📱

Get Our Mobile App

Take your business learning on the go!

Download on the App StoreGet it on Google Play

Najlepsze ETF-y do trzymania NA ZAWSZE (serio!)

Pankracy13:40

Transcription

Jest aż 3618 ETFów dostępnych dla europejskich inwestorów, ale tylko garstka z nich sprawdzi się jako inwestycja do trzymania na długie, długie lata. Większość będzie za droga, za bardzo skoncentrowana albo po prostu przekombinowana. Zresztą bardzo łatwo się w tym wszystkim pogubić. Są przecież ETFy akumulujące i wypłacające dywidendy. Do tego też jest fizyczną oraz syntetyczną replikacją, a na dodatek znaczenie ma nawet rezydencja ETF-a. A więc czy jest to ETF na przykład irlandzki czy luksemburski?

Przyjrzałem się więc dostępnym opcjom i zawęziłem je do sześciu sensownych. Następnie wybrałem jedno rozwiązanie, które wydaje mi się być najlepszą inwestycją do trzymania na zawsze, a więc chociażby przez następne 30, 40 lat. Oczywiście dzisiejszy materiał nie jest poradą inwestycyjną. Stałych widzów proszę o zostawienie łapki w górę dla youtubowego algorytmu i bez zbędnego przedłużania przechodzimy do rzeczy.

Na stronie Atlas ETF, z którą nie mam żadnych powiązań, znajdziecie wszystkie ETF-y, jakie możecie sobie wyobrazić. Jest ich ponad 12 000, ale nie wszystkie są dostępne w Europie. Na początek możemy się więc zawęzić do tych, które mają siedzibę na starym kontynencie.

Kolejną opcją, którą trzeba wziąć pod uwagę, jest to, w jakie klasy aktywów inwestuje ETF. Najpopularniejsze są ETF-y akcyjne, ale to nie jest jedyna opcja. Innymi przykładami będą chociażby obligacje czy surowce. My jednak skupimy się na ETF-ach inwestujących w akcje, ponieważ jeśli mówimy o długim kilkudziesięcioletnim terminie, zwykle byłaby to najlepsza opcja. Wynika to z postępu technologicznego i wzrostu produktywności, które sprawiają, że w długim terminie rynki akcyjne idą do góry. Po drodze oczywiście przydarzają się różne górki i dołki, ale historycznie stajemy się coraz lepsi w wytwarzaniu wartości. Kiedyś na przykład ponad 30% społeczeństwa musiało pracować w rolnictwie, żeby wykarmić resztę kraju. Dzisiaj zadanie to może ogarnąć zaledwie 2-3% populacji, a produkujemy przecież nadwyżki żywności. 100 lat temu, aby uzyskać tyle światła, ile przez godzinę daje nowoczesna żarówka LED, przeciętny robotnik musiałby pracować przez kilkanaście minut, żeby opłacić za naftę albo wczesną energię elektryczną. Dzisiaj na taką samą ilość światła zarabiamy w ułamku sekundy. To jest właśnie ten postęp i wzrost produktywności, na którym zarabiają długoterminowi inwestorzy.

Okej, w takim razie przefiltrujmy sobie klasy aktywów na akcje. Nadal daje nam to prawie 2700 opcji, chociaż niektóre z nich mogą się dublować, ponieważ są notowane w różnych walutach albo na różnych giełdach.

Kontynuując nasze zawężanie, to na co warto byłoby zwrócić uwagę na tym etapie, to polityka dywidendowa. Mnie osobiście interesują wyłącznie ETF-y akumulacyjne, bo takie rozwiązanie jest zdecydowanie korzystniejsze podatkowo. No bo zobaczcie, za każdym razem kiedy ETF wypłaca dywidendę, ja musiałbym zapłacić od niej podatek. A co dalej zrobiłbym z tymi pieniędzmi z dywidendy? Po prostu zainwestował je ponownie w ETF. Czyli z całej tej operacji cieszy się jedynie urząd skarbowy, który zgarnął podatek.

