Transcription
Odwróć się od światła. Twoja pierś naga. Spójrz w ciemność. Moim zdaniem, istnieją pewne obrazy, które imponują przekonaniem, że przedstawiają nie tylko wyobrażone kształty i postacie poczęte w umyśle artysty, ale sceny, twarze lub sytuacje, które faktycznie istniały. Jest w jednym dziwnym obrazie ta nieuchwytna rzecz, która stempluje go jako właśnie takie przedstawienie rzeczywistości. To niezwykłe dzieło holenderskiego malarza Schalckena. Był uczniem Gerrita Dou, który z kolei był studentem Rembrandta van Rijna. Schalcken pracował w mieście Lejda w latach 70. XVII wieku, a ten przykład jego pracy jest w niezwykle dobrym stanie zachowania. Widzisz komnatę w czymś, co może być jakimś starożytnym budynkiem religijnym. Na pierwszym planie postać kobieca w białej szacie. W jej dłoni świeca, dzięki której tylko jej postać i twarz są oświetlone, a jej rysy noszą taki łobuzerski uśmiech, jaki przystoi ładnej kobiecie, gdy jest zaangażowana w jakąś uroczą sztuczkę własnego pomysłu. W tle postać mężczyzny ubranego w staromodny flamandzki sposób, w postawie alarmu, z ręką na rękojeści miecza, który wydaje się wyciągać. Reszta, całkowity cień, z wyjątkiem tego, że słabe światło wydaje się definiować w ciemności jakąś formę. Mój pradziadek dobrze znał malarza, a od samego Schalckena dowiedział się strasznej historii stojącej za obrazem. Od razu zauważysz różnicę między tym obrazem, typowym dla późniejszej twórczości Schalckena, a chłodnym, miarkowanym i dokładnie zbalansowanym stylem sztuki flamandzkiej, do którego musiał być przygotowany jako uczeń Gerrita Dou. I to w jego pracowni w Lejdzie w roku 1665 zaczyna się nasza historia. Wyjątkowo szczegółowe i drobiazgowo wykonane obrazy Gerrita Dou słusznie przyniosły mu wielką sławę. Prawie całkowicie zniszczyły mu również wzrok. Od 30. roku życia wiemy, że stopniowo tracił wzrok. Być może płaszcz romansu wisi nieco niezdarnie na postaci Godfrieda Schalckena. Historia zapamiętała go w późniejszych latach jako prostaka o wielkiej ambicji, złym temperamencie i niewielu manierach. Ostatecznie miał popaść w zapomnienie, w cieniu swojego bardziej znanego mistrza. Jego edukacja u Dou była tradycyjnie formalna i akademicka. Ale jego późniejsza twórczość, którą obiecuję, że zobaczysz i zapamiętasz, wydaje się mieć swoje korzenie w jakimś prywatnym świecie snów, być może nigdy inaczej niewyrażonych. Siostrzenica i podopieczna bogatego Mistrza Dou nie była jeszcze zaręczona. Chociaż jeśli tradycja mówi prawdę, miała cały urok jasnoskórych flamandzkich panien. To była Rose Velderkaust. Panna Velderkaust, ja... Er... martwa natura rysunek. Jedna godzina. Zaczynaj. Oczywiście, w tym czasie Godfried Schalcken był biednym studentem, bez żadnych zalet pozycji czy urodzenia. Nic, krótko mówiąc, co mogłoby skłonić Gerrita Dou do przychylnego spojrzenia na jakiekolwiek małżeństwo z jego siostrzenicą. Kuszenie św. Antoniego. Św. Antoni. Kuszenie. Diabły. Wyobrazisz sobie diabły. Zaczynaj. Przestań. Jutro rano. Panno Velderkaust, nie mam pieniędzy, ale mogę pracować na rzecz kompetencji i reputacji. Panno Velderkaust, muszę pani powiedzieć, że myślałem o niewiele innym niż o pani... Proszę mi wybaczyć, ale muszę wiedzieć, czy... czy mogłaby pani... czy mogłaby pani przyjść do... Czy pani również mogłaby... Krótko mówiąc, Godfried Schalcken był zakochany. Na tyle, na ile może być Holender. Schalcken, możesz zostać dziś wieczorem. Jemy o siódmej. Wierzę, że znam twoje zamiary, Schalcken, i