Transcription
W 1988 roku Véronique Leguen, francuska badaczka jaskiń, wyłoniła się z jaskini na południu Francji po zdumiewających 111 dniach samotnej izolacji. Ustanowiła nowy rekord świata w najdłuższym czasie, jaki kobieta spędziła w odosobnieniu. Teraz wyobraź sobie jej doświadczenie. Musiała codziennie monitorować siebie za pomocą specjalistycznych instrumentów, bez dostępu do zegara, aby śledzić czas, ani muzyki, która pomogłaby jej go spędzić. Żadnego wschodu ani zachodu słońca, nawet zmiany w stałej, wilgotnej temperaturze 48,1°F, aby wskazać dzień lub noc.
Wracając do normalnego życia, można by oczekiwać, że stopniowo dojdzie do siebie. Jednak z Véronique było coś głęboko nie tak, tajemnica nawet dla jej męża. Następnie, 27 stycznia 1990 roku, wydarzyło się coś nie do pomyślenia. Co dokładnie wydarzyło się podczas eksperymentu Véronique, co tak głęboko ją dotknęło? Kiedy izolujemy się na dłuższy czas, pozbawieni wszelkiego rodzaju stymulacji sensorycznej i środków do śledzenia czasu, co by się z nami stało? Takie warunki są kluczowe do zrozumienia, jeśli planujemy wysłać ludzi w odległe rejony Układu Słonecznego. Na przykład podróż na Marsa może obejmować około 7 miesięcy podróży, co oznacza podróż w obie strony z czasem spędzonym na planecie, która może wynieść około 18 miesięcy w stanie ekstremalnej izolacji.
Dzięki Michel Siffre, francuskiemu naukowcowi, który przebywał w jaskini przez 205 dni w 1961 roku, dowiedzieliśmy się, że chociaż udało mu się zaadaptować, napotkał znaczące wyzwania pod koniec eksperymentu. Mentalnie. Przenieśmy się do 1988 roku. Zainteresowanie dalszym badaniem ludzkich reakcji na takie warunki odżyło. Tym razem skupiono się na zbadaniu, jak kobieta zaadaptowałaby się do podobnych warunków przez okres 3 miesięcy. Jeśli jesteś ciekawy, jak Michel Siffre prawie stracił rozum i jakie przełomowe odkrycia poczynił na temat ludzkiego ciała, gorąco polecam obejrzenie mojego innego filmu. W nim zagłębiam się w jego doświadczenia i odkrycia. Ten film skupi się bardziej na tym, co stało się z Véronique, a tego nie chcesz przegapić, ponieważ jej historia jest bardzo niepokojąca.
Więc wracając do naszej historii, Michel Siffre szukał ochotnika do swojego eksperymentu, konkretnie doświadczonego badacza jaskiń. Jak się okazało, żona jego przyjaciela, Véronique Leguen, była idealną kandydatką. Véronique miała niekonwencjonalny początek swojego małżeństwa. Ona i jej mąż Francis spędzili swój pierwszy weekend jako małżeństwo na eksploracji podwodnej jaskini w pobliżu Paryża. „Nienawidziłam swojego życia. Czułam, że mogę dokonać wielkich rzeczy, ale nie wiedziałam, co to będzie” – wspominała. Para często inwestowała wszelkie wolne pieniądze, które mieli z jego firmy fotograficznej i jej pracy jako tymczasowej sekretarki, w swoje przygody eksploracji jaskiń. Spotkanie jej męża, który był już zapalonym badaczem jaskiń, odmieniło jej życie. Kiedy więc Michel Siffre przedstawił jej możliwość udziału w znaczącym eksperymencie, Véronique nie wahała się skorzystać z tej okazji.