Musicie wiedzieć, że cykl życia inwestora można podzielić na dwie lub trzy fazy. Dla ułatwienia powiedzmy, że skupimy się na dwóch. Pierwsza z nich to faza akumulacji. To okres, kiedy aktywnie dopłacamy nowe środki na rynek, a naszym celem jest zwiększanie majątku. Druga faza to faza konsumpcji. Kiedy to wykorzystujemy wcześniej zgromadzony kapitał na pokrywanie swoich kosztów życia. Wtedy dywidendy mogą być bardzo wygodne, ale dopóki nie jesteśmy w tej fazie, nie będą zbyt przydatne. Wręcz przeciwnie, będą osłabiać działanie procentu składanego, bo trzeba się z nich niepotrzebnie rozliczyć i płacić podatki. Dopóki dopłacamy na konta inwestycyjne więcej niż wypłacamy, każda otrzymywana dywidenda tylko nas spowalnia. Stąd sam preferuję wyłącznie ETF-y akumulujące, a więc takie, które automatycznie reinwestują dywidendę bez mojego udziału. Oszczędza to czas na rozliczenie z fiskusem oraz pieniądze, które poszłyby na podatek. Inwestując w ETF typu akumulującego, można by teoretycznie trzymać go przez 40 czy 50 lat i nigdy w tym czasie nie zapłacić żadnych podatków. Obowiązek podatkowy powstaje bowiem wyłącznie w momencie sprzedaży lub wypłacenia dywidendy. W ten sposób można by się więc wzbogacić o kilkadziesiąt czy kilkaset tysięcy złotych i do tego momentu nie zapłacić ani grosza podatku.

Postaram się na koniec każdego ważnego punktu dać jedno, możliwie uproszczone zdanie do zapamiętania dla tych, którzy są nowi i tłumaczenie może być momentami niejasne. Pierwsze zdanie to: wybieram ETF-y typu accumulating, czyli akumulujące, a unikam distributing, czyli wypłacających dywidendę.

Kolejny krok zawężający to siedziba funduszu. Musicie bowiem wiedzieć, że to, gdzie jest zarejestrowany ETF, może mieć duży wpływ na stopę zwrotu. Chodzi tutaj o międzynarodowe umowy o unikaniu podwójnego opodatkowania i ma to kluczowe znaczenie przy inwestowaniu w spółki z USA. Już tłumaczę, o co chodzi. Wyobraźmy sobie, że Apple wypłaca dywidendy do ETF-a. Urząd Skarbowy w USA, czyli IRS, patrzy, gdzie ten fundusz ma siedzibę. Następnie pobiera właściwy podatek, a resztę przelewa do funduszu ETF. Tylko, że te stawki podatkowe będą różne w zależności od kraju. Luksemburg i USA mają podpisaną mało korzystną umowę, a Stany Zjednoczone pobierają 30% dywidendy. Oznacza to, że kiedy Apple wypłaca na przykład 100 zł dywidendy, to do ETF-a w Luksemburgu trafia jedynie 70 zł, a 30 zł po prostu przepada. Na szczęście Irlandia ma korzystną umowę z USA i pobierany podatek wynosi wtedy jedynie 15%. Z tych samych 100 zł od Apple do irlandzkiego ETF-a trafi więc 85 zł. To ma znaczenie, a efekty będą bardzo zauważalne w długim terminie. Co ciekawe, to jest istotne zarówno w przypadku ETF-ów akumulujących dywidendy, jak i tych, które je wypłacają. No bo zobaczcie, ETF dostaje dywidendy od różnych spółek. Niech jedną z nich będzie to Apple. Płaci jakiś podatek, lepiej mniejszy niż większy i dopiero te pieniądze albo wypłaca inwestorowi, który płaci kolejny podatek od dywidendy, albo akumuluje, czyli od razu reinwestuje. Bez względu na typ ETF-a, dla inwestora indywidualnego, takiego jak my, ma znaczenie, żeby podatek pobierany u źródła był jak najniższy i dlatego lepiej wybierać ETF-y z siedzibą w Irlandii niż w Luksemburgu. Kody ISIN irlandzkich ETF-ów zaczynają się zawsze od liter IE.

A więc jeśli chodzi o jakieś zdanie podsumowania, to w największym możliwym uproszczeniu: kupuję ETF-y irlandzkie, a unikam luksemburskich.