jestem dumny, że mogę je dobrze zrozumieć. W przyszłym tygodniu zaczniesz malować farbami olejnymi. Twój rysunek jest całkiem wystarczający. Dziękuję, Mistrzu Dou. Dobranoc, Schalcken. Cholera. Niech mnie szlag trafi. Niech mnie szlag trafi obraz, diabły, święci. Niech ich wszystkich szlag trafi do piekła. Powiedz Gerritowi Dou, że Minjheer Vanderhausen z Rotterdamu pragnie z nim porozmawiać jutro wieczorem o tej samej godzinie i, jeśli mu się spodoba, tutaj, w tym domu. Czy mogę powiedzieć co... Sprawa o pewnej wadze! To wszystko. Vanderhausen. Vanderhausen. Z gdzie? Rotterdamu. Vanderhausen z Rotterdamu. Nigdy o nim nie słyszałem. Czy powiedział portret? Powiedział tylko o sprawie o pewnej wadze. Mm. Portret. Albo o jednym z tych biednych krewnych, do których można się przyuczyć. Cóż, w Rotterdamie nie ma nikogo, kto by mi zostawił spadek. - Powiedział o siódmej? - Według zegara Ratusza. Właśnie wybiła siódma, kiedy go zobaczyłem. Vandergeldt... Vanderhausen. Cóż, w Rotterdamie nie ma nikogo... ...kto by mi zostawił jakiekolwiek pieniądze. Zaraz będziemy mieli Jego Miłość, jeśli zamierza dotrzymać godziny. Mam zaszczyt zwracać się do Minjheera Vanderhausena z Rotterdamu? Ten sam. Oczekuję rozkazu Waszej Miłości. Zapraszam Waszą Miłość. Czy to człowiek godny zaufania? Och, z pewnością. Mój uczeń Godfried Schalcken. Niech więc weźmie to pudełko i poprosi złotnika o wycenę jego zawartości. Odwiedziłeś miasto Rotterdam cztery miesiące temu. W kościele św. Wawrzyńca widziałem twoją siostrzenicę Rose Velderkaust. Pragnę ją poślubić, gdy tylko przekonasz się, że jestem bogatszy niż jakikolwiek mąż, jakiego mógłbyś dla niej sobie wyobrazić, zamkniesz tę propozycję tutaj i teraz. Nie czekam na żadne obliczenia ani opóźnienia. Panie, ja... Ja... Nie wątpię w pańską pozycję. Jednak musi pan być świadomy, że dziewczyna ma własne zdanie. To znaczy, że może się nie zgodzić na to, co dla niej projektujemy, nawet jeśli jest to dla niej tak korzystne. Nie próbuj mnie oszukać, malarzu. Ona jest twoją własnością. Stanie się moja, jeśli zechcesz ją tak uczynić. Ona nie ma wyboru. Cóż, jesteś porywczym starym dżentelmenem, to pewne, ale możesz być tak bogaty, jak mówisz. Nie będę się niepotrzebnie zobowiązywał, jednak. Nie będziesz się niepotrzebnie zobowiązywał, Gerrit Dou, ale zrobisz to, gdy uznasz, że jest to konieczne. Gdy będziesz zadowolony z wartości mojego złota, podpiszesz tutaj i teraz swoje imię na tym zobowiązaniu. Ciężkie pudełko było wypełnione po brzegi złotymi monetami o antyczności i prawdopodobnej wartości, których Schalcken nigdy nie mógł sobie wyobrazić w najśmielszych snach. Doskonale. Ani jedno ziarno stopu. Doskonale. Czy jesteś zadowolony, Gerrit Dou? Ja... Ja bym chciał dzień, panie. Nie godzinę. Jestem zadowolony. W takim razie podpisz, bo jestem zmęczony. Niech chłopiec napisze swoje imię na świadectwo. Odwiedzę cię jutro wieczorem, Gerrit Dou, aby zobaczyć przedmiot naszej umowy. Oczywiście Dou nic nie wiedział o uczuciu między Rose a jego najlepszym uczniem. Nawet gdyby wiedział, wątpliwe jest, czy uznałby to za poważną przeszkodę. Małżeństwa były sprawą handlu i kalkulacji. Nieszczęsna dziewczyna była po prostu przedmiotem umowy. Moje oczy nie są już takie jak kiedyś, Rose, ale są wystarczająco dobre, by zobaczyć, że ta twoja ładna twarz przyniesie ci fortunę. Nie. Wierz mi, dziewczyno, wkrótce staniesz przed ołtarzem. Teraz przygotuj duży pokój na siódmą. Powiedz Fransowi, że obiad jest na