📱

Get Our Mobile App

Take your business learning on the go!

Download on the App StoreGet it on Google Play

Całe życie wierzysz w coś, co nigdy nie istniało | Patrycja Pruchnik Nitya

Ukłon Natury - Yango1:18:21

Transcription

W tym odcinku "Ukłonu natury" moim gościem jest nauczycielka w nurcie niedualności.

"To, co jest widziane, czyli wszystko, tak naprawdę wszystkie obiekty, nie jest tym samym co to, co to widzi." Autorka książek.

"Używam tych słów, które wypowiadam, żeby przekierowały nas do tego, że jest coś przed słowem." i prowadząca satangi oraz odosobnienia.

"Ja doświadczam indywidualnych cech, ale nie doświadczam indywidualnego bytu w środku." Patrycja Pruchnik.

Jak ja mogę sobie odpowiedzieć na pytanie, kim naprawdę jestem? Bardzo duża ilość cierpienia psychologicznego bierze się właśnie z wiary w to, że jesteśmy ciałem i umysłem wyłącznie. To nie jest tak, że wszyscy naukowcy tutaj są zgodni co do tego, że świadomość jest produktem mózgu. My żyjemy w takiej kulturze, która omamiać nas próbuje dążeniem i szczęściem. Wielu ludzi na przykład sięga po duchowość po to, żeby uniknąć odczuwania emocji czy trudów w ogóle w życiu.

Kurczę, ja wiem, co ten człowiek myśli. Ja wiem, gdzie on jest. Ja wiem, jakie on ma pytanie, jakie ma bolączki, zanim zada pytanie. Jezus Chrystus uważa się go za oświeconego, tak? Natomiast no nie zwolniło go to z wielkiej dawki cierpienia, tak? Włącznie z ukrzyżowaniem i tak dalej.

Większość ludzi żyje w taki sposób, nie badając tego nigdy. Tak. Nie bada, czy myśli myślą im się same, czy tam jest ktoś, kto to robi. Kultura zaczęła nam mówić: "No, teraz jest czas na oświecenie". Tak, już mieliśmy to, mieliśmy tamto, teraz jest czas na oświecenie i przebudzenie.

Patrycja Pruchnik. Kim jesteś? Niedualność i przebudzenie.

"Nie da się osiągnąć tego, czym już się jest."

Cześć. Zanim przejdziemy do rozmowy, mam dla ciebie ogromną, ogromną prośbę. Okazuje się, że zdecydowana większość naszych widzów wciąż jeszcze nie subskrybuje kanału, a mam taką intencję, takie szczere pragnienie, żeby "Ukłon natury" stał się miejscem rozmów ważnych. Dlatego ta prośba o subskrypcję, o kliknięcie łapki w górę pod tym filmem i o napisanie komentarza, tak aby algorytmy YouTube'a i algorytmy Spotify'a po prostu promowały ten film i pomagały dotrzeć tego typu treścią do jak największej ilości osób. Wielkie dzięki i zapraszam cię teraz na jedną z właśnie takich ważnych dla mnie rozmów, czyli na rozmowę z Patrycją Pruchnik.

Taka rzecz mnie nurtuje od jakiegoś czasu. Już znamy się już trochę lat i obserwuję cię też trochę lat i ciekawi mnie bardzo i od tego chcę zacząć. Nazywasz się Patrycja Pruchnik. Dla wielu, wielu osób znana jesteś jako Nitia.

"I jestem ciekaw, czy ty bardziej utożsamiasz się z Patrycją, czy z Nitią."

Wiesz co, [westchnienie] szczerze, chyba bardziej się utożsamiam z Patrycją w sensie takim, że wiesz, no najczęściej się tak do mnie ludzie zwracają i najczęściej to imię słyszę. Natomiast Nitia to jest taki mój pseudonim, nie jest to pseudonim artystyczny, ale jakby można powiedzieć duchowy. Tak. Dostałam imię od mojego nauczyciela, które oznacza wieczną esencję i to jest taki jakby tylko symbol przypomnienia, że w istocie jesteśmy tą wieczną esencją. Tak, [westchnienie] ale ja nie mam takiego przywiązania do tego imienia, że ojej, no to trzeba się tak teraz nazywać, no bo to jednak ta wieczna esencja, Patrycja, prawda?

"Tak się na dokumentach podpisywać," "nie?" Ale ja lubię obydwa te imiona. Natomiast prostsze chyba w użyciu w Polsce przynajmniej jest Patrycja. Tak, więc jak jadę za granicę, to czasem tam się przedstawiam jako Nitia. W Indiach to jest indyjskie imię na przykład, więc "więc tam mówię, że jestem Nitia."

"Czyli to jest normalne imię w Indiach." "Tak, tak, tak, tak." "Wieczna esencja." "Tak." Wiesz, to jest to jest imię z sanskrytu, a w sanskrycie nadawane są imiona w taki sposób, że one mają przypomnieć o tej naszej pierwotnej naturze. Tak. I jest mnóstwo tych różnych imion, które znaczą podobne rzeczy, a mają prowadzić do tej esencji. Tak. To jest takie jakby symboliczne przypomnienie tego, kim jesteśmy w istocie.

"Wow." "I tyle." Tak, ale ja nie nadaję temu jakiegoś wielkiego znaczenia. Możliwe, że to było wiesz dla mnie na samym początku ważne takie wiesz, no nauczyciel mi dał to imię i to było takie przypomnienie. Ja się cieszyłam z tego, pamiętam, że się z tego cieszyłam, ale ale nigdy nie myślałam o tym, żeby używać tego imienia na co dzień. Nigdy o tym nie myślałam.

"To takie nadanie imienia przez nauczyciela to mi się kojarzy z jakimś takim wiesz podniosłym wydarzeniem w życiu. No bo jakby podążasz jakąś ścieżką, tak? Jeśli podążasz jakąś ścieżką, to pewnie podążasz w jakimś celu. To o tym pewnie sobie też porozmawiamy w kontekście tego, czego sama nauczasz. Natomiast no to się wydaje takie przełomowe coś. Jak nadajesz nowe imię, to nadajesz nową tożsamość."

"Tak można powiedzieć." I tak też tak też do tego wtedy podchodziłam. Czyli to jest jakby symboliczne przypomnienie tego, że Patrycja to jest imię dla ciała. Tak. Patrycja to jest imię dla ciała, imię dla dla mojego umysłu. Tak. A Nitia to jest przypomnienie, że ja zanim jestem ciałem, to jestem tą wieczną esencją, że jestem po prostu stanem naturalnym. Jestem świadomością przede wszystkim i to jest przede wszystkim, a później [odchrząknięcie] jest akurat to wcielenie, tak?

"Takie warstwy się z tego robią." "No tak." Natomiast ja nie wiem czy to jest dzisiaj. Dzisiaj myślę sobie o tym, że nie wiem czy to jest potrzebne. Wielokrotnie ludzie do mnie przychodzili na przestrzeni tych ostatnich tam 16 lat, [wciągnięcie powietrza] żeby dać imię i tak dalej. Ja nigdy tego nie chciałam i nigdy nie czułam, żeby kontynuować tą tradycję nadawania imion, tak? Bo może się z tego utworzyć kolejna tożsamość, tak jak ze wszystkim, nie? Że nagle mam uduchowioną tożsamość. Tak. Ja nie nie czuję, żeby moja była uruchomiona, ale jak często do mnie ludzie przychodzili z prośbą, żeby nadać im jakieś imię, to ja miałam tak niekoniecznie, [śmiech]

"bo to jest też, znaczy z jednej strony to się wydaje taką pułapką właśnie tego duchowego ego. Możesz, może to być nadanie sobie takiego ego, a z drugiej strony jest to takie chyba zaproszenie do postawienia ciebie w roli jakiegoś guru."

Wiesz co, ja tego tak, ja tego tak, chociaż ze strony, ze strony ludzi mogło tak być. To zwracam się do ciebie, Nitio wielka, żebyś nadała mi imię. Tak. No to może, może to była taka energia. Natomiast ja, aby nie podkarmiać tej energii, nigdy w tą przestrzeń nadawania imion yyy nie nie wchodziłam i nie czuję, żeby to było konieczne.

Co też mi się zamarzyło jeszcze zanim tutaj się spotkaliśmy przed kamerami, to żeby zadać ci pytanie i właściwie to był mój pomysł na rozpoczęcie tego wywiadu, tej rozmowy, które ty zazwyczaj w różny sposób zadajesz ludziom, więc Patrycja, kim jesteś? [westchnienie]

Przede wszystkim nie da się odpowiedzieć na to pytanie tylko słowem i stwierdzić: "Okej, to jest odpowiedź i na pewno ta odpowiedź jest prawdziwa". Tak? Ponieważ ja odpowiedź wyprowadzę z umysłu i w tej chwili wyprowadzam odpowiedź z umysłu. Tak więc nie daje nie nadaje znaczeniu temu, co wypowiadam. Aczkolwiek używam tych słów, które wypowiadam, żeby przekierowały nas, ciebie i mnie w tym momencie czy naszych słuchaczy do tego, żeby rozpoznali i usłyszeli, że jest coś przed słowem. Zanim coś powiem, jestem. Zanim się wypowiem, jestem. I to podstawowe jestem przed myślami, przed wszystkim i tak naprawdę istniejące zawsze i wszędzie to jest, to jestem ja, to jest moja podstawowa natura. I to jest to jest fakt dla każdego dla każdego człowieka. To nie jest tylko to nie jest tylko to nie jestem tylko ja w tym w taki sposób. Natomiast po tym narodziła się Patrycja, narodziło się to ciało, dostało takie imię Patrycja, no i ona przejawia takie cechy, zachowuje się tak a tak. Te cechy nie są stałe, tylko są cały czas zmienne. I później mogę powiedzieć: "No tak, w tym momencie jest najwięcej doświadczam swojego ciała, więc jestem też Patrycją". w skrócie, tak? Natomiast na tym ja przekierowuję ludzi i siebie na ten podstawowy poziom, ponieważ ten podstawowy poziom bardzo przynosi, bardzo często przynosi nam ukojenie po prostu.

"Czyli tak jak to rozumiem właśnie będę to rozumienie" "tłumaczył na język umysłu, bo to jest rozmowa i tym się tutaj posługujemy. Tak," "czyli jestem w podstawowej swojej naturze." "Mhm." "Świadomością, obecnością. Tak to myślę można nazwać." "Tak," "można tak to nazwać. Mhm." "Po prostu tym jestestwem." "Mhm." "I w tym jestestwie pojawia się mój mój system ciało umysł," "tak?" "Z którym to jestestwo na czas życia człowieka zaczyna się utożsamiać."