Na tym etapie trzeba by się też pochylić nad tym, w co mamy inwestować, a więc obszar i kategorię inwestycji. Można bowiem inwestować w akcje z danego konkretnego kraju albo regionu, na przykład Polski czy Europy. Do tego w różne sektory, na przykład spółki energetyczne, finansowe albo technologiczne. No ale jest z tym mały problem. Inwestując w ten sposób, próbujemy pobić rynek, wybierając jego wycinek, który naszym zdaniem jest bardziej perspektywiczny i poradzi sobie lepiej niż reszta. Niestety życie, a już szczególnie rynki finansowe, lubią zaskakiwać, a wygrani pozostają nimi tylko do pewnego czasu. Prędzej czy później świat, koniunktura oraz potrzeby się zmieniają. Od czasu do czasu przychodzą też kryzysy, wojny i epidemie, a więc czarne łabędzie, które potrafią wywrócić wszystko do góry nogami. Tego typu zmiany bardzo ciężko przewidzieć. Spójrzcie na ten graf pokazujący udział poszczególnych krajów na rynkach akcji. W 1900 roku to Wielka Brytania była światowym hegemonem i mało kto uwierzyłby, że cokolwiek może się w tej kwestii zmienić. Po II wojnie światowej nastąpił z kolei japoński cud gospodarczy i wydawać by się mogło, że Japończycy mogą zagrozić pozycji Stanów Zjednoczonych, ale finalnie nic podobnego się nie wydarzyło. To, co próbuję powiedzieć, to że łatwo jest wskazać zwycięzców patrząc w tył. Łatwo jest powiedzieć: "Zainwestuj w spółki technologiczne ze Stanów Zjednoczonych, a będziesz mieć lepsze wyniki niż globalne rynki". No ale niestety dużo ciężej jest zareagować właściwie, kiedy sytuacja zaczyna się zmieniać. Możemy mieć nawet połowiczną rację. Spółki technologiczne mogą faktycznie być wygranymi. No ale wystarczy, że będą to spółki spoza Ameryki, na przykład chińskie albo polskie, a my jesteśmy już na przegranej pozycji. Próby bycia bystrzejszym niż rynek potrafią się opłacać i to bardzo, a czasem nawet przez dłuższy czas, ale niestety zwykle trwa to jedynie do czasu, a wtedy słono kosztuje. Ale to już lekcja, którą każdy inwestor musi wyciągnąć sam.

Na nasze potrzeby, a więc trzymanie przez długie, długie lata, w myśl "kup i zapomnij", wykluczam jednak wszystkie ETF-y sektorowe i tematyczne. Interesują nas tylko globalne opcje, które pozwalają nam na kupienie jak największego kawałka tego naszego inwestycyjnego świata.

Pierwsza opcja, co najwyżej półglobalna, to USA. Często dostaję dużo zapytań o to, jak inwestować w Stanach, więc załączam tutaj te opcje, ale w obecnych, dosyć zmiennych czasach, sam raczej wybieram jeszcze szersze rozwiązania. No ale rzućmy okiem na to USA. Na samej górze listy pojawią nam się dwie najważniejsze opcje śledzące indeks S&P 500, a więc zbiór największych spółek w Stanach. Pierwsza to iShares Core S&P 500 UCITS, a druga to Invesco S&P 500 UCITS. Oba te ETF-y są duże i cieszące się uznaniem. Mają też niskie opłaty, a TER to kolejno 0,07% i 0,05%. Różnica między nimi wynika z replikacji. iShares jest odrobinę droższy, ale ma replikację fizyczną. Oznacza to, że w swoim portfelu posiada prawdziwe akcje z USA. ETF bierze pieniądze inwestorów i fizycznie kupuje akcje Apple, Microsoftu, NVIDII i tak dalej. Invesco kolei stosuje replikację syntetyczną, a więc nie kupuje akcji z indeksu S&P 500. Zamiast tego kupuje tak zwany koszyk zabezpieczający, czyli inne akcje, na przykład europejskie czy japońskie i zawiera umowę SWAP z bankiem jak Goldman Sachs czy JP Morgan. Bank obiecuje: nieważne co macie w koszyku, wypłacimy wam dokładnie tyle, ile zarobił S&P 500. W większości przypadków preferuję zdecydowanie ETF-y fizyczne, bo jest to prostsze rozwiązanie, które eliminuje dodatkowe instytucje, które mogłyby potencjalnie zbankrutować i narobić jakiś kłopotów. W przypadku USA ETF-y syntetyczne mają jednak pewną przewagę. Dzięki tej swojej konstrukcji mogą uniknąć płacenia 15% podatku od dywidendy. Ich efektywny podatek u źródła wynosi 0%. Stąd w przypadku USA ja osobiście kupuję ETF od Invesco, ale który bardziej odpowiada wam, musicie zdecydować sami.