godzinę. Spodziewam się przyjaciela, bardzo bogatego przyjaciela, więc ubierz się pięknie. Malarz jednak nie poinformował swojej siostrzenicy o ważnym kroku, który podjął w jej imieniu. Nie dlatego, że spodziewał się sprzeciwu, ale raczej dlatego, że gdyby ona zadała jakiekolwiek pytanie o swojego przeznaczonego narzeczonego, Dou musiałby przyznać, że jeszcze nie widział wyraźnie jego twarzy. Ach, witaj, Minjheer, witaj. Mam zaszczyt przedstawić moją siostrzenicę, Rose Velderkaust. Znasz mojego ucznia, Godfrieda Schalckena. Minjheer Vanderhausen z Rotterdamu. Er... proszę usiąść. Ach, jesteśmy bardzo zaszczyceni. To jest bardzo, um... Ach, Rotterdam... Tak. Och, wujku, co za straszna kreatura! Nigdy więcej nie mogłabym spojrzeć na tę twarz za całe bogactwo państw. Jesteś głupim dzieckiem! Człowiek może być brzydki jak diabeł, ale jeśli ma dobre serce, jest wart wszystkich perfumowanych szczeniąt, które spacerują po Mall. Wujku, on jest potworny. Pamiętasz tę starą drewnianą figurę w kościele św. Wawrzyńca, kiedy byłam dzieckiem i pojechaliśmy do Rotterdamu, i tak się bałam tej twarzy, że nie mogłam oderwać od niej wzroku? To naprawdę był on. Widziałeś jego ręce? Och, cicho bądź! Podpisałem kontrakt. Nie mam do opisania sentymentalnych scen, żadnych wykwintnych szczegółów okrucieństwa opiekuna, żadnych agonii ani uniesień kochanków. Zapis, który mam poczynić, to bezduszność, nic więcej. Kontrakt został podpisany, a ugody uczynione jeszcze wspanialsze, niż Dou kiedykolwiek marzył. Godfried, to musi być wkrótce. Mamy mniej niż tydzień. Wkrótce? Nie ma nigdzie w Lejdzie. Wiedzieliby, gdzie nas znaleźć. Może się nie stanie. Widziałeś kontrakt. Mój wujek dotrzyma słowa. Wtedy to będzie jego sprawka. Nie mam nic, co by nas zatrzymało. Nie pozwolisz mi pójść do tej kreatury? Będę pracował, Rose. W przyszłości odkupię kontrakt. Odkupię go podwójnie. I tak nadszedł dzień ślubu, a Godfried Schalcken zobaczył, jak jego potworny rywal zabiera nagrodę. Przez dwa lub trzy dni Schalcken nie pojawiał się w szkole. Potem wrócił do pracy, jeśli z mniejszą radością, to z o wiele większą upartą determinacją niż wcześniej. I kawałek po kawałku, impuls miłości ustąpił miejsca impulsowi ambicji. Minęły miesiące i, wbrew oczekiwaniom i umowie, Gerrit Dou nic nie słyszał o swojej siostrzenicy ani o jej czcigodnym mężu. Stał się tak niespokojny, że wysłał Schalckena do Rotterdamu, aby sam przekonał się o komforcie i bezpieczeństwie Rose. Schalcken nie ominął żadnego domu w Boomquay, ale nikt nigdy nie słyszał o bogatym Minjheerze Vanderhausen. W końcu zmęczył się tym, co teraz wydawało się niemożliwą misją. Teraz, nie musisz się niepotrzebnie zobowiązywać, Minjheer, ale zrobisz to, gdy uznasz, że jest to konieczne. Hendrijke! Jeden powóz jest podobny do drugiego, a jednak, nawet w ciemności, ten, dziwnie napotkany przed samym kościołem św. Wawrzyńca, przypomniał Schalckenowi fatalny poranek, kiedy Rose opuściła swój dom na zawsze. Czy wiózł pan wesele z domu Gerrita Dou w Lejdzie? Tak, Minjheer, wczesnym latem. A po ceremonii? Stary człowiek wyszedł i wsiadł do powozu z powrotem do Lejdy. Czekałem godzinę i nikt inny nie wyszedł z kościoła. Światło gasło, mgła opadała. Więc wszedłem do kościoła, żeby ich znaleźć. W środku nikogo nie było. Nikogo? Kiedy wróciłem do powozu, spojrzałem do środka. Znalazłem to... na siedzeniu. Jest w tym wystarczająco dużo srebra, żeby zapłacić za przejazd dziesięć razy. I nie miał pan wrażenia, dokąd mogli