Jestestwo nic w tym temacie specjalnego nie robi. Jestestwo jest. Natomiast my będąc tym jestestwem możemy sobie uświadomić, że ono jest. W sensie my w tej chwili możemy sobie uświadomić, że ono jest. Natomiast ono samo w sobie nie ma takiego celu, żeby żeby coś tutaj koniecznie z nami się wydarzyło, żeby coś koniecznie ze mną się wydarzyło. Bo kiedy ja badam to jestestwo, kiedy ja badam to poczucie jestem, czyli to co jest przed myślami, to ono nie ma żadnego interesu, ono nie ma żadnej agendy, ono nie ma żadnego celu, ono ono nie ma żadnego pragnienia, żeby coś koniecznie musiało się wydarzyć. Ono po prostu jest jest w wiecznym spokoju. Więc wszystkie te rzeczy, które dotyczą nas jako umysłu i jako ciała dzieją się jako dzieją się na tym, natomiast nie mają tych samych cech. Tak. Nasze jeststwo nie podziela cech mojego ciała i umysłu.

Wydaje mi się, że widzę to, o czym mówisz. E, kiedyś, lata temu siedziałem w medytacji i miałem takie uświadomienie, że to jestestwo, jak to teraz nazwaliśmy, jest jakby płótno, na którym namalowana jest cała rzeczywistość. Dokładnie. I bardzo mi się to spodobało, bo było bardzo poetyckie i byłem bardzo z siebie zadowolony. Natomiast wiesz, w tym kontekście czy spotykasz się czasami z podejściem takim, które reprezentuje współczesny nurt naukowy, że świadomość, jestestwo to jest produkt umysłu czy produkt mózgu?

Spotykam się z tym czasem, natomiast dzisiaj nauka sama w sobie się też nad tym zastanawia. Tak, to nie jest tak, że wszyscy naukowcy tutaj są zgodni co do tego, że świadomość jest produktem mózgu. Coraz więcej zaczynają ten temat badać, chociaż ja akurat na tym się tak bardzo nie znam, jakby nie nie jestem tak aż tak tutaj biegła. Natomiast nauka się zaczyna już tutaj zastanawiać, że zaczyna spoglądać nawet na to, że że sama wykluczała siebie jako obserwatora w ogóle w badaniu. Tak więc jeśli jeśli wykluczę siebie jako obserwatora, no to coś tutaj nie do końca będzie tak. Więc spotykam się z takim czymś. Natomiast ja próbuję to zawsze przełożyć na nasze doświadczenie.

"Tak." "Czy my możemy naprawdę realnie poczuć, że wytwarzamy świadomość? Że możemy coś takiego realnie poczuć? Ja mogę, ja mogę poczuć, że wytwarzają się myśli, tak? Że myśl za myślą się wytwarza. To jasne. To ja to, ja to widzę, ja to czuję." "To można zaobserwować. Tak," "to można zaobserwować. Natomiast czy miejsce, z którego to się dzieje, albo w którym to się dzieje też jest wytwarzane? No nie do końca można stwierdzić, że jest wytwarzane, bo ono nawet ono nie istnieje jako obiekt. Świadomość nie jest obiektem. Po prostu to jest jakby takie kluczowe, jedno z najważniejszych zdań, że świadomość nie jest obiektem, który może być widziany. Więc my jako ludzie, jako umysł chcemy poznać siebie, chcemy poznać swoją esencję, chcemy poznać świadomość, ale chcemy, żeby ona była jakimś kształtem. No ale w momencie, kiedy ona nawet nam się wyświetla jako jakiś stan czy jako jakiś kształt, to wyświetla się na tym płótnie, o którym powiedziałeś. Tak? Natomiast płótno nie jest widziane, bo nie jest obiektem. Po prostu to jest yyy to na początku, jak ja o tym mówię, to zazwyczaj ludzie ludziom się w ogóle yyy wykręcają głowy, wykręcają się umysły i wydaje się wtedy jejku, to jest jakieś trudne w ogóle to jest jakiś trudny kawałek tutaj" "nieosiągalny dla mnie na pewno" "albo w ogóle jakiś trudny, bezsensowny, albo intelektualny, ale to naprawdę jest najbardziej kluczowa najbardziej kluczowa rzecz w niedualności do zobaczenia i kluczowa w ogóle w rozpoznaniu tego kim jesteśmy i kluczowa w tym, żeby uwolnić się od naszego psychologicznego cierpienia. Dlatego, że no nie wiem, chcesz, żebyśmy przeszli przez to teraz, przez to wytłumaczenie, dlaczego świadomość nie jest obiektem jeszcze raz?"

"Oczywiście i to właśnie w kontekście tego, dlaczego to jest ważne, czyli to wspomniałaś już o tym cierpieniu."

Okej, to może ja powiem o tym, w jaki sposób mi się to wyświetliło, że świadomość nie jest obiektem. Tak, bo ja nigdy w życiu tych tematów nie kontemplowałam, nie interesowało mnie to, nie miałam takich w ogóle predyspozycji. I w pewnym momencie mojego życia bardzo się zakręciłam, bardzo dużo pracowałam, zachorowałam, tak leżałam sześć miesięcy chora na gruźlicę i w tamtym czasie nie mogłam spać. Bardzo słabo sobie radziłam psychicznie, fizycznie, pod każdym względem. [westchnienie][wciągnięcie powietrza] No i na wszelkie sposoby próbowałam sobie poradzić i wyjść z tego złego stanu psychicznego, ale nie wychodziło mi nic absolutnie. I co noc budziłam się po parę razy w nocy i czego doświadczałam? Doświadczałam cały czas kołowrotka myśli, uczuć i emocji. Jak wszystkie były negatywne i wszystkie były takie naprawdę dla mnie w tamtym momencie trudne i nie byłam w stanie tego zahamować, nie byłam w stanie nic z tym zrobić. Trwało to po prostu dzień po dniu i pewnej nocy, pewnej nocy tak samo jak zwykle budzę się i już jestem przerażona. Okej, znowu ten kołowrotek myśli, znowu te emocje, nie mogę spać, jest po prostu fatalny psychiczny stan i no i no i nic, próbuję z tym walczyć, nic nie wychodzi. I w pewnym momencie miałam takie miałam takie odbicie albo takie zatrzymanie i i taki wgląd, że chwileczkę, przecież ja widzę cały czas zmieniające się myśli i cały czas ujadający umysł i bardzo cierpiące emocje. Przecież ja to widzę. Ja nie wiem kiedy, nie wiem ile tam myśli czy ile rzeczy temu jeszcze towarzyszyło, ale dosłownie w jednej chwili miałam takie po prostu obudzenie się. Jejku, ja widzę te myśli, ja widzę siebie cały czas nakręcającą się negatywnie, negatywnie, negatywnie cały czas. Ja to widzę. I jednocześnie przyszło takie poczucie, że chwileczkę, to ja muszę być gdzieś jeszcze. Ja muszę być gdzieś jeszcze albo albo to, co ja widzę, to nie jestem ja. To nie mogę być ja. Po prostu przyszło do mnie, nawet teraz mam ciarki, jak ty mówię, przyszło do mnie taka absolutna pewność, że skoro ja to widzę i to się zmienia, to nie mogę być ja. Koniec. Ja nie zadawałam wtedy żadnych pytań więcej. Nie, nie, nie miałam żadnych duchowych predyspozycji, nic takiego. Tylko było takie zdziwienie ogromne, że coś tutaj jest nie tak. Skoro ja widzę swój kołowrotek myśli, emocji i cały czas on się zmienia, to jest we mnie coś, czego te myśli nie dotyczą. jest coś coś od tego wolne i wiesz no znowu nic z tym nie robiłam, ale to było bardzo mocne, więc następnego dnia nie pamiętam jak to się do końca działo, ale ale konsekwencją tego po pierwsze zaczynały mi ustępować te myśli. jakby przestałam już mieć te emocjonalne yyy kołowrotki w nocy. W ogóle lęk mi ustąpił, a wcześniej większość tych myśli i emocji było dookoła lęku przed śmiercią, lęku przed zmianą, chorobą i tak dalej. Natomiast nagle tutaj po prostu przestało, przestały te rzeczy być. Ja w ogóle zaczęłam doznawać jakiegoś takiego w ogóle pogodzenia ze wszystkim i też nie wiem skąd, nie wiem po co, nie wiem dlaczego nawet. Po prostu to zaczęło mnie ustępować. I parę miesięcy później wylądowałam w Indiach, tak? I trafiłam na Satseng, gdzie na te tematy mówiono, tak? że no ja nie jestem tym, co jest widziane, że nie mogę być tylko tym, co jest widziane, bo to co jest widziane, to się zmienia, że ja gdzieś jeszcze jestem indziej. Tak. I dopiero wtedy usłyszałam słowa w cudzysłowiu duchowe czy wyjaśnienie tego wszystkiego, co się wydarzyło. Natomiast to było tylko już dla mnie potwierdzenie tego, co ja już wiedziałam. jakby ja nie jestem w stanie już nawet tego odkręcić, ponieważ w tym momencie nawet, no zobacz, każda każda sekunda tutaj się zmienia, odchodzi i ja wcześniej brałam za siebie to, co odchodzi i brałam za siebie ten kołowrotek w głowie i ten kołowrotek emocjonalny. Ja byłam przekonana, że to muszę być ja albo że ten nawigator, który to robi. A ja po pierwsze zobaczyłam, że to nie jestem ja, a po drugie nie ma tego nawigatora w środku. Tam nie ma nic w środku, nie ma nic, co można znaleźć. I tutaj po prostu nie wiem, no życie zaczęło jakoś przywracać się w większej harmonii samo, nawet bez żadnego mojego wysiłku.

"Czyli powiedziałabyś, że cierpienie bierze się z utożsamiania się."

Bardzo duża ilość cierpienia psychologicznego bierze się właśnie z wiary w to, że jesteśmy ciałem i umysłem wyłącznie. że albo że jesteśmy kimś, kto tam w środku niby jest, że jesteśmy w środku tym oddzielonym ja, które nawiguje tym życiem i jest całkowicie odpowiedzialne za to życie samo, nie uwzględniając wszelkich innych okoliczności. Bo jeśli ja wierzę, że jestem tym ciałem i umysłem, jeśli wierzę, że jestem wyimaginowanym ja, które w środku być może dla wielu ludzi istnieje, no to jednocześnie za tą wiarą idzie ogromna ilość poczucia winy, poczucia wstydu, poczucia żalu, najróżniejszych dążeń i najróżniejszych napięć, które które biorą się tylko i wyłącznie z tej wiary. Więc większość ludzi żyje w taki sposób, nie badając tego nigdy. tak nie bada, czy czy myśli myślą im się same, czy tam jest ktoś, kto to robi. Tak, to już jest też bardzo ważna rzecz do zobaczenia, bo jeśli większość ludzi myśli, że sami tworzą każdą myśl, no to się czują jakby byli odpowiedzialni za każdą myśl.

