały dzień. Dzisiaj nie będziesz sama, dzisiaj nie będziesz sam. Dzisiaj ja będę z tobą cały dzień i zawsze będę cię wspierać”. Zobacz, możesz zrobić to teraz. Czy możesz zobaczyć, że jesteś ty – dorosły, który ogląda teraz live? Prawdopodobnie siedzisz, może chodzisz, może przechadzasz – nie ma to znaczenia. A więc teraz uświadom to sobie, zrób to sobie rodzaj medytacji, chociaż nie do końca – bardziej uświadomienia. Uświadom sobie, że jesteś teraz tak, jak jesteś, nie korygując tego zupełnie, i wyobraź sobie, że za twoimi plecami stoi teraz – stoi teraz – twoje wyższe ja. Możesz nazwać to twoją duszą, twoim wewnętrznym opiekunem, twoją boską matką, twoim boskim ojcem, i poczuj, że kładziesz sobie ręce na ramionach od tyłu, od tyłu, i nachylasz się do siebie i szepczesz sobie do ucha: „Cześć, kochanie. Jestem i zawsze już będę i nigdy ciebie nie opuszczę. Nie ma takiej możliwości, i bez względu na to, czy coś zrobisz czy czegoś nie zrobisz, ja tu będę. Bez względu na to, jaką decyzję podejmiesz, ja tu będę i będę cię wspierać. Bez względu na to, z jaką trudnością będziesz się borykać, ja borykam się z nią razem z tobą. Razem z tobą czerpię radość z tego. Widzisz, kochanie, jesteś już bezpieczny i nigdy nie będziesz sam, bo ja jestem z tobą”. Bo ja jestem z tobą. Tutaj ktoś napisał: „Jak się jest zdrowym i bez bólu, to życie jest piękne”, i to jest piękne wytłumaczenie dla osób, które mają ból i chorobę, bo można powiedzieć, że życie może być niepiękne, ale nawet wtedy, kiedy masz ból i chorobę… Stań sobie za tymi plecami i powiedz: „Wiem, że czasem ci ciężko i boli, ale wtedy też jestem z tobą, wtedy też ciebie wspieram, wtedy też jestem dla ciebie”. Tak możesz przyjść i sobie ponarzekać do mnie. Ja cię wysłucham. Taka też jesteś właściwa, taką też cię kocham, taką też cię wspieram. I zobacz, co ci to daje, kiedy ty świadomie możesz dać wsparcie samemu sobie. Czy to jest tak naprawdę trudne, żebyśmy dali wsparcie samemu sobie, żebyśmy zobaczyli, że każdy z nas ma w sobie tą cząstkę wyższego ja? Czy my możemy zobaczyć, że ta cząstka wyższego ja zawsze jest gotowa, żeby nas wesprzeć, bo zawsze jest przy nas, nigdy nas nie opuści w żadnej sekundzie życia? Powiedzcie, jakie czyni was to odczucia, kiedy robimy sobie takie zwykłe, proste ćwiczenie? Zobaczcie, to nie jest ćwiczenie, którego ktokolwiek z was mógłby nie zrobić, bo nawet jeżeli ktoś mi powie: „Ja nic nie widzę, ja nic nie słyszę”, ale nic nie kazałam ani widzieć, ani słyszeć, jedynie powiedziałam: „Wyobraź sobie, że stoi za tobą twoje wyższe ja”. Jak wyższe ja, to możesz sobie wyobrazić, że stoi twój wewnętrzny opiekun, możesz sobie wyobrazić, że stoi wewnętrzna matka, wewnętrzny ojciec, możesz sobie wyobrazić, że stoi z tyłu życie, możesz sobie wyobrazić, że stoi z tyłu Bóg – bez względu na to, jak jest ci łatwo – i wyobraź sobie, że trzyma ręce na twoich ramionach. I ty powiesz: „No, ale nic nie czuję”, ale nie musisz tego czuć, możesz sobie wyobrazić. Czy potrafisz sobie wyobrazić? Czy potrafisz sobie wyobrazić, że nie wiem, że jesteś na plaży, idziesz po plaży, piasek pod nogami, tam są palmy? Pewnie możesz. A więc dlaczego nie możesz sobie wyobrazić, że ktoś stoi za tobą, ktoś