pójść? Żadnego, panie. Nigdy ich więcej nie widziałem. - Czy mogę pana gdzieś podwieźć, panie? - Nie, pójdę pieszo. Sam widziałem ten dziwny mały obraz. Przeszedł już przez kilka prywatnych rąk. Podobnie jak inne małe płótna Schalckena, wydaje się czerpać z elementów o osobistym charakterze, a jednak bez widocznego oparcia w tym, co wiemy o życiu malarza. Na wszystkich obrazach, które widziałem, zauważyłem dziwny dystans w relacji postaci ludzkich. Kontakty nawiązane tylko być może przez oczekiwane konwencje i uprzejmości towarzystwa, lub przez transakcje handlowe. Zmysłowość bez ciepła, bez pasji. Ozdoby, które są ozdobne i piękne, a jednak umieszczone w ciemności, której chybotliwe światło lampy lub świecy nigdy nie wydaje się w stanie przeniknąć. Vandenberg. 180 guldenów. Zniknięcie Rose Velderkaust wiele lat temu było ciągłym smutkiem dla starego Dou. Czuł najmocniej, że został oszukany i nie wiedział dlaczego. Aby rozwiać swoją samotność, ponieważ nie mógł już pracować, nadal utrzymywał bliskie kontakty ze swoim teraz słynnym uczniem. Vanboger. Vanboger? 120 guldenów. 120 guldenów. Pytają o dzieła Gerrita Dou i płacą 120 guldenów? Więcej niż płacą za moje. Słusznie. To kwestia reputacji i doświadczenia. Jestem teraz znany w Anglii! Powinni płacić więcej. Rose! Rose? Czy to Rose? Wino! Daj mi wino, szybko, na litość boską. Jedzenie! Daj mi jedzenie! Znajdź mi sługę Bożego. Nie jestem bezpieczny, dopóki nie przyjdzie. Wyślij po niego szybko! Och, Boże, żeby tylko był tutaj teraz! Nigdy nie wolno mnie zostawiać samego. Jestem zgubiony na zawsze, jeśli mnie opuścisz. Umarli i żywi nigdy nie mogą być jednym. Jest to zabronione. Umarli i żywi nigdy nie mogą być jednym. Nie, on już tu jest! Patrz! Patrz, dokąd idzie! Och, proszę. Proszę, nie zostawiaj mnie. Jeśli chcesz mnie ocalić, nigdy mnie nie zostawiaj samego, ani na chwilę. On tu jest. Odpoczynek dla czuwających, sen dla śpiących. Jest ciemno. Ciemność jest niebezpieczna. Daj mi światło. Przynieś światło! Przynieś światło! Co to jest? To Lesbia ważąca na wadze swoją biżuterię przeciwko swojemu ukochanemu wróbelkowi. Co to znaczy? To tylko historia. Czy mogę zasugerować nowe wprowadzenie, które, jestem przekonany, spodoba się Minjheerowi. Nie. Hendrijke. Chciałbym, żebyś tylko zobaczyła nową dziewczynę. Piękne, nieskalane stworzenie, którego rodzina niestety popadła w trudności, a któremu obiecałem, że przedstawię tylko najbardziej wykształconych z naszych gości. - Hendrijke. - Bardzo dobrze, Minjheer. Tak bardzo pana lubi, Minjheer, nasza Hendrijke. A może następnym razem spotkasz piękną Rose z Rotterdamu. Madame? Nowa dziewczyna... Wiedziałam, że Minjheer nie oprze się. Rose? Co dzisiaj, Minjheer? Maria Magdalena. Jest w Biblii. A artysta Pigmalion, kiedy zobaczył, jak kobiety wokół niego wydają się zrobione z kamienia, twarde jak krzemień, postanowił wyrzeźbić dla siebie posąg piękniejszy niż jakakolwiek urodzona kobieta. Stał przy ołtarzu na uczcie Wenus, modląc się: "Proszę o..." Nie odważył się powiedzieć o kości słoniowej. "Jedną jak dziewica z kości słoniowej." A kiedy wrócił, poszedł prosto do posągu. Wydawała się ciepła. Kość słoniowa straciła twardość, gdy dotknął jej piersi palcami. Maria Magdalena? Pandora. Kto to jest Ceres? Twarz artysty staje się tu zachłannym satyrem, który podgląda piękno, ale go nie posiada. Klasyczne i mitologiczne tematy, w które Schalcken w tym czasie się oddawał i, jak przypuszczam, jego bogaci patroni, wydają mi się