"Tak." "Każda myśl wtedy obciąża ich." "Każda myśl ich wtedy obciąża. Tak." Natomiast wystarczy dosłownie pięć minut medytacji i mogą się przekonać, że nie znają swojej następnej myśli, że bardzo duża ich część leci z automatu, to wtedy, jeśli to jesteśmy w stanie zobaczyć, no to już nie ma może nie będzie takiej dużej dawki obciążania się za to, co poleciało automatycznie. A dlaczego poleciało automatycznie? dlatego że po prostu był cały cały splot najróżniejszych okoliczności, najróżniejszych rzeczy, które się do tego dokładały, a człowiek po prostu to w jakiś sposób asymilował i mózg później wypuszczał i tyle. Więc wiara w to, że my to robimy sami jest po prostu bardzo dużym dodatkowym obciążeniem.

"Mówisz o czymś, co nazwałaś nawigatorem." "Mhm." "Yyy i powiem ci, że ja yyy chyba przed tą rozmową nie zdawałem sobie sprawy, że sam wierzę w istnienie takiego nawigatora, yyy takiego yyy takiego, że jestem gdzieś tu w środku, w całym tym systemie."

Tak, oczywiście. Postrzegam ciało, jestem go świadomy, widzę je, postrzegam umysł, jestem świadomy tych myśli, widzę je, emocje jako część ciała, ale że gdzieś w środku jestem, jest to ja, które powiedzmy steruje tym ciałem i umysłem, które wybiera dokąd pójść w życiu, które wybiera jakie kroki podejmę chociażby w mojej karierze, jakie kroki podejmę w moich relacjach, że jest jakaś taka taka taki wewnętrzny osobny byt, który tworzy mnie i moją ziemską tożsamość. No to jest to jest to jest ciekawe, bo na pewno mamy takie poczucie, że coś jest, dlatego że jest świadomość po prostu, dlatego że mamy dostęp do stanu naturalnego, dlatego że mamy dostęp do do obecności. To są tylko słowa, tak? Ale wiemy o na co wskazujemy. Więc mamy jakby mamy takie poczucie, nie, no coś tam jest, prawda? No coś tutaj jest, coś musi być, coś jest. Natomiast myśmy założyli w pewnym momencie, że że oprócz tego, że coś jest, to jest to indywidualne coś, czyli indywidualny byt. Natomiast jak medytowałeś, powiedz mi, czy namierzyłeś ten byt kiedyś?

"Nie." "No właśnie to jest ciekawe, że my nie jesteśmy w stanie go namierzyć. Nawet Muji kiedyś słuchałem jego satsangu i zadał takie pytanie: "Gdzie jest ten, który postrzega?"" "Tak. Tak." "Więc yyy więc my jako jako taki tacy prywatni swoi naukowcy możemy po prostu usiąść kiedyś. Nie trzeba tego nawet nazywać medytacją. Można to nazwać po prostu, nie wiem, ciekawością w danym momencie i spróbować odszukać gdzie jest to coś, co decyduje tak, gdzie jest to." "No kiedy wielu ludzi szukało, łącznie ze mną, wielu ludzi, którzy medytowało też tego szukało i nikt tego nie znalazł. Nikt tego nie znalazł. Natomiast co my znajdujemy? No znajdujemy myślenie. Znajdujemy myślenie. znajdujemy najróżniejsze odruchy, no ale one się pojawiają chwilę później. Nawet nauka dzisiaj mówi, że decyzja zapada zanim nasz umysł w ogóle skojarzy, że że ona zapada i jaka zapada, tak więc więc to już i tak gdzieś płynie, tak? Natomiast później przychodzi myślenie, które opowiada o tym, co jemu się wydaje i tyle. No i to jest to jest to jest ciekawy kawałek dla mnie. To był dosyć fundamentalny kawałek, bo ja nawet jak y jak już miałam ten swój wgląd, że że nie mogę być tylko tym, co widzę, to ja jeszcze nie miałam takiego wówczas skojarzenia, że nie ma tam w środku tego indywidualnego bytu i tak dalej. Jakbym w ogóle tych rzeczy nie rozkminiałam kompletnie. Natomiast na na satsangach później zaczęłam ten temat badać. No i faktycznie okazało się, no no nic tam się nie da znaleźć. Ja znajduję siebie szukającą, w sensie ja znajdujeę myśli szukające tego. Tak, to to znajduję, owszem, ale tego miejsca, z którego zapada decyzja nie znajduję i nie znajduje co więcej tego indywidualnego bytu. Ja doświadczam indywidualnych cech, ale nie doświadczam indywidualnego bytu w środku. Więc to też było dla mnie takie szokujące bardzo. Jak to to mnie nie ma?"

"Nazwałaś właśnie powiedziałaś, że znalazłaś myśl szukającą. I tutaj moje pytanie, czy w takim razie to, z czym się utożsamiamy na co dzień, to jest tylko myśl, czy to ja jest tylko myślą?"

"Tak, dokładnie. Tak." "Mocne." "To ja jest tylko myślą. Dokładnie. To jest no absolutnie mocne," "bo myśli przemijają i No ale przecież ja nie przemijam, ja jestem całe życie."

No ale zobacz, zobacz, nawet można sobie taki zrobić eksperyment, który mnie też kiedyś fascynował bardzo. Ja się zaczęłam w pewnym momencie zastanawiać, bo zobaczyłam, że faktycznie no nie znajduje tam nic, [westchnienie][wciągnięcie powietrza] ale zaczęłam się zastanawiać, kiedy powstaje w ciągu dnia albo w jaki sposób i kiedy powstaje ten moment, że pojawia się ta myśl ja, ja i moje życie na przykład. Nie no i najpierw miałam takie duże zaskoczenie, kiedy zaczęłam obserwować, obserwowałam sobie wieczorem, kiedy zasypiam, kiedy jak mi świat zaczyna odpływać i obserwowałam, co się dzieje zaraz po przebudzeniu z samego rana. To mnie też ciekawiły te momenty przejścia [westchnienie] i z samego rana, kiedy otwieram oczy, czy nie wiem, budzę się, ja jeszcze nie mam pamięci żadnej. Przez naprawdę krótką sekundę jeszcze nic nie wiem. Jeszcze nie wiem, że jestem ja, że jest moje życie, że jestem Patrycją. Jestem w takim akurat momencie, co mam do zrobienia i tak dalej. Przez przez mikrosekundę nie ma nie ma nic i potem umysł się na chwilę budzi. Aha, to życie tu. Okej, dobra, [westchnienie] "już pamiętam." "Tak." A potem zaczęłam się zastanawiać nad jeszcze jedną rzeczą. Gdzie jest moje ja w takim razie? W głębokim śnie. Gdzie ono jest? Ja mogę powiedzieć, że moje moje ja w cudzysłowie funkcjonuje w ciągu dnia, tak? No bo funkcjonujemy tutaj w relacjach i tak dalej, w pamięci. Zdaję sobie sprawę, że ona w jakiś sposób też myślowo istnieje w snach z marzeniami sennymi, prawda? No bo śnie powiedzmy o sobie i tak dalej. Potem budzę się, patrzę, że oj, to był sen. Natomiast co się dzieje w głębokim śnie? Tam nie ma żadnej pamięci, nic. Wszystko znika. Nie ma żadnej pamięci o mnie, o mojej historii.

"Ale są odniesienia często do ludzi, których znamy, do miejsc, które znamy." "Ale w głębokim śnie nie ma nic. nie ma żadnej asocjacji z naszą pamięcią, więc więc umysł na na tym poziomie można powiedzieć się wyłącza, nie pracuje w taki sposób. Tak więc my się boimy tego zniknięcia, powiedzmy na jawie boimy się tego zniknięcia albo szokuje nas ten koncept, prawda? Szokuje nas ten koncept. Natomiast co noc, co noc wpadamy w stan kompletnego porzucenia ja, kompletnego porzucenia pamięci co noc i dzięki temu w ogóle możemy istnieć. No bo ja nie wiem ile byśmy byli w stanie funkcjonować bez głębokiego snu w ogóle. My co noc tam się zasilamy, co noc następuje kompletne zapomnienie, a potem się boimy śmierci albo boimy się właśnie tego, że naszego ja nie ma."

Tak nam się myślą myśli i jesteśmy, funkcjonujemy tutaj, doświadczamy tego, tego ciała również umysłu i tak dalej, ale no to co czego do to tego doświadcza nie ma kształtu, nie ma nie ma konkretnej formy. Ja doświadczam formy Patrycji, ale to co tego doświadcza nie ma formy. I to brzmi dosyć tak ja sobie zdaję sprawę, że to brzmi okej, no ale co z tego? Tak. Prawda? No co z tego, że to nie ma formy i co z tego, że to jest w spokoju? No bardzo dużo z tego, dlatego że jeśli ja jeśli ja obciążam się utożsamianiem wyłącznie z ciałem, no to cierpię konsekwencje tej wiary.

"Tak" "po prostu cierpię konsekwencje tej wiary. Natomiast jeśli zdaję sobie sprawę, nie to, że intelektualnie sobie zdaję z tego sprawę, ale gdzieś na głębokim poziomie uświadamiam sobie, Boże, chwileczkę, to mi się tylko śni, nie wiem, w czasie tych 12 godzin i to i to się myśli automatycznie i tak dalej, to mam po prostu znacznie więcej luzu w przeżywaniu danego momentu. Mi to na przykład bardzo wyłączyło dużą część stresu, tak, kiedy ja byłam naprawdę w szoku, że taka duża ilość psychologicznego cierpienia była w stanie się wyłączyć. najpierw po tej chorobie, a potem wraz z byciem w satsangu, tak? Jeździłam na te różne odosobnienia i tak dalej. I czasem jechałam na odosobnienie, nagromadziły mi się jakieś tam rzeczy moje moje moje prywatne sprawy i tak dalej. Wracam, ja nie wiem w ogóle z czym ja tam przyjechałam, w ogóle o co mi chodziło i miałam coraz więcej więcej swobody w tym temacie. To było wspaniałe, naprawdę. Więc jakby poczułam poczułam, że to ma wartość yyy realną wartość w naszym normalnym funkcjonowaniu w życiu. Tak. Nie dzieliłabym się tym. Nie nie nie namawiałabym ludzi do takiego typu spojrzenia, gdybym nie widziała tego ogromnej wartości dla naszego życia po prostu."

"Mhm. To jest właściwie wątek, o który też bardzo chciałem zahaczyć tutaj między nami. Dlatego, że ja mam takie wrażenie, że wiesz, kiedy wejdę sobie w taką świadomość niedualną, tak? Kiedy jestem w tym miejscu, gdzie zdaję sobie sprawę ze swojej natury i jestem w miejscu, gdzie obserwuję, jestem obserwatorem myśli, ciała, tego wszystkiego, co się dzieje. Ja mam wrażenie, że to może być ucieczkowe również" "może być. To może być ucieczka, taka dysocjacja," "może być" "od tego co się dzieje."