stoi za mną i ktoś trzyma mnie za ramiona? I nie muszę nazywać, kim jest ten ktoś, nie muszę, ale wiem, że ten ktoś, który tam stoi, wspiera mnie. Wiem, że ten ktoś, który tam stoi, kocha mnie. Wiem, że ten ktoś, który tam stoi, popiera mnie w każdej mojej decyzji i żadnej nie neguje. Żadnej nie neguje, nie neguj mojego, nie neguj momentu życia, w którym jestem, nie neguj tego, kim jestem, tylko mnie zawsze wspiera. I nawet kiedy pojawia się twój dialog wewnętrzny, który mówi ci: „Jesteś do bani, jesteś do niczego”, to wiesz, co mówi tamta cząstka ciebie? Przełącz się, i tamta cząstka ciebie mówi: „To nieprawda, ja cię kocham takiego/ą. Ale bo jak ja mogłam? Czemu ja tak zrobiłam? Gdybym tak nie zrobiła, byłby ze mną… Nieprawda, kochanie, byłam tam z tobą, zrobiłam jak najlepiej. Odpuść już sobie, przestań już się zadręczać. Jestem przy tobie. Odpocznij już we mnie”. Zobacz, co możesz zrobić dla siebie, by poczuć się dobrze. I co by się stało, gdyby każdy z nas uruchomił sobie cząstkę tego wewnętrznego opiekuna? Tak dużo mówi się – słuchajcie – o wewnętrznym dziecku, że my wszyscy mamy emocje wewnętrznego dziecka, że wszyscy mamy te rany, przywykliśmy żyć w tym dziecku, w tych żądaniach, w tych tupaniach, w tych wszystkich naszych zranieniach, ale każdy z nas, mając tą cząstkę wewnętrznego dziecka w sobie, ma też w sobie cząstkę wewnętrznego opiekuna. Mówi się o tym znacznie mniej, ale i ta, i ta cząstka jest w tobie tak samo, w tym samym momencie obecna. I ta, i ta cząstka jest w tobie żywa. I z jednej, i z drugiej cząstki możesz korzystać. I o ile wchodzisz w rany wewnętrznego dziecka – „Jak oni mogli? Jak oni zrobili?” – to im wyborem, że ty możesz tym, co się w tobie dzieje, zaopiekować z pozycji twojego wewnętrznego opiekuna. Więc czemu tego nie robisz? Czemu tego nie robisz? Zobacz, czy jeżeli dajesz sobie takie wsparcie, to czy możesz poczuć się sama w sobie zaopiekowana? Czy nadal potrzebujesz bycia zaopiekowaną przez kogoś? Czy jeżeli dajesz sobie w taki sposób empatię, to czy nadal potrzebujesz empatii od innych ludzi? Jeżeli dajesz sobie w ten sposób poczucie ważności, to czy nadal potrzebujesz uczucia ważności od innych? Zadaję wam teraz pytanie. Chciałabym, żebyście powiedzieli: „Stoi za tobą wewnętrzny opiekun, Bóg, życie, anioł – cokolwiek byście nie chcieli – twoja dusza, twoje wyższe ja”, i mówi ci: „W każdej sekundzie życia nigdy nie jesteś sam i nigdy sam nie będziesz, bo ja żyję z tobą, twoje życie w każdej sekundzie życia, i razem z tobą będę żyć do ostatniego tchu twojego. Nigdy nie zostawię cię nawet na ułamek sekundy, bo jestem przy tobie, jestem tu, bo cię wspieram, jestem tu, bo cię kocham. Razem z tobą przechodzę powodzenia i niepowodzenia, rozkwit. Jestem przy tobie, gdy płaczesz, jestem przy tobie, gdy się śmiejesz. Jestem przy tobie, gdy zmieniasz pracę, i gdy się wkurzasz. Jestem przy tobie, gdy celebrujesz. Nigdy nie jesteś sam”. I zobacz, co zmienia to w tobie, w każdym z nas, w każdym… Nie w niebie, tylko w nas, w naszym wewnętrznym niebie. Jestem w kursie rocznym, widzę zmianę w sobie, i nie myślałam, że jest to możliwe, a teraz widzę to codziennie i sama siebie zaskakuję. Czuję wdzięczność za