10 sierpnia 1988 roku Véronique w końcu rozpoczęła swój eksperyment, który, podobnie jak eksperyment Michela Siffre'a, obejmował skrupulatne przygotowania. Była dobrze wyposażona w żywność i cały niezbędny sprzęt na swój pobyt. Jednak istniały zauważalne różnice w porównaniu z wcześniejszym eksperymentem Michela. Jedną z istotnych zmian było użycie kamer i mikrofonów przez zespół naziemny. Technologia ta była przede wszystkim wdrożona jako środek bezpieczeństwa do monitorowania samopoczucia Véronique, zwłaszcza podczas długich okresów ciszy, zapewniając, że załoga naziemna mogła potwierdzić, że wciąż żyje. Inną kluczową różnicą była nieobecność odtwarzacza muzyki. Muzyka była kluczowym elementem w utrzymaniu zdrowia psychicznego Michela Siffre'a podczas jego izolacji. W przeciwieństwie do tego, jedynym źródłem rozrywki Véronique było czytanie książek.
Percepcja czasu pod ziemią może być uderzająco różna, pozbawiona naturalnych wskaźników dnia lub nocy. Dla Véronique oznaczało to poleganie wyłącznie na swojej intuicji, aby ocenić upływ czasu. Początkowo, przez pierwsze 15 dni, jej cykle snu i czuwania pozostawały stosunkowo normalne. Jednak wkrótce zaczęły znacząco odbiegać. Véronique planowała wykorzystać swoje cykle menstruacyjne jako sposób na utrzymanie poczucia czasu, ale jej osąd był coraz bardziej upośledzony. Na przykład, podczas tego, co uważała za jedno popołudnie, udało jej się przeczytać dwie całe książki. W innym przypadku, po przygotowaniu obiadu, postanowiła wziąć krótką drzemkę, tylko po to, by odkryć, że spała przez 18 godzin. Ten wzorzec zniekształconej percepcji czasu stawał się coraz bardziej ekstremalny, aż w końcu spała przez prawie 50 godzin i spała po 30 godzin na raz.
Dezorientacja była bardzo widoczna w doświadczeniu Véronique. Pomimo jej zamiaru śledzenia czasu za pomocą cykli menstruacyjnych, jej wypaczony zmysł czasu doprowadził ją do przekonania, że jej okresy są oddalone tylko o 11 dni. Wspominała: „Gdybym zaufała swojemu ciału, byłabym bardzo blisko prawdziwego czasu”. Podobnie jak Michel, Véronique miała serię codziennych zadań do wykonania, aby śledzić zmiany w swoim ciele, i okazało się to dla niej znaczącą walką. Musiała wykonać tysiące testów, w tym wielokrotne zakładanie i zdejmowanie czujników elektronicznych na twarzy i piersiach, skrupulatne mierzenie i ważenie jedzenia, zbieranie próbek moczu do badań, a nawet przeprowadzanie badań krwi. Sama ilość tych testów była ogromna. Nawet 2 lata po eksperymencie dane z 15 000 przeprowadzonych testów były nadal analizowane.
Pewnego razu, po zbyt długim spaniu, Véronique nie udało się wykonać swojego codziennego zadania, a Michel zadzwonił do niej i była zaskoczona, słysząc, jak bardzo był wściekły, ponieważ nie podłączyła czujników, które mierzyły jej parametry życiowe. „Mój gniew był skierowany przeciwko maszynom. Mój wielki problem nigdy nie był samotnością. To była ilość testów naukowych, które trzeba było wykonać jak najściślej. Wahałam się między poczuciem winy, jeśli przegapiłam test, a odpowiedzialnością, i stałam się agresywnie urażona. Czuję falę ogromnej agresywności, która dominuje mojego ducha. Walczę jeden po drugim. Patrzę na każdy z instrumentów mojego torturującego sprzętu, aby pobrać próbki, analizować, liczyć, manipulować, kłuć. Szalona chęć ogarnęła mnie, by wszystko rozbić i zniszczyć.”
W miarę postępu eksperymentu to ona krzyczała na Michela, ponieważ uważała, że ją szpieguje przez mikrofon zainstalowany w jaskini, a to przekonanie podsycło jej rosnącą wrogość wobec niego. Véronique postrzegała Michela jako pana, który torturował ją z góry, aranżując warunki, które powodowały jej cierpienie. Narysowała szkic swojej jaskini, który zawierał autoportret opublikowany wraz z serią artykułów, które napisała z podziemi dla magazynu Vagaro w Paryżu, pokazujący ją przywiązaną i oplecioną drutami i sondami. Szkic przedstawiał również półkę na książki, gdzie Michel jest autorem książek o sadomasochizmie. Najbardziej niepokojącym szczegółem jej rysunku jest tarcza do rzutek na ścianie. Cel to teraz twarz Michela, a on jest pokryty ciemnymi ranami.