"Może być to dysocjacja i często często to jest używane przez ludzi jako ucieczka. Natomiast to się dzieje wtedy, kiedy oni próbują to zrobić w sposób mentalny i siłowy. Tak." "Co to znaczy?" "To znaczy, że próbują być świadomością, że próbują obserwować i próbują na przykład nie czuć. Próbują nie czuć danego doświadczenia. próbują. No wielu ludzi na przykład w duchowości tak naprawdę sięga po duchowość po to, żeby uniknąć odczuwania emocji czy trudów w ogóle w życiu. Tak. I może na jakimś subtelnym poziomie, na jakiś czas to się udaje, ale później życie mówi: "Nie, to nie może być tylko intelektualne, to nie może być ucieczkowe, zobacz jak jest naprawdę". Tak więc ja się spotykam z tym często, że że na jakiś czas bywa, że ludzi właśnie wyrzuca w takie takie obserwowanie, ale żeby to było takie ja będę obserwować tak naprawdę umysłem" "z dystansu," "z dystansu tak naprawdę z umysłem, żeby nie bolało, tak? Natomiast ta naturalna świadomość, o której mówimy, ta naturalna obecność, ona tego nie robi. To po prostu jest tak czy inaczej. To jest tak czy inaczej. Ona nie nie ustawia się w żadnej specjalnej pozycji. To jest tak czy inaczej. Natomiast nasz umysł i my tak bardzo często cierpimy, że po prostu chcemy sobie pomóc i chcemy to zrobić. Natomiast jeśli to robimy w sposób taki siłowy i umysłowy, no to to też nie to nie jest to samo. Jest doświadczane jako wysiłek po prostu, więc nie będzie tą ulgą na pewno. I myślę, że no ja często to widzę na na swoich odosobnieniach. Widzę, że nawet ludzie, którzy przechodzą przez taką fazę, że właśnie na jakiś czas mają nadzieję, że uciekną, a potem się okazuje, że no nie ma ucieczki. Ja w ogóle ta prawdziwa naturalna świadomość, ona naprawdę nie nie ciśnie tego tematu, tylko po prostu jest. No jest takie mocne później lądowanie. Część ludzi wtedy jest rozczarowanych, bo myśli sobie: "No nie, no to nie działa w takim razie ta duchowość, no bo nie uchroniła mnie przed przed trudnymi doświadczeniami, ale przed nimi się nie da do końca uchronić". Więc to jest po prostu bardzo często zaproszenie do pogłębienia praktyki na na tym naprawdę autentycznym poziomie, a nie tylko na poziomie robienia tego umysłem. Ja mam takie sam doświadczenie jeszcze gdzieś tam z moich lat 20 życia, że wszedłem w duchowość właśnie po to, żeby uciekać od rzeczy trudnych. Więc to bardzo ze mną rezonuje i i mam takie doświadczenie, że wtedy wiesz, próbowałem wznieść się jak najwyżej. To wtedy jeszcze były chyba takie czasy no dosyć wczesne, jeśli chodzi o taką duchowość popularną, tak? bo teraz jest cały ten nurt rozwoju duchowego i tak dalej. Yyy i y i wtedy było coś takiego, że żeby podnieść wibracje sobie, żeby wiesz być jak najwyżej. I miałem wrażenie, że że to właściwie dysocjowało i przez to, y, że oddalałem się od problemów, jeszcze bardziej bolało uderzenie, bo z wysokiego konia się wiesz dłużej spada na ziemię i jest mocniejsze to uderzenie góle."

"Tak. No i widzisz, mi jest trochę czasem trudno o tym mówić, dlatego że ja nie miałam tego etapu dążenia, wiesz, do oświecenia, do zrozumienia. Ja nie miałam tego etapu dążenia do tego świadomego. To się gdzieś tak wiesz, u mnie odwrotnie po prostu stało, nie? W sensie po prostu w czasie tej choroby nastąpiło takie" "spontaniczne, to było" "totalnie spontaniczne taki wgląd nastąpił i" "i dla mnie no naprawdę ten to ten wgląd jest taki, że ja nie umiem tego odkręcić, tak? Ja nie umiem tego odkręcić. Natomiast on był na tyle mocny, bo ja wiedziałam, że no no Boże wszyscy ludzie pewnie wszyscy ludzie też tak mogą to zobaczyć. Takie było moje naturalne poczucie na początku. I jak ja im to powiem, to oni na pewno to zobaczą. Tak. I ja czując jakie jakie to miało jaką to miało dla mnie wartość yyy to całe przebudzenie, czując jaką to miało dla mnie wartość, widziałam, że chciałabym się podzielić tą wartością z ludźmi, tak, z kim z kim będę mogła. M. No i zaczęłam na ten temat. Na początku były takie medytacje w ciszy, coś tam, coś tam, a potem po prostu ludzie zadawali mi pytanie, ja coś zaczęłam mówić, ale po jakimś czasie się zorientowałam właśnie, że wiesz, że to zaczyna tworzyć coś takiego, że że ludzie zaczynają tam iść, bo chcą tam iść, bo to, co ja mówię, może jest na przykład atrakcyjne dla nich. Tak, czyli to nie nie wyszło tak zupełnie spontanicznie, tylko jako przez jakiegoś rodzaju, można powiedzieć, zaproszenie. Czyli ja widzę gdzie jest Patrycja i ja też chciałbym tam być" "na przykład. Dokładnie. Na przykład. No i na dodatek jeszcze to co powiedziałeś, że ta duchowość w Polsce zaczęła się budzić, nie? W ogóle słowo przebudzenie się zaczynało być modne, " "oświecenie," "oświecenie i tak dalej. I i w ogóle kultura zaczęła nam mówić: "No teraz jest czas na oświecenie". Tak, już mieliśmy to, mieliśmy tamto, teraz jest czas na oświecenie i przebudzenie. Więc zaczęło to już z takiego, no z takiego, takiej zachęty też współczesnego świata, no bo można też się jeszcze przebudzić dzisiaj. Tak jak chcesz, możesz się" "Jestu," "jest to w menu dzisiejszych potrzeb, prawda?" "A jeszcze wiesz, mówią o tym ludzie, mówi się o tym, że to daje nie wiadomo jakie szczęście, że to przynosi nie wiadomo jaki spokój. No to dla naszego ego, dla naszego"

Umysłu to również jest bardzo atrakcyjne. Tak wielu ludzi już osiągnęło wszystko w jakichś innych dziedzinach. Teraz sięga po oświecenie, albo inni nic nie osiągnęli w poprzednich dziedzinach. No to może wreszcie oświecenie. Tak, no jakby cała masa różnych wariantów.

I powiem ci, że ja jak prowadziłam na początku te pierwsze spotkania, to byłam naprawdę, to to mi ludzie nie chcą z tym wierzyć, ale naprawdę tak miałam, że jak ja prowadziłam spotkanie i poprowadziłam jedno spotkanie i powiedziałam to, co mam do powiedzenia, ja w środku, ja byłam przekonana, że koniec, wystarczy. Tak. No załapali, wyszli. >> Wszystko jasne. [śmiech] Dziękuję, do widzenia. >> Załapali, wyszli. Natomiast wiesz, dwa tygodnie później prowadzę w innym mieście spotkanie, czy w innym miejscu. Ci sami ludzie przyjeżdżają, trochę nowych. No i ja, ja mówię: "Okej, no dobra, to widocznie [wciągnięcie powietrza] widocznie źle powiedziałam albo za mało." No to mówię jeszcze raz.

No i teraz tak naprawdę, no widzę, że większość ludzi trafia w taki sposób, że już słyszało o przebudzeniu, oświeceniu, tak? I trafia o, nie wiem, czasem słucha czegoś na różnych kanałach i tak dalej, ale trafia również w taki sposób, że nasze ego, czyli znowu umysł, może się tutaj czegoś złapać, że tu jest kolejna rzecz do zrobienia, do osiągnięcia, albo kolejna rzecz, którą można sobie dowalić. Tak? No bo jak nie jestem oświecony, to sobie dowalę. Tak więc różne są te pobudki, tak? Natomiast w moim przypadku to nie wyszło z tego świadomego dojrzenia. To wyszło po prostu przypadkiem, można powiedzieć. Więc ja musiałam się trochę dostosowywać i nadal dostosowuję, mogę powiedzieć, swój język i swój przekaz w taki sposób, żeby się spróbować porozumieć. Natomiast, no jakby nie do końca mogę rezonować z większością ludzi w tym temacie, bo ja nie miałam tego haczyka przebudzenia. Tak. >> Mhm. Jednocześnie podejrzewam, że zdecydowana większość ludzi będzie miała ten haczyk, będzie miała to dążenie i będzie miała właśnie ścieżkę ku oświeceniu, przebudzeniu. >> Tak. Tak.