przestrzeń. Rodzice, za plecami: „Zawsze jestem z tobą”. Asiu, czuję, że wiele osób będzie potrzebować kursu ośmiotygodniowego, nawet od jutra. Ja myślę, że gdy przyjdzie na kogoś gotowość, to to trafi do kursu rocznego. To prawda, nie naszym celem jest rozmyślanie, filozofowanie, czy Bóg kościelny istnieje czy nie. Istnieje. Istnieje. Skoro istnieje niebo w nas, to istnieje. Niebo naprawdę istnieje, ale nie po to przyszliśmy tutaj, żeby na niebo zasłużyć cierpieniem i bólem, tylko na to, żebyśmy tego nieba doświadczyli już w nas samych, już teraz, i wszyscy możemy tego nieba zasięgnąć. I teraz, jeżeli my żyjemy z taką wielką raną, że rodzice nam czegoś nie dali, inni nam czegoś nie dają, to ci ludzie nam dać tego nie mogą. Czyli tylko napełnienie siebie od środka może sprawić, że dostanę od innych ludzi. Czyli tylko uruchomienie w sobie tego poczucia wewnętrznej wartości sprawi, że dostaniesz wartość na zewnątrz. Tylko uruchomienie tego wewnętrznego procesu słuchania siebie, uznawania siebie, widzenia siebie, słyszenia siebie, sprawi, że będziesz mógł otrzymać to na zewnątrz. My jesteśmy niebem, to prawda, Kasia, my jesteśmy niebem. Ja mówię sobie zawsze w sytuacjach, kiedy niższe poziomy świadomości mnie ogarniają… Ogarnia mnie wielkie wzruszenie. Taka miłość i wdzięczność. Wspieram siebie zawsze. Nikt tak nie może się mną zaopiekować, jak ja sama, dając sobie uwagę, i wraca to z zewnątrz. Ja serdecznie zapraszam do kursu rocznego. Już nigdy nie będzie tak samo, jak do tej pory. To prawda, Justyna. I tak naprawdę to od nas zależy, jak my przeżywamy nasze życie, i nie masz i nigdy w 100% nie będziesz mieć wpływu na to, co się wydarzy na zewnątrz. Nigdy, nawet jakbyś sobie stworzył piękny świat, wybrał bardzo dokładnie ludzi do życia – nigdy w 100% nie będziesz mógł wiedzieć, jak postąpią, dlatego że oni i tak będą postępować tak, jak boska energia sprawi, żeby pokazać tobie jeszcze to, co nosisz w sobie, żeby jeszcze mogło się dogodzić. Że nawet jeżeli przez chwilę zapomnisz o sobie, to przez chwilę świat znowu o tobie zapomni. Za każdym razem będziesz mieć szansę skorygować i wrócić do siebie i przypomnieć sobie: „Jestem. Jestem bezpieczny i mam swoją moc, i moja moc jest niezależna od tego, co ktoś inny powie, zrobi, bo ja po prostu jestem”. I życzę każdemu z nas, żebyśmy odzyskali swoją własną moc, bo dopóki my naszą moc, i wartość, i szczęście uzależniamy od innych ludzi, to naprawdę nie będziemy szczęśliwi nigdy w pełni. Bo nawet jak znajdziemy w końcu tych ludzi, którzy nam to dadzą, to w pewnym momencie znowu będziemy w tym braku, a ci ludzie znowu będą nam ten brak znowu pokazywać. A więc jedyną drogą do osiągnięcia tego wewnętrznego spełnienia jest napełnienie się tym spełnieniem od środka, czyli danie sobie poczucia ważności od środka, czyli danie sobie poczucia wartości od środka, zrozumienia, że ja jestem wartością, czyli danie sobie uczucia bycia wysłuchanym, ważnym, szczęścia, wsparcia od środka. Nie… Nie może partner mnie wkurzyć w dniu mojego pierwszego dnia pójścia do pracy. Z chwilą, kiedy ty pożegnasz takie żądanie i z chwilą, kiedy ty dasz to sobie… Wstaniesz i powiesz: „Wdech, wydech. Kocham siebie. Dziękuję za tą nową