📱

Get Our Mobile App

Take your business learning on the go!

Download on the App StoreGet it on Google Play

Ofiary z ludzi. Historia Bez Cenzury

Historia bez cenzury16:32

Transcription

Partnerem odcinka jest Nord VPN. Program zawiera treści nieodpowiednie dla dzieci oraz kontrowersyjne skróty myślowe. Jeśli więc jest to dla ciebie poważny problem, zrezygnuj z dalszego oglądania, chociaż pewnie będziesz żałować. Dziś będzie bardzo mięsisty odcinek. Dosłownie przyjrzymy się bowiem jednej z tych rzeczy, które się powtarzają, jak przyglądamy się cywilizacjom jak świat długi i szeroki. No właśnie. Czemu w różnych miejscach globu ludzie wychodzili z założenia, że najskuteczniejsze są ofiary z ludzi? Czemu Chińczycy swojej ofiary mordowali tak brutalnie? Czym były nordyckie krwawe orły? Czemu trzeba uważać, co się doradza szefowi i kto składał w ofierze niepełnosprawnych? Czas na nowy odcinek historii bez cenzury.

[Muzyka] [Aplauz] [Muzyka]

Zacznijmy od przypadków, kiedy ofiary z ludzi składano bogom. Po co? Żeby zapewnić sobie ich wsparcie, czy to w wojnie, czy żeby plony były obfite. Niezależnie od szerokości geograficznej w większości ludzie wychodzili też z założenia, że no bogowie głupi nie są i ma dla nich znaczenie, co dostają. A zatem im cenniejszy prezent dla niebios, tym większa szansa na ich wsparcie. A cóż cenniejszego niż ludzkie życie, prawda?

Nie możemy zacząć naszej dzisiejszej podróży w innym miejscu niż u poznanych stosunkowo niedawno Asteków, ponieważ to oni w pierwszej kolejności kojarzą się większości osób ze składaniem ofiar z ludzi. Niesłusznie. Żart. Słusznie, bo robili to masowo. Choćby ofiara dla Boga Słońca, składana parę razy w roku, wymagała krwi. Rytuał wyglądał tak, że na szczycie piramidy rozcinano ofierze klatkę piersiową, wyrywano jeszcze bijące serce – to był dar dla niebios, a resztę ciała zrzucano ze szczytu budowli na oczach bogobojnego tłumu. W innych sytuacjach, na przykład jak były klęski żywiołowe, to czasem kapłani stwierdzali, że ofiar musi być wiele, bo tylko w ten sposób uda się przebłagać bogów. I tutaj mówimy o naprawdę tęgiej masówce, o dziesiątkach tysięcy ofiar złożonych bogom. Tylko jak przy takiej szczodrości wobec zaświatów Astekowie nie wymarli, to akurat dosyć proste. Nie oni byli ofiarami. W większości byli to jeńcy z podbijanych plemion. Mało tego, nieraz całe wojny były organizowane tylko po to, żeby zdobyć jeńców na ofiary. Fakt, to były wyjątkowe wyprawy, bo Astekowie przestrzegali gentlemen agreement, żeby nie plądrować, nie niszczyć miast, a pojmanych jeńców przed rytualnym zamordowaniem traktowali z dużym szacunkiem. No ale i tak nie pomogło to ich wizerunkowi w okolicy. I w sumie nie ma się w związku z tym co dziwić, że jak na miejscu pojawili się wreszcie Hiszpanie z Cortesem na czele i zaproponowali okolicznym plemionom bunt przeciwko Astekom, no to zyskali całkiem sporo sojuszników.