No i tutaj, yyy, no i tutaj niedualność jest absolutnie radykalna, tak? Czyli ten mój tutaj przepch jest naprawdę absolutnie radykalny. On nie jest dla naszego ja. On nie jest dla naszego ego. Tutaj się nic nie osiąga. Absolutnie nic tutaj nie można osiągnąć. Nie, nie da się osiągnąć tego, czym już się jest. Czym już się jest i zawsze było. No nie da się tego osiągnąć. Więc ja tak naprawdę powtarzam wciąż kółko to samo i ludzie to załapują dzisiaj bardzo, tak zaczynają to załapywać. Więc na początku mają mnóstwo pytań. Mają mnóstwo pytań właśnie z takiego, z tego konceptu, co by tu można było jeszcze zyskać w tym temacie, nie? Jak można byłoby użyć tego tematu albo jak jak go wycisnąć, tak? Jak go, jak mogę ten temat wycisnąć dla siebie, dla swoich korzyści, żeby zasłynąć tu, tu, to tam. Tak. No ale jak ktoś naprawdę chce i naprawdę słucha, no to słyszy, że to jest nie o tym w ogóle. To jest w ogóle nie o tym. Tu się nic nie zyskuje. Raczej się tylko ograbia, ograbia, ograbia i to ograbianie się z tego naszego wyimaginowanego ja, no jest ogromną ulgą i naprawdę ja też to obserwuję cały czas, jak to się zmienia na odosobnieniach i spotkaniach, które prowadzę. To trafia już do ludzi bardzo. Teraz mieliśmy spotkanie w Krakowie ten weekend i ja w zasadzie nie miałam już prawie nic do powiedzenia, a ci ludzie nawet już nic nie pytali, po prostu sobie siedzieliśmy. [śmiech] No tak sobie siedzieliśmy i to nie jest cisza związana z dyskomfortem, tylko cisza związana z tym, no ale nawet umysł nie jest w stanie się wychylić, tak? Nie jest w stanie albo nawet się wychyla. I dlaczego? Bo zostajesz w odpowiedzi, tak? Nie dlatego, że potrzebujesz kolejnej, tylko jesteś, bo nie musisz już nic mówić ani nic pytać. Jest to, jest to takie naturalne połączenie. Dla mnie to jest to jest dowód na to, że to działa po prostu, że nie muszę już szukać. Tak, że tutaj tak naprawdę chodzi tutaj o to, że w pewnym momencie ten nasz umysł, który szuka cały czas i w duchowości również szuka, mając nadzieję, że coś znajdzie, w końcu przestaje szukać, bo wie, że już jestem czego szuka. Jeśli to jest tak łączące nas wszystkich miejsce, ten, to bycie tym, czym jesteśmy, tą naszą naturą, jeśli to jest tak, to jest takie samo dla każdego. >> Mhm. >> To dlaczego potrzeba jest, żeby tego nauczać? >> No ciekawe pytanie. Dlaczego jest potrzeba, żeby tego nauczać? No odpowiedziałam o tym na początku, dlatego, że ja poczułam jako to miało wartość w moim subiektywnym doświadczeniu życia, tak? Że poczułam, jaką ma wartość kontakt z tym przekazem dla mojego subiektywnego życia. Ja poczułam to tak. Wyłączyło mi się to psychologiczne cierpienie. Wyłączyła mi się cała masa moich własnych neuroz. Tak, wyłączyła się po prostu z dnia na dzień, dosłownie. Więc ja nie wiem, znałam wcześniej terapię, znałam różnego rodzaju sposoby pomagania sobie i one mi gładziły pewne sprawy, ale to w ogóle się nie da porównać, jakiego rodzaju wygładzenie tutaj przyszło z tym zrozumieniem. Więc ja poczułam, że to ma wartość realną w moim życiu. Tak. No i jak znając to, moim moim pierwszym tak naprawdę skojarzeniem było to: "Jejku, chciałabym to przekazać wszystkim. Chciałabym, żeby każdy człowiek wiedział, że ma takie w sobie narzędzie, bo wiem, ile to mi przyniosło piękna, ile mi to przyniosło spokoju i takiego naturalnego pogodzenia się po prostu ze swoim ciałem, ze swoją osobowością, absolutnie ze wszystkim." A nagle po prostu z osoby, która była taka, no nie wiem, ale na pewno w jakimś stopniu oceniająca albo mówiąca jak być powinno albo nie powinno, z pretensjami tu, pretensjami tam, nagle po prostu te rzeczy gdzieś wygasły, więc to była ogromna ulga w ogóle przestać tego wreszcie doświadczać. Tak więc jak ja poczułam, że ja tracę te pretensje do świata, że to naturalnie się gdzieś godzę z życiem i wiedziałam, że tak będzie z każdym człowiekiem, jeśli będzie mieć z tym kontakt. Słyszę, co to może przynieść jakości życia. >> Tak. Natomiast bardziej interesuje mnie tutaj, dlaczego w ogóle to może być nauczane? Bo jeśli możemy tego nauczać, czy czy się tego nauczyć, żeby dostrzegać tę część nas samych, no to znaczy, że wyjściowo tego nie dostrzegamy. >> No nie dostrzegamy. >> Więc dlaczego człowiek nie widzi tego, kim jest? Wiesz co, no to się to się tak dzieje w naszym świecie, że my na początku jako istoty, które powiedzmy rodzą się na ten świat, my nie mamy żadnej pamięci, my nie mamy żadnej historii, my nie wiemy jak się nazywamy, nawet nie jesteśmy w stanie oddzielić siebie od matki, którą widzimy. Tak. Dziecko nie jest w stanie powiedzieć, nawet nie wie, że to są jego ręce na początku, tak? Nogi. Jakby >> to jest jakieś doświadczenie, >> czy to jest [odchrząknięcie] po prostu jakieś doświadczenie, tak? Nie mamy wiedzy, nie mamy pamięci. Natomiast, yyy, no rodząc się tutaj na świat, stykamy się, stykamy się z ludźmi, stykamy się ze światem i świat nam mówi tak: "Jesteś Patrycja, jesteś, nie wiem, miła, jesteś niemiła, tak rób, tak nie rób". Więc jakby następuje trening, zaczynamy się też uczyć języka i mówi nam się, że jesteśmy tym konkretnym ciałem. Tak? No to to zaczynamy słyszeć od rodziców czy od wszystkich bliskich, które się spotykamy. No to są duzi ludzie. Yyy, zakładamy pewnie, że mądrzy, więksi od nas, no to na pewno mają rację, więc jakby to jest naturalne, że przyjmujemy taką wiedzę. Tak samo w szkole przyjmujemy wiedzę i tak dalej. No tylko, że o ile taka wiedza praktyczna często nam się przydaje, o tyle wiedza związana z naszym z naszym jestestwem nie została nam przekazywana, tak? I myśmy się tego nie uczyli. Dostaliśmy inny trening, tak? I zapomnienie tej naszej pierwotnej natury, no wiąże się z cierpieniem, ale tak to wygląda tutaj. No po prostu przechodzimy takie kółko, nie? Że najpierw nie wiemy nic, potem dowiadujemy się wielu rzeczy, a potem możemy sobie znowu przypomnieć, no jednak nie wiemy nic, tak? I i z prochu powstajemy, w proch się obracamy tak jako te ciała. >> Ciekawi mnie tutaj cały wątek też życia po przebudzeniu, bo przebudzenie, yyy, już samo to słowo wskazuje, że to jest jakiś moment, prawda? >> Jesteśmy we śnie, na to następuje przebudzenie i już jesteśmy przebudzeni, prawda? To na to, to słowo wskazuje? >> No to słowo można, można powiedzieć, że tak o tym mówi. Natomiast ja to czuję w taki sposób, że następuje przebudzenie, nie wiem, wcześniej, później, w jakimś tam momencie następuje zobaczenie, że okej, nie jestem tylko tym, co widzę na przykład w ten sposób. Ale czy to znaczy, że mi wyłącza mój subiektywny film? Nie, nie wyłącza mi subiektywnego filmu. Mogę powiedzieć, że w moim przypadku, yyy, dużą ilość neuroz i tego psychologicznego cierpienia wyłączyła, tak? Natomiast to nie znaczy, że ono nigdy nie wracało, tak? Że ono nigdy już w ogóle nie wróciło, że się nigdy nie zdenerwowałam, ani nie pomyślałam tego tamtego. Yyy, zdarzają się takie rzeczy. Natomiast ja wiem, że to należy do tego, co mija, tak? Że to należy, te wszystkie zjawiska należą do snu, do przemijania, do czegoś, co pojawia się i znika. Natomiast to moje podstawowe jestestwo nie znika. Po prostu jest. Więc ludzie oczekują i bardzo często właśnie takie taką mają nadzieję, że to całe przebudzenie, no już jak się przebudzę, to przebudzenie to w ogóle jest nagroda. Po pierwsze, tak często myślą, że to musi być nagroda i ta nagroda oznacza, że już od tej pory to będę miała dobre życie. >> Zawsze będę szczęśliwy. >> Zawsze będę szczęśliwy. Będę miał dobre życie. Wszystko mi się będzie układać i co więcej, jeszcze będę się oceniać za to. Nie, no kurde, przebudzony przecież jestem. A jeszcze takie rzeczy mi się dzieją. A czy Budda też nie definiował tego jako koniec cierpienia? >> Koniec psychologicznego cierpienia. Tak, ale, no jakby >> więc będę więcznie szczęśliwy. >> No to już jest, to już jest chyba trochę za daleko. Nasza natura jest wiecznie szczęśliwa. Nasza natura jest wiecznie szczęśliwa, czyli nasz ten pierwotny stan jest wiecznie szczęśliwy. Natomiast to nie oznacza, że na tym planie fizycznym to ciało nie umrze. Na przykład, nie oznacza, że ono nie będzie miało chorób i że nie, że że nie będzie doświadczało zmian, bo będzie doświadczało zmian. Tak. Natomiast faktycznie ta nasza pierwotna natura nie cierpi. Ona po prostu jest w czasie, kiedy tutaj nam się dzieje ten sen. Bo jakby co jest ważne, dla mnie jest ważne rozmawianie i myślenie nawet o tym w taki jak najbardziej praktyczny sposób, tak? No bo ja nie muszę czy my nie musimy sobie tłumaczyć, jak to jest w tym stanie naturalnym, tak? No szczęśliwie, spokojnie i dobrze, tak? Ale my doświadczamy tego realnego życia tutaj, więc jak jedno ma się do drugiego? Dla mnie bardzo ważne jest zrozumienie, że tutaj, że, że tutaj to zrozumienie powinno wiązać się z oczekiwaniem, jakie ma być twoje życie, tak? Bo znowu będziesz utopiony, tak? Znowu będzie to takie poczucie, że ojej, to chyba jednak coś nie wyszło, oj to coś jednak znowu jest do zrobienia, jednak znowu trzeba szukać i tak dalej, i tak dalej. >> Bo to znowu stawia przed nami jakiś cel. >> Dokładnie. I znowu się włącza poszukiwanie, znowu się włącza dążenie. No ja rozumiem poszukiwania i dążenie w takich tematach, które są praktyczne dla mnie na dzisiaj. Jak mogę zrobić, żeby mi było komfortowo bardziej i by było mi lepiej? Super. Tak, ale jeśli to ma dotyczyć szukania mojej pierwotnej natury czy związ, czy szukania tego, kim naprawdę jestem, no to tutaj już dalej się nie idzie. Tutaj raczej mówi się: "Słuchaj, niezależnie co jest na powierzchni, niezależnie co jest na tym płótnie, jest płótno. Niezależnie jakie tam widzisz kolory, jesteś płótnem też. Zobacz, że jesteś płótnem, a nie tylko tymi fragmentami, które są namalowane. A fragmenty będą różne. Czasem będzie piękna, kolorowa tęcza i będziesz po prostu szalał z radości, a czasem będzie na maksa ciężko