pracę. Dziękuję za nowe możliwości. Dziękuję, że otwiera się nowa droga życia przede mną. Dziękuję za słońce dzisiaj. Dziękuję za wszystko, co jest. Dziękuję, i ja dzisiaj daję tobie wsparcie. To będzie wspaniały dzień”, i ty sobie do ucha cały dzień będziesz śpiewać. Wtedy tak. Wtedy możesz dostać tą wiadomość od swojego ex-męża, a wtedy spojrzysz i powiesz: „Teraz to już mi obojętne. Teraz to już mi jest obojętne”. I życzę nam, kochani, żebyśmy byli uważni na te momenty, w których my uzależniamy swoje szczęście, samopoczucie od innych, kiedy chcemy, żeby te ważne momenty życia były celebrowane przez innych, a nie przez nas samych. Zacznij sam celebrować swoje życie. Zacznij sam celebrować siebie. Zacznij sam doceniać siebie. Zacznij sam… Jesteś wartością, a zapewniam, zapewniam ciebie – jestem tego pewna, bo to jest moim doświadczeniem – zapewniam ciebie, że wtedy świat ciebie doceni. Wtedy dostaniesz pokłady miłości i spadnie na ciebie złoty deszcz, manna z nieba, kiedy ty po prostu napełnisz siebie i przestaniesz czekać, że ktoś ci da… Z nieba, nie tyle z nieba, co da ci od siebie. Dziękuję, kochani, z całego serca, i życzę nam wszystkim wspaniałego wieczoru. Zobaczymy, tutaj jeszcze napisaliście… Ja jestem od trzech tygodni w rocznym – jeszcze większe cuda niż w 10-tygodniowym. Zrozumienie poszerza się. Wow. Oddaję moc innym i staję do swojej… Wow. Praca nad sobą jest najtrudniejsza, ale warto. Zrób porządki w sobie i szanuj siebie też, bo miłość mieszka w tobie. Bóg jest miłością, to prawda. Już jest inna świadomość. Ja pracuję ze swoimi przekonaniami, myśli negatywne przekształcamy w pozytywne. Ja ciągle widzę lustrzane godziny, anielskie liczby na zegarze po sesji u ciebie, Asiu. Rozmawiam i pytam, czego potrzebuję. Mała Anetko, nie identyfikuj się już z nikim. Jestem sobą, i tego każdemu życzę – dokładnie odzyskania takiej wolności, że jestem i mogę być sobą i taka, jaka jestem, jestem wystarczająca, i że nikomu nic nie muszę udowadniać. Nie muszę być taka… Bo ja mam 68 lat i moje życie po kursie rocznym zupełnie się zmieniło. Obecnie żyję w lekkości, miłości, błogości. Jestem w swoim niebie każdego dnia, szczęśliwa. Dziękuję, C, za ten wpis. Na pewno ktoś to potrzebował usłyszeć. Apel do wszystkich: skopiuj swoje komentarze i w podziękowaniu Asi, po zapisaniu pod filmem, byłabym bardzo wdzięczna. Komentarze – jest bardzo dobry pomysł. Dziękuję ci za to, Asiu. A co, jeśli dostrzegam, co powinnam zmienić w moim życiu, ale nie potrafię tego zrobić? Byłam na twoim kursie i nauczyłam się widzieć swoje błędy, ale kurs nie jest po to, żebyś ty widziała swoje błędy – kurs jest po to, żebyś ty widziała swoją cudowność, żebyś ty widziała, jaka jesteś wspaniała. Czyli zobacz teraz to, co robiliśmy tu dzisiaj na live, i do tego wszystkiego, co już wiesz, dorzuć jeszcze wewnętrznego opiekuna w życie. Dziękuję. Zaczęłam kurs roczny – dzieje się magia. Asiu, oglądałam twojego live i powiedziałaś o przyciąganiu, jak magnes, ludzi, którzy będą pokazywać nam to, co mamy w środku, i wtedy dotarło do mnie, że mama mi powiedziała, że tata ją bił, gdy była ze mną w ciąży, i tak się zaczęło, że ludzie poza… Są… Zę… Semi… Wtedy możliwe, że otrzymam ten