Jednak w miarę jak narastała jej uraza i nienawiść do jej naukowego mistrza, jej uczucie do jaskini i jej książek stale rosło. Z biegiem czasu jej psychika zaczęła dostosowywać się do czegoś znacznie bardziej dziwacznego. Powiedziała: „Nie czuję się zmieniona przez eksperyment, ale czuję się wzbogacona o żywe wspomnienia i uczucia. I jest jedna zasada, która została we mnie wzmocniona, kiedy byłam sama w mojej jaskini: byłam swoim własnym sędzią. Jesteś swoim własnym najsurowszym sędzią. Nigdy nie wolno ci kłamać, bo wszystko jest stracone. Najsilniejsze uczucie, które wyniosłam z jaskini, to to, że w moim życiu i w całym moim przyszłym życiu nigdy nie będę tolerować kłamstwa.”
Kiedy Véronique otrzymała wiadomość, że jej czas pod ziemią dobiegł końca, doświadczyła przypływu uczucia do jaskini, która była jej domem przez tak długi czas. W symbolicznym geście pożegnania umieściła świece wokół wnętrza jaskini, oświetlając jej naturalne cechy po raz ostatni. Napisała w swoim dzienniku: „Rozmawiałam ze swoimi stalagmitami, chwaliłam ich postawę, ich elegancję. Nie wspominałam o ich wieku, bo jak Dorian Gray, nie podlegają czasowi. Myślałam, nie bez ukłucia serca, o jednej z tych ulotnych i jasnych wizji życia, że wrócę z siwymi włosami, z twarzą pomarszczoną jak stare jabłko. Będę z nimi znowu, tymi niezłomnymi towarzyszami młodości, wciąż tak jasnymi i pięknymi, jak dzisiaj.”
Po wyjściu z jaskini Véronique spodziewała się, że w końcu wyrwie się z tej rutyny, w której była. Ale dziwnie, zamiast tego ogarnęło ją poczucie żalu. Pomimo wznowienia normalnego życia, od czasu do czasu okazywała rozczarowująco obojętną postawę wobec świata na zewnątrz. Ta reakcja była nieoczekiwana, zwłaszcza biorąc pod uwagę jej wcześniejszy opis wyprawy jako tortury. Pełna pasji badaczka jaskiń, która chętnie zgłosiła się na ochotnika do eksperymentu, wydawała się przejść głęboką transformację. Co gorsza, coś w niej zniknęło, ponieważ tydzień później, po eksperymencie, siedząc i rozmawiając z reporterem, Véronique była znacznie mniej emocjonalna i szczerze zaskoczona tym, że wszystko tutaj było takie samo jak przedtem i potem. „Kiedy byłam w jaskini, bałam się tego, co się stanie, kiedy w końcu znowu zobaczę ludzi. Ku mojemu zaskoczeniu odkryłam, że powrót nie był wcale trudny. Byłam z dala przez miesiące, ale teraz czuję się, jakbym była z dala tylko przez tydzień.”
A potem, 2 lata później, znaleziono ją martwą w jej samochodzie w północno-wschodnim Paryżu z powodu przedawkowania barbituranów. Oczywiście Francis, mąż Véronique, był załamany, a sądząc po artykule, który przeczytałem, wydaje się, że między nim a jego przyjacielem Michelem jest rozdźwięk. Michel chciał zamieść wszystko pod dywan, mówiąc, że incydent nie miał żadnego związku z jej wyprawą, były to wyłącznie prywatne powody, ale Francis twierdzi inaczej. Według jej męża, on również nie mógł zrozumieć, z jakim problemem się borykała. Powiedział, że miała w sobie pustkę, której nie była w stanie [Muzyka] zakomunikować.