i to też się mieści na płótnie i to i przebudzenie z tego nie zwalnia. No Jezus Chrystus uważa się go za za oświeconego, tak? Natomiast, no nie zwolniło go to z wielkiej dawki cierpienia, tak? Łącznie z ukrzyżowaniem i tak dalej. Więc to, to nie jest tylko tak, że że nagle zaczynamy po prostu pachnieć na łączce i jest po prostu cudownie i w ogóle jesteśmy jakby wyłączeni z życia. Mogę powiedzieć, że nawet jest w drugą stronę. Tak, tylko, że coś w środku, jak to rozumiemy głęboko, to coś w środku przestaje się kłócić z tym momentem, jaki on płynie. Tak, bo nie wiem, no czasem płynie przyjemny moment, a czasem płynie trudny, po prostu. Ale ja wiem, że to jest taki kawałek, z którym trudno jest się pogodzić, tak? No bo jednak mamy nadzieję, nie? Mamy nadzieję. Bo to tam idziemy kurde po to oświecenie, żeby było lepiej, nie? A ty mi mówisz, że że będzie jak będzie. >> No bo tak, bo chyba niewiele jest, nie wiem, w naszej kulturze nawet przekazywanego takiego, takiego wartościowania prawdy samej w sobie, bo tak jak to rozumiem, to tu chodzi o prawdę, >> tak? Nie osiąganie czegoś, tylko o zdanie sobie sprawy z tego, czym już jesteśmy. I sama prawda chyba nie jest aż tak wysoko cenioną wartością. >> To świetnie, świetnie to nazwałeś. Dokładnie. W naszej kulturze dzisiaj, szczególnie mamy ten początek XX wieku. Największą wartością jest szczęście i przyjemność. Tak, to jest chyba największa wartość. No jakby tutaj już jest taka duża presja, żeby być szczęśliwym. Jak nie jesteś, jak nie jesteś szczęśliwy, to znaczy, że coś z tobą jest nie tak. No to myślę, że to jest bardzo duże obciążenie psychologiczne, które gdzieś gdzieś można powiedzieć w jakimś sensie jest. Tak. No ja, ja czuję, że dobrze sobie zadać właśnie, jeśli kogoś interesuje ten temat, jaka jest moja motywacja, tak? Czy moją motywacją jest bardziej dowiedzieć się jak jest, czy być szczęśliwym? Być szczęśliwym to znaczy, że już masz agendę i już czegoś chcesz, czy już? Czy tak naprawdę chcesz się omamić? Tak, chcesz być szczęśliwy? Chcesz się omamić. Tak jakby Budda, który na przykład budził się, on dorastał podobno w tych pałacach, gdzie tam było bogato, wszystko było pięknie, nie widział cierpienia. Tak, >> tak. >> No super, ale chciał stąd wyjść. On chciał się dowiedzieć jak jest, a nie jak ma być. Tak. Chciał się dowiedzieć jak jest, więc wyszedł z tego pałacu i nagle zaczyna zaczynał patrzeć na świat i widzieć, że są choroby, że jest starość, że jest śmierć. Więc tam była chęć poznania, chęć poznania prawdy, a nie chęć omamienia się czymś nowym, jakkolwiek nie byłoby to atrakcyjne. Ja dzisiaj mam takie poczucie, że faktycznie my żyjemy w takiej kulturze, która omamiać nas próbuje dążeniem i szczęściem. Tak. Jest to szczęście wyprodukowane. Tak. Jest to szczęście, które trzeba tworzyć. Jest to szczęście, którym trzeba emanować. Jest to szczęście, którym, które ma być. Tak. No ale jeśli mam tym emanować, to ja muszę się starać, żeby to było. Więc ja to zaczynam tworzyć, więc robię to z umysłu. Więc robię to z omamiania się znowu, z samooszukiwania się znowu, z manifestowania nie wiadomo czego i po co. >> Jest to coś wtórnego. >> Jest to coś dokładnie wtórnego. Ja nie mówię, że to są złe rzeczy, no ale one po prostu przeminą. Tak, to po prostu przemienie i nie da ci tego samego poczucia jak zawrócenie tego i pytanie, ale jak jest naprawdę kim jestem? Tak, czyli ten ruch zamiast do przodu po następną rzecz, po następną rzecz, tylko okej, no przez moment nic nie będę robić i zobaczę jak jest, tak? I zobaczę jak jest. Więc ja też nie nie lubię używać tego konceptu całego przebudzenia w taki sposób, że to ma nie wiadomo co dać. Taki trudniejszy kawałek nam do zgrzienia. [śmiech] >> Super. Wiesz co, chciałbym wrócić do tego kawałka. kawałka. Znowu chciałbym wrócić do tego miejsca, w którym trochę też zaczęliśmy, że ta ta świadomość, to jestestwo, to nasze ja, to czym jesteśmy jest pierwotne i czy to na pewno można sprawdzić pod kątem tego, że no dopiero możemy sobie zdać sprawę z tego, że to jest, kiedy już się urodzimy. Mhm. Mhm. No tak, ale też też w ogóle to jest, yyy, nie wiem, nasi słuchacze chyba wymiękną dzisiaj, yyy, bo, yyy, bo to nie jest takie proste, żeby o tym powiedzieć. Zobacz nawet to, co my w tej chwili robimy. Rozmawiamy ze sobą, zaczęłam od tego, używamy języka i próbujemy się dowiedzieć o czymś pierwotnym, czyli o czymś, co jest przed, ale używamy języka, czyli używamy tego, co jest po, czyli używamy produktu wtórnego do tego, żeby zrozumieć oryginalny stan. Tak, nie da się tego zrobić. Więc na jakimś poziomie widzimy, aha, to jest umysł. Żyjący umysł w tym momencie, aktywujący się, aktywujące się myśli i tak dalej i one próbują wejść w ten pierwotny stan. Więc tak, jak ja próbuję robić to słowem, to powołuję coraz więcej słów. Tak. No ale już rozumiem, że to nie ma sensu, bo przecież to jest przed słowem. Tak. Okej, no to się zatrzymuje. Okej, mogę coś myślą stwierdzić, no ale dobra, to się zatrzymuje. I co się dzieje w tym zatrzymaniu? Bez używania myśli, co się dzieje w tym zatrzymaniu, bez podpierania się myślą, jak tam jest. Więc następuje cisza. My możemy później sobie coś myślami stwierdzić, ale to nie są odpowiedzi. Odpowiedzią jest ta cisza. I ta cisza jest ciszą wtedy, kiedy nie ma myśli, ale również jest tą samą ciszą wtedy, kiedy umysł jest aktywny. Jest coś, co to wszystko spaja i jest pomimo myślenia. Tak. I w ten sam sposób zadałeś pytanie. No dobrze, to ta przestrzeń, ona była jeszcze zanim ja się narodziłam, zanim to ciało się narodziło, czy ono znik, czy ta przestrzeń zniknie wtedy, kiedy moje ciało, nie wiem, umrze? Ona nie znika. Ona nikt z niej się nie wybiera. Ona, to nie ma jedno z drugim nie ma wiele wspólnego. Ona po prostu jest. Natomiast ciekawe jest to, że my w czasie, kiedy to żywe jest ciało, możemy mieć rezonans z tym stanem naturalnym jako ludzie, że my możemy to nasze wewnętrzne ucho dostroić do tego i nie niekoniecznie mieć na ten temat myśl, ale poczuć to po prostu wewnątrz. Czy to się urodziło? Można się zapytać, czy to się rodziło. No trudno to stwierdzić, prawda? >> Prawda? Bo możemy tylko odwołać się do pamięci ciała. >> Dokładnie. Czy, no nie wiem nawet, powiedzmy, dobrze, przestawię, przestawię jeden przedmiot, drugie miejsce, przedmiot został przestawiony, ale czy coś się zmieniło w przestrzeni? >> Przestrzeń cały czas była pod tym. >> Była cały czas. W związku z tym, kiedy nasze to ten umysł odejdzie, to ciało umrze, no co się zmieni w przestrzeni? Nic się nie zmieni z przestrzeni. Ona nadal jest i dzięki temu w ogóle te przedmioty w ogóle mogą być widziane. Tak, mogą być jakkolwiek doświadczane, ale przestrzeń sama w sobie nigdzie się nie wybiera. Nie, dualność jest na maksa nudna. Tam jest cały czas tak samo. [śmiech] >> Cały czas jest tak samo. My mamy dostęp do spokoju czy tego typu spojrzenia, gdzie, no gdzie jest zawsze tak samo. Mi się nic nowego nie urodziło. Jak się urodziło, no to odeszło, ale ta przestrzeń jest wciąż ta sama. >> Ciekawi mnie też z twojej perspektywy jako nauczycielki. Przez ile lat już nauczasz? 13, 14, >> czyli kilkanaście lat już tak naprawdę pracy z tym, żeby po pierwsze jesteś w tym, po drugie pomagasz ludziom dotrzeć do samych siebie. >> Jak to się zmienia dla ciebie i czy się w ogóle zmienia dla ciebie? Czy to się jakoś pogłębia kontakt z tym jestestwem? >> Mhm. Wiesz co, [wciągnięcie powietrza][westchnienie] na początku, yyy, to ja muszę powiedzieć, że ja się czułam trochę w Polsce sama, tak? Bo ja się dowiedziałam o satsangu, o niealności gdzieś tam za granicą w Indiach, Anglii i tak dalej, więc w Polsce tego jeszcze nie było w ogóle wtedy za bardzo. Przynajmniej ja nie słyszałam, więc zaczęłam się tym dzielić pierwsze chyba w Polsce. I na początku naprawdę to było tak, że kiedy siadałam na spotkaniu, tam nie wiem, było 30 czy ileś osób, jak znalazłam jedną w trakcie w tym pokoju jedną osobę, którą czułam, że na jakimś energetycznym poziomie słyszę to, co ja mówię i rozumiem chociaż trochę, to ja miałam [westchnienie] takie, okej, to chciało mi się do niej mówić, tak? Więc ten przekaz leciał po prostu tam i na początku to było dosłownie tak. Później może miałam dwie takie osoby i myślałam: "Wow, tak od razu miałam tak taki radar mi się włączał [śmiech] w ogóle takie słyszenie i tak". I szczerze mówiąc, włączała się od razu większa energia i ekscytacja do tego, żeby po prostu ciągnąć to dalej. E, wiesz, natomiast od tamtej pory, od 2000 chyba 13 czy 14 roku, ja co tydzień publikuję cały odcinek na YouTubie z całego satsangu, tak? Czy jest półtorej godziny, czy tam godzinny przekaz. Od 2014 roku co tydzień. Więc tych satsangów w Polsce w Internecie pojawiło się trochę i trochę ludzi już to obejrzało. Tak więc co się zaczęło dziać po czasie, to to, że powiedzmy po roku już publikowania tych rzeczy, już przyjeżdżali jacyś ludzie, którzy sobie coś posłuchali online i przyszli i przyszli na satsang. I to się zaczęło zmieniać faktycznie, bo część z nich przyjechała już trochę osłuchanych i troszkę jakby czuli, więc więc ja miałam takie poczucie, że jest więcej ludzi, którzy rozumieją. Natomiast, no dzisiaj jest tak, że, no mam odosobnienie 100 czy tam 70 osób i robimy to odosobnienie, no to praktycznie wszyscy to czują. Więc w tym sensie muszę powiedzieć, że bardzo dużo się wydarzyło. Bardzo dużo się wydarzyło i czasem ludzie rozumieją, a później zapominają, tak i zadają pytania, czy to, czy tamto, ale ja mam poczucie dużo większego zrozumienia dzisiaj i dojrzałości akurat w tym temacie. Naprawdę bardzo, to jest to jest duża rzecz. Czuję, że to jest duża rzecz. Jest znacznie więcej tych ludzi, więc ta zmiana nastąpiła na pewno w tym w tym kontekście, na pewno nastąpiła. Natomiast we mnie samej, m, to też dojrzewa w takim sensie, że nie świadomość nie dojrzewa, bo ona