Transcription
Katarzyna Kotula, do niedawna minister równości, pochwaliła się, że Sejm przegłosował dyrektywę Women on Board, która zmusi spółki giełdowe do wprowadzenia parytetu płci w radach nadzorczych. I tu najciekawsze są uzasadnienia, bo zarówno sama pani Kotula twierdzi, że więcej kobiet w radach nadzorczych po prostu sprawi, że firmy będą lepiej zarządzane.
Ale też na stronie całej tej akcji wprost twierdzi się, że kobiety są bardziej kompetentne i lepiej przygotowane do zasiadania w radach nadzorczych niż mężczyźni, bo stanowią większość absolwentek kierunków biznesowych. I abstrahując już nawet od tego, że to jest po prostu błędna logika, bo z proporcji demograficznych w danej grupie wcale nie wynika, że wąski margines najbardziej kompetentnych osób w tej grupie będzie miał takie same proporcje demograficzne, ale dodatkowo ta ich argumentacja zakłada, że największe spółki w Polsce nie potrafią same sobie wybrać dostatecznie kompetentnych ludzi do własnego kierownictwa i że tracą na tym.
Wprost jest powiedziane, że lepsze wyniki te firmy będą robić, gdy zmusi się je do zatrudnienia w radach nadzorczych kobiet. Innymi słowy, że największe spółki w Polsce nie potrafią maksymalizować swoich zysków przez optymalną organizację, tylko centralne planowanie musi im to zapewnić. Twierdzenie, że wolny rynek nie umie maksymalizować zysków spółek, tylko jakiś komitet partyjny musi go w tym poprawiać, jest ideologicznie motywowanym absurdem, argumentowanym jeszcze, jak widzieliśmy, błędną logiką.
Ale to nie koniec, bo dodatkowo cała ta sytuacja to jest kolejny dobry przykład tego, że te wszystkie kawiorowe feministki z okolicy ideowej pani Kotuli, to nie jest środowisko, które występuje w pierwszej kolejności w interesie swojej płci, ale w interesie swojej klasy społecznej. Przecież żadnej kobiecie pracującej na kasie w Żabce albo nie mogącej znaleźć żłobka w małej miejscowości albo ledwo wiążącej koniec z końcem, bo były partner nie płaci alimentów. Żadnej z takich kobiet nie będzie lepiej od tego, że korporacje będą miały parytety w radach nadzorczych.
Będzie od tego lepiej bogatym, wykształconym kobietom z kadry menadżerskiej, no bo będą miały one dodatkową możliwość zarobków, nawet jeśli ich dotychczasowe kwalifikacje na to nie pozwalały, no bo teraz firmy będą musiały je przyjąć do tych radzorczych i wynagradzać za to. Tego rodzaju kawiorowy feminizm osób takich jak pani Kotula nie dba o to, żeby lepiej było kobietom jako takim, tylko o to, żeby lepiej było pewnemu marginesowi najbardziej uprzywilejowanych kobiet, które i tak już sobie radzą dużo lepiej niż reszta społeczeństwa. A jak uzasadniają konieczność poprawiania ich losu? Bo w tej warstwie najbogatszych jest proporcjonalnie więcej mężczyzn. Zauważcie jak często to właśnie przytaczane jest jako powód konieczności tych zmian. Oj, bo większość dyrektorów to mężczyźni, bo większość milionerów to mężczyźni, większość posłów, większość profesorów, a warstwy społeczne niższe niż ten sam szczyt po prostu ich nie interesują. M.