Ważna myśl podsumowująca ten punkt to, że zwykle ETF-y o replikacji fizycznej będą lepszą opcją, ale syntetyczne mogą mieć niekiedy przewagę podatkową.

Aby się nie pomylić przy zakupie jakiegokolwiek ETF-a, najlepiej skopiować sobie unikalny kod ISIN. Nazwy i kody przedstawionych ETF-ów możecie otrzymać w pełni za darmo, zapisując się do Akademii Mądrych Finansów, korzystając z pierwszego linka w opisie. Lista od razu trafi do was.

No dobrze, a co jeśli nie chcecie stawiać swoich pieniędzy wyłącznie na dalsze sukcesy Stanów Zjednoczonych? Mamy na szczęście szerszą opcję, czyli akcje rynków rozwiniętych. Obszar inwestycji zmieniamy więc na globalny. Stąd interesują nas dwa ETF-y: iShares Core MSCI World oraz Xtrackers MSCI World. Jeden i drugi stosują replikację fizyczną i generalnie za bardzo się nie różnią, chociaż iShares ma delikatnie niższe opłaty. Oba te ETF-y inwestują w akcje z krajów rozwiniętych, a więc takich jak USA, Japonia, Wielka Brytania, Kanada i Francja. Procentowy udział poszczególnych krajów wynika z tego, jak dużo środków inwestorzy lokują w danym kraju, a więc po inwestorsku, jak duża jest kapitalizacja danego rynku. To, co istotne, to ETF automatycznie dostosowuje te wagi. A więc jeżeli inwestorzy będą lokować więcej środków w danym kraju, to jego udział w naszym portfelu automatycznie wzrośnie. ETF może też dodawać albo wyrzucać kraje, jeśli zaczną lub przestaną spełniać wytyczne odnośnie bycia rynkiem rozwiniętym. To dlatego mówi się, że te ETF-y są globalne, bo dostosowują swoją strukturę do sytuacji na światowym rynku. Ale te dwa ETF-y, a więc trzecia i czwarta opcja wymienione w filmie, nie inwestują w niektóre bardzo istotne kraje, jak Indie, Brazylia czy Chiny. Wynika to z tego, że na ten moment są one klasyfikowane jako rynki wschodzące, a więc nie łapią się do indeksu krajów rozwiniętych.

Jeśli naprawdę chcemy zainwestować w akcje z całego świata, to należałoby skierować wzrok na dwa inne ETF-y, a więc Vanguard FTSE All-World oraz iShares MSCI ACWI. Skład tych ETF-ów jest podobny do poprzednich dwóch, ale będą miały nieco mniejszy udział Stanów Zjednoczonych, a za to pojawią się w nich Chiny czy Tajwan. Koszty będą tutaj wynosić około 0,2%, więc są jak najbardziej akceptowalne.

Pamiętajcie, że to nie jest porada inwestycyjna, ale gdybym sam miał coś kupić i trzymać na zawsze, to najbardziej przemawia do mnie właśnie najszersza możliwa opcja, a więc ETF-y na akcje z całego świata, szczególnie w takich niepewnych czasach jak teraz.

Zanim jednak zainwestujecie choćby złotówkę w ETF-y, trzeba koniecznie zrozumieć, jak działa samo inwestowanie na giełdzie. Inaczej prawie na pewno skończy się to stratą pieniędzy. Na szczęście nagrałem kompletny przewodnik po tym temacie, który jest skondensowaną porcją kilku lat wiedzy w jednym filmie. Zaoszczędzi wam masę czasu i błędów. Zapraszam i do zobaczenia po drugiej stronie.