jest cały czas ta sama, ale to, w jaki sposób ja o tym mówię, na pewno dojrzewa, wiesz. No tak, nawet sam fakt, jak stwierdziłam na początku, że wiesz, że innymi drzwiami to do mnie weszło, niż ja się próbuję teraz komunikować, więc ja się musiałam tego uczyć. Ja się musiałam uczyć ludzi, tak? Ja nadal się uczę, cały czas się uczę ludzi, z jakimi drzwiami oni przychodzą, co się dzieje. Tak. Dla mnie też było bardzo zdumiewające na początku, bo ja nie miałam żadnych zdolności w tym kierunku. [parsknięcie] Natomiast kiedy zaczęłam się dzielić satsangiem, ja, ja w pewnym momencie zobaczyłam: "Kurczę, ja wiem, co ten człowiek myśli, ja wiem, gdzie on jest, nie wiem skąd, nie wiem jak, ja wiem, ja wiem, jakie on ma pytanie, jakie ma bolączki, zanim on zada pytanie w ogóle." Więc na początku to było dla mnie takie zdumiewające, więc ja często po prostu słyszałam, jak mówię, ale nie wiedziałam nawet skąd tą wiedzę mam. Tak. I to było bardzo dla mnie zaskakujące. Poza tym zaskakujące było dla mnie to, że ja, ja nie miałam pojęcia, że ja umiem coś powiedzieć na ten temat, bo to nie była wiedza intelektualna w żaden sposób. Więc w pewnym momencie ktoś mi, bo na początku siedziałam tylko w ciszy i siedzieliśmy sobie cichutko, cichutko, tak? Natomiast potem po satsangu ktoś mi zadawał pytanie. Ja w ogóle byłam na początku zdziwiona, czemu tak, ale i potem zaczęłam słyszeć, jak ja zaczynam odpowiadać na to pytanie i to było dopiero zdziwienie dla mnie ogromne, bo, bo ja nie miałam pojęcia, że potrafię na ten temat coś powiedzieć, że, że jestem jakkolwiek intelektualnie zborna, aż do używania słów w tym temacie i tak dalej. Nie miałam pojęcia, naprawdę. No i myślę, że to się niesamowicie rozwija cały czas i mimo, że wiesz, no ja prowadzę te satsangi, już nie wiem, ile tych odosobnień, spotkań i tak dalej, ale, ale umysł, który próbuje mi pomagać w tym temacie, naprawdę staje na rzęsach. Staje na rzęsach i wydaje mi się, że robię to całkiem nieźle. Ja, ja jestem zaskoczona i jestem zaskoczona, że w ogóle da, że, że mi się chce, że daję radę i cały czas znajduję nowe, nowe, nowe pomysły, żeby o tym mówić. Ale to nie jest historia Patrycji, bo ja nigdy nie miałam takich dążeń, ani nie sądziłam, że w ogóle intelektualnie mam w ogóle cokolwiek do powiedzenia, więc to było bardzo duże zaskoczenie. Więc ja po prostu ufam, wiesz, to płynie z tego, że ja, że ja się na jakimś poziomie wyłączam. Ja się wyłączyłam na jakimś poziomie i daję przestrzeni, żeby po prostu robiła, co ma robić, tak? I słucham jednocześnie siebie, jak jak mówię, tak? Więc to też jest ciekawe, ale dojrzewanie na pewno też jest, bo myślę, że, że sposób, w jaki dziś pewnie tłumaczę te koncepty w porównaniu [parsknięcie] z tym, jak to było na samym początku, możliwe, że się wiesz, trochę dojrzał. Byłem bardzo ciekaw tego, czy samo sam kontakt z tym wyglądem się pogłębił. Yyy, natomiast to, to, co tutaj powiedziałaś, wydaje mi się, że mogę odnieść do do takiego swojego doświadczenia, >> gdzie, yyy, ja mogę nie mieć wiedzy intelektualnej, na przykład nie wiem, o tej zasłonie, tak, którą tutaj widzimy, >> ale ja widząc ją jestem w stanie ją opisać, hm. >> I wydaje mi się, że jeśli jestem w jakimś miejscu, którego, którego doświadczam, >> i które jest też na tyle uniwersalne, że każdy może tego miejsca doświadczyć, to ja jestem w stanie opisać, co to jest za miejsce i i nie potrzebuję do tego wiedzy, prawda? Więc to nie jest stąd, to nie jest wiedza intelektualna, tak jak powiedziałaś. >> Tak, tak, tak, tak, tak. No i też i też myślę, że wartość ma z jednej strony mówienie o tym, a z drugiej strony myślę, że wartość ma ta cała historia tych 10 czy iluś lat polegająca na tym, że ja już dużo widziałam, nie w sensie widziałam mnóstwo ludzi, przewinęło się, nie wiem ile tysięcy ludzi widziałam z różnymi tematami, więc jakby, yyy, no po prostu to doświadczenie pewnie jest większe takiej historii z ludzkiego umysłu tak naprawdę. >> Chociaż dla mnie to jest jeden symptom, nie? W sensie ja się kiedyś zastanawiałam, bo czasem ludzie mi zadają takie pytanie, ale jak to jest, czasem przychodzą do ciebie jacyś profesorowie albo zadają jakieś takie trudne pytania albo coś, ale z mojej perspektywy to jest tak, że, że to jest proste, no bo po prostu wystarczy odróżnić, co należy do umysłu, należy do gromadzonej wiedzy, a co nie jest, a co nie. Więc gdybym ja chciała odpowiedzieć na te wszystkie pytania wiedzą i w ogóle wiesz, jeszcze się popisać tą wiedzą czy coś, no to poległabym wiesz na pierwszym satsangu, a tam po prostu nie o to chodzi. W związku z tym dla mnie to jest proste. Tak, >> czyli nigdy nie było tak, że ktoś zagiął cię pytaniem? >> Nie, no cały czas ludzie próbują zaginać pytaniem, ale ja, ja nie doświadczam z tym związanego dyskomfortu. Tak. I mnóstwo jest ludzi, którzy lepiej odpowiedzą na wiele pytań, na które nawet ja próbuję odpowiedzieć, tak? Natomiast jeśli chcą jakąś wiedzę zaprezentować, tak? Natomiast w tym temacie o coś innego chodzi, tak? Chodzi o o zobaczenie wolności poza jakąkolwiek wiedzą. Kiedy rozmawialiśmy poprzednim razem w ramach podcastu Ukłun Natury, rozmawialiśmy wtedy przez internet. Natomiast przy okazji tamtego podcastu wysłałaś mi swoją książkę >> w prezencie, >> którą >> Koniec wszystkich historii. >> Okej. >> I wiesz co, ten tytuł bardzo ze mną został, już nawet sam tytuł, wiesz, sam w sobie. I teraz wiesz, zastanawiam się nad tym w kontekście właśnie ludzkiego cierpienia, ale tego ludzkiego, >> tego, które wydarza się w życiu. Wydarzyła się jakaś tragedia, nie wiem, ktoś bliski na przykład umarł, czuję smutek i i kiedy przytaczam sobie teraz to stwierdzenie, "koniec wszystkich historii", no to to znajduje się nagle w miejscu powiedzenia sobie: "Okej, ale to jest tylko historia, ja tym nie jestem". Mhm. >> I mam takie poczucie, że to jest w pewien sposób okrutne. >> Okrutne wobec cierpienia naszego, doc straty na przykład, wobec wobec zmiany, tak? Umiejętne temu wydarzeniu, czy właśnie temu przeżywaniu na przykład żałoby. >> Nie, ja uważam, że nie, nie wyłączymy tego przeżywania żałoby. To nie jest tak, że, że zrozumienie tego konceptu sprawi, że o, jesteś tak ponad wszystkim, słuchaj, że w ogóle nie będziesz płakał w ogóle, wiesz, śmierć czy strata, czy czy rozwód, czy jakakolwiek trudna historia nie będzie ciebie dotyczyła. My nie, nie przestajemy, nie przestajemy być ludźmi, tak? Natomiast ten nadmiar, my tu mówimy tylko o tych nadmiarach, ten nadmiar takiej, takiej psychologicznego, takiego drążenia i takiego przebywania w ten w potencjale może się skończyć. Tak, ale to nie, ale to nie znaczy, że musi też właśnie to jest trudne, bo, bo my próbujemy żyć w takim świecie albo albo nie, w sensie albo "koniec wszystkich historii" i koniec tych wszystkich historii, koniec. >> Albo są wszystkie historie, >> albo są wszystkie historie. Tak, ale zobaczenie, że tak naprawdę te historie się kończą, no przynosi ulgę, ale jeśli jeszcze jesteśmy w tym życiu i jeszcze jeśli jeszcze jesteśmy ciepli i nasze ciało żyje, to jest jeszcze przynajmniej dla mnie znaczy to, że jakby tutaj się jeszcze będzie działo i tu się jeszcze dzieje. Co nie znaczy uwaga, że nie ma tego płótna. To znaczy, że ten smutek na przykład, czy jakiś tam rodzaj cierpienia ma być. Bierz go. Ma być. Jest na płótnie. Jest na płótnie, więc po prostu ma być. To nie jest jakaś ucieczka. >> Mhm. >> On, on musi być. >> Jest taka większa zgoda na to. Jest większa zgoda na to, bo zobacz, yyy, to takie stwierdzenie, że jest "koniec wszystkich historii" jest można powiedzieć w jakimś sensie też oderwane. Ale tutaj dla mnie przynajmniej ważne jest to, że, że można znaleźć zgodę na wszystko, że życie już zgodziło się na ten moment w tak w takiej w takiej formie jak teraz. Ono się już zgodziło. Tak. I można sobie zobaczyć, że okej, że, że jest świadomość, jest obecność przy jednoczesnej rozmowie Jim z Nitią. [odchrząknięcie] I Jim ma jakąś tam swoją pewnie historię, jakieś swoje rzeczy. Ja mam swoje rzeczy i to jest na płótnie i sobie siedzimy, ludzie będą nas oglądać, za jakiś czas słuchać i będą mieć swoje przemyślenia i będą mieć swoje refleksje na ten temat i może coś z tego, może coś z tego wyłapią i może, może to usłyszą, ale to niech to nie będzie użyte jako narzędzie do znowu albo albo tylko po prostu zobacz, jak cię zainteresuje, zobaczymy, co z tego wypłynie dalej >> i tyle. Jest jeszcze taki wątek, który bardzo mnie ciekawi >> odnośnie przebudzenia, oświecenia. >> Mianowicie, to jest oświecenie, przebudzenie, to jest zdanie sobie sprawy z tego, kim jestem. Okej. >> Albo może inaczej, albo z tego, kim nie jestem. >> O, >> może bym powiedziała w ten sposób prędzej, dlatego, że >> otwiera się nowy wątek jeszcze kolejny. >> Tak, zdaję sobie sprawę z czym nie jestem. Tak, może spróbuję to jeszcze jeszcze raz wyjaśnić, bo ja kiedy mam się dowiedzieć kim jestem, to znowu powołuję do życia jakiś obiekt. Powołuję do życia jakąś świadomość. Wyobrażam sobie tą świadomość i mówię sobie: "Aha, to jestem tą świadomością i obecnością. A to jestem ja. Okej, no ale to zrobione na poziomie umysłu tworzy kolejną tożsamość". Tak. I ja nawet w tej chwili nawet mogę zobaczyć, jak ta tożsamość się tworzy. O, jestem tą obecnością. No i usłyszałam tą myśl. Tak, ale przecież nie jestem tym zdaniem, które przed chwilą wypowiedziałam, tylko tym, skąd ono wyemanowało. Tak, więc to jest prędzej stwierdzenie, czym nie jestem. Więc ja sobie uświadamiam, że nie jestem tylko tym, co widzę. Koniec. Nie jestem tylko tym, co jest widziane. Inaczej, to, co jest widziane, czyli wszystko, tak naprawdę wszystkie obiekty nie jest tym samym, co to, co to widzi. Ja nie muszę już dalej wyprowadzać, o, to jestem nie wiadomo czym. >> Ja nie jestem tym, co jest widziane fundamentalnie, tylko >> jestem czymś, na co nie da się

wskazać, bo tym jestem. Tak, jestem tym, czego nie widać. Tak, nie da się na to wskazać, bo gdybym na to wskazała i gdybym to zobaczyła, to skąd bym to zobaczyła?

Więc zawsze byłaby ta świadomość uświadamiająca sobie to, co jest widziane. Tak jak światło latarki nie mogłoby samo siebie oświetlić. Dokładnie tak. To jest funkcja światła. Po prostu oświetla, oświetla cierpienie, oświetla tą historię, oświetla utożsamienie z świadomością, oświetla to, oświetla tamto. Teraz jestem przebudzony, a teraz w ogóle nie jestem przebudzony. I taką fazę mi oświetlaj. Taką fazę mi oświetlaj ciągle. Ja myślę, że się znajdę w tej fazie, a zapominam, że mogę uświadomić sobie skąd. Tylko tyle. Ja już potem nie nic więcej nie mam do powiedzenia. Dziękuję. Dziękuję. Koniec.

Aha, czyli taką bardziej bezpośrednią drogą, nawet nazwijmy to, chociaż to pewnie nie droga, jest eliminacja. Też tak można powiedzieć. Dokładnie. No tak, czyli nie nie jestem myślą, nie jestem ciałem, nie jestem świadomością, którą tam sobie wypowiedziałam. Nie jestem tym, nie jestem tym stanem, nie jestem, nie jestem. Dlaczego? Bo to widziałam. A kim jestem? Czy ja mogę zobaczyć to, kim jestem? No nie mogę. Aha. Zatem budując na tym, dziękuję.

Jaki to ma wpływ na relacje z innymi ludźmi? No to jest to jest cały ciekawy temat. Dla mnie, wiesz, na początku uświadomienie sobie tego tematu było, tak jak ci powiedziałam, było dosyć raptowne, nagłe, bez przygotowania i ja już byłam w relacjach, ja już byłam w małżeństwie, byłam w wielu, wielu relacjach. Tak więc ludzie znali mnie z takiego czasu, jak byłam do tamtej pory, tak? i miałam jakieś swoje przyzwyczajenia, cechy i tak dalej. To zrozumienie było szokiem dla mnie. Dla mnie, dla mnie to było szokiem i muszę powiedzieć, że na początku w jakiś sposób mnie wyobcowało nawet, bo świat chciał ze mną wchodzić w relacje na tej samej zasadach co wcześniej, pamięci i tak dalej. A dla mnie to się wydawa wydawać zaczęło w pewnym momencie takie dosyć dziwne, wiesz, te takie silne emocje czy silne sklejanie się ze swoją tożsamością, jakie miałam przedtem, ono zaczęło się po prostu rozpływać i to nie to nie znaczy, że z drugiej strony było to dobrze przyjmowane. Tak, z drugiej strony było takie nagle poczucie f, ale o co tu chodzi, co tu się dzieje. Tak, ja przestałam tak mocno reagować na różne rzeczy, ale to wywoływało na przykład u mojego męża wtedy duży dyskomfort, bo jakby ta relacja już nie nie wyglądała w taki sposób jak wcześniej. Jakby ja się nie nie łapałam na te same rzeczy co wcześniej, więc tam zaczynała się dziać zmiana.

[wciągnięcie powietrza] Podobnie mnie wyobcowało na jakiś czas z kontaktu. W ogóle nie miałam dużej potrzeby w ogóle kontaktów nawet z moimi znajomymi na jakiś czas. Nie wiem dlaczego. Po prostu fizycznie nie miałam ochoty wychodzić za bardzo przez jakiś czas do ludzi, dlatego że ja zaczynałam odczuwać dyskomfort w tych w takich relacyjnych powtarzaniu starych historii tego tamtego. zaczęłam zaczęłam odczuwać dyskomfort, ale nie chciałam nikomu robić przykrości, więc po prostu wycofywałam się na jakiś czas i to wycofanie, nie wiem, nie pamiętam ile to trwało, ale może nawet ze dwa lata jakiś rodzaj wycofania takiego wewnętrznego. Też nie miałam ochoty na robienie tych samych rzeczy co wcześniej i pracy i zawodowo i tak dalej, więc więc to była zmiana. Ja tu znowu słyszę te motyw eliminacji.

A wiesz co, to ja nawet tego nie robiłam celowo. Nie, to się ja po prostu nie miałam ochoty wychodzić, tak mi było dobrze samej w domu albo miałam ochotę pojechać na satsang i tyle. Natomiast po tych mniej więcej dwóch latach zaczynało to wracać bardziej do normy. Tak, zaczynało to, ja już się zaczęłam czuć też bardziej swobodnie. Jakby te kontakty z ludźmi też nie były dla mnie już męczące. tak bardzo i teraz myślę, że funkcjonuje całkiem zwyczajnie. Tak, mam bardzo dużo znajomych, nie wiem, cały czas prowadzę różne spotkania po całej Polsce i tam na świecie, więc więc nie czuję się w tym dziwnie, ale był taki czas, że mnie że no mnie na jakiś czas wycofało. Tylko widzisz, no czasem ludzie to próbują robić siłowo, nie? Jakby ja nie umiałam inaczej wtedy, bo mi był ja odczuwałam po prostu dyskomfort w swojej dawnej roli. Ktoś mnie widział jako dawną rolę, a ja nie czułam już z tym styczności. Tak, ja nie czułam.

A też nawet jak mnie ktoś pytał z moich bliskich o cokolwiek, to ja nie czułam, że tam jest chęć w ogóle pogłębiania tego tematu, co się ze mną na przykład wydarzyło. Nie czułam tego w ogóle. Natomiast ci wszyscy moi znajomi, którzy też tego doświadczali, też patrzyli na mnie pewnie jako, że coś dziwnego się ze mną wydarzyło. No trochę tak. No to większość z nich była później na odosobnieniach, na satangach i zaczęliśmy się zaczęliśmy się w tym temacie komunikować też, więc więc po prostu to była taka zmiana. Ale tak jak powiedziałam, relacyjnie jeśli to jest jest autentyczne, to może być na początku dużym szokiem dla bliskich. jakąś zmianą. Natomiast no nie bałabym się tej zmiany po prostu. Ja jestem szczęśliwa, że to tak poszło. Tak, nie wyobrażam sobie całego swojego życia w takim sklejeniu, jakie miałam. Tak.

Byłoby to dużo większe, większe cierpienie. Wyobrażam sobie to po prostu jako no w pewien sposób oczywiście spontaniczne, tak, ale takie wybranie pójścia za tym, co jest prawdziwe. Wiesz, ja nawet tego nie wybierałam. [odchrząknięcie] To się po prostu wydarzyło i naprawdę nie wybierałam. Ja to ja się ja się po prostu kierowałam swoim komfortem wtedy, bo ja nie byłam w stanie wytrzymać na spotkaniach towarzyskich. Tak, nie byłam w stanie przez jakiś czas plotkować, robić takie rzeczy. Dzisiaj już mogę, dzisiaj już mogę, ale był taki moment, że w ogóle dziwnie mi było z tym po prostu.

Mocne. Tak czy inaczej. No mocne, mocne, mocne. Natomiast to zazwyczaj dotyczyło dorosłych. Natomiast z moimi dziećmi to w ogóle działało tylko na plus. One były wtedy małe, więc z dziećmi to działało tylko na plus, bo ja nie miałam jakiś takiego ciśnienia na nich i jakiś wymaga nie wiadomo czego. Więc myślę, że akurat jeśli chodzi o młode istoty, to na pewno one tylko na tym zyskały, tak? Bo mniej projekcji rodziców po prostu.

Czyli polecamy satsangi wszystkim mamom i tatom. Mhm. Tak myślę. Tak myślę. Super. Ale to dla odważnych, nie? Dla odważnych. Patrycja, bardzo ci dziękuję. Chętnie bym ci zadał jeszcze parę pytań, natomiast czas nam się kończy i wiem, że musisz uciekać, ale mam do ciebie jeszcze jedno ostatnie pytanie. Ukłon natury to jest miejsce rozmów ważnych i w tym kierunku chcę, żeby ten kanał szedł. Moim zdaniem ta rozmowa do takich właśnie rozmów należy i za to ci bardzo dziękuję. Dziękuję ci bardzo.

Jakie jest jedno pytanie, które, którego współczesny człowiek nie zadaje sobie wystarczająco często? No to jest pytanie, o które od którego zaczęliśmy. Kim naprawdę jestem? Kim naprawdę jestem? Bo to pytanie może być na na różnych poziomach zadane. Tak, kim naprawdę jestem, kim naprawdę jest moja osobowość i tak dalej. Jakie jest moje przeznaczenie, co muszę tu jeszcze wykonać. No dosyć powierzchowne pomimo wszystko jest jest ten kierunek. yyy ale kim naprawdę jestem yyy w swojej esencji, w mając dostęp do tych narzędzi, które mam, czyli swojego ciała, umysłu, yyy tych warunków, w których w których przyszło mi żyć, yyy jak ja mogę sobie odpowiedzieć na pytanie, kim naprawdę jestem? Tak, no to jest moim zdaniem dosyć fundamentalne.

To jest coś, co trzeba sprawdzić. Można. Można. Dzięki. Dzięki wielkie dzięki. Wszystkiego dobrego. Dziękuję. H