program? Zdecydowanie tak. Przykro mi, że tego doświadczyła, ale jak przetransformować…? Zatrzymało mnie twoje pytanie: „Czy sobie mówimy: ‘Nikt mnie nie kocha’, i tak dalej?” Kiedyś miałam taki dialog wewnętrzny, teraz już nie. Zniknęło. Kurs roczny działa cuda. Kocham siebie. Kocham ciebie, Asiu. To był cudowny live, dziękuję. Jestem we Wrocławiu, dzieje się przede wszystkim w moim wnętrzu, ty masz wpływ. A jeżeli zobaczymy, zaczniemy widzieć te wewnętrzne cuda, to naprawdę zaczynamy widzieć również te cuda zewnętrzne. Trudno mi wyjść z roli ofiary, nawet po kursie. Trudno… To zobacz, że jeżeli wychodzę z roli ofiary, to znaczy, nie pozwalam sobie, żeby ktoś tu stał za moimi plecami i mówił mi do ucha: „Możesz”, bo ja nie chcę tego słyszeć. Nie chcę… Bo ja chcę… Nie chcę mieć swojej mocy, bo posiadanie swojej mocy – coś musiałabym robić, wziąć odpowiedzialność za siebie – nie chcę. Ja chcę myśleć, że jestem nieważna. A więc zobacz, kochanie, że wystarczy postawić za swoimi plecami swojego wewnętrznego opiekuna. Jeżeli zrobiłaś już kurs, jeżeli przerobiłaś swoją lekcję, to postaw jeszcze swoją lekcję, że jesteś bezpieczna, zawsze zaopiekowana, że możesz wziąć 100% odpowiedzialności za swoje emocje, za swoje życie, za swoje działania, i zobacz to nie jako obciążenie, zobacz to, że to jest dar. Wow, ja mogę! I to jest właśnie to uwolnienie. Dziękuję, kochani, za dzisiaj. Jeżeli czujecie, że live był ważny, uświadamiający, to proszę was o wysłanie go do osób, które tego rzeczywiście potrzebują usłyszeć. Być może udostępnij to w grupach lub na swoim profilu. Dziękuję wam za dzisiaj. Dla wszystkich, którzy przeżyli tutaj wielkie przemienienie życia, serdecznie was proszę o komentarze na Facebooku. Jest taki wpis, opinia o doktor miłość – zostaw tam swoją opinię, prawdopodobnie komuś się przyda. A ja dziękuję wam za dzisiaj. Życzę wam wszystkim cudownego wieczoru, i chciałam tutaj na koniec podziękować za to, że jesteście co dzień, za każde wasze… Dziękuję za każde wasze serduszko, za każde wasze słowo miłości, za każde słowo serdeczności względem mnie – naprawdę to widzę, doceniam i dziękuję. I wszystkie te komentarze i wszystkie te serduszka i waszą obecność na wszystkich social mediach naprawdę przyjmuję waszą miłość z ogromną miłością, ale dopiero teraz mogę to przyjąć, kiedy ja sama jestem wartością, kiedy ja sama jestem miłością, i kiedy ja to i tak mam od wszechświata, ale to nie czyni tych waszych słów i tych waszych dowodów miłości do mnie mniej ważnymi – tylko dopiero teraz mogą do mnie dotrzeć. I to chciałam wam dzisiaj pokazać w live, żebyście to zrozumieli, że spłynie na was deszcz wszystkiego, kiedy wy uznacie siebie. Dziękuję. Życzę wam cudownej, błogosławionej niedzieli. Dzisiaj, kochani, ruszył też Taniec z gwiazdami, więc ja dziękuję z serca, żebyście tu ze mną, a nie oglądając program… Niektórzy pewnie lubią Taniec z gwiazdami, więc gdybyście oglądali, to serdecznie też zachęcam, żeby wesprzeć parę numerem i Agnieszkę Kaczorowską, bo Agnieszka często wspierała naszą przestrzeń, kilkukrotnie byłam u niej na live, więc możemy tak jej z serca podziękować. Dziękuję i ślę wam miłość, kochani. Wszystkiego dobrego i pięknego wieczoru.