charakteryzować mdłymi sentymentami lub wyrachowanym erotyzmem, który często graniczy z absurdem. A jednak, w tym samym czasie, i być może prywatnie, stworzył serię kobiecych postaci przy lampie i świecy, które konfrontują widza w bezpośrednim, czasem kokieteryjnym, postawie zaproszenia, być może nawet wyzwania. Nigdy wcześniej w pełni nie zrozumiałem tej obsesji, dopóki nie zapoznałem się z narracją, którą teraz wam przekazuję. W wieku około 30 lat Schalcken poślubił dziewczynę z bogatej rodziny kupieckiej. Nazywała się Francoise van Dimen de Breda. Była kilka lat młodsza od niego. Chociaż jej pozycja społeczna być może nie w pełni spełniała oczekiwania Schalckena - jego własna reputacja była już znacząca - była rozsądnym wyborem, niepozbawionym manier towarzyskich i odpowiednio wyszkolonym w sztuce domowej. Tak? Czy mam zaszczyt zwracać się do Godfrieda Schalckena? Tak, Minjheer, jestem Schalcken. To wielka przyjemność, Godfried Schalcken. Widziałem pana prace w domu Burmistrza Rotterdamu. Gratuluję panu. Przybyłem prosić, czy namaluje pan portret mojej córki. Wyobraziłem go sobie z moją córką bawiącą się, w przeddzień jej urodzin, przed wejściem w dorosłość. Przyjemne tło, być może mój własny salon, a na pierwszym planie jej ulubiona lalka. Lalka? Jest bardzo przywiązana do lalki. Nie maluję już portretów na zamówienie, panie. Może w przyszłości, ale mam teraz pracę nad innym tematem, własnym. Znam go, panie. Byłbym zaszczycony, mogąc z panem o nim porozmawiać. Widziałem niewiele bardziej nawiedzonych scen poza dziełami Rembrandta van Rijna i Gerrita Dou. Dou już nie maluje. Był pan jego uczniem? Jestem swoim własnym człowiekiem, Minjheer. Nie kopiuję Dou. Ani nie maluję portretów na zamówienie. Ach, nie musisz się niepotrzebnie zobowiązywać, Godfried Schalcken, ale gdy zobaczysz wartość mojej prowizji, myślę, że uznasz, że jest to konieczne. Schalcken. Godfried Schalcken. Gerrit Dou później popadł w zapomnienie, w cieniu swojego bardziej sławnego ucznia. Gerrit Dou zmarł w 1675 roku. Schalcken poszedł sam na pogrzeb, który, pomimo sławy Dou, nie był dobrze uczęszczany. Wrócił z kościoła św. Wawrzyńca znacznie później niż oczekiwano tej nocy, i z postawą, która wydawała się odzwierciedlać jakiś niewyrażalny ból, nie powiedział ani słowa swojej rodzinie, ale poszedł prosto do swojej pracowni, gdzie pozostał do rana. Dopiero lata później Schalcken po raz pierwszy opowiedział o wydarzeniach tej nocy. Został sam w kościele św. Wawrzyńca, po tym jak rozproszyła się grupa pogrzebowa. Kiedy szedł cicho, sam ze swoimi myślami w ciemnym budynku, ogarnęła go senność od intensywnego zimna w tej ogromnej i pustej kamiennej kaplicy. Jakiś impuls; silniejszy niż zwykła ciekawość, poprowadził go do drzwi kościelnych krypt. Do dnia swojej śmierci Schalcken był przekonany o rzeczywistości wizji, którą widział, i pozostawił ten obraz jako świadectwo. Ale spójrz bliżej i przypomnij sobie jego ostatnie straszne spotkanie z Rose Velderkaust. Jeśli sobie przypominasz, malarz zemdlał na widok jakiegokolwiek zjawiska, które mu się ukazało. Tutaj namalował obserwatora, siebie, w akcie wyciągania miecza, jakby broniąc się przed siłami, które mu zagrażały. Autoportret, być może? Może też trochę samooszukiwania? Godfried Schalcken zmarł w listopadzie 1706 roku, a poza historią, którą wam opowiedziałem, która była przekazywana ustnie przez mojego ojca i jego ojca, nie ma innych zapisów o tym tajemniczym romansie w życiu malarza Schalckena.