Zostańmy jeszcze na moment w tamtych okolicach. Są takie mecze, w czasie których drużyna nie może sobie pozwolić na najmniejszy błąd, bo to się może skończyć odpadnięciem z rozgrywek albo przerżnięciem mistrzostwa kraju. No wysoka stawka, aczkolwiek nie tak wysoka, jaka była w piłkarskich meczach rozgrywanych w cywilizacji Majów. Chociaż okej, no nie była to taka piłka nożna jak to, co znamy dzisiaj. I zawodnicy mogli bowiem dotykać piłki w zasadzie jedynie łokciami, kolanami i biodrami, a gałę trzeba było umieszczać w takich kręgach, trochę jak w quidicu z Harry'ego Pottera. Te zasady się pewnie z biegiem lat odrobinę zmieniały, w przeciwieństwie do presji, która no bywała kolosalna. Po co w ogóle były te mecze? Był to sposób wyłaniania, kto zostanie złożony w ofierze. Przy czym są tutaj pewne nieścisłości. Jedni twierdzą bowiem, że rytualnie ubijano kapitana przegranej drużyny, inni, że całą przegraną ekipę. Z kolei jeszcze inni, że zabijano zwycięzców, bo Wiktoria w takim starciu i później oddanie życia ku chwale niebios, to był największy możliwy zaszczyt. Ale było coś jeszcze, coś absolutnie świetnego. Zdarzały się bowiem sytuacje, że taki mecz rozgrywano zamiast prowadzić wojnę. Reprezentacje skonfliktowanych stron spotykały się na boisku i kto wygrał w meczu, ten wygrywał również konflikt polityczny. Rozwiązanie świetne, ale czy opłaca nam się promować je na świecie przy obecnym poziomie naszej kadry? Mamy pewne obawy. Inną super ciekawą kwestią jest to, że te ważne rytualne mecze odbywały się najprawdopodobniej bez udziału szerokiej publiczności, jedynie w obecności kapłanów i władców. No dzisiaj taka relacja z meczu, którego wynik zdecydowałby o przebiegu granic albo o tym, której drużynie wyrwane zostaną serca, w systemie PPV pewnie przyniosłaby takie przychody, że udałoby się załatać dziurę budżetową i jeszcze by zostało.

A jak już jesteśmy przy ogromnych pieniądzach, to skoczmy do Skandynawii. To, że wikingowie składali ofiary z ludzi, żeby zadowolić swoich bogów, nie ulega wszelkiej wątpliwości. Na bank na przykład Odynowi składali hołd w ten sposób, że swoją ofiarę wieszali, po czym przebijali dzidą. Stąd w bardzo wielu przedstawieniach Odyn ukazany jest jako siedzący pod szubienicą. Ale to inna forma rytualnego mordowania. Powszechniej kojarzy się z dawnymi Skandynawami. Chodzi o tak zwane krwawe orły. Co to takiego? Absolutnie przerażająca, ale też nie oszukujmy się, wyjątkowo spektakularna na swój sposób forma przygotowania prezentu dla bogów, którzy krwawe orły mieli cenić szczególnie, a co za tym idzie, uważano, że taka ofiara daje największe szanse na wsparcie. Dobrze, że dziś już się tak nie rozumuje, bo kampanie wyborcze byłyby jeszcze bardziej [ __ ]. Dobra, mów na czym to polegało. Na tym, że rozcinano ofierze plecy, po czym rozchylano żebra tak do zewnątrz i na tak przygotowanej konstrukcji rozciągano płuca. Miało to przypominać skrzydła. A czy przypominało? No właśnie, nie mamy pewności, bo dowody na to, że faktycznie był taki sposób składania ofiary, są bardzo, bardzo słabe. Spory trwają, ale wielu historyków uważa dziś, że krwawy orzeł to tylko legenda.

Wiele osób zarzuca balansowanie na granicy legend i faktów wielu rzymskim i greckim autorom, ale musimy się ich relacjom dzisiaj przyjrzeć, bo znajdziemy w nich bardzo wiele ciekawych kwestii dotyczących Celtów, w tym tego, co nas dzisiaj najbardziej interesuje, czyli jak u nich wyglądała kwestia składania ofiar z ludzi. Celtowie mieli takie ofiary składać z paru powodów. Po pierwsze, żeby podziękować. Tak przynajmniej twierdził Sopater Spaos, który w II wieku przed naszą erą zanotował, że po militarnym sukcesie Celtowie składali swoim bogom ofiarę, paląc grupę jeńców. Jednak pewne archeologiczne odkrycie każe nam podejrzewać, że nie zawsze w tej grupie ofiar Celtów byli mniej lub bardziej losowo wybrani reprezentanci przeciwnika, bo na terenie dzisiejszej Austrii odkryto coś naprawdę makabrycznego. Wielką jamę, do której najpewniej spuszczano ofiary w dużych, zamkniętych koszach, po czym podpalano zgromadzone wcześniej na dole drewno. Bardzo ciekawe były wyniki badań tych szczątków. Otóż było ich po pierwsze od groma, a po drugie, wszystkie były zdeformowane. A zatem Celtowie, przynajmniej w tamtej okolicy, składali ofiary z niepełnosprawnych. Nie mamy jednak bladego pojęcia, czy to dlatego, iż wierzono, że bogowie takie osoby cenią najmocniej, czy że takie osoby były bardzo mało cenione z perspektywy celtyckiej społeczności. Celtowie to też dobry przykład innego aspektu składania ofiar z ludzi, bowiem wykorzystywali te rytuały do prób przepowiadania przyszłości. Jak najciekawszy jest chyba opis Diodora Sycylijskiego, który podkreślał, że to nie mogło być byle jakie zadanie śmierci. Ofiarę traktowano sztyletem w okolice przepony, po czym dokładnie przyglądano się temu, co następowało później. Wszystko miało znaczenie: to jak ofiara upadła, jak drgały jej kończyny, jak krwawiła i pewnie też to, w jaki kształt ułożyła się kałuża krwi. To wszystko interpretowano jako znaki mające pokazać, co przyniesie przyszłość.

A czy Celtowie byli wyjątkowi z tym wróżeniem z ofiar? Nie. Robili to choćby starożytni Chińczycy. Oni z kolei używali tak zwanych kości wróżebnych, najczęściej kości łopatkowych, na których zapisywano pytanie do bogów i podgrzewano te kości, aż pękną, i te pęknięcia później interpretowano. Przy czym były to kości łopatkowe bydła. Ale jeżeli ktoś w tym krótkim interwale zdążył sobie pomyśleć, no to całe szczęście i ewidentnie oznacza to, że starożytni Chińczycy byli humanitarni i nie składali ofiar z ludzi, to przestańcie tak myśleć natychmiast, bo chyba nikt inny nie miał takiego rozmachu, jeśli chodzi o rytualne zabijanie ludzi. No może ewentualnie Astekowie, ale też nie byłbym wcale taki pewien. I żeby było jasne, nie chodzi o ilość ofiar, a o brutalność. Skąd to chińskie okrucieństwo? Z przekonania, że rozmach rytuału ma wpływ na wsparcie niebios. Więc stąd to duszenie, ćwiartowanie i ucinanie głów. Chińczycy, żeby zapewnić sobie boską przychylność, stawiali nie tylko na jakość, ale i na ilość. Archeolodzy odkryli w Yin, czyli w dawnej stolicy, kolosalne groby, w których składano ofiary zabijane nie tylko, jak była taka potrzeba, ale też w ramach regularnie powtarzanych rytuałów. Jaka tam, wiecie, profilaktyka przez brutalne mordowanie.

Zostańmy jeszcze na moment w starożytnych Chinach, bo zrobi nam się ładny mostek do innego kontekstu ofiar z ludzi. Jeden ze starochińskich władców, konkretnie z księstwa Chin, miał jakieś 2500 lat temu podobno zorganizować z gigantycznym rozmachem pogrzeb swojej córki. No generalnie impreza taka, że ciężko się było nie zainteresować, bo punktem kulminacyjnym miał tam być taniec tresowanych żurawi. Ci, którzy się na miejscu pojawili, żeby popatrzeć, bo tak czuli, że będzie grubo. Absolutnie się nie zawiedli, przynajmniej przez jakiś czas, bo nagle władca kazał wszystkich gapiów pojmać i pogrzebać żywcem, żeby jego córka nie czuła się w zaświatach samotna. Może i będziemy teraz te gary zmywać przez wieczność, ale w sumie fajne te żurawie były, nie? Zamknij ryj.

Tym samym przeszliśmy do zabijania ludzi dla towarzystwa, zazwyczaj dla towarzystwa kogoś wyżej w hierarchii społecznej niż ofiara. Gdzie skoczymy po przykłady? Oczywiście, że do starożytnego Egiptu, gdzie władców w zaświaty wyprawiano nie tylko z przedmiotami codziennego użytku, jedzeniem, piciem, ale i liczną służbą. No bo przecież nie będą sobie elity same tego wina w zaświatach nalewać, nie? O jakich cyferkach tu mówimy? Żeby królowi Gerowi żyło się lepiej po śmierci, to został on wysłany na drugą stronę w obstawie 58 dusz do pomocy. Z kolei król Ui – tak, dalej król, bo tytułu faraona zaczęto tam używać później – on dostał 335 osób eskorty, a przy nich królowa Merneit. To już niemal wzór skromności. Tylko 118 osób, które no właśnie oddały życie czy zostały zabite. Bo czym innym jest udać się w zaświaty z władcą z własnej woli, często w ramach wyróżnienia, a czym innym jest jednak zostać po prostu zarżniętym. Historycy do dziś nie są w 100% pewni, co wolały staroegipskie elity. Natomiast więcej wiemy już o tym, jak te osoby były zabijane. Albo przez poderżnięcie gardła, bo na przebadanych kręgach szyjnych zostały ślady po cięciach, albo przez uduszenie. To z kolei można stwierdzić po krwawych śladach na zębach, które czasem mogą się pojawić, bo przy takiej śmierci, przy wduszeniu, czasem w jamie ustnej pękają naczynia krwionośne.

Ze starożytnym Egiptem wiąże się też grecki mit, który jest jednocześnie świetnym dowodem na to, jak ważną cechą dobrego doradcy jest umiejętność zamknięcia mordy, kiedy trzeba. Otóż przez kilka lat Egipt nawiedzać miała klęska nieurodzaju. Władca nie za bardzo wiedział, co z tym zrobić, ale na szczęście z radą przyszedł mu wieszcz imieniem Frajos, który powiedział, że sprawę rozwiąże złożenie Zeusowi ofiary z człowieka, ale koniecznie musi być to obcokrajowiec. I wtedy władca zadał zaskakujące i bardzo niewygodne pytanie, mianowicie: "Ej, Frajos, a ty to w sumie skąd jesteś?" na co autor pomysłu odpowiedział z zakłopotaniem: "No z Cypru". I pewnie domyślacie się, co się wydarzyło później, no nie? Skończyło się to przyjemnie dla Cypryjczyka.

Wiecie co jeszcze nie jest przyjemne? Upadek ryjem w błoto. A kto może to potwierdzić? Każdy, kto wylądował ryjem w błocie. Co wyjątkowo często przytrafia się młodym dziewczynom pracującym przy uprawie ryżu w niektórych częściach Japonii, ale nie jest to absolutnie przypadek, ponieważ to ich popychanie w błoto to już tylko echo dużo bardziej brutalnej tradycji, ponieważ swojego czasu wierzono tam, że ryż nie wzejdzie bez wsparcia bogów wody. To też, kiedy rzeka po obfitych deszczach wzbierała, to w ramach dobrej współpracy z zaświatami z błotnistego brzegu wpychano do rzeki dziewice w ramach ofiary, oczywiście.

Czy dziś składanie ludzkich ofiar to zamierzchła przeszłość? No niestety nie, bo raz na jakiś czas słyszy się czy to o sektach, czy afrykańskich plemionach, które mają takie rytuały praktykować, choć oczywiście formalnie jest to absolutnie zakazane. Niemniej jednak warto podkreślić, że mówimy tutaj o dosyć potężnym marginesie. W naszych stronach mamy inne zagrożenia, co prawda niezwiązane może bezpośrednio z wyrywaniem serducha, ale też poważne, boczające się w miejscach, o których nie mamy pojęcia. Ciężko bowiem inaczej określić dark web, czyli tę część internetu, która jest dostępna tylko przy użyciu specjalnych narzędzi, jak Tor chociażby. Co tam się znajduje? Na przykład hakerskie fora, czy jest tam też możliwość zakupu absolutnie nielegalnych rzeczy. Czy w takim razie nie dotyczy to takich zwykłych ludzi? Niestety dotyczy bardziej niż wiele osób się spodziewa, ponieważ często lądują tam dane osobowe, które powyciekały z innych miejsc. Lądują tam jako towar do kupienia i nielegalnego wykorzystania. Jakie to może mieć konsekwencje, już nie raz wam opowiadaliśmy, ale na szczęście Nord VPN ma opcję monitorowania dark webu. To narzędzie, którego nie musicie odpalać za każdym razem, przeczesuje dark web, a zamiast tego informuje was, jeśli zauważy, że pojawiły się tam wasze dane. Przy czym to nie jest tylko powiadomienie w stylu "coś gdzieś wyciekło". Dostajecie informacje, która usługa została naruszona, a na ich stronie znajdziecie porady, co dalej z tym faktem zrobić. To jednak tylko jedna z wielu funkcji Nord VPN, które warto u siebie uruchomić, żeby cieszyć się spokojem. Z naszym spersonalizowanym linkiem dostaniecie kolosalną zniżkę i jeszcze cztery miesiące gratis, więc wbijajcie śmiało w opis tego filmu, a my widzimy się niedługo.

Partnerem